• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Maciej Bąk

    Z wykształcenia prawnik, z zawodu (i zamiłowania) dziennikarz radiowy. W eterze obecny od 2007 roku. Najpierw w studenckim Radiu SAR na Politechnice Gdańskiej, potem przez pięć lat w Radiu Gdańsk, gdzie między innymi zabierał słuchaczy w świat kulinariów. Dziś jedzenie to już bardziej jego hobby, uprawiane obok pracy w Radiu ZET, w którym relacjonuje słuchaczom wszystkie najważniejsze wydarzenia na Pomorzu. Prywatnie miłośnik muzyki, zwłaszcza elektronicznej, za którą - gdyby mógł - zjeździłby pół świata.

    Okiełznywanie wiatru

    2018-09-16
    Małgorzata Sprengel jest właścicielką .Farys.Design., firmy produkującej designerskie akcesoria jubilerskie związane z jeździectwem. Pojawia się na najważniejszych imprezach jeździeckich w kraju, jej wyroby poznała już cała Polska, powoli szykuje się na podbój rynków zagranicznych. Dla Anywhere.pl rozmawia z Maciejem Bąkiem.

    Jakimi słowami możemy określić relację między koniem a jego właścicielem? A może słowo „właściciel” w tym przypadku powinno być zastąpione innym słowem?

    Najlepiej powiedzieć: koń i jeździec, chociażby dlatego, że nie zawsze właściciel konia jest tą samą osobą, która go dosiada. Koń jest zwierzęciem na ogół płochliwym i trzeba najpierw zarówno zbudować szacunek konia do jeźdźca, jak i jeźdźca do konia. A jak to działa? Porównałabym to do technologii Bluetooth. Najpierw jest pewien okres, w trakcie którego budowana jest relacja i zaufanie, natomiast po jakimś czasie, gdy się wsiada na konia i tworzycie jedność, to właśnie jest ten moment, w którym dopiero zaczyna się ta prawdziwa jazda. Wtedy można dokonywać niemożliwego i podnosić poprzeczki. I tu się zaczyna prawdziwe jeździectwo, pasja i radość.

    farys_1

    Rozumiem, że z koniem bardziej się współpracuje niż zaprzyjaźnia?

    To wszystko jest powiązane. Ważne jest to, że budowana relacja i więź nie może być tylko określona treningami. Samą przysłowiową „marchewką” konia się nie przekupi. To, co robię, to nieustanne spacery, chodzenia, jeżdżenia, treningi. Sprawia to, że teraz, gdy mojego konia na przykład coś wystraszy, to on przestaje się tego bać, jeżeli ja na nim siedzę. Tymczasem normalnym bodźcem konia byłaby ucieczka, ponieważ te zwierzęta w taki właśnie sposób reagują na potencjalnie niebezpieczne sytuacje. Dlatego więź treningowa oczywiście jest potrzebna, ale potrzeba też czegoś więcej, jakiejś głębszej relacji. Jej zbudowanie powoduje to, że koń ma do jeźdźca zaufanie, a dodatkowo jeździec też nabiera umiejętności dokładnego wyczucia nastroju zwierzęcia. Wie on dzięki temu, czy koń jest nabuzowany, spięty i tak dalej. Działa to trochę jak automat, właśnie jak wspomniany przeze mnie Bluetooth!

    A jakie cechy powinien mieć dobry jeździec? Cierpliwość? Empatia?

    Na pewno wymaga to skupienia, czasu i poświęcenia. Bo to jest relacja taka jak z ludźmi.  Żeby poznać dobrze drugiego człowieka trzeba dużo z nim przebywać, znać jego zachowania, rozumieć jego gesty i ruchy. Tak samo wychodzi w relacji z koniem. Jeden ruch, jedno spojrzenie i od razu wiadomo, o co chodzi. A cechy? Na pewno nie można być nerwowym, bo konie bardzo łatwo wyczuwają emocje. I jeśli podchodzimy do nich zestresowani albo rozemocjonowani, to lepiej w ogóle nie podchodzić. Więc spokojne cechy charakteru na pewno pomagają w takiej relacji. Ale wydaje mi się, że przede wszystkim bardzo dużo robi tutaj czas.

    farys_design_2

    No właśnie, a jak dużo pani poświęca czasu swojemu koniowi – Farysowi?

    Staram się być u niego przynajmniej trzy razy w tygodniu. Zwykle nie są to całodniowe wizyty, choć latem, przy pięknej pogodzie, spędzamy ze sobą więcej czasu. Ale trzy razy w tygodniu to jednak minimum do tego, żeby coś fajnego z tego wyszło. Zresztą na początku miałam i trenera do jazdy, i trenera do tak zwanego „naturalsa”, czyli rozumienia się w dwie strony, więc to też wymagało dodatkowych godzin i czasu. A teraz czerpię z tego tylko radość i to już jest bardzo fajne, że jeździ się dla samej przyjemności.

    Jakie chwile są kluczowe dla relacji jeźdźca z koniem?

    Tereny, absolutnie. Czyli wyjazdy poza stajnię. Piękne okolice, lasy, jeziora, rzeki, które w pełnym galopie możemy przemknąć, i człowiek przestaje już myśleć o niczym i w pełni się odstresowuje. Zresztą właśnie w terenie najpełniej można poczuć możliwość konia w którym płynie krew arabska. Nie bez powodu mówi się, że dosiąść takiego konia, to tak jak dosiąść wiatr. Uwielbiam więc dosiadać taki wiatr i jeszcze się z nim gonić.

    A w jaki sposób koń okazuje wdzięczność albo serdeczność?

    Do głowy przychodzi mi chociażby sytuacja, w której przyjeżdżam do stajni, on mnie jeszcze nie widzi, ale już słyszy jak rozmawiam z dziewczynami na kawie i potrafi faktycznie przybiec z drugiego końca pastwiska, wręcz przylecieć i głośno rżeć. I nagle koń, którego po drodze nikt nie może zatrzymać, nagle staje obok swojego pana lub pani i jest potulny jak baranek. To są właśnie takie momenty.

    Gdzie mieszka na co dzień Farys?

    Jest to stajnia w Lisewcu, kilkanaście kilometrów od Trójmiasta.

    farys_design_3

    I pani koniem opiekuje się zespół fachowców?

    Oczywiście, mamy bardzo fajne dziewczyny, które opiekują się wszystkimi końmi. Zwierzęta są bardzo bardzo różnych ras, więc każdy ma indywidualnych trenerów i pod swojego konia, i pod siebie. Jeden trenuje skoki, drugi ujeżdżeniówkę. Więc do każdego konia dopasowana jest osoba. Osobną historią jest wyżywienie – każdy koń ma dopasowaną do siebie paszę.

    Miałem kiedyś okazję spędzić dobrych kilka dni z pasjonatami lotnictwa. Zauważyłem, że bardzo trudno jest z nimi rozmawiać na inne tematy niż ich życiowa pasja. I tak zastanawiam się, czy z miłośnikami jeździectwa jest podobnie?

    Zdecydowanie tak! Bycie z koniem, zarówno dla mnie, jak i wszystkich ludzi z tego światka, to jest czysta przyjemność. Nie wyobrażam sobie innego, spokojnego życia, bez tej adrenaliny w terenie, bez tych emocji i bez tej pasji. Miłość do koni mnie napędza i stała się punktem odniesienia i inspiracją w życiu. Także potwierdzam – to wkręca!

    Ale jeżeli już wybierzemy jeździectwo jako swoją pasję, to już chyba na żadne inne hobby nas nie będzie stać? Mówi się o tym, że nie jest to tani sport…

    Powiem szczerze – na pewno nie jest to tani sport, choć powstają teraz coraz to nowe alternatywy, które sprawiają że staje się on coraz bardziej dostępny dla każdego chętnego. Natomiast pomimo tych kosztów i wydatków, pamiętajmy o tym że jeśli mamy jedną prawdziwą pasję, to nie ma sensu jej rozmieniać na drobne. Tak samo jak ktoś uwielbia narty i zbiera przez cały rok na kolejne wyjazdy w góry, tak samo jak ktoś kocha morze i jego życiowym celem jest wybranie się na upragniony rejs, tak samo też jeśli złapaliśmy bakcyla jeździectwa, to całkowicie się mu oddajemy. Ja na pewno tak mam.

    Galeria
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Przeczytaj również
    Reklama
    reklama Anywhere