• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Jakub Biernat

    Dziennikarz, tłumacz, publicysta, ale przede wszystkim fanatyk sowieckich i postsowieckich klimatów. W czasie swoich licznych podróży zwiedził zdecydowaną większość krajów tamtego regionu. Fakt, że mieszka w kraju na granicy Wschodu i Zachodu jest dla niego źródłem niewyczerpanych egzystencjalnych refleksji.

    "1983": Amerykanin wymyśla nam Polskę, której nigdy nie było

    2018-12-17
    Pojawienie się w Polsce serialu opartego na historii alternatywnej wywołało falę zjadliwych komentarzy – że oto na przykład scenariusz jest napisany przez Amerykanina. Zarzut skądinąd słuszny.

    To trochę smutne, że w 40-milionowym kraju nie znalazł się jeden taki, co mógłby stworzyć scenariusz opowiadający w końcu o swojej ojczyźnie. A że był on pisany w oryginale po angielsku, to i dialogi czasem zalatują lekkim drewnem. Cóż mogło być gorzej. Przynajmniej można zrozumieć, o czym mówią bohaterowie, co w polskich filmach standardem bynajmniej nie jest. Zwolennicy prawicy podejrzliwie patrzą na film za sprawą duetu reżyserskiego Holland i Adamik, które w życiu codziennym nie kryją swoich politycznych poglądów. Że niby wcale nie chodzi o alternatywną historię, ale o rządy „dobrej zmiany” i próbę dołożenia „Kaczorowi”. Jednak chyba niesłusznie.

    1983_1 

    Ogólnie można pochwalić serial za to, że daje to, co kino ma dawać – swoisty świat stworzony przy pomocy kamery. Jest to rozmach, którego brakowało w polskim kinie od czasów filmów Piotra Szulkina – mistrza tworzenia światów alternatywnych skromnymi PRL-owskimi środkami, czy choćby „Seksmisji” Machulskiego. Jest on owszem zrobiony tą nieco irytującą manierą netfliksowych seriali, rwania wątków, rozciągania fabuły jak gumki od majtek, ale taki to już styl. To jak czepiać się, że w operze śpiewają. Jeśli już więc musisz obejrzeć serial, to może lepiej o „Polskiej Republice Ludowej” AD 2003, a nie o wojnie narkotykowej w egzotycznej Kolumbii.

    Jednak tym, którzy ulegają nadmiernie magii kina, chcę uzmysłowić jedno. Jako osoba całkiem nieźle pamiętająca schyłkową „komunę”, stwierdzam jednoznacznie, że pokazany w serialu PRL tak NIE WYGLĄDAŁ. Oczywiście ciężko słowami opisać ulotne wrażenia towarzyszące polskiej rzeczywistości lat 80 XX w. – zapachu ołowiowej benzyny, szarości, pokrzywionych chodników, zapuszczonych podwórek, dziwacznych rytuałów politycznych, słowem ulotnych zapachów, obrazów i dźwięków. Lepiej odpalić sobie YouTubea i poszukać Dzienników Telewizyjnych z tamtych czasów, gdzie widać stan upadku i beznadziei. Nie wiem, czy to był efekt zamierzony, czy twórcy serialu po prostu chcieli go umiejscowić w Warszawie, która mocno zmieniła się od czasów tytułowego 1983 r. W każdym razie ma się wrażenie obcowania z jakąś symulakrą przeszłości. Dla osób, które tego nie pamiętają, nie ma to znaczenia. A dla tych, co pamiętają, daje satysfakcję pokrytykowania scenarzystów z kanapy.

    1983_2

    Alternatywna Polska AD 2003. Przypomnijmy bez zdradzania całej fabuły, serialowa Polska idzie zupełnie inną drogą niż w naszej rzeczywistości. Komunizm nie upadł, Związek Sowiecki trwa. Polska odzyskuje jedynie część suwerenności, a w wyniku umowy zawartej między Partią a Kościołem, skręca w kierunku chińskiego modelu rozwoju. Czyli kapitalizmu bez demokracji. Przeżywa nawet dość szybki rozwój materialny. No może z wyjątkiem samochodów – bo po ulicach tej „innej Polski” nadal jeżdżą żuki, lubliny, polonezy, czasem trafi się kolejna generacja syreny. Widać, że w alternatywnej historii rząd postanowił raczej nie wpuszczać zachodnich koncernów motoryzacyjnych. Czy tak powinien wyglądać ten alternatywny świat? Akurat tak się składa, że za nasza wschodnią granicą istnieje bardzo podobne miejsce, które znam bardzo dobrze – Białoruś.

    Kraj, który nie wyrwał się do końca z rosyjskich wpływów, nie wprowadził u siebie demokracji, a wprowadził elementy kapitalizmu. Jeżeli miałbym sobie wyobrazić taki coś tu nad Wisłą, to właśnie przypominałoby Białoruś. I znów w serialu w porównaniu do Białorusi serialowa Polska jest nieco zbyt „podrasowana”. Mówię szczególnie o kwestiach estetyki: scenach wnętrz, wyglądzie funkcjonariuszy służb państwowych. Białoruś też przechodzi jakąś autorytarną modernizację. Budują się wieżowce i handlowe centra, ale nie jest ona taka aż tak „fancy”. Jednak brak napływu zachodniego kapitału sprawia, że kraj wygląda nieco przaśniej. Ciekawe, że podobnie jak w serialowej Polsce z 2003 r. ważną rolę odgrywa wietnamska diaspora, na Białorusi dziś można zauważyć spory napływ Chińczyków, żyjących, uczących się i pracujących we własnych enklawach. Swoją drogą namawiam wszystkich do wybrania się tam, teraz gdy nie ma wiz i poczucie klimatu à la „1983” na własnej skórze.

    1983_3

    Ponadto, doświadczenie autorytarnych krajów, które poznałem osobiście – Białorusi, Rosji, Chin pokazuje, że tam, gdzie nie nastąpiła demokratyczna rewolucja i nie zerwano radykalnie ze starym systemem, przez długi czas utrzymują się stare tradycje polityczne, estetyczne, instytucjonalne. Podam przykład — w takich Chinach czy Białorusi do dziś z okazji świąt, czy partyjnych zjazdów nadal obwiesza się miasta komunistycznymi w treści transparentami. A przecież wiadomo, że w dobie smartfonów i internetu od dawna nikogo nie rusza taka archaiczna forma propagandy. Tradycja jednak to tradycja. I dlatego pokazanie w serialu na przykład partyjnych aparatczyków z roku 2003, jako ludzi jakiejś wielkiej kultury i smaku, to trochę nieporozumienie.

    Ale nie ma co się czepiać, serial warto obejrzeć. Pofilozofować przy tym, że historia mogła się potoczyć w inną stronę. To naprawdę niegłupia robota. W końcu ci Amerykanie umieją robić kino na każdy temat: o baronach narkotykowych w Kolumbii, królowej angielskiej…czy o Polsce, której nigdy nie było.

     

    fot. Netflix

    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere