• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Dagmara Kowalska

    181 cm wzrostu, tyle samo optymizmu, uśmiechu i pozytywnej energii składa się na niskociśnieniowca z silnym uzależnieniem od medialnej adrenaliny. Mówi, od kiedy pamięta, więc wybór drogi zawodowej był naturalny. Prócz słowotoku, ma ważną umiejętność słuchania. Zawodowo raczkowała w bydgoskim radiu i telewizji, szkołę dziennikarską przeszła w mediach publicznych: Jedynce i Czwórce. Warsztat telewizyjny doskonaliła w TVN Warszawa, TVP 1, TVP Polonia i TVP Warszawa. W Chillizet codziennie nastawia słuchaczy na chillout i dzieli się historiami swoich gości. Na papier przelewa wszystko to, co nie zmieściło się w eterze. Uzależniona od teatru, kina i motoryzacji. Scena eventowa jest jej żywiołem, wszędzie jej pełno. Działa zgodnie z zasadą: im więcej zadań, tym więcej kreatywności. Zaprasza do swojego świata pełnego inspirujących ludzi. Zajrzycie?

    Andrzej Piaseczny: Srebrny jubileusz

    2018-12-24
    25 lat na scenie… Kawał czasu, a on się nie zmienia. Przeciwnie, im jest starszy, tym lepszy. Ma ćwierć wieku doświadczenia i masę energii oraz apetyt co najmniej na dubel. Kochamy go za głos, poruszające teksty, charyzmę, luz, skromność, szczerość i gadulstwo. Wymieniać dalej? Nie skończylibyśmy do jutra. Andrzej Piaseczny, czyli 25+ wersji koncertowej. Chcemy więcej.

    Tomasz Piaseczny – tak miało być, ale tato Andrzeja przy rejestracji syna po prostu zapomniał, jak syn miał mieć na imię i nazwał go Andrzejem. Bardzo dobrze, bo tak myślę, że to imię do Ciebie bardziej pasuje. Dzień dobry.

    Dzień dobry, dziękuję i dziękuję tacie (spogląda w górę). Wszystko się zgadza. Tę historię mogą Państwo przeczytać w książeczce do płyty i nie tylko tę. Chociaż tekst, który tam napisałem, jest troszeczkę prowokacyjny. Najbardziej w swoim zakończeniu, bo naprawdę ciąg dalszy nie nastąpi, prawdopodobnie… Raczej z całą pewnością.

    A może za 25 lat, kto to wie? Podobno naukowcy pracują już nad tabletką na długowieczność.

    Są różne teorie. Podobno technologia medycyny jest tak daleko zaawansowana, że już dzisiaj można by było wyleczyć znacznie większą ilość chorób, niż to się dzieje, ale to są teorie, które mogą nie mieć poparcia w rzeczywistości. Miło jest pomarzyć o tym, że moglibyśmy pożyć znacznie dłużej, niż myśleć o tym, co się z nami stanie.

    Ja bym chciała choćby po to, żeby poznać drugą część Twojej opowieści. Wróćmy do rozmowy o płycie, bo to ona jest powodem naszego spotkania, ale najpierw chciałabym, żebyś powiedział, jak to było 25 lat temu. Miałeś dłuższe włosy, wychodziłeś na scenę po raz pierwszy w 1993 roku – jakie emocje Tobą targały?

    Było zupełnie inaczej, niż teraz jest. To była mieszanka różnego rodzaju emocji – tak to dziś pamiętam. Z jednej strony to była ogromna mieszanka nadziei i młodzieńczej chęci zaistnienia, chęci walki o swoje. Dziś słowo „walka” staram się omijać, natomiast wtedy z pewnością byłem w stanie zrobić bardzo wiele rzeczy, różnego rodzaju, żeby się udało zaistnieć, żeby móc utrzymywać się w wymiarze czytelnym dla ludzi. Nie padło jeszcze słowo „muzyka”, ale jasne jest, że pół życia marzyłem o tym, żeby śpiewać, grać w zespole, zdobyć sukces. Tak mi się wydaje, choć to może się pokoleniowo zmieniać, ale w odniesieniu do tamtej rzeczywistości mojej, 25 lat temu, wydawało mi się, że każdy jest żądny sukcesu. Dzisiaj ta filozofia wcale nie wydaje mi się tak bardzo dobra. Zastanawiam się, czy bym chciał dziś zaczynać? Nie. Zdecydowanie nie chciałbym.

    piasek_3

    Wtedy było łatwiej?

    Było inaczej na pewno.

    Rynek był węższy, ale można było znaleźć swoje miejsce. 

    Był znacznie węższy. Były tylko dwa programy Telewizji Polskiej. TVP 2 zaczynała nadawanie w okolicach godziny 15 i trochę z tego punktu widzenia rynek był węższy, bo być może ludzi, którzy byli konsumentami muzyki, chcieli słuchać muzyki, była taka sama ilość. Może nawet oni byli bardziej pożądliwi w tym kierunku. Wiem to dlatego, bo pochodzę z Pionek, małego miasteczka, gdzie do początku lat 90. produkowano winyle.

    To takie duże czarne płyty, które wracają na rynek.

    Wracają na rynek i teraz są całkiem modne. Moją nową płytę „25+” również można przygarnąć w czarnym wydaniu. Wracając do Pionek, tłoczono tam płyty gramofonowe i pamiętam, jak mój kuzyn z Lublina napisał do mnie taki list: „Słyszałem, że u Was w Pionkach można kupić płytę Porter Band „Helicopters”. U nas płyty gramofonowe można było kupić w kiosku Ruchu ze względu na sąsiedztwo tłoczni, a musicie wiedzieć, że o płytę „Helicopters” „zabijało się” wówczas całe wybrzeże. Pamiętam, że kilkanaście tych płyt wysłałem do rodziny porozrzucanej po całej Polsce. Wracając do pytania – tak, tamta rzeczywistość była faktycznie inna. Czy łatwiejsza? Z mojego punktu widzenia trochę tak. Jakiś czas temu rozmawiałem z Kubą Wojewódzkim, którego znam ponad 25 lat, i nie bez powodu. Ćwierć wieku temu Kuba pracował w radiowej Trójce, a my regularnie z kolegami z Kielc przyjeżdżaliśmy do Warszawy i chodziliśmy na Myśliwiecką. Do dziś jest tam portiernia, której nie można sforsować bez stosownej przepustki. Wtedy nasze zadanie polegało na tym, żeby regularnie zaglądać do Trójki, wystawać w korytarzu i zaczepiać różnych redaktorów. I Marka Niedźwieckiego, i Tomka Żądę. Po latach, kiedy ponownie spotkałem Kubę, on żartobliwie powiedział: „Proszę powiedzieć, że ja jestem autorem tego sukcesu”.

    No widzisz, sukces ma wielu ojców, porażka jest sierotą.

    Jestem pewien – to, że dziś możemy tu ze sobą rozmawiać, to nie jest wyłącznie moja zasługa. To jasne, że jestem jakimś materiałem, jasne, że ja też pracuję nad sobą, a bez pewnych uzdolnień nie byłoby tej całej drogi. Natomiast gdybym miał procentowo wymierzyć własny udział w tym sukcesie, to on na pewno nie będzie większy niż jakieś 30%. Naprawdę. Proszę mi wierzyć.

    piasek_2

    Trochę jesteś za skromny.

    To takie polskie, prawda? Z Anją Rubik rozmawiałem o tym (przyp. red. – Andrzej Piaseczny z Anją Rubik byli listopadowymi gośćmi Kuby Wojewódzkiego), że skromność na wyrost jest bardzo polską cechą. Może tak jest. Z dzisiejszego punktu widzenia, z punktu widzenia ludzi znacznie młodszych, taka duża i czytelna wiara w siebie pomaga w życiu. Dorastałem w innych czasach i bardzo długo uczyłem się wiary w siebie. Uczyłem się tego, żeby powiedzieć o tych 30% mojego wkładu w sukces, a wydaje mi się, że to i tak jest dużo.

    Ja mam wrażenie, że Twoja publiczność kocha Cię nie tylko za talent, za to, że jesteś wspaniałym poetą, piszesz świetne teksty, które zapadają w pamięć i są powtarzane na ulicach, ale także za to, że jesteś zdolnym muzykiem. Dodajmy jeszcze Twoją skromność – i to wszystko łączy się w całość.

    To może być podpucha (śmiech). Spójrzmy na to z tego punktu widzenia, ponieważ ludzie to lubią, to ja będę taki, a nie inny. 

    Zalewasz.

    Trochę tak, ale wiesz, wydaje mi się, że publiczność doskonale wyczuwa fałsz. Na czym polega sztuka aktorska? Na byciu oszustem. Oczywiście uczciwym oszustem, co brzmi kuriozalnie, ale tak jest. Można też uprawiać muzykę w ten sposób. Muzykę, w której pokazuje się warsztat, wirtuozerię, umiejętności mistrzowskie, w taki sposób, że ludzie wierzą w te emocje. Natomiast kiedy wychodzi się na scenę i trzeba jeszcze coś powiedzieć do ludzi, to już wtedy ten fałsz jest niemożliwy. Są koncerty, na których nie pada w ogóle żadne słowo. 

    U Ciebie też? No nie…

    Nie, ja jestem gadułą.

    Wiem to, jesteś świetnym konferansjerem. Tutaj fałszu nie ma, nie może być, bo ludzie by za Tobą nie poszli. Zresztą, 25 lat udawać, to by nie przeszło...

    Ale jest cedzenie rzeczywistości przez sito. Pewnie, że jest. Nagrywamy się dziś, są kamery, mówimy do siebie, ale przecież w tym, co mówimy, też jest jakiś element kreacji. Chyba nawet duży, bo jesteśmy tylko ludźmi. Co to znaczy? Nie jest tak w naszej rzeczywistości, że my robimy tylko super fajne rzeczy. Nawet jeśli się staramy, to czasem robimy zupełnie co innego. Jest jasne, że kiedy mówimy do ludzi o sobie, to raczej nie będziemy opowiadać o błędach i o tym wszystkim, czego nie chcielibyśmy powtórzyć. 

    O tym można pośpiewać. Pomówmy o muzyce. Twoja płyta „25 +” jest zapisem koncertu z zeszłego roku. Nowe aranżacje piosenek, które doskonale znamy. „Ja, moja twarz” – utwór, przy którym po policzku płynie mi łza. Znam go dobrze, aczkolwiek w nowej wersji podoba mi się jeszcze bardziej. Jaki był klucz wyboru utworów na 25-lecie?

    Zanim do tego przejdziemy, powiem tylko jedną rzecz, bo to jest naprawdę wyjątkowo przyjemne słyszeć coś takiego. Tym bardziej że ja bardzo często wzruszam się, kiedy słucham kogoś innego. Mało tego, bywa, że wzruszam się na scenie, śpiewając coś swojego, przypominając sobie jakieś wydarzenia z przeszłości, i niekiedy głos mi się łamie. Mówię o tym dlatego, że zdarza mi się spotykać ludzi z innego muzycznego ogródka, np. kiedy spotkałem się z Thomsonem i Baronem z Afromental, oni o tej samej piosence powiedzieli: „Słuchaj, kurczę, jaki to jest numer!”. A niegdyś nawet sam Paweł Kukiz, dziś uprawiający coś zupełnie innego, powiedział mi, że piszę fajne piosenki. To jest naprawdę bardzo przyjemne dla mnie. Dobrze, a teraz jakie było pytanie?

    REKLAMA

    bulwary_ksiazece

    REKLAMA

    98223b39-930d-41cc-86b6-9f3c435c56a7_lossy30

    A pytanie było o klucz, jaki zastosowałeś do wyboru piosenek na płytę, bo hitów masz całe mnóstwo.

    Na CD mieści się 70 minut muzyki. Potrzebny był klucz i kiedy selekcjonowałem piosenki na koncert – bo to wszystko zaczęło się od koncertu, a płyta jest zapisem wielu koncertów – to zagraliśmy 15 czy nawet 17 utworów. Zresztą, to był genialny czas w moim życiu, ale płyty nie było w planach. Mam zwyczaj nagrywania prawie wszystkich swoich koncertów do celów edukacyjnych. Pomyślałem wtedy, że skoro te nagrania mam, to można je faktycznie złożyć w płytę. Kiedy zabrałem się do selekcji, to musiałem przesłuchać prawie wszystko, co zrobiłem do tej pory. Pozostało całe mnóstwo piosenek, które się nie zmieściły na tej płycie, a być może powinny. Gdy zrobiłem pierwszą listę piosenek, które ludzie chcieliby usłyszeć, plus te, które ja chciałbym zagrać, bo są dla mnie ważne, plus jeszcze te, które oznaczały pewne przełomy w moim życiu, np. spotkanie się z Robertem Chojnackim, z Sewerynem Krajewskim, z Ewą Bem, z Krzyśkiem Krawczykiem, to tych piosenek było ponad 50, około 55. Gdybyśmy chcieli je wszystkie zagrać, koncert trwałby ponad 4 godziny, więc przyszła druga i trzecia selekcja – i nawet po tej trzeciej selekcji było za dużo utworów. Dlatego na tej płycie jest coś takiego jak składanka. Skompilowaliśmy jedną piosenkę z drugą, tak żeby płynnie przechodziła i żeby nie była dłuższa niż jeden utwór. Ale faktycznie, można by tam dołożyć kilka piosenek. Czasem mówi się, że warto pozostawić pewien niedosyt. Jeśli Państwo poczują niedosyt po tej płycie, to cel będzie osiągnięty.

    Stare utwory w zupełnie nowych aranżacjach – i to mi się bardzo podoba. Jest odrobinę soulowo.

    I trochę funkowo. Wszystko to jest szeroko rozumiana muzyka popularna i ona jest najładniejsza i najlepsza, kiedy nie opiera się pewnym wpływom. To oczywiste, że są różnego rodzaju mody, którym my często się często oddajemy. Patrząc na swoje nagrania, ale też na nagrania wielkich muzyków tego świata, mam pewność, że każdy przechodził różnego rodzaju fascynacje. Stevie Wonder w którymś momencie przestał grać z zespołem i zaczął nagrywać tylko na instrumentach klawiszowych. Na szczęście potem porzucił ten pomysł na życie. My nie opieramy się pewnym modom, ale kiedy zabierasz się do chęci pokazania pewnej retrospekcji, to trzeba na nią spojrzeć w sposób odświeżający. Stąd na płycie odrobinę inne aranżacje, ale najważniejsze jest to, że zachowaliśmy czytelność piosenki, nie zmieniliśmy jej w aż takim stopniu, żeby nie można było jej rozpoznać czy zaśpiewać. Chociaż nie każdą piosenkę da się zaśpiewać, bo nie każdą będziecie pamiętać. Mało tego, ja sam nie pamiętam każdej swojej piosenki.

    Ale przypominasz sobie, kiedy wychodzisz na scenę?

    Nie. Na palcach jednej ręki policzę koncerty, na których nie pomyliłem się w ogóle. Ale to jest jakiś mój koloryt i ja nie uciekam od tego, zawsze się przyznaje do pomyłki. Nie próbuję wmawiać ludziom, że to technika zawiodła. Mówię wówczas: „Sorry, pomyliłem się, może Wy znacie tekst piosenki?”.

    piasek_1

    Pomożecie?

    Ano właśnie, „pomożecie” też tutaj padło. Zresztą, żeby oddać atmosferę koncertu na płycie, powinno być więcej gadulstwa, ale chcieliśmy zmieścić więcej muzyki. Przesłuchując tych kilkanaście koncertów, dochodziliśmy do wniosku, że niektóre nagrania muszą wypaść, bo były jakieś kiksy, a za punkt honoru postanowiliśmy sobie, że nie będziemy niczego dogrywać. Ja na koncertach potrafię dużo gadać, ale musieliśmy osiągnąć tę dobrą proporcję między gadulstwem a esencją, czyli muzyką. Gdyby to tylko ode mnie zależało… Ale nie pracuję sam, pracuję ze stałą ekipą, ze stałym managerem od wielu lat i to jest też duża wartość.

    Jesteś wierny, a to jest dla ludzi ważne. 

    Na pewno. A kończąc to zdanie „gdyby ode mnie zależało”, to pewnie byłoby więcej gadulstwa.

    A to jest bardzo fajne. Dla osób, które uprawiają konferansjerkę, jest to jakiś kierunek, bo Ty świetnie prowadzisz swoje koncerty i ludzie na to reagują. Nie tylko na muzykę.

    Jeśli słuchałaś płyty, to wiesz, że ja się mylę, poprawiam, jąkam. 

    Ale to jest urocze.

    Mam świadomość swoich niedoskonałości. Nie wstydzę się o nich mówić, bo z jednej strony, kiedy przekonuje się ludzi do siebie, to jest trochę kampania wyborcza: wybierz mnie, mnie wybierz, kup moją płytę. Mnie jako wykonawcy i jako człowiekowi daleko do ideału. Mamy doskonałe przykłady genialnych wokalistów, takich jak Kayah, która ma wadę wymowy, a śpiewa genialnie. 

    Kayah też na początku swojej kariery pisała teksty w taki sposób, by omijać wyrazy z literą „r”.

    A potem pomyślała: „Ale po co? Taka jestem. To mój koloryt, moja wartość”. Nie mamy epoki renesansu i nie wszyscy muszą być idealni we wszystkim. Ten koloryt geniuszu jest bardzo fajny w przypadku Kayah.

    Marcin Wasilewski ostatnio nagrał płytę, która jest także zapisem koncertu. W jednym z wywiadów powiedział, że nie był do końca zadowolony z tego koncertu i trochę się bał, że będą tam jakieś kiksy. Ty jesteś zadowolony ze swojego dziecka? 

    Bardzo. Jest kompilacją chyba 15 koncertów, więc faktycznie wypadły takie numery, w których coś poszło nie tak. Być może ta płyta dlatego powoduje, że jestem z niej zadowolony. Nie chciałbym jednak traktować jej jako jakąś formę przecinka czy średnika – znaku, który miałby oddzielać rzeczywistość historyczną od tej bieżącej i przyszłej. Wiem, że jestem zbudowany ze wszystkiego, co było, ze wszystkich sukcesów i porażek, i żądny jestem bycia na scenie i sukcesów również. Może w trochę inny sposób niż 25 lat temu, kiedy zaczynałem. Teraz to, co robię, jest znacznie bardziej spokojne, dostosowuję się do rzeczywistości, w której istnieję.

    piasek_4

    Bardzo jestem ciekawa, co będzie się działo z Tobą 25+ później. Trzymam za ciebie kciuki.

    Chyba mówisz o tym postępie medycznym.

    Nie, myślę o tym, co widzę na ekranie, bo to taka rzecz, o którą muszę cię zapytać na koniec. Patrząc na Ciebie na scenie, mam wrażenie, że Ty masz ciągle 25 lat, bo masz tyle energii i ta energia tak przechodzi w stronę publiczności, że głowa boli.

    Gdybyśmy się następnym razem spotkali przy okazji mojego koncertu, to zapraszam Cię do garderoby. Zobaczysz, co się dzieje z człowiekiem, kiedy guziczek „power” wyłącza się i to napięcie schodzi. Scena to jest takie miejsce, które wymaga bardzo dużej ilości skupienia i energii, ale ona musi wymagać w sposób podświadomy. Nie taki, że wychodzimy i się spinamy. To musi się dziać automatycznie. Wychodzisz na scenę, więc woltaż podkręca się w sobie, natomiast kiedy się z niej schodzi, to ojej.

    Nic się nie zmieniłeś. Jestem zachwycona, że mogliśmy porozmawiać, bo bardzo Cię lubię i dobrze o tym wiesz. I cieszę się, że mogliśmy powiedzieć dwa słowa o płycie. Pamiętajcie, że jest nie tylko na CD, ale też na winylu.

    Te wersje się różnią nie tylko liczbą utworów.

    Zapraszam.

    Andrzej Piaseczny, fantastyczny wokalista, poeta i człowiek. Bardzo Ci dziękuję, trzymam kciuki za kolejne 25, a i nawet 50. 

    Bardzo dziękuję.

    Galeria
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere