• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Adam Cissowski

    To nie on wybrał media, ale one pochłonęły go bez reszty. I tak jest już od ponad 7 lat. Najpierw była telewizja i portal informacyjny, teraz radio i... ciągle nowe wyzwania. Zawsze blisko i na bieżąco z kulturą. Dzięki niej poznał niezwykłych ludzi i spełnił niejedno marzenie. W wolnym czasie interesuje się tenisem, genealogią rodzinną oraz podróżuje.

    "Zanurzyłam się w Warszawę na granicy obłędu". Sylwia Zientek o kulisach pracy pisarza

    2018-09-21
    Choć debiutowała zaledwie kilka lat temu, grono jej czytelników stale się powiększa. Duża w tym zasługa ostatnich powieści z cyklu „Hotel Varsovie”. Sylwia Zientek z wykształcenia prawnik, pasjonatka malarstwa i muzyki oraz matka trójki dzieci, zabiera w nim czytelników w podróż przez cztery wieki życia warszawskich hotelarzy. Ostatnio Warszawę zamieniła na Luksemburg, ale pisać nie zamierza przestać.

    Czy ma Pani swój ulubiony okres w historii, o którym pisze?

    Muszę powiedzieć, że każda epoka ma tak wiele do zaoferowania, że skaczę między nimi. Ostatnio dosyć długo mentalnie przebywałam w wieku XVIII. Wydał mi się niezmiernie fascynujący. Z jednej strony wiara w rozum, a z drugiej zupełnie nieokiełznane zanurzenie się w doczesnych przyjemnościach życia. Dla nas to trochę trudne do zrozumienia, ale bardzo barwne i fascynujące czasy. Następnie opisywałam fragment dotyczący momentu odzyskania niepodległości, czyli listopad i grudzień 1918 roku. Zaraz potem wybory już w wolnej Polsce, w których po raz pierwszy brały udział kobiety, czyli 26 stycznia 1919.

    Zientek2

    To mało znana data w historii.

    Tak, i kiedy czytam pamiętniki z tamtych czasów, to czuć nie tyle podniecenie tym, że kraj odzyskuje niepodległość, co niewiarę, że taki cud się zdarzył. Po tylu latach ludzi spotkało tak niesamowite szczęście, że doświadczają czegoś zupełnie niezwykłego. Sama zafunduję moim bohaterkom wiele emocji, bo to był niesamowity moment dla Polski.

    Czyli uchylamy rąbka tajemnicy, co znajdzie się w trzecim tomie sagi „Hotel Varsovie”, która trafi do księgarń już na początku nowego roku.

    Styczeń, luty – tak się wydawca przymierza. Trzeci tom będzie zatytułowany „Królewski szpieg”. Mam nadzieję, że już niedługo czytelnicy będą mogli się nim nacieszyć.

    Dwa pierwsze rozbudziły apetyt czytelników. Czy ten trzeci spełni ich oczekiwania?

    Trochę się tego boję, bo w ostatnim tomie sagi czytelnicy liczą, że wszystkie wątki zakończą się w spektakularny sposób. Nawet dostaję pytania drogą mailową, czy dana postać jeszcze się pojawi. Jeden bloger mi powiedział wprost, że nie wierzy, żebym to wszystko spięła, i będę musiała napisać czwarty tom. Nie odcinam się od takiej myśli i nie „wykończę” połowy postaci, aby zamknąć sobie możliwość kontynuacji.

    Zientek3

    Niedawna przeprowadzka do Luksemburga chyba skutecznie uniemożliwia takie rozwiązanie.

    Dokładnie, ponieważ nie wyobrażam sobie pisania o Warszawie, nie będąc tutaj. Żyjąc w tym mieście, ciągle je przemierzając, nie było właściwie dnia, żebym nie trafiła na jakąś ulicę, która objawiłaby mi coś ciekawego, czy jakiś detal, który przykuł moją uwagę. Każdy spacer po mieście był źródłem inspiracji. W tych bardzo dokładnych obserwacjach patrzyłam też na ludzi, jak się zachowują. Wyobrażałam ich sobie w strojach z epoki. Przy tych książkach bardzo zanurzyłam się w Warszawę, wręcz na granicy obłędu.

    Poza tym będąc na miejscu mam możliwość od razu weryfikacji wszelkich kwestii. Tu są biblioteki, w których pozyskuję wiedzę. Nie wszystko da się kupić, chociaż i tak zgromadziłam naprawdę bogaty zbiór varsavianistyczny. Nie jest wcale tak łatwo ze źródłami, a książki są bardzo cenne.

    Czyli jednak miejsce pracy jest ważne dla pisarza i nie da się pisać wszędzie i o wszystkim?

    Dla mnie jest bardzo ważne. Powiem szczerze, że mogę pozazdrościć albo współczuć ludziom, którzy mogą pisać wszędzie i nie ma dla nich znaczenia, jaki widok mają za oknem czy co ich otacza, jak wychodzą z domu. Od zawsze funkcjonowałam w Warszawie, bo przeprowadziłam się tu, jak miałam pięć lat. Po prostu nie znam innego miasta na takim poziomie szczegółowości. Oczywiście byłam w innych pięknych miejscach, nawet ładniejszych od Warszawy, ale pracowałam głównie tutaj. Tylko raz – książkę „Kolonia Marusia” udało mi się napisać we Włoszech z widokiem na Jezioro Como. To było bardzo przyjemne doświadczenie, chociaż pisałam o strasznych rzeczach, bo o rzezi wołyńskiej. Ten błogi widok jeziora tonował nastroje, co wcale nie było takie złe.

    Książkę, która nadal cieszy się dużą popularnością wśród czytelników, choć od jej wydania minęły już dwa lata.

    To dziwne, ale ostatnio zaskoczyło mnie wezwanie przez Instytut Pamięci Narodowej na świadka. Zeznawałam w ramach śledztwa dotyczącego zbrodni przeciwko narodowi polskiemu. Ta książka żyje, i bardzo się z tego cieszę, że jest ciągle czytana i wzbudza silne emocje. Jak się okazuje, znajduje nawet tak nieoczekiwanych czytelników.

    Co było powodem wezwania?

    Myślę, że fakty, które opisałam w „Kolonii Marusi”, bo była to historia rodziny mojej mamy, która cudem uratowała się z rzezi wołyńskiej. Mam przypuszczenie graniczące z pewnością, że prokuratura dotarła do mojej książki, dowiedziała się, jak nazywała się moja mama i dlatego zostałam wezwana na świadka. Wszystko to, co mogłam, opisałam –  najbardziej wiarygodnie jak potrafiłam, opierając się głównie na opowieściach mamy. „Kolonia Marusia” dużo mnie kosztowała i jest najbardziej osobistą ze wszystkich moich książek.

    Zientek4

    To niesamowita rola, w jakiej może być obsadzony pisarz. Pomimo że nie był naocznym świadkiem, może pomóc w wyjaśnianiu prawdy historycznej.

    Wydaje mi się, że IPN dosyć szeroko prowadzi to śledztwo, przepytując rodziny osób, które bezpośrednio doświadczyły tych strasznych wydarzeń. Upłynęło już tyle czasu, że coraz mniej jest osób, które pamiętają to jako naoczni świadkowie. Stąd trzeba pytać kolejne pokolenia i starać się, jak najwięcej z tych opowieści zachować. Wiem też, że dla ludzi, którzy przeżyli Wołyń, jest niezmiernie ważne, żebyśmy wiedzieli, jakie straszliwy rzeczy miały tam miejsce.

    Po wydaniu „Kolonii Marusi” dostałam kilka telefonów i listów od kobiet, które były bardzo poruszone tą książką. Mówiły, że nie chodzi im o żadną sprawiedliwość, wyrównywanie rachunków, ale o zwykłą pamięć.

    Zientek5

    Czy nowe miejsce zamieszkania natchnie Panią do napisania czegoś osadzonego w luksemburskich realiach?

    Na razie nie wiem, bo to miasto-państwo przechodziło z rąk do rąk, więc jego losy były bardzo burzliwe. To pobudza moją wyobraźnię pisarską, ale żeby pisać o jakimś mieście, to trzeba dłużej w nim pobyć i poczuć jego klimat. Na ten moment myślałam bardziej o Paryżu, który jest oddalony raptem dwie godziny pociągiem od Luksemburga. Być może napiszę książkę o polskich artystkach, które wyjechały w I połowie XX wieku i swoją karierę oraz życie artystyczne spędziły w stolicy Francji. Bardzo bym chciała wydobyć je z mroków zapomnienia, bo mieliśmy naprawdę wspaniałe kobiety: projektantki strojów, wnętrz czy materiałów, o których nic nie wiemy.

    Pani też kształtuje swój wizerunek i styl. Jak ważne jest to dla kobiety-pisarki?

    Lubię ładne ubrania, kolory i sukienki. Fascynuję się też modą, a wizerunek wyszedł zupełnie naturalnie i bez żadnego zamierzenia. Mój pociąg do estetyki wizualnej zaowocował tym, że przeniosłam go na ubrania. Uwielbiam malarstwo i gdybym mogła, to bym się ubierała w szaty inspirowane obrazami, ale takie jest akurat ciężko kupić. Wiele kobiet, z którymi się kontaktuję, wysyła mi sygnały, że jest to w miarę spójnie, czyli jednak jest to jakiś styl. Bardzo mnie to cieszy i nadal będę szukała równie ciekawych, szalonych wzorów i materiałów. Miło, że to ktoś zauważa.

     

    fot.: autora i Wojtka Białego

    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Przeczytaj również
    Reklama
    reklama Anywhere