• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Magdalena Juszczyk

    Dziennikarka radiowa i telewizyjna. Zaczynała w Radiu Jazz z serwisem kulturalnym "HeyNow na miasto". Potem było Radio PiN, codzienny "Kalkulator kulturalny" i wywiady z osobowościami świata kultury. Radiowa Dwójka stała się na kilka lat miejscem jej cotygodniowych spotkań z twórcami w cyklu "W Dwójce raźniej". Za emitowany w Telewizji Kino Polska "Program obowiązkowy" nominowana była w 2017 r. do nagród PISF-u. Ma maturę, magistra, kartę mikrofonową i prawo jazdy kategorii B. Lubi rowery z RFN-u, stylowe motocykle wraz z ich jeźdźcami, a do szybowca wsiada na jedno zawołanie.

    Arkadiusz Jakubik: Szukanie człowieka

    2018-10-02
    Arkadiusz Jakubik zagrał jedną z głównych ról w filmie Wojciecha Smarzowskiego „Kler”. Z aktorem spotkaliśmy się podczas Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, na którym obraz zdobył Nagrodę Publiczności, Nagrodę Dziennikarzy oraz Nagrodę Specjalną Jury za „podjęcie ważnego społecznie tematu”.

    O filmie takim jak „Kler” nie jest łatwo rozmawiać w foyer Teatru Muzycznego w Gdyni podczas festiwalowego zamieszania. Pomożesz?

    Po wczorajszej premierze „Kleru” na gdyńskim festiwalu cały czas żyję tym filmem, spotykam się z ludźmi po kolejnych projekcjach, rozmowy są bardzo ciekawe i emocjonalne. Dzisiejsze spotkanie po projekcji w jednej z sal Multikina było jednym z ciekawszych, w jakich w ogóle brałem udział. 

    Pytania tak ciekawe czy tak odważne?

    I ciekawe, i odważne, stawiane i z jednej, i z drugiej strony. Zdaję sobie sprawę, jak wygląda sytuacja w Polsce, jaka jest polaryzacja. Pierwszy raz obie strony miały odwagę stawiać pytania, nawet te najtrudniejsze, i chciały ze sobą rozmawiać. Dla twórców filmu to także konfrontacja z prawą stroną, której film może się nie podobać. „Kler” skierowany jest również, a może przede wszystkim, do ludzi wierzących, do katolików, którzy powinni się w tym filmie przejrzeć jak w zwierciadle.

    Albo przynajmniej chcieć zajrzeć do tego zwierciadła.

    Tak, wyrobić sobie zdanie. Myślę o widzach uważnych i otwartych, którzy widzą, że coś niepokojącego i niedobrego dzieje się w samej instytucji Kościoła, że może warto byłoby to zmienić. Sytuacja z pedofilią w kościele i systemowym zamiataniem przez hierarchów...

    KLER-fot.-Bartek-Mrozowski-(13)

    Tego film głównie dotyczy. 

    Na ten proceder absolutnie nie ma zgody! Jestem przekonany, że musi powstać świecko-kościelna komisja, która rozliczy sprawę pedofilii, bo Kościół nigdy, w żadnym państwie, nie rozwiązał tego problemu sam. Muszą zostać otwarte archiwa diecezji, a wszyscy ci bandyci, którzy krzywdzili dzieci, ukarani.

    Trzeba ich nazywać bandytami, niezależnie od stanowiska piastowanego w ramach struktury kościelnej. 

    Oczywiście. A ta zadziwiająca koincydencja przypadków w ostatnim czasie musiała do nas przyjść z góry. Mam na myśli wizytę papieża Franciszka w Irlandii i jego spotkanie z ofiarami oraz rodzinami ofiar. Wiemy, co się wydarzyło w Irlandii, tam Kościół był w stanie podjąć ten temat i ukarać winnych. Natomiast ostatnia afera, która ujrzała światło dzienne, czyli raport prokuratorów z Pensylwanii o mafii księży pedofilów w Pittsburghu... Ten raport jest zatrważający. Wymieniono w nim z imienia i nazwiska 300 kapłanów, którzy uprawiali ten straszny proceder. A ilu zostało skazanych? Dwóch, ponieważ reszta spraw po prostu się przedawniła. Więc mam w sobie głębokie przekonanie, że ta komisja powinna powstać już, nie możemy czekać kilkudziesięciu lat, bo każdego dnia te sprawy mogą ulec przedawnieniu.

    Nie jest może tak, że film Wojtka Smarzowskiego bierze na siebie funkcję takiej komisji? Na festiwalu w Gdyni „Kler” ogląda coraz więcej widzów, organizowane są dodatkowe projekcje, sale są pełne. Mam wrażenie, że dochodzi tu do pewnej zbiorowej refleksji. Natomiast czy kino może zmienić jakikolwiek wymiar rzeczywistości? Wątpię. 

    Kino jest jak ta kropla, która drąży skałę. A film „Kler” jest chyba bardziej jak wodospad albo wręcz lawina, o której mówił mi prezes fundacji „Nie lękajcie się”, zajmującej się ofiarami pedofilii. Kiedy rozmawiałem z panem Markiem Lisińskim, natchnął mnie on optymizmem, że to już nie jest kropla, która drąży skałę — to jest lawina, której nie da się zatrzymać. Trzymam go za słowo i chciałbym wierzyć, że tego się już nie da zatrzymać. Tym filmem nie zdołamy przywrócić godności ofiarom, ale będziemy nim walczyć o to, żeby wszyscy bandyci zostali ukarani i żeby instytucja, która ich zatrudniała, mogła zadośćuczynić wszystkim ofiarom. 

    KLER-fot.-Bartek-Mrozowski-(4)

    Pytanie, jak zadośćuczynić za coś takiego?

    Mimo wszystko bardzo ważny i optymistyczny jest wyrok sądu pierwszej instancji w Poznaniu, który jednej z ofiar przyznał odszkodowanie w wysokości miliona złotych. To jest precedensowy wyrok. Odszkodowanie ma zapłacić zgromadzenie zakonne Towarzystwo Chrystusowe. Sąd orzekł, że to instytucja Kościoła powinna takie zadośćuczynienie zapłacić. 

    Porozmawiajmy o filmie. Kiedy pojawił się zwiastun w jego pierwszej wersji, byłam przerażona. Nie wierzyłam, że Wojtek Smarzowski mógł zapakować taki temat w coś, co się tak zapowiadało. I nie pomyliłam się. To jest zupełnie inny film, niż to zapowiadał zwiastun.

    Zwiastun nie jest filmem. To marketingowy produkt, który dystrybutor przygotowuje po to, by otworzyć na film jak najszerszą grupę widzów. 

    Ale to zwiastun tworzy atmosferę wokół filmu. We mnie zrodził pewne obawy. W filmie zobaczyłam to, czego można się było spodziewać po Smarzowskim: on przede wszystkim widzi człowieka. W całej tej sprawie widzi człowieka. Interesujące jest też to, że postać najbardziej złożoną i wieloformatową reżyser powierza znów tobie. Czy to świadczy o jakiejś nadzwyczajnej relacji między wami?

    Nie określałbym tej relacji górnolotnie. Dostałem bardzo trudną rolę do zagrania.

    Jak każdy z was... 

    Ta rola mnie tak przeczołgała emocjonalnie i tak zniszczyła, że się rozpadłem na drobiny i czynniki pierwsze. To była cena, którą musiałem zapłacić za ten film. Postanowiłem wziąć sobie po nim wolne — zarządziłem roczny urlop i w tym roku nie wejdę na żaden plan filmowy.

    Nie żałujesz? 

    Ani przez sekundę nie żałowałem. Natomiast ten reżyser, mam wrażenie, szuka człowieka we wszystkich swoich filmach i potrafi wejść w tegoż człowieka bardzo głęboko. Tym razem chodziło o to, by zdjąć z księży ich uniformy-sutanny, ich mundury. Tak jak zdjął mundury z policjantów w „Drogówce”, tak jak to zrobiłby z sędziami, prawnikami, strażakami, sportowcami, lekarzami, żeby zobaczyć, co dzieje się pod spodem, pod uniformem. To, że księża noszą sutanny, nie czyni ich wcale ludźmi świętymi. Oni są tacy sami jak my, ze wszystkimi niedoskonałościami i zaletami.

    REKLAMA

    bulwary_ksiazece

    Zauważ, że my sami, tzw. cywilni ludzie, oczekujemy tego, że w duchownym jest więcej duchowieństwa niż człowieczeństwa.

    A dlaczego tak uważamy? 

    Może przez ten uniform?

    Myślę, że księża reprezentują to, co każdy z nas. Każdy ma swoje lepsze i gorsze chwile. Każdy z nas, krótko mówiąc, jest grzesznikiem. Sami musimy w sobie zważyć, czy pozostajemy w grzechu, czy też udaje się nam z niego podnieść.

    Mam wrażenie, że Wojtek Smarzowski zrobił swój film — jakkolwiek dziwnie to tu zabrzmi — „po bożemu”. Tę straszną historię opowiada w bardzo komunikatywny sposób. Nie ma w akcji dziwnych splotów, które uniemożliwiałyby widzom łatwe odczytanie. Reżyser sprzyja odbiorcy w percepcji tej opowieści.

    Tak, a materiał dramaturgiczny, który znalazł się w scenariuszu, trzyma widza w napięciu. Przez ponad 2 godziny nie można oderwać się od ekranu. Jeszcze ważniejsze jest chyba to, że reżyser kocha swoich bohaterów, w tym filmie empatyczniena nich patrzy, daje im szansę, pochyla się nad nimi w momentach rozterek, trudnych decyzji, w gorszych chwilach. Reżyser zdecydowanie idzie za swoimi bohaterami. Mój bohater wychodzi z tej próby w jakimś sensie zwycięsko.

    jakubik

    Co było dla ciebie w tym filmie najtrudniejsze?

    Ksiądz, którego zagrałem, to kapłan — mimo trudnych meandrów jego historii — z prawdziwego powołania. To ksiądz, który jest obdarzony łaską Ducha Świętego. Takiego kapłana każdy chciałby mieć w swojej parafii.

    I tacy się zdarzają. 

    Oczywiście. Dla mnie zdecydowanie najtrudniejsza była scena spowiedzi przed wiernymi podczas celebracji mszy świętej. To scena, po której trudno mi się było pozbierać. A druga, która również kosztowała mnie mnóstwo emocji, to scena spotkania z pewnym starym księdzem. Praca nad postacią księdza Andrzeja Kukuły była niebywale trudna emocjonalnie — cały czas trzeba było mieć w głowie traumatyczne doświadczenia z jego dzieciństwa. Stale musiałem to sobie przypominać, przerabiać i wyobrażać — prowadzić rodzaj monologu wewnętrznego ze szkoły Stanisławskiego. Musisz mieć przed oczami te straszne chwile i sytuacje, które co sekundę do ciebie wracają, momenty, których się boisz, od których uciekasz, które próbujesz zresetować, wyczyścić ze swojej pamięci, a ci się nie udaje i żyjesz w permanentnym stresie. Chyba to było w tym wszystkim najważniejsze. Ja tak pracuję. Nie potrafię na pstryknięcie po prostu zagrać. To jest proces. Ten facet i jego historia jest cały czas we mnie.

    KLER-fot.-Bartek-Mrozowski-(8)

    Była w was pokusa, żeby rozrysować wszystko o jeden odcień za mocno? Kiedy robi się coś w tak słusznej sprawie, można wyjść poza odpowiednią kalibrację, prawda? 

    Myślę, że takiej pokusy nie było nawet przez sekundę. Cały czas mieliśmy na planie znakomitego, nieocenionego konsultanta, Piotra Szeląga, byłego duchownego, który pomagał nam w setkach szczegółów związanych z realiami. Chodziło o to, żeby jak najbardziej realistycznie pokazać świat, który my znamy tylko sprzed ołtarza. Nie wiemy, co dzieje się za drzwiami zakrystii czy plebanii. Jak wygląda dom, w którym mieszka samotny ksiądz, jak sobie daje radę ze swoją samotnością... Trudno sobie na przykład wyobrazić, jak pracochłonny jest rytuał zakładania stroju do mszy świętej, ile jest warstw i jaka jest odpowiednia kolejność składania stuły oraz pozostałych elementów ubioru księdza. Ponadto wszystkie te podświadome przyzwyczajenia księży, na przykład całowanie stuły przy spowiedzi. Tego świata trzeba było się nauczyć, żeby stał się on elementem naszego świeckiego funkcjonowania w tej przestrzeni. Księża, którzy widzieli film na pokazach specjalnych, oddali nam, że jeśli chodzi o kulisy, to ta historia jest bardzo rzetelnie opowiedziana.

    Na festiwalu w Gdyni, gdzie się spotykamy, odbiór filmu „Kler” jest gorący. Spodziewacie się laurów? Czekacie na wyróżnienia?

    Nie.

    REKLAMAFord_NowaKuga_baner_1100x400-min

    Stawiam to pytanie, mając w pamięci różne zaszłości, chociażby los „Wołynia” na tym festiwalu. 

    Trzeba by odwołać się do wszystkich filmów Smarzowskiego... Nie ma on specjalnie szczęścia do tego festiwalu, co dla reżysera i jego ekipy jest mało istotne. Najważniejsze jest to, żeby robić dobre i ważne filmy, które wygrywają tym, że poruszają i wytrzymują próbę czasu. Przypomnijmy pierwszy festiwal, na którym zjawił się Wojtek ze swoim „Weselem” — kto pamięta film, który zdobył wtedy Złote Lwy? A „Wesele” pamięta każdy!

     

    Na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni w 2004 r. „Wesele” otrzymało Nagrodę Specjalną Jury, Nagrodę Dziennikarzy, Nagrodę Stowarzyszenia Filmowców Polskich, Nagrodę Prezesa Zarządu Telewizji Polskiej, Nagrodę Rady Programowej TVP, a Marian Dziędzieluhonorowany został Nagrodą za główną rolę męską. Złote Lwy wówczas zdobyły „Pręgi” Magdaleny Piekorz.

     

     

    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere