Ewa Siniarska

Przez ponad 20 lat związana z mediami (jako brand manager tytułów prasowych, szef promocji Radia Kolor oraz Dyrektor PR wydawnictwa Edipresse Polska) i sztuką, między innymi była odpowiedzialna za współpracę z mediami w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej. Realizowała wiele dużych wydarzeń medialnych, wystaw, pokazów mody, ogólnopolskich plebiscytów, a także gali charytatywnych. Pracowała także jako manager gwiazd oraz czołowych projektantów mody. W ubiegłym roku, po latach pracy w korporacjach, postawiła wszystko na jedną kartę, zostawiła dotychczasowe zajęcia i stworzyła kawiarnię Przystanek Miłość w warszawskim Forcie Mokotów. W kawiarni organizuje spotkania z artystami, aktorami, przedstawicielami różnych kultur i angażuje się w promowanie pasji ciekawych osób o niezwykłych zainteresowaniach. Obecnie realizuje także swój nowy autorski projekt „Słodkie smaki świata”, przez który chce przybliżyć przepisy na życie mieszkańców innych krajów świata, a także typowe dla danych regionów słodycze. Jej pasją są podróże, szukanie nowych smaków i inspiracji, poznawanie nowych kultur, psychologia, książki oraz filmy Clinta Eastwooda. Mama dwóch córek, 15-letniej Zuzi i 11-letniej Mai. fot.: Monika Szałek


2018-01-23

Wyruszam po słodki smak świata. Sycylia.

Od zawsze najbardziej fascynują mnie ludzie, ich życie, historie, pasje.

To, że wszyscy jesteśmy połączeni i każdy z nas, ze swoją historią, tworzy część całego wspaniałego świata.

Uwielbiam słuchać opowieści o przeżyciach, o doświadczeniach innych. Kiedy jestem w podróży szukam miejsc, gdzie mogę spotkać prawdziwych mieszkańców danego miejsca, unikam turystycznych atrakcji, restauracji. Prawdziwe życie mieszka za rogiem, w małej, niepozornej knajpce, w tamtejszej kuchni, w rozmowach ludzi.

Szukam legend, dzięki którym poznam duszę tego miejsca…

…i chcę, aby takim miejscem, z duszą i prawdą, był Przystanek Miłość.

Pewnego dnia do Przystanku Miłość przyszedł uroczy pan z Wielkiej Brytanii, zaczęliśmy rozmawiać, kiedy wspomniałam, że pracowałam w Operze Narodowej, okazało się, że jego córka jest śpiewaczką operową. Za każdym razem kiedy do nas wracał z dumą pokazywał mi nowe filmy z jej występów. 

Innym razem, podczas podróży po Polsce, na kawę do nas wybrała się para ze Szwecji. Koniecznie chcieli pokazać mi zdjęcia swojej córki, która, jak mówili, pokochałaby to miejsce i ten klimat. Ostatnio odwiedził mnie przemiły pan z Dubaju, artystka z Chin czy zauroczony Polską Włoch.

Wspaniałe jest to, że w Przystanku Miłość rozbrzmiewają różne języki świata, wspaniałe są nasze rozmowy i poznawanie swoich zwyczajów, kultur. Rozmawiamy o ciekawostkach związanych z naszymi krajami, o smakach, tradycyjnych przepisach przekazywanych z pokolenia na pokolenie.

To właśnie te spotkania zainspirowały mnie do połączenia moich dwóch pasji – podróży oraz pieczenia ciast i do stworzenia projektu 

„Słodkie smaki świata”.

Od zawsze kocham podróżować. Nie kupuję przewodników, nie korzystam ze zorganizowanych wycieczek. Najbardziej lubię wypożyczyć na miejscu samochód i odkrywać. Rozmawiać z mieszkańcami o ich ulubionych miejscach, o legendach, o smakach. Podczas każdego wyjazdu poznaję cudownych ludzi, spędzam z nimi czas, chodzę do knajpek, gdzie oni spędzają wieczory. 

Fascynuje mnie prawdziwe życie. Życie, które odkrywam kęs po kęsie.

Jako pierwszy kierunek wybrałam Sycylię. No to w drogę….

Na Sycylii żyje się po prostu słodko. Kiedyś bardzo mądry 93 letni pan powiedział mi, że najważniejsze w życiu są dwie rzeczy – rodzina i zdrowe życie, zdrowe nie tylko w kwestii diety, ale w podejściu do niego, spokoju, akceptacji, dobroci dla siebie i innych. Będąc na Sycylii i patrząc na ludzi, rozmawiając z nimi przypomniały mi się jego słowa. Bo tutaj właśnie czuję to wyjątkowo. Małe miasteczka to idealne miejsce, gdzie można poznać prawdziwe życie i smak Sycylii.  A wybranie na pobyt rodzinnego pensjonatu sprawia, że można poczuć się jak w prawdziwym włoskim domu. 

Poznałam cudowne małżeństwo, Emilię i Enzo, to państwo, którzy wraz ze swoim synem, Dario, prowadzą nieduży pensjonat „La via di casa” w nadmorskim miasteczku San Leone. Przyjeżdżasz i stajesz się członkiem cudownej radosnej rodziny. Ugoszczona, wyszykowana i zaopatrzona we wszelkie niezbędne informacje ruszam w poszukiwaniu słodkich smaków Sycylii po zachodnim wybrzeżu. 

To co do tej pory oglądałam w filmach, te wspólne niekończące się rozmowy, spędzanie czasu z przyjaciółmi w kafejkach, nagle są moją codziennością i jest to na pewno ta cecha mieszkańców, którą z chęcią bym przeniosła do Polski. A wszystko z uśmiechem na twarzy i spokojem. Tu czuje się wszędzie niezwykły spokój. 

Życie płynie bardzo wolno. 

Szybko wchodzę w ten rytm. 

Zupełnie nie drażni, że przez pół dnia jest tu sjesta i wszystko jest zamknięte. To czas na odpoczynek i odkrywanie wspaniałych miejsc.

Pytam Sycylijczyków o ich przepis na słodkie życie. Mówią mi, że to słońce, morze, spokój, uśmiech, świeże owoce, dobre jedzenie i rodzina.

 

W taki sposób żyją i to jest dla nich najważniejsze. Piękna inspiracja dla nas wszystkich, niezależnie od kraju i wieku.

Życzę Wam zatem słodkiego życia:-)

 

MOJE MIEJSCA: 

 – Dolina Świątyń, Valle dei Templi. Prawdziwy raj dla miłośników starożytnych historii. Podczas gdy tłumy turystów przemieszczają się od zabytku do zabytku ja  znajduję tam sad pełen drzew pomarańczy. Drzewa pomarańczowe rosną tu wszędzie, a słońce sprawia, że są niezwykle słodkie i soczyste. Sok wyciskany z pomarańczy tu i ten w Polsce to kompletnie dwa różne smaki. Tutaj też próbuję pysznego wyciskanego soku z granatów.

– Scala dei Turchi. Na Sycylii odkrywam deser, który dla mnie jest swojego rodzaju afrodyzjakiem. Smak, którego nie da się porównać z niczym innymi. To owoc kwiatu opuncji, fichi d’india, podany w cząstkach, polany miodem i posypany kruszonymi pistacjami. Próbuję go po raz pierwszy w miejscowości Scala dei Turchi. To miejsce, gdzie białe wapienne skały schodzą prosto do morza. Na plaży znajduje się restauracja, zespół na żywo gra włoskie przeboje a goście tańczą na piasku. Tu najpiękniejszy jest zachód słońca.

 

 – Raffadali. Kiedy rozmawiam z mieszkańcami, wszyscy mówią o kremie pistacjowym i cukierni Le Cuspidi. Tu można oszaleć od zapachu, smaku i kolorów; lody, ciasta, ciasteczka, kremy. I tłumy gości. Podobno tu właśnie jest najlepszy krem pistacjowy. W Le Cuspidi jem Cannollo, ciastko typowe dla tego regionu, które trzeba koniecznie spróbować. Przygotowywane z serka ricotta, w zawiniętym kruchym rożku, z  plasterkiem pomarańczy i posypane kruszonymi pistacjami. Nie jest to mój faworyt, ale na Sycylii warto poznać ten smak. 

W Raffadali natomiast czuję się jak we włoskim filmie, centrum miasteczka to mały skwer, na którym siedzi mnóstwo grupek starszych mężczyzn, którzy rozmawiają, piją kawę i spędzają razem czas. Dokładnie tak to sobie wyobrażałam. Na żywo ten widok robi ogromne wrażenie. Bliskość i przyjaźń.

– Sambuca di Sicilia, wybrane przez telewizję RAI najpiękniejszym miasteczkiem na Sycylii. Wcale się nie dziwię, że gubię właściwą trasę, bo na Sycylii przydarza mi się to ciągle i nagle znajduję się na drodze w trakcie remontu, którą poza mną nie jedzie nikt. Natomiast ja jadę trasą wśród sycylijskich winnic. Z każdej strony otaczają mnie krzewy winogron. Kiedy docieram do miasteczka wszystkie moje drogowe problemy zostają wynagrodzone. Widok, jaki tam zastaję, jest niesamowity. Ogromne przestrzenie pełne zieleni a po środku stare urocze miasteczko. Tu rozkoszuję się widokiem i małymi uliczkami, gdzie jazda samochodem jest prawdziwym sprawdzianem dla kierowców. Samochód ledwo daje radę, do tego trafiłam na burzę, co nie ułatwia jazdy. W miasteczku jestem podczas sjesty, więc nie mam szans poznać tutejszych smaków. Natomiast sam widok wart jest podróży.

 

– Agrigento, największe miasteczko w okolicy.  Na głównej ulicy Via Atenea znajduje się mnóstwo restauracji, kawiarni, sklepów i niesamowitych lodziarni, gdzie lodowe desery wyglądają jak kolorowe słodkie góry. Ja idę do wypatrzonej przeze mnie już wcześniej restauracji L’Ambasatta di Sicilia i zamawiam Macaronchini con pistacchio. Nie miałam pojęcia, po pierwsze, że można zrobić tak pyszny makaron z pistacjami i wcale nie jest na słodko, a po drugie, że kiedykolwiek będzie mi smakował ser gorgonzola. 

Na deser wybieram tutejszą specjalność, czyli Cassatta Siciliana. To ciasto biszkoptowe, przekładane kremem z riccottą, czekoladą i oczywiście pistacjami. Deser serwuje mi szef restauracji, Dario. Zaczynamy rozmawiać, opowiadam mu o swojej podróży i Przystanku Miłość. Pytam go o jego przepis na słodkie życie, a w odpowiedzi otrzymuję przepis na zrobienie Cassaty. Skoro tak, to spróbuję ją zrobić i w mojej kawiarni.

 

– Torre Salsa – ten dzień zapamiętam na długo. To najpiękniejsza dzika plaża, na jakiej byłam w życiu. Nie ma tu niczego poza naturą. Natomiast słodko można spędzić czas nad brzegiem morza, wśród zieleni i skał. Tu jest się kompletnie odciętym od świata, nie ma zasięgu, jestem sama na plaży, poza mną nie ma tu nikogo. Kiedy wsiadłam do samochodu i odjechałam kawałek, musiałam się zatrzymać i jeszcze wrócić choć na chwilkę, żeby dobrze zapamiętać to miejsce. W ogóle nie chciałam stamtąd wracać.

 

– San Leone – małe miasteczko, w którym wynajęłam pokój w pensjonacie La via di casa. Każdy dzień zaczynam od aromatycznej włoskiej kawy i croissanta z ricottą lub kremem pistacjowym. Pycha! Tu chodzę na spacery uroczym deptakiem nad brzegiem morza, z wieloma restauracjami i cukierniami. W jednej z cukierenek właściciel pozwolił mi wejść na zaplecze i zobaczyć jak powstają ciasta. Tu też specjalnie dla mnie zamówił pastę pistacjową, którą przywiozłam do Polski i którą wykorzystam do przygotowywania ciast z kremem pistacjowym. W San Leone warto odkryć plażę znajdującą się dalej od centrum. Szczególnie wspaniale można spędzić czas siedząc na bujanej ławeczce wśród drzew nad samym brzegiem morza. 

 

Specjalne podziękowania dla Dario Casalicchio, Emilii i Enzo z pensjonatu La via di Casa za przecudowną gościnę i pomoc w realizacji projektu.

Przeczytaj również...