• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Jakub Milszewski

    Redaktor naczelny. Pisze głównie o muzyce i turystyce, o tym pierwszym również na blogu 140db.pl. Kiedyś zostanie gwiazdą rocka, ale póki co śpiewa w chórze. Poza tym fan komiksów i kolekcjoner płyt. Z wykształcenia kulturoznawca, ale niech to zostanie między nami.


    Ryszard Świlski: Lubię mieć zdanie

    2015-04-27
    W gabinecie Ryszarda Świlskiego, członka Zarządu Województwa Pomorskiego, wiszą zdjęcia z koncertów, jest też trochę sportowych pamiątek. Poza tym skromnie. Jak się w takim biurze pracuje? Jakie decyzje zapadają za biurkiem?
    Ryszard_swilski2Wszystkie zdjęcia, które ma pan na ścianach w gabinecie, pochodzą z koncertów, które pan współorganizował?

    Tak. To oczywiście tylko część zdjęć. Wszystkie są z Pruszcza Gdańskiego. Moim absolutnym idolem jest Wojtek Waglewski. Jestem z jego muzyką na bieżąco, Pospieszalskiego nawet kiedyś namówiłem na wspólne bieganie.

    A drugi wątek przewodni tego biura? Widzę książkę o architekturze PGE Areny, jest koszulka koszykarska, piłka. Z Pospieszalskim pan biega, a bez Pospieszalskiego też?

    Tak, oczywiście. Bez aktywności fizycznej nie ma życia. Nie ma nic piękniejszego żeby odreagować. Sport, muzyka, potem długo, długo nic.

    Jest odpowiedniejsze miejsce pracy niż Urząd Marszałkowski, jeśli jest się magistrem politologii o specjalizacji samorząd terytorialny?

    Nigdy nie myślałem, że będę pracował w szeroko pojętej administracji. Mój początek życia zawodowego to korporacja. Pracowałem w niej 13 lat. Oprócz tego udzielałem się społecznie. Życie zawodowe było na pełnym gazie, a międzyczasie robiłem inne rzeczy – byłem w radzie miasta, w radzie powiatu... Ale okazało się, że nie daję radę na dłuższą metę tak tego ciągnąć. Bakcyl robienia czegoś fajnego poza zarabianiem dobrych pieniędzy przeważył szalę. Musiałem podjąć decyzję i tak zrobiłem. Nie wszyscy wokół są z mojej decyzji zadowoleni. Samorząd to inne pieniądze, inna rozpoznawalność. Bierze się odpowiedzialność za swój podpis, nie ma się za czym schować. Kiedy pracowałem w sprzedaży to zawsze można było coś wymyślić – nie udało się sprzedać bo coś tam, ktoś był chory, słońce świeciło, czynniki ekonomiczne były słabsze. W samorządzie nikogo to nie interesuje. Jeśli jesteś wybrany to nie ma odstępstwa. Nikt nie bierze pod uwagę tego, że jesteśmy ludźmi i popełniamy błędy. Wykształcenie i praktyka pomagają.

    Doświadczenia z 13 lat pracy w korporacji przydaje się w samorządzie?

    Systematyka pracy, jej poukładanie są bardzo ważne. Trzeba poustawiać wszystko od A do Z, ale tutaj trzeba oczywiście uwzględniać głos ludzi. Jest bardzo dużo rozmów. Ludzie przychodzą ze swoimi problemami, nikt nie przychodzi z informacją „fajnie pan to zrobił”. Tego w tej pracy brakuje. Jeśli ktoś liczy na to, że usłyszy słowo „dziękuję” to nie ma takiej opcji. Podziękowanie otrzymuje się za cztery lata – wygrana w wyborach lub liczba oddanych na ciebie głosów o czymś świadczy. Aczkolwiek przy takim a nie innym systemie wyborczym jest to trochę skrzywione. W korporacji i samorządzie stawia się na zadaniowość i wynik. Kiedy przychodzę do pracy lubię mieć konkretne zadanie. Lubię też, jeśli nikt mi w tym nie przeszkadza i nie wkłada kija w szprychy. Chcę zawsze mieć wolną rękę przy wyborze sposobu wykonania zadania, oczywiście zgodnie z regułami. Nie lubię, kiedy ktoś przychodzi i mówi, że zrobiłby to lepiej, bo w inny sposób.

    Będzie pan korzystał z PKM?

    Jestem skazany na Pomorską Kolej Metropolitalną. Nie chodzi o bezpośredni dojazd do pracy, ale podczas podróży po województwie logika nakazuje skorzystać z tego środka.

    Co poza PKM będzie najważniejszą inwestycją infrastrukturalną, jaka czeka Pomorze w najbliższym czasie?

    Myślę, że nie dyskontujemy tego, co już udało się zrobić. Żyjemy w ogromnym tempie, narzucamy sobie kolejne wyzwania – robić to, potem tamto i jeszcze tamto. Może to dobrze, ale chyba też warto czasem zatrzymać się i docenić to, co już jest. Nie zdyskontowaliśmy EURO 2012 jako społeczeństwo. Nie chodzi o wynik sportowy czy o stadiony. Proszę zwrócić uwagę ile przy okazji EURO udało się zrobić rzeczy. Budowa Pomorskiej Kolei Metropolitalnej jest przy okazji turnieju, rozbudowa terminala na lotnisku również, budowa południowej obwodnicy Gdańska także. O rewitalizacji Letnicy, budowie AmberExpo nie wspomnę. Oczywiście, są jeszcze wąskie gardła, których nie przeskoczymy, ale zapomnijmy, że tak w ogóle będzie. Czekają nas jeszcze budowa obwodnicy metropolitalnej, która ruszy za dwa lata. Za chwilę dokańczamy budowę S7. Duże wyzwania czekają transport kolejowy. 40 lat temu mówiło się, że SKM jest niepotrzebna, wybudowana w polu, po co, komu. Dzisiaj nie ma życia bez SKM. Przed nami budowa dodatkowego toru ze Śródmieścia, a ten przystanek ruszy zaraz, na południe, w stronę Pruszcza Gdańskiego. Druga sprawa to tory na północ, do Wejherowa, pobudzenie tamtej części regionu. Będziemy czekali na efekt PKM, czyli otwarcia tego tarasu kaszubskiego – mieszkańcy z tamtych rejonów będą dojeżdżali w 50 minut do pracy do Gdańska. Teraz takiego połączenia nie ma. Trzeba pamiętać, że każdy rok nie może być rokiem przełomu. Mamy jeszcze trochę planów, ale życie pewnie też napisze swój scenariusz. Mamy trochę przestrzeni, która za chwilę zostanie zagospodarowana. Jeszcze nie wiemy czym, ale tak będzie.

    Pytam o te inwestycje z myślą o tym, że teraz jest ostatnia transza dotacji unijnych. Są założenia, że trzeba zrobić konkretne rzeczy dopóki jest możliwość pozyskania pieniędzy?

    W Regionalnym Programie Operacyjnym mamy ponad 1,8 mld euro do wydania, ale będą to trudniejsze pieniądze niż poprzednie. Komisja Europejska zupełnie inaczej położyła akcenty na wydawanie pieniędzy. Uznała Polskę za kraj, w którym infrastruktura już jest i funkcjonuje. Trudno powiedzieć mieszkańcom jakiejś małej miejscowości, w której mieszka 500 osób, że stan dróg czy też lokalny transport jest u nich już zaspokojony. Przecież powiedzą: „nie proszę pana, bo my daleko od miasta mieszkamy”. Ale w kategoriach unijnych spełniamy kryteria rozwiniętego kraju członkowskiego. Teraz akcenty przy wydawaniu pieniędzy położone są na przykład na ochronę środowiska, energetykę odnawialną i oszczędności z tego tytułu, inteligentne specjalizacje w gospodarce, które mają być kołem zamachowym dla dalszego rozwoju. Krótko mówiąc: koniec z inwestycjami w mury, a więcej inwestycji w innowacje, rozwiązania, połączenie biznesu z nauką. Prawda jest taka, że przedsiębiorcy nie chcą wykładać pieniędzy na badania i rozwój – musieliby zainwestować część swojego dochodu nie mając gwarancji, że się zwróci. My mówimy: „dołożymy wam odpowiednią pulę pieniędzy, ale dajcie wkład własny”. I jest opór. Dzisiaj zwołujemy wszystkie ręce na pokład, żeby tę pulę pieniędzy odpowiednio wykorzystać, bo chcemy uzyskać też tzw. krajową rezerwę wykonania, czyli taki bonus za zainwestowanie tych 1,8 mld. Oprócz tego chcemy czerpać z innych programów, choćby żeby udrożnić dojazdy do portów w Gdyni i Gdańsku. Centra logistyczne się rozbudowują. Za chwilę będzie trzeba przenieść transport kołowy na tory. Potrzeba będzie mostu na Martwej Wiśle dla pociągów, żeby mogły jeździć do portów.

    W ostatnich latach pojawiło się sporo podobnych inwestycji w Gdańsku i Gdyni. Czy te miasta ze sobą rywalizują?

    Rywalizacja nigdy nie jest zła, ale nie może być celem samym w sobie. Faktycznie Gdańsk i Gdynia rywalizują i nie można mówić, że jest inaczej. Ale dopóki poszczególne inwestycje znajdują odbiorców, jeśli spinają się budżetowo, jeśli funkcjonują to jest okej. Był taki moment, że zapaliła się czerwona lampka. Zasady wykorzystania specjalnej kwoty 1 mld złotych w Zintegrowanych Inwestycjach Terytorialnych dla obszaru metropolitalnego Gdańsk, Sopot, Gdynia i okolice zakładają, że fundusze muszą być skonsumowane wspólnie. Założenia mówią jasno i wyraźnie: dostaniecie miliard, ale macie zrobić to razem. Nie ma odwrotu od tego, że prezydenci i burmistrzowie się dogadają. Ostatni czas pokazał zresztą, że jest to możliwe. Kierujący miastami zrozumieli, że muszą oddać część swojego królestwa, znaleźć kompromis, bo ludzie im tego nie wybaczą. Rywalizacja rywalizacją, niech zostanie na innych płaszczyznach, niech rywalizują drużyny sportowe.

    W temacie współpracy między miastami: turyści się czasami pukają w głowę, że w Trójmieście nie ma choćby wspólnych biletów na komunikację miejską.

    W ciągu najbliższego roku ta kwestia musi być rozwiązania. Chcę, żeby moment jednego biletu był modelem obowiązującym. Masz jeden bilet, wchodzisz do autobusu w Gdańsku czy w Gdyni, jedziesz. Nie ma innej możliwości. Transport musi być zintegrowany. Wymusi to na wszystkich graczach – a jest ich wielu – oddanie swoich kompetencji jednemu wojewódzkiemu zarządowi.

    Ryszard_swilski1

    Nie będą się stawiać?

    Wszyscy będą się stawiać i już to robią. Mówią: „masz rację, ale za chwilę”. Mówię: „zróbmy teraz”, a oni: „nie, nie, to za chwilę”. Żeby było jasne – przyjaciół w tym nie mam.

    fot.: Sylwester Ciszek

    Galeria
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Przeczytaj również
    Reklama
    reklama Anywhere