• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Prowincjonalna .

    Jestem już jakiś czas i od zawsze na Prowincji – i chwała, że tam. Dotknęły mnie lub ominęły różne wybory, ale najbardziej dotknęła i doprowadziła do stanu obecnego stygmatyzacja. Coś najbardziej do dupy, co się może przydarzyć komukolwiek. Kiedy ciągle i bez przerwy słyszysz tylko te dwa znienawidzone zwroty – „ bo ty zawsze”, „bo ty nigdy”, i za cholerę się z tego nie wyrwiesz, bo albo jesteś awanturnicą, albo idiotką nieprzystosowaną. A ja wreszcie wiem, kim jestem, w dupie mam stygmaty. Jeszcze tylko parę starych brudów pozamiatać, jeszcze tylko plan ułożyć i bez przesady, że precyzyjny. Z drogami do przejechania, z ludźmi do pogadania, z biurkiem nowym, wczoraj samodzielnie zrobionym w błękitnych kolorach jak marzenia. Kim jestem naprawdę? Ciągle jeszcze nie wiem. I nie wiem, czy to za wcześnie, czy za późno. Czy to ma jakieś znaczenie? Jestem, otwieram okno i wpuszczam ćmy. Już nie jestem jętką, jeden dzień to za mało na życie.

    Prowincja

    2018-11-30

    … i dewaluacja – pieniędzy, wartości, idei, pojęć. Marzeń też i miłości. Mnie, Ciebie, Pana i Pani, dziesięciorga przykazań i dawnych opowieści, przysłów, zegarów i czasu mierzonego porą dnia, porą roku, zachodem i wschodem i kiedy ranne wstają zorze i że już macierzanka kwitnie. I żal mi tej mojej prowincji, co też dewaluacji zaczęła podlegać, bo nigdy mnie moja prowincja nie bolała. 

    Nigdy nie dałam wiary mocy słowa, dającego prowincji negatywną barwę i prawa do tej części świata, która rzekomo za daleko. Za daleko? A od czego za daleko? Nigdy nie było mi za daleko. Udało mi się, mimo mojej prowincjonalnej kondycji, wynikającej tylko i wyłącznie z miejsca, w którym otworzyłam oczy po raz pierwszy, dotrzeć wszędzie gdzie chciałam, jeśli nie fizycznie to mentalnie. Dotknęłam wszystkiego, czego dotknąć chciałam, i trwam w nadziei, że dotknę jeszcze więcej. Zobaczę, posmakuję, dotrę. 

    Prowincja dała mi znacznie więcej niż jednowymiarowe światy wielkich miast i centrów świata, mentalnie zamknięte w swej wielkości, w swych celach, prawdach i dążeniach. Wielkość światów, tu na prowincji … Dziś nazbyt często upragniona – jakże marność nad marnościami płaskich obrazów i płaskich pragnień. Bez refleksji, bez chwili zatrzymania w zachwycie nad kimś obok, w zachwycie nad spadającą gwiazdą i mroźną nocą z szadzią na drzewach. I jeszcze ręce – nie takie prosto z salonu kosmetycznego, takie ładne, zadbane, wygłaskane na błysk – ale takie zwykłe ręce. Ręce człowieka – patrzysz i wiesz i masz historię w zasadzie gotową, prawie bez pytań.

    I jeszcze drogi. Prowincja ciągle ma jeszcze drogi i historie o drogach. A historie o drogach na mojej prowincji, to więcej niż historia świata – to historia o czasie minionym, o tęsknocie, o miłości i życiu i o człowieku. Tą drogą ludzie szli do świata i świat szedł do nich. I nieważne czy mały, czy duży, dobry czy zły. Byli ludzie, był świat, jest nostalgia i prowincjonalne wspomnienia. Nie chcę zapomnieć, chcę ocalić, zapisać i opisać tego człowieka z dłońmi zmęczonymi, co patrzy na tę jego drogę, i bardzo chcę opowiedzieć o niej, tej co jeszcze się lekko zaznacza pomiędzy trawami i łopianami, choć w jego pamięci jest ciągle drogą z i do świata.

    „Widzi te ścieżke, o tamuj un , ponad miedzo? Pani, dziady jo wydeptali, i ojce po niej do spółdzielni chodzili, i baby na pierze, i wioska na wieczernice, i do pekaesu tendy usie szli, do świetlicy na gazety i po wieści my szli, ona od prawieku ta ścieżka wydeptana. Pani chlieb przyjeżdża, i zapałki so i kiełbasa, a spółdzielnie, będzie jakie 15 lat jak zamkli, świetlica, to zaraz z komuno poszła pod kljucz. Na wieczernice, wie – te ichnie dyskoteki, to młode, co jeszcze zostali, pani, wjuu i samochodem do Białostoka, stare po domach siedzo pod piecem i umierajo. W pole mało kto chodzi. Ot Wasyl, ten co krowów ma, to jeszcze w pole chodzi, ale co on tam nachodzi, jak ma traktora i samochoda, a ten tam, wie bahacz, to helikoptera ma nawet. I co to pani za pola. Ale wie, jakby tu mieli jakie szose zrobić, albo te ichnie szałery i baseny postawić i te ścieżke bez pola nam zabrali .... pani ... koniec świata – toż iść nie będzie gdzie. A tak, jak ścieżka jest, to zawsze można...”

    (Staruszek, droga gdzieś pod Kruszynianami. Podlaskie, około 5 km od granicy)

     

     

     

    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Przeczytaj również
    Reklama
    reklama Anywhere