• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Grzegorz Kapla

    Żyje z pisania. A żyć z tego, co się lubi, to dar. Bardziej od pisania lubi tylko spotykać ludzi. No i lubi być w drodze, kupować płyty w sklepie z płytami a nie w sieci, pomidorową i kabriolety. Kiedyś, dzięki dwojgu mądrym ludziom pojął, że nie trzeba pisać tylko o polityce. Że można pisać o świecie.


    MaJLo i hipopotamy

    2018-10-16
    Trudno powiedzieć czy najpierw nauczył się mówić, czy śpiewać. Chodzić, czy jednak grać. Ma absolutny słuch, niekłamany wdzięk francuskiego poety, idzie po nutach bez chwili wahania, jakby rozmawiał ze wszechświatem własnym, tajemnym językiem. Odtworzenia swoich piosenek może liczyć w milionach, ale pozostał chłopakiem z sąsiedztwa. Nie ma w nim ani odrobiny pychy, udawania czy jakiejś pozy. Po prostu chcesz z nim rozmawiać bez końca.

    Jesteś skrzypkiem, gitarzystą, kompozytorem, pieśniarzem, ale spotkaliśmy się na Festiwalu Filmów Polskich w Gdyni, bo zdążyłeś zaliczyć związek z filmem. 

    Udało mi się. Moja muzyka została wykorzystana w serialu „Diagnoza”. I to był mój pierwszy kontakt z polskim filmem, czy raczej z serialem. 

    Jak to jest? Reżyser dzwoni i mówi: kupiłem twoją płytę, jest bardzo dobra i pomyślałem, że zagramy ją w czołówce filmu?

    W przypadku „Diagnozy” wydarzyła się akcja, która do dzisiaj jest dla mnie zagadką. Ale to nie był telefon od reżysera, tylko od mojego managera. Zupełnie znienacka skontaktował się z nim ktoś z produkcji „Diagnozy” i poinformował nas, że odbyła się konferencja na temat tej piosenki, ponieważ pocztą pantoflową jeden z moich utworów dotarł do kogoś produkcji. Posłuchali i uznali, że jest to muzyka, która doskonale wpisuje się w klimat tego serialu. Powiem szczerze, że do tamtego dnia nic nie wiedziałem o tym serialu, nie wiedziałem nawet o tym, że się w ogóle pojawi, więc to była dla mnie zagadka. Nie wiem do końca, kto w tym maczał palce. Wydaje mi się, że internet tutaj zaważył.

    MajLo

    Ale jesteś otwarty na więcej?

    Kocham kino, moim marzeniem jest skomponowanie muzyki do filmu. Muzyka i film to formy, które idealnie do siebie pasują.

    Wystarczy podłożyć do jednej sceny różne tematy muzyczne i masz albo melodramat, albo horror.

    Dokładnie. Wybór muzyki do filmu to olbrzymia sztuka. Wydaje mi się, że decydująca jest umiejętność takiego pokierowania emocjami, żeby muzyka nie przeszkadzała obrazowi. Ten balans jest bardzo istotny. Możemy stworzyć wspaniałą muzykę, która nie będzie współgrać z obrazem. Zdominuje go, a to niedobrze. To ogromna sztuka i ja zdecydowanie chciałbym w to pójść.

    Jesteś bardzo młodym człowiekiem, ale zdążyłeś zapisać się w historii jako uznany jazzman z jednej strony, a z drugiej – grasz teraz coś, co dziennikarze muzyczni klasyfikują jako indie rock. Grałeś na skrzypcach, to był moment, gdy myślałeś o muzyce klasycznej. Kiedy udało Ci się to wszystko ogarnąć?

    Staram się robić w życiu wszystko to, co sprawia mi przyjemność. Zacząłem rzeczywiście od skrzypiec, ale to był bardziej pomysł moich rodziców. 

    A! Jesteś z muzycznej rodziny?

    Zdecydowanie. Wszyscy w mojej rodzinie praktycznie zajmują się muzyką, rodzice grają w Operze Bałtyckiej.

    Dla sześciolatka skrzypce to duży instrument.

    Instrument, o którym mało się wie. Klasyka pojawiła się samoistnie, to element rozwoju, ale kiedy wreszcie coś we mnie zadrżało i zadałem sobie pytanie, czy ja naprawdę chcę to robić, to zrezygnowałem z tej muzyki. Absolutnie nic przeciwko klasyce nie mam, wszystko jest ok, ale to był moment, kiedy odkryłem muzykę rockową i zapragnąłem zostać gitarzystą. Oczywiście to była gitara elektryczna.

    REKLAMAFord_NowaKuga_baner_1100x400-min

    REKLAMA

    bulwary_ksiazece

    Zacząłeś słuchać Led Zeppelin?

    Nie tylko. Bardziej zanurzyłem się w klimacie muzyki progresywnej. Gitarę opanowałem szybko, więc stwierdziłem, że może studia na akademii muzycznej to dobry wybór? Oczywiście na gitarze, która jest wciąż trochę nieodkrytym, nieoczywistym instrumentem w muzyce jazzowej, ale po saksofonie staje się i ona coraz bardziej popularna, chociaż ten instrument ciągle bardziej kojarzy się z muzyką rockową. Nie wyobrażam sobie, żebym mógł robić jedną muzykę przez całe życie. To jak hipopotam, który siedzi w jednej kałuży.

    Ale jazz, kiedy go grasz, za każdym razem jest inny.

    Dlatego jazz jest w moim sercu na zawsze. To, że robię teraz projekt pod nazwą MajLo, nie oznacza, że obraziłem się na jazz. Jest to po prostu kolejny etap w mojej ścieżce muzycznej. Nadal obracam się w środowisku jazzowym, to wszystko dzieje się równolegle. 

    MajLo_4

    Jak sądzisz, z czego wynika, że muzyka popularna, grana na ¾, ma tak ogromną popularność, wszyscy tego słuchają i nawet czasem nucą, choć to bywa zwyczajna konfekcja, a jazz, który jest szlachetny i wymaga od artysty prawdziwego mistrzostwa, nie cieszy się taką popularnością? 

    Jazz przede wszystkim trzeba zrozumieć, a żeby go zrozumieć trzeba mieć jakiekolwiek podstawy do tego, żeby wiedzieć, o czym dany muzyk gra. Trzeba kompetencji. Żeby docenić warsztat muzyka na scenie, trzeba mieć wiedzę. Moim zdaniem odpowiedź na twoje pytanie jest prosta i brzmi: edukacja. Może nie jest ona właściwa? Muzyka popularna sprzedaje się, wszystkie wytwórnie, czy to polskie, czy zagraniczne, stawiają na nią, bo to jest pójście na łatwiznę. Może nie powinienem o tym mówić, ale aby jazz był bardziej popularny, myślę, że edukacja w szkołach muzycznych i nie tylko, powinna być lepsza.

    W takim sensie, żebyśmy oprócz przewijania Facebooka, czytali też książki? O tym mówisz?

    Przede wszystkim, żebyśmy szukali. Żebyśmy chcieli odkrywać. Żebyśmy umieli zrozumieć, co nas interesuje, bo to, co leci w radiu, to jest najprostsza propozycja tego, co mamy słuchać. Musimy sobie uświadomić, że jest naprawdę dużo muzyki na świecie, jest dużo artystów, którzy robią to super, w oryginalny sposób. I czasem wystarczy tylko trochę poszperać, żeby znaleźć coś spoza głównego nurtu, ale coś, co nam zagra. Coś dla siebie. Ja też rozumiem, że nie każdy interesuje się muzyką na co dzień, że robimy inne rzeczy, że czasem brakuje nam czasu, żeby eksplorować i szukać. I dzieje się tak samo, jak z filmem. Najłatwiej obejrzeć prostą, komercyjną propozycję. Rzeczy najłatwiejsze są najszybciej dostępne, one przynoszą dochód i to jest biznes. Natomiast nie ma co ubolewać nad elitarnością sztuki. Jeśli jazz byłby muzyką popularną tak bardzo, jak te wszystkie komercyjne zespoły, to moim zdaniem, straciłby coś z tej swojej magii.

    MajLo_2

    Tej elitarności.

    Tak. Elitarności i wyszukania. Jednak fajnie, że są ludzie i środowiska, które docierają do tej muzyki, mają o czym ze sobą rozmawiać. Są to środowiska niewielkie, ale jest to fajny klimat, łączy ich tajemnica. Są wybrańcami. Więc nie ubolewam, że jest muzyka, która nie jest dla wszystkich.

    Michał Urbaniak powiedział mi kiedyś, że z muzyką jazzową jest tak, że stajesz na krawędzi przepaści, zamykasz oczy, podnosisz smyczek i skaczesz.

    Trochę tak jest. Muzyka jazzowa w dużej mierze opiera się na improwizacji.

    Nie da się tego doświadczenia powtórzyć. Z tymi samymi widzami, efektami, z tą samą energią. Nigdy drugi raz się nie wydarzy.

    Dokładnie. Jest tyle czynników, które wpływają na to, jak zagrasz. I nie chodzi o to, jak dobrze potrafisz grać. Ale o to, czy pijesz rano za mocną kawę, czy taką jak zawsze. Albo czy kłócisz się z żoną. Czy były korki, kiedy jechałeś na koncert. To wszystko ma wpływ na to, jaka będzie energia, jak będzie wyglądała muzyka. Wiesz, muzyka jest żywym organizmem. Potrafi przynieść niesamowite doznania, jeśli tylko trochę się w nią zanurzymy. To dlatego ekspresja jest tak bardzo zróżnicowana. 

    A porozmawiajmy o projekcie MajLo, bo indie rock to też nie jest ten najbardziej popularny nurt w muzyce. Chociaż coraz częściej porównują Cię do Eda Sheerana, muzyka, którą robisz, jest taka… „zagraniczna”.

    Tworząc ten projekt, jak i tworząc wszelkie projekty w swoim życiu, nie zwracam uwagi na to, co jest teraz modne. Staram się kierować tym, co we mnie jest, i robić to w ambitny sposób. Póki co życie nie zmusiło mnie, żeby za tym wszystkim gonić. Poza tym nie jestem człowiekiem, który za wszelką cenę chce się wbić w rynek i gatunek muzyki, który uprawiam, czy sposób, w jaki śpiewam, ma być narzucony.

    Znaczy, zacząłeś grać indie, bo się zakochałeś? 

    Ja jestem zakochany w wielu rzeczach. I w kilku osobach.

    To słychać. Robisz muzykę o miłości.

    Miłość, tak jak inne, także negatywne emocje, które odczuwam, na pewno są jakąś inspiracją, która tworzy piosenkę. Tworzą pożądany klimat. 

    MajLo_5

    W twojej muzyce nie ma agresji, nie ma złości, nie zmagasz się ze światem. Robisz melancholijną muzykę dla smutnych ludzi.

    Chyba trochę dojrzałem, bo klasyczna muzyka rockowa ma rzeczywiście inny oddźwięk, kojarzy się z buntem młodzieńczym, więc wydaje mi się, że to dzieje się w jakiś naturalny sposób. Teraz gram spokojniej. Nie walczę. Ale nie wiem, co będzie za kilka lat, może znowu się wciągnę w tę opowieść buntownika.

    Ja wiem, że świat jest teraz jedną, wielką, globalną wioską, a Ty nie próbowałeś płynąć w tym nurcie rodzimym, polskim, nie szukasz inspiracji w Chopinie, popłynąłeś do świata.

    Staram się nie zwracać uwagi na granice, nie kierować muzyki do konkretnego, z góry założonego, zaplanowanego czy narzuconego odbiorcy. Zacząłem robić muzykę, która zagrała mi w duszy i czekałem na to, co się stanie. Wiele osób, wiele momentów przyczyniło się do tego, że jestem tu, gdzie jestem, mogło być zupełnie inaczej. Mam wokół siebie mnóstwo ludzi, którzy próbują od zera i naprawdę wiem, ciężko jest zacząć. Nie ma jednej recepty. Ja postawiłem na intuicję, która okazała się dobra i celna. Myślę, że ten projekt udał się też dlatego, że śpiewam w języku angielskim. Śpiewam o uniwersalnych emocjach, więc moja muzyka może być słuchana i odbierana wszędzie, np. na Islandii.

    Sprzedajesz płyty na Islandii?

    Tak, zdarza się. Internet to coś, co nie ma granic, i w ten sposób dociera wszędzie. Gdybym postawił tylko na rodzimy rynek, to mogłoby się inaczej skończyć. 

    Ja nie wiem, czy ktoś gra taką muzykę po polsku.

    Też tego nie wiem. Jeśli chodzi o artystów, których słucham w Polsce, to jest ich mało. Nie dlatego, że nie doceniam – bo robią fajne rzeczy – ale faktycznie, bliżej mi do skandynawskich, islandzkich zespołów.

    Jesteś z Trójmiasta? 

    Urodziłem się w Gdyni, ale jestem z Gdańska.

    Tu dużo jest takiej skandynawskiej, zimnej pogody.

    Jest. Tu jest też dużo przestrzeni i widoków, które inspirują.

    Silna jest scena muzyczna tutaj?

    Bardzo silna. A teraz kwitnie.

    A są miejsca z jazzem warte odwiedzenia?

    Są, może Woody’ego Allena nie będzie, będzie ktoś inny.

    To wymieńmy te miejsca. 

    Jest np. Lawendowa w Gdańsku, w Gdyni – Blues Club, jest Scena Muzyczna w Sopocie i Teatr Boto, gdzie jest bardzo dużo koncertów jazzowych, gdzie grają trójmiejscy jazzowi muzycy. Ta scena się bardzo rozwija dlatego, że jeszcze do niedawna mieliśmy samych jazzmanów starszego pokolenia, takich jak Przemek Dyakowski, czy wielu trójmiejskich prekursorów świata jazzowego, natomiast teraz na scenie pojawiają się bardzo młodzi ludzie, po akademii, między innymi Algorhythm. I mam wrażenie, że oni dopiero rozwijają skrzydła i teraz dopiero będzie się działo.

    Przychodzisz, siadasz sobie na krzesełku, słuchasz i kiedy poczujesz, że coś działa, to wchodzisz? Tak to się odbywa?

    Mówisz o funkcji muzyka?

    Mówię o jazzowym dżemie.

    Tak naprawdę wszyscy mogą stanąć na scenie i zagrać. Jest bardzo dużo muzyków profesjonalnych, ale przychodzą też początkujący, którzy chcą spróbować swoich sił. A przede wszystkim jest bardzo fajna atmosfera i jazz może się kojarzyć z takim zastanowieniem się, z emocjami melancholijnymi, a tak naprawdę studenckie jazzy to jest impreza, to jest fajna zabawa, gdzie można się poznać, pogadać.

    Trzeba mieć mocną głowę.

    Trzeba mieć mocną głowę, ale tak naprawdę tam poznaje się muzyków, tworzą się zespoły. Bo gdzie można poznać muzyków? Tam słychać, jak kto gra, jaki ma język muzyczny. I na tych dżemach tworzą się wszystkie projekty, o których mówiłem. 

    MajLo_3

    Czego ci życzyć? 

    Mam swoje plany, niedługo wychodzi moja trzecia płyta, wszystko idzie do przodu, więc możesz mi życzyć, żeby było tak, jak jest. 

    Żeby któryś z tych reżyserów obecnych w Gdyni podszedł do ciebie za chwilę i powiedział: będę robił kryminał i chcę twoją muzykę?

    Bardzo chętnie.

    To tego ci życzę.

    Dziękuję bardzo.

     

    fotografia 2 i 4 Kamila Solorz

    fotografia 1,3,5 Piotr Jurczak

    Galeria
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Przeczytaj również
    Reklama
    reklama Anywhere