Aleksandra Budka

Wymarzyła sobie, że zawodowo będzie słuchać muzyki. Dziś nie tylko muzyki słucha, ale też o niej opowiada i pisze. Pasjonatka radia i klimatu retro, kolekcjonerka płyt, okularów i torebek. Od wielu lat związana z radiową Trójką. Fanka Grzegorza Ciechowskiego, przez co jej serce jest z pewnością biało-czarne. Kawę zaś pije zawsze białą.


2017-10-03

Niech nie czyta

Czytelniczka pyta o piosenkę, którą znalazła na moim blogu. Chwilę wcześniej W. prosi o nowy wpis. Tata, najwierniejszy czytelnik, pomiędzy pytaniami  o kolejne wywiady i o to, kiedy zamierzam wymienić opony na zimowe, dodaje żal o zaniedbany blog.

Nienawidzę samolotów. Jednak lubię lotniska. Lubię atmosferę tego miejsca, bo jestem podglądaczem i obserwatorem. Choć może wyglądać to dziwnie, że ta dziewczyna z kubkiem kawy nie może skupić się na lekturze magazynu leżącego na jej kolanach i spogląda na ludzi wokół. Na lotniskach magazyn jest mniej ciekawy od tego, co rozgrywa się przed oczami. Przyglądam się kolorom walizek i dopasowuję do temperamentów ich posiadaczy. Podsłuchuję rozmowy, chłonę nowe języki. W międzyczasie dzwoni B. z ważną radiową sprawą. A. uspokaja mnie, że samolot to przecież najbezpieczniejszy środek transportu, ale tuż po lądowaniu każe mi do siebie zadzwonić. M. jest spokojna – zadzwoń już z hotelu - mówi. Siedzę w samolocie i umacnia się moja wiara. Jak trwoga to, wiadomo, a ja chyba największy strach czuję tuż przed startem. Lądowanie opanowałam, nie robi już na mnie wrażenia. Pasażer obok mnie na tapecie telefonu ma zdjęcie z rodziną, podejrzałam. Widzę też, że mężczyzna po drugiej stronie przez cały lot trzyma dłoń na kolanie swojej dziewczyny. Albo narzeczonej, albo żony…

Mam w słuchawkach muzykę, ale w chmurach słucha się inaczej. Nie poznaję jej, bo mam w głowie myśli, które wychodzą na pierwszy plan. Nad ziemią prowadzi się ze sobą wyjątkowy dialog. Mogłabym tak rozmyślać przez całą podróż do hotelu, ale z lotniska odbiera mnie wydawca. – Dobrze, że jesteś – słyszę i kolekcjonowane przez ostatnie dwie godziny myśli uciekają. – Mamy dużo roboty – dodaje, a ja cieszę się na tę pracę. Lubię pracować na Wybrzeżu, inspiruje mnie. Przez tych parę dni zrobiliśmy naprawdę dobrą robotę – studio, rozmowy, kilka obejrzanych festiwalowych filmów. Uciekłam na chwilę na plażę, nigdy mi się nie znudzi.

Po filmowym tygodniu wróciłam do muzyki. Do Joepa Bevinga, którego słyszałam na żywo w Trójce, do Kuby Więcka, Grzegorza Turnaua i nowego singla Korteza. Kortez zawsze trafia w punkt z emocjami.

Zaparzyłam kawę, wstawiłam pranie i kończę kolejne opowiadanie. Czyli stabilnie.

Kończę też drugi tom rozmów Eweliny Pietrowiak z Jerzym Pilchem. Jak zwykle w przypadku Pilcha, chłonę jego słowa z wypiekami na twarzy. Nie mam pamięci do cytatów, nie umiem w rozmowach zgrabnie przywoływać dialogów z filmów ani z przeczytanych książek. Zostaje mi jedynie niezwykły dar do zapamiętywania tekstów piosenek – po pierwszym przesłuchaniu potrafię pod prysznicem śpiewać nowo poznany utwór. Ale ten cytat z Pilcha wykaligrafuję, oprawię w ramkę i powieszę obok kopii rękopisów Ciechowskiego. „Grupa nałogowo czytających to grupa silnych ludzi, po co osłabiać ją niezdecydowanymi. Co mi z zachęconego czytelnika? Niech spierdala i dalej nie czyta!”.

Zatem – nie zachęcam. Ogólnie wiadomo przecież, że czytanie boli.

Przeczytaj również...