Grzegorz Kapla

Żyje z pisania. A żyć z tego, co się lubi, to dar. Bardziej od pisania lubi tylko spotykać ludzi. No i lubi być w drodze, kupować płyty w sklepie z płytami a nie w sieci, pomidorową i kabriolety. Kiedyś, dzięki dwojgu mądrym ludziom pojął, że nie trzeba pisać tylko o polityce. Że można pisać o świecie.


2017-07-17

co warto oddać za luksusowe zakupy?

Trzy pozytywy na dzisiaj

Piątek.

1.

Dla kogoś kto jadł chleb z masłem i solą i miał w telewizorze tylko dwa programy życie w czasach obfitości jest codzienną niespodzianką.

Siedzieliśmy w maleńkim, narożnym pokoju i jednym wąskim oknem, słuchaliśmy Beksińskiego w Trójce, nuciliśmy „było nas trzech, w każdym z nas inna krew” i rozważaliśmy czy lepiej być, czy jednak mieć. To był prosty wybór. Mogliśmy tylko być, więc chcieliśmy być jak najmocniej. Zdobywać pasy w karate. Przeczytać całego Szekspira. Rozumieć „dziewica, albo tylko palcem” w sławnym wersie Joyce’a, przejechać na rowerze dookoła Polski po samych granicach, skoro już nie można przekroczyć tej kurewskiej, absurdalnej linii na mapie.

Oddzielała nas od nowoczesności.

Znaliśmy ją z kina. I z książek. I z wyświechtanych egzemplarzy Playboya kupowanego na rynku Turzyn.

Wszystko było takie proste.

Dziś nie wiem, czy poradziłbym sobie z nowoczesnością, która przekonuje mnie, że nie będę szczęśliwy bez nowego smartfona. Albo najnowszego samochodu. Albo przynajmniej szamponu po którym odrosną mi włosy i to w dodatku czarne. I bez płynu po którym uniknę zakażenia pochwy. Słyszę tę reklamę tak często, że pewnego dnia po prostu będę musiał go sobie kupić.

W podróżach najbardziej pociągała mnie odmienność. Inność. Chciałem zobaczyć ludzi, którzy żyją inaczej. Przywieźć zdjęcia sprzętów jakie mają w swoich domach. Usłyszeć opowieści o ich duchach i przodkach. Zobaczyć ich czarne twarze. Albo brązowe. Albo takie białe jak moja, ale z nosem długim i haczykowatym. I ich ubrania. I długopisy. Albo pióra.

Chyba nie zdążyłem. Może poza Indiami, które widziałem jeszcze pełne cudów. W taksówce był stary, łamany taksometr z napisem na mosiężnej tabliczce: „ten sprzęt wykonał pan Ajay Singh w swoim zakładzie na Chandi Chowk niech wam dobrze służy”...

Kiedyś każdy lud miał własną kulturę. Osobną i odmienną. Dziś mamy jedną, wspólną kulturę – kupowanie. Może nawet nie kulturę, co religię, bo żadnej religii nie udało się przekonać świata, że jest lepsza od innych. A dziś społeczeństwa które mogą kupić mniej od innych czują się upośledzone, i zwyczajnie, gorsze. I wszyscy chcą żyć w zachodnim świecie, w którym można mieć więcej. I już nie pamiętają własnego świata. Oddali swoje mity, obyczaje, marzenia i spełnienia za szklane paciorki postępu.

My zresztą też oddaliśmy. Boga i wszystkie duchy za dyktaturę francuskiego racjonalizmu. Rodzinę w zamian za bismarkowski projekt nowoczesnego państwa, które zadba o renty i emerytury. Ziemię w zamian za ryneczek Lidla. Góry w zamian za smartfona z instagramem. Wolność za poczucie bezpieczeństwa. Książki w zamian za śniadaniową telewizję. Dobrze że wciąż cenimy przyjaźń, miłość i żeby się całować na wietrze.

2.

Konferencja prasowa w Dyrekcji Parku Narodowego było bardzo przyjemne a opowieść o owych programach edukacyjnych wielce inspirująca. Mam nadzieję, że uda się poskładać wspólny program o Stęczyńskim, bo choć nie był najlepszym poetą świata, to za wzór nowoczesnego wędrowcy może posłużyć wszystkim pokoleniom.

Pod Reglami paliło słońce a u wlotu Dolinki za Bramką pan juhas próbował wcisnąć serek.

3.

Wieczorem w Szymkówce rozmawialiśmy o Tatrach, o Norwegii i o nowych książkach. Dostałem jedną w prezencie i teraz ją studiuję strona o stronie. Premierę ma we środę. Jest cudowna.

Ale najważniejsze, że mamy plan, żeby następną książkę napisać razem…

Przeczytaj również...