Wojciech Zawioła

Obserwuje, a potem opisuje i komentuje. Autor dwóch powieści: „Jest takie miejsce...” i „Szukaj mnie”, a także czterech biografii: Mariusza Czerkawskiego, Roberta Lewandowskiego, Karola Jabłońskiego i Agnieszki Rylik. Dziennikarz Canal Plus Sport i prezenter wiadomości w TVN i TVN24. Wielbiciel twórczości z duszą. Autor i prowadzący audycji „Lewitacja” w Radiu RPL.FM.


2017-09-29

Powrót do kraju, w którym...

Chyba jestem nienormalny. W swej normalności, zwykłości i nudzie. Z olbrzymią dozą prawdopodobieństwa twierdzę, że jestem jednym z nielicznych polskich turystów, którzy wracają do kraju bez żalu a wręcz z przyjemnością.  

Kiedy samolot ląduje, często przypomina mi się scena z „Madagaskaru”, w której dowódca eskadry Pingwinów poucza swego białoczarnego żołnierza: „Powoli, delikatnie…jakbyś całował siostrę…”. Samolot gwałtownie uderza podwoziem więc dowódca krzyczy: „SWOJĄ SIOSTRĘ!”. Czasem jest to uderzenie na tyle mocne i gwałtowne, że perfekcyjnie oddaje siłę zderzenia z polską rzeczywistością.

Początkowo nasuwa się słowo „dom”. I to słowo zostaje ale już po kilku godzinach pojawia się odczucie, że to powrót do kraju, w którym wszyscy chcą mnie zrobić w chuja (blog - 2 lipca 2017). Powrót do kraju, w którym czterystu sześćdziesięciu (nie mylić z „trzystu”) bawi się w piaskownicy zwanej Polską, szafując dumnie brzmiącymi słowami: Polacy, Naród, Patriotyzm, Niepodległość i Niezawisłość. Kraju, w którym najwięcej psują ci, którzy bezczelnie nazywają siebie mechanikami, plując nam w twarz i oszukując bez zawstydzenia. Po to tylko by ci spolegliwi i wierni, gdy przyjdzie czas, wrzucili odpowiednio wypełniony los do urny. Los w loterii o nazwie WŁADZA, najlepiej niepodzielna.

To powrót do kraju, w którym małostkowość i zawiść co miesiąc wchodzi na drabinkę, odgradzając się od innowierców barierkami. Kraju, w którym zabiera się posady dyrektorom szkół, by obsadzić je swoimi ludźmi i indoktrynować młodzież po swojemu. Kraju, w którym zmienia się nawet podręczniki do historii, by wbijać do głów od najmłodszych lat, że Polska ponad wszystko.  

To powrót do kraju, w którym wyborów dokonuje się na złość (bo się za dużo dorobili i panoszą) z chciwości (bo dają pięćset, nieważne skąd biorą) albo dla żartu (bo będzie śmiesznie).

To powrót do kraju, w którym moralności uczą niemoralni, uczciwości nieuczciwi a na piedestale tkwią nieudacznicy. Kraju, w którym przyznaje się prawo do życia wszystkim nienarodzonym a odbiera się je narodzonym dzięki in vitro. Kraju, w którym jedyną racją ma być racja katolicka podkreślająca na każdym kroku swą nieomylność.

Kraju, w którym nawet czystość i uporządkowanie ogródka wynika z zawiści – „bo sąsiad nie może mieć ładniej niż ja”.

Naprawdę wracam tu z przyjemnością. Bo to co widzę w tym kraju pięknego, fascynującego i wręcz fenomenalnego, nikt i nic nie jest w stanie mi zadeptać. I to nic, że wracam z bezgranicznie tolerancyjnego Amsterdamu, słonecznej i uśmiechniętej Barcelony, czy światowego Paryża. Nic to, bo wracając tu, jestem w domu.

 

Przeczytaj również...