• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Natalia Pawlak

    Od ośmiu lat moszcząca sobie miejsce na zapleczu branży modowej. Autorka projektu Womanagement: fotografuje, stylizuje, kieruje karierą modelek, prowadzi agencję opracowywania koncepcji oraz produkcji sesji zdjęciowych. Działania artystyczne to odskocznia od twardego wykształcenia, a biznes modowy stał się uzależniającym hobby. Bezustannie szuka kolejnych fascynacji, bo życie jest za krótkie, by patrzeć ciągle na te same rzeczy.

    Celebrytki, miss, modelki, blogerki – wsio rawno?

    2018-10-11

    Obserwując od lat branżę mody, widzę, jak często mylone są pojęcia z nią związane, jak bagatelizuje się jej rolę w kulturze i sztuce. Odnoszę wrażenie, że posiadając wyższe wykształcenie, nie należy interesować się modą – za to malarstwo niderlandzkie i literatura XIX wieku są akceptowane z wielkim uznaniem. Moda = ciuchy = pusto w głowie = obciach. Czemu tak się dzieje?

    Wydawać by się mogło, że zwłaszcza w czasie wolności słowa prezentowanej przez Internet tolerancja, a przede wszystkim wiedza, powinny być większe. Wszakże kreatorzy mody, fotograficy, krawcy, styliści – to postacie na każdym kroku kierujące naszym życiem. Czy tego chcemy, czy nie. Ktoś nasze ubrania musi uszyć, a ktoś inny przymierzyć, by rozmiary były dopasowane do standardów. Ktoś musi je zaprezentować – kupujemy oczami, korzystając ze sklepów internetowych, szukamy pomysłów na ubiór dopasowany do okazji, marzymy o pięknych sukniach ślubnych szytych wedle własnego pomysłu…

    Jesteśmy skazani na fotografie ubrań prezentowanych przez modelki w sklepie online lub katalogu. To one są pierwszym ogniwem łańcucha blogerek, celebrytek, influencerek, miss oraz finalnie nas, klientek. A jednak świadomość odbiorcy automatycznie umieszcza znak równości między wszystkimi spoiwami, oczywiście z pominięciem siebie samego, człowieka lepszego, interesującego się malarstwem. I to właśnie ten wspólny worek, w którym kotłują się ze sobą Kardashianki, Hadidki, Ferragni i cała reszta niezidentyfikowanych z niczym poza plotkami osobistości, powoduje zagubienie odbiorcy i z góry założony wniosek: moda to idiotyzm.

    Kim zatem jest modelka?

    Parafrazując najpopularniejsze źródło wiedzy XXI wieku – Wikipedię: modelka zawodowo zajmuje się pozowaniem artystom – fotografikom, rzeźbiarzom, malarzom; oraz/lub prezentuje stroje i inne produkty. I faktycznie, prawdziwe modelki robią dokładnie to – pracują przy produkcji katalogów, edytoriali, pokazów mody, sesji zdjęciowych.

    Dziś rzadziej jest to pozowanie malarzom i fotografikom – choć na uczelniach artystycznych nadal poszukuje się osób chętnych do użyczenia ciała studentom. Praca przy katalogu mody polega na prezentowaniu odzieży, artykułów związanych z branżą modową (biżuteria, kosmetyki, akcesoria) oraz pozowaniu fotografowi. Czy to dużo? Mało? Zależy od punktu widzenia. Nikt, kto nie próbował zajrzeć do świata modelingu i fotografii, nie będzie w stanie ocenić trudu tej pracy. Całodniowe stanie w szpilkach, zmieniane z każdym klapnięciem migawki pozy, uśmiech mimo jedenastej godziny pracy danego dnia, ciągłe błyski lamp – a i tak pogląd ignorantów jest raczej pokroju „wdzięczy się przed obiektywem, a ten z aparatem się gapi i cieszy”. Skąd ta niezbyt przychylna opinia?

    womanagment-1

    Ano stąd:

    Niestety, oprócz modelek (często nierozpoznawalnych na ulicy), show-biznes wydał na świat zjawisko miss i celebrytek. Niestety, gdyż miss to są zawody na to, która dziewczyna jest ładniejsza. Według kogo? Według panów w średnim wieku oraz poprzednich miss zasiadających w komisji? Gdyby spytać babć i cioć – to ta jedna jedyna wnusia czy bratanica jest najpiękniejsza na świecie – ale decyduje ktoś inny. Pytanie, co znaczy „najładniejsza” i co z tego wynika? Niestety, nie znaczy to nic, prócz tego, że danego dnia kilku panów i pań napisało imię tej dziewczyny na swojej karteczce. Ale wystarczy, by setki (ba! tysiące!) innych dziewczyn wpadały w kompleksy, patrząc na śnieżnobiałe licówki połyskujące spomiędzy pełnych, błyszczących od nadmiaru pomad warg, na trzepoczące metrowe, doklejone metodą 17:1 rzęsy, wymodelowane twarze oraz ciała wysmarowane samoopalaczem niczym na zawodach kulturystów. Oceniana przez jurorów „osobowość” stała się już obiektem kultowego żartu – gdy nie wiadomo, co powiedzieć, mówi się „i chciałabym pokoju na świecie”… 

    Pamiętam wybory sprzed lat, kiedy to pytano kandydatki o to, ile jest biegów w samochodzie, albo co oznacza skrót AGD (niestety, tu padła odpowiedź „hihihi, wypadło mi z głowy”…). Miss nastolatek (niepełnoletnich – sic!) to często leczenie kompleksów mam, które nie miały „takich możliwości” w czasach swojej, bezpowrotnie minionej, młodości. Jak kobieta ma być traktowana poważnie, gdy stoi w bikini naprzeciwko kilku starszych panów, szczerząc się i odpowiadając na pytanie o przepis na bigos…? Ufryzowane 18-latki w cekinowych falbanach wyglądające jak własne ciotki, przechadzające się, pląsając ku uciesze zgromadzonych na widowni rodzin.

    Polska oczywiście jest daleko w tyle za Amerykami, w których pęd do korony dawno przekroczył granice absurdu, a popularność kontrowersyjnych wyborów „najpiękniejszych” przedszkolaków cieszy się nadal sporym zainteresowaniem. Nie chodzi o feminizm, chodzi o zdrowy rozsądek – mamy XXI wiek i już odkryliśmy, że kobiety mają mózg. Konkursy piękności często nazywane są targowiskiem próżności – i chyba mają z nim coś wspólnego. Szkoda, że właśnie z misskami myli się modelki najczęściej. Dla większości ludzkości to jest ta sama kategoria dziewcząt.

    Trzecie zjawisko to celebryctwo. To taka nowa elita na miarę ery reality show i paparazzi. Aby być celebrytą, można uprawiać seks przed kamerą (w Polsce szlaki te przetarła wiele lat temu Agnieszka Frykowska w programie Big Brother, na tzw. Zachodzie najbardziej topową seks-celebrytką jest oczywiście Kim Kardashian), pójść na mecz i dać się tam „wyłapać”, prowadzić blog, pokazując nowe bluzki i buty, wyjść za mąż za kogoś-choć-trochę-znanego (albo przynajmniej urodzić mu dziecko), zrobić sobie kilkadziesiąt operacji plastycznych i/lub zmienić płeć (przypadki można mnożyć ostatnimi czasy) czy schudnąć 40 kg (i najlepiej potem przytyć 50, ścianki zagwarantowane) i tak dalej, i tym podobne. Czyli nie trzeba mieć większych umiejętności, talentów, doświadczenia – ale odrobina sprytu i uporu się przyda. Kariera celebrytek trwa od jednego dnia po długie lata, zależnie od ich determinacji. Niestety, zdarza się im udzielać wywiadów, wypowiadać na tematy macierzyństwa, polityki, nauki, mody, związków, medycyny, a często na wszystkie równocześnie. Takie mamy czasy. O miano celebrytek zabiegają Facebookowe Pseudomodeleczki, które za 100zł zrobią teledysk disco polo, zapozują nagie lub zareklamują spożywczak na rogu.

    Na tle celebrytek i miss, modelki w tym zestawieniu wypadają krystalicznie nieskazitelnie. Oczywiście, nie jest tak. Modelka to młoda dziewczyna, zachowująca się jak każda inna młoda dziewczyna – nierzadko nie najmądrzej. Jako różnicę jednak wskazałabym tutaj fakt, że modelka nie musi być „najładniejsza”, „znana”, mieć bogatego taty, tony ubrań od sponsorów, reklamować diety pudełkowej ani nosić doczepianych włosów czy rzęs. Modelek w Polsce są setki, jeżdżą na kontrakty zagraniczne, robiąc zlecenia dla firm z całego świata. Nie znacie ich twarzy, w katalogu nie rozróżnicie Polek od Rosjanek, Francuzek czy Czeszek. Tak właśnie ma wyglądać modelka – ma skupiać uwagę na ubraniu, a nie na sobie. Mamy oczywiście kategorię top modelek pokroju Schiffer, Crawford, Twiggy, czy naszej dumy narodowej Anji Rubik – ale przypada ich kilka na tysiące dziewczyn. 

     

    Modelka (tym terminem określam dziewczynę będącą w agencji modelek) musi być naturalna, szczupła, zadbana, nie może mieć sztucznych piersi, rzęs, włosów, brwi, ust ani niczego innego. Porównuje się ją do płótna, na którym malarz ma stworzyć obraz – nikt nie wie, jak wygląda płótno, ale obraz podziwia każdy. Musi być szczupła – bo ubrania po prostu lepiej prezentują się na sylwetce 36 niż 44, to chyba nie ulega wątpliwości. Nie musi być ładna – bo w sztuce (zatem i modzie) nie ma takiego pojęcia. Muzami kreatorów zostają dziewczyny, za którymi nie obrócisz się na ulicy. Na wybiegach biegają wyśmiewane w gimnazjum klasowe patyczaki i żyrafy.

    Zauważam często rozczarowanie aspirujących kandydatek na modelkę, gdy dociera do nich, że niestety agencja nie da sławy, bogactwa i wpływowego męża. Że w Polsce nie pójdą po wybiegu Diora czy Chanel, bo niestety takowi nie organizują (jeszcze?) pokazów w Krotoszynie czy Iławie. Że trzeba wyjechać za granicę (bez mamy i ukochanego Dziubaska!), by zrobić kampanię. Mamy typowe zderzenie oczekiwania: rzeczywistość i następujące po nim rozgoryczenie. Ze snów o okładce Vogue’a – nici.

    Z tych trzech „zawodów”, bo tak dziś chyba trzeba nazwać powyższe zjawiska, każda marząca o sławie dziewczyna na pewno wybierze coś dla siebie. I to jest piękne, wszystko jest w zasięgu ręki – celebrytkami mogą zostać wszystkie, misskami raczej klasowe piękności, modelkami wysokie chudziny. Dla każdego coś miłego – cieszmy się tą wolnością, podarowaną nam przez mass media!

    zdjęcia: produkcja WOmanagement

     

    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere