Grzegorz Kapla

Żyje z pisania. A żyć z tego, co się lubi, to dar. Bardziej od pisania lubi tylko spotykać ludzi. No i lubi być w drodze, kupować płyty w sklepie z płytami a nie w sieci, pomidorową i kabriolety. Kiedyś, dzięki dwojgu mądrym ludziom pojął, że nie trzeba pisać tylko o polityce. Że można pisać o świecie.


2017-07-07

Dzień Niepodległości

Trzy pozytywy na dzisiaj

Wtorek

1.

Wczesnym rankiem pojechaliśmy przez Łysą Polanę na Słowację, żeby popatrzeć na zerwy Murania z wysokogórskiej łąki, z której skała wyglądała jakby wyrosła nam tuż przed oczyma. Nie przesłania jej ani jeden słup elektryczny, droga, parkan, czy choćby ławka. Między nami i górami jest tylko łąka i gdzieś, w dolinie – las. Na prawo od Murania piętrzy się Lodowy na którym kiedyś odmroziłem dziewięć palców. Mamy sobie niejedno do opowiedzenia.

- Wytrzeźwiałeś – zapytał Krzysztof kiedy już się napatrzeliśmy na góry a wiatr wytarmosił nas na wszystkie strony.

- Tak, już jest okej – zapewniłem i pojechałem prosto do Warszawy. Jechałem nie za szybko. Do 19.00 było dość czasu, żeby się wykąpać i przebrać.

2.

Przyjęcie z okazji 241 rocznicy Dnia Niepodległości Stanów Zjednoczonych w rezydencji Ambasadora USA Paula w. Jonesa to wyjątkowa okazja, żeby spotkać znajomych. Niektórych mogę spotkać tylko na tym bankiecie. Mogę też spotkać ludzi, jakich znam jedynie z telewizji, bo bywają tu ministrowie i gwiazdy ekranu. Kiedy staliśmy w kolejce do złożenia gratulacji panu Ambasadorowi, zauważyliśmy, że dowódcy NATO i ambasadorowie zaprzyjaźnionych krajów stoją w kolejce razem z nami, ale pani Rozenek, jak na wielką damę przystało, idzie sobie bez kolejki.

Nie wiem czy zgodne z protokołem dyplomatycznym, ale jakoś kłóciło się z moją, wyświechtaną już, kindersztubą.

Jedliśmy potem burgery, piliśmy wino i Jacka Danielsa i, przede wszystkim rozmawialiśmy.

O przylocie prezydenta Donalda Trumpa, o nieodpowiedzialnych zapowiedziach jakie były prezydent Lech Wałęsa poczynił w internecie nawołując do ulicznej agresji, o politycznej przyszłości Miasta Stołecznego Warszawy, o kreacji Moniki Olejnik, o pełnych lęku felietonach Jacka Żakowskiego, który już wprost pisze, że PiS wygra kolejne wybory a w związku z tym, co było, nie wróci, o tym jak pan poseł Suski przesłuchiwał pana Tuska Juniora, o truskawkach, o książkach Jerofiejewa, o wyprawie rowerowej nad Balaton i o miłości.

W części oficjalnej pan Ambasador przemówił po polsku a młody śpiewak wykonał hymny obu krajów w bardzo przejmujący sposób.

Potem Bożena powiedziała mi, że okładka mojej książki "Gruzja. Na Kazbek i z powrotem" nie pasuje do tego, co w środku. Że nie jest w moim stylu. Zwłaszcza krój fontów i ich kolorystyka. Pomyślałem, że ma rację. A potem był już pokaz sztucznych ogni.

3.

Droga wiodła krętym wąwozem o wysokich ścianach i nie jechał tamtędy nikt. Zupełnie nikt. Ani wozu, ani osła, ani nawet kury nie spotkaliśmy przez kolejną godzinę. Strumień, który roztarł te skały na proch musiał mieć w sobie olbrzymią siłę. Albo niezwykłą wiarę. Albo tylko cierpliwość i mnóstwo czasu.

W końcu skały rozpierzchły się nagle na boki i wjechaliśmy w rozległą, pustą, zieloną dolinę. Droga przykleiła się do ściany po prawej stronie i wyprowadziła nas na wysoką przełęcz. Stał na niej pięcioramienny stojak z kutego żelaza do którego przywiązane były czerwone flary.

Niektóre wypłowiałe. Inne całkiem świeże.

- Modlitwy tych dziewczyn z doliny – powiedział Misza – przywiązują tutaj swoje modlitwy, żeby Bóg, jeśli będzie akurat przechodził wziął je sobie do serca.

- O co się modlą?

- Dziewczyny zawsze się modlą o to samo. Żeby mieć męża, który będzie jednocześnie bogaty, młody i mądry. O cuda się modlą, a przecież cuda nie istnieją”.

(fragment książki. Kaukaz. Ciąg dalszy dla której wkrótce będę szukał wydawcy)


Przeczytaj również...