• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Tomasz Kowalski

    Z wykształcenia prawnik. Rocznik 70. Katowiczanin. Pisarz. Autor „Mędrca kaźni”, „Rozmów na trzech grabarzy i jedną śmierć”, „Nie pozwolisz żyć czarownicy” oraz zbioru opowiadań „Przysionek, dom dla pozornie umarłych”.

    Jezus Marriott, Chrystus Dior!

    2018-12-22

    Usłyszałem niedawno od mojej przemiłej skądinąd koleżanki taki oto zarzut. Jak mogę (w domyśle, jak śmiem) obchodzić Święta Bożego Narodzenia, skoro jestem niewierzący? Zagwozdka, co nie? Odpowiedziałem trochę złośliwie – i jest mi z tej przyczyny niezmiernie przykro – że mogę i że obchodzę je dokładnie tak jak Ty, koleżanko moja, skądinąd bardzo miła. 

    Czyli jak je obchodzę? Ano biegam z wywieszonym jęzorem po supermarketach, wydając ciężko zarobione pieniądze na prezenty. Tak na marginesie, jest to chyba najprzyjemniejszy sposób wydawania ciężko zarobionych pieniędzy. Stroję choinkę, w tym roku – 270 cm wysokości! Wcinam karpia w otoczeniu rodziny i przyjaciół. Dzielę się opłatkiem, życząc sobie nawzajem udanego życia. A po wszystkim zdycham z przejedzenia przed telewizorem, wciskając sobie – wbrew zasadom fizyki i dobrego obyczaju – kolejny kawałek ciasta. I jestem szczęśliwy. 

    Prawda, nie chadzam na tzw. Pasterkę. Kiedyś bywałem. Pamiętam, że prawie każdy uczestnik „czuwania” był na mniejszym lub większym rauszu i z niecierpliwością spoglądał na zegarek. Byłem nawet świadkiem zabawnej sytuacji. Otóż ksiądz czyta standardowy tekst. Ateistom wyjaśniam, że to fragment Ewangelii wg. Św. Łukasza – wierzącym tłumaczyć nie muszę, wiedzą to.

    Tak więc ksiądz czyta:

    – W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie…

    A na to stojący za mną wierny, którego głowa zwisała „ze zmęczenia” do samych kolan, wymamrotał:

    – I bardzo dobrze.

    Tak czy siak, nie ma co udawać. Święta Bożego Narodzenia nie są wyłączną własnością chrześcijan. Tak było kiedyś, dawno temu. Teraz to miły i wzruszający sposób spędzania wolnego czasu z rodziną w drugiej połowie grudnia i to bez względu na wyznanie lub jego brak. Rzecz jasna nie odbieram nikomu prawa traktowania tego czasu, jako pamiątki po narodzeniu Syna Bożego. Kto wierzy, niech wierzy. Ale rzeczywistość jest taka, że Święty Mikołaj w świadomości większości ludzi na świecie kojarzyć się będzie zawsze z brodatym i grubym krasnalem mieszkającym w Laponii, jeżdżącym saniami zaprzężonymi w renifery, a nie z chudym biskupem w wielkiej mitrze na głowie i z pastorałem w dłoni, który wygląda, jakby mnie miał zaraz opierdzielić z góry na dół. 

    Jako osoba niewierząca, ja również mam prawo, a nawet obowiązek korzystać z dobrodziejstw, jakie niesie ze sobą spuścizna naszych przodków, bez względu na jej ideologiczne korzenie. Mity greckie, czy Biblia, co za różnica? To, że nie wierzę, iż siłą sprawczą błyskawic na niebie jest podły humor Zeusa, nie znaczy, że nie mogę być rozmiłowanym w winie uczestnikiem Dionizjów w Zielonej Górze czy oniemiałym z zachwytu fanem kultury starożytnej Grecji.

    Tak więc Tobie, koleżanko – skądinąd bardzo miła – i Wam, Drodzy Moi, życzę, abyście ten świąteczny, grudniowy czas spędzili po swojemu, w swoim tempie i tak przyjemnie, jak tego sobie winszujecie. A ja, Tomasz Kowalski, osobiście i z głębi serca błogosławię wszystkim ludziom na świecie, bez względu na to, czy mam do tego prawo, czy nie. Bo to właśnie my, ludzie w całym znanym nam świecie i wszechświecie, jesteśmy najbardziej boskimi istotami. Wesołych Świąt!

     

     

    Reklama
    reklama Anywhere
    Przeczytaj również
    Reklama
    reklama Anywhere