• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Monika Sobień

    Dziennikarka i scenarzystka. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego i Szkoły Wajdy. Lubi ludzi, a oni lubią do niej mówić. Od 13 lat z pasją słucha ich zawodowo, specjalizując się w wywiadach. I choć od dekady związana jest głównie z prasą kobiecą, to najlepiej wychodzą jej rozmowy z mężczyznami. Dlatego rok temu stworzyła portal WeMen.pl, w którym najciekawsi faceci w tym kraju opowiadają jej swoje historie.

    Anita Sokołowska: Jestem szczęściarą

    2018-09-10
    „Ciągle chciałoby się więcej i mam jakieś niespełnione marzenia, ale czuję się dobrze. Mam ukochanego syna, a do tego faceta, który mnie totalnie wspiera, z którym robimy super rzeczy i jest nam dobrze. Mam robotę, ludzie mnie lubią. Jak tu narzekać?” – zastanawia się Anita Sokołowska w rozmowie z Moniką Sobień dla Anywhere.pl.

    Z jaką myślą opuszczałaś szkołę filmową? Czy to był lęk, czy jakieś konkretne marzenie, precyzyjny plan? Bo to był czas, kiedy stałaś u tych bram i…

    U bram i nie u bram, dlatego że gdy kończyłam szkołę, to rzeczywistość pracy i tego, jak się żyło, była zupełnie inna od dzisiejszej. Mam wrażenie, że byłam jednym z ostatnich roczników, które pozwoliło sobie na prawdziwe studiowanie. U nas w trakcie trwania szkoły prawie nikt nie chodził na castingi. Przemek Sadowski zagrał chyba na trzecim roku w jednym filmie. To były incydentalne sytuacje. Więc kończąc czwarty rok, wszyscy byliśmy nieprzygotowani do wejścia w ten zawód pod kątem komercyjnym, bo nie wykonywaliśmy wcześniej telefonów do agentów, nie chodziliśmy na castingi. Jak już zrobiłam dyplom, po prostu wysłałam CV do większości teatrów w Polsce. Pisałam listy do dyrektorów: „Szanowny panie dyrektorze, tak bardzo cenię pana zespół, bardzo chciałabym być jego częścią…”.

    Dostałaś jakąś pozytywną odpowiedź?

    Tylko z Radomia.

    O, ja jestem z Radomia…

    Szacun. (śmiech)

    Zagrałaś kiedyś w tym teatrze?

    Nie. Ale rozważałam, czy tam nie jechać.

    Małgorzata Foremniak tam grała.

    Ale to było 10 lat wcześniej. Nie obrażając. Wiesz, trochę inaczej wyobrażałam sobie swoje początki w zawodzie. W szkole filmowej mieliśmy silną grupę, do której należał Tomek Tyndyk, Karol Wróblewski, Kasia Maternowska, Przemek Sadowski, Anita Jancia, Dorota Abbe. To są osoby, które cały czas działają w zawodzie. I my chcieliśmy założyć swój teatr, miał się nazywać Kameleon. Wszyscy w szkole mówili, że jesteśmy super grupą, że robimy wspaniałe rzeczy i że powinniśmy dalej w tej grupie działać. Po szkole przygotowaliśmy w wakacje spektakl o wojnie na festiwal Teatrów Ulicznych w Lublanie. Chodziliśmy na szczudłach, dużo gestykulowaliśmy. Szukaliśmy różnych pomysłów na siebie, spotykaliśmy się z młodymi reżyserami, którzy chcieli z nami współpracować. Ale życie nas zweryfikowało, nie udało nam się zarobić na chleb tą grupą. 

    ANITA-SOKOLOWSKA-_-FOT-TOMASZ-SAGAN-_-ANYWHEREPL-_-2

    Z czego wtedy żyłaś?

    Powiem ci szczerze, że nie pamiętam, bo to był szczególnie trudny moment w moim życiu. Umarł mój tata i to finansowanie niestety było odcięte. Nie wiem, czy przez moment mama mi nie pomagała, nie pamiętam. Robiliśmy różne rzeczy, raz w życiu byłam hostessą. Kumpel z roku miał jakąś firmę i mnie namówił, żebym chodziła i promowała perfumy w nowym centrum handlowym w Łodzi. Zgodziłam się, bo pieniądze były mi bardzo potrzebne. I pamiętam, że tak stoję z tym koszykiem z 10 minut, rozdaję te perfumy, a tu wchodzi Borys Szyc i krzyczy: „Cześć Anita!”. A on już wtedy był na zawodowej górce, grał w filmach, był rozpoznawalny i to zestawienie mnie jako hostessy i jego jako wziętego aktora było dla mnie strasznie deprymujące. Cały czas pamiętam to spotkanie.

    On jakoś to skomentował?

    Był bardzo miły. Podpowiedział mi nawet, że jakiś casting jest robiony, żebym poszła na niego. Ale to był chyba jedyny raz, kiedy zarabiałam, nie pracując w wyuczonym zawodzie. Potem zaraz dostałam propozycję zagrania w „Trędowatej”. I jakoś się potoczyło.

    Ale przełomem było „Na dobre i na złe”, prawda? W sensie rozpoznawalności i tego, że nie musiałaś już martwić się o pracę.

    Co ty! Chciałam ci właśnie powiedzieć, że to w ogóle nie jest tak, bo dzisiaj gdybyś mnie zapytała, czy boję się o przyszłość, to bym powiedziała, że absolutnie tak. W ogóle myślę, że to jest okrutny zawód, a zwłaszcza w Polsce. Jest takie powiedzenie „tyle znaczysz, ile twoja ostatnia rola”. I strasznie długo nie chciałam się z tym zgodzić, ale chyba tak jest. Wiesz, skończę serial „Przyjaciółki” i tak naprawdę nie wiem, ile będę musiała odsiedzieć na ławce rezerwowej i czy ktoś mi zaproponuje rolę.

    ANITA-SOKOLOWSKA-_-FOT-TOMASZ-SAGAN-_-ANYWHEREPL-_4

    Ale też inwestujesz w karty teatralne. Przez lata odwiedziłaś różne teatry. Lublin, Łódź, Bydgoszcz. A teraz grasz spektakl „Modern Slavery” w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie.

    Tak, jestem związana z Biennale Warszawa. Ja sobie bez teatru nie wyobrażam funkcjonowania w tym zawodzie. Może to zabrzmi banalnie, ale praca w teatrze nadaje sens uprawiania tego zawodu. Nigdy nie grałam w filmie, nie było mi to jeszcze pisane, więc nie wiem jak się tam pracuje, ale w serialu pracuje się bardzo szybko, pobieżnie. Teksty, które mówisz, nie są jakimś skomplikowanym dramaturgicznie dialogiem. Jest takie powiedzenie „jesteś tym co jesz”, a ja do tego dorzucam „jesteś tym jak pracujesz”. I to, że mogę w teatrze opowiadać o tak ciekawych, trudnych tematach, posługiwać się przeróżnymi formami narracyjnymi, jest ogromną wartością. Lubię grać spektakle, ale uwielbiam też czas prób. To tak zmusza do weryfikacji siebie tu i teraz, tego co się ma w głowie, co umiesz. Trzeba w każdym momencie, nad każdą sceną się zastanowić.

    Jaki teatr lubisz robić?

    Jak by to powiedzieć, żeby nikogo nie urazić… Lubię, żeby było sensownie. To co się dzieje wokół mnie na scenie, jaki temat poruszamy, to z kim pracuję, z kim się spotykam – muszę mieć poczucie, że to ma sens. Pieniądze, które zarabiamy w teatrze, nie są duże, więc ten trud, te 8 godzin dziennie prób, a potem grania spektakli muszą dawać mi zaspokojenie emocji i ambicji. Myślę, że trudno byłoby mi funkcjonować na dłużej w teatrze stricte komercyjnym, choć nie odcinam się od tego, bo uważam, że wszystkie doświadczenia są aktorowi potrzebne.

     

    REKLAMACYB_online_banner_PO_Lemo_anim

     

    Czy spektakl, w którym ostatnio grasz, właśnie we wspomnianym MSN,-nie mieści się w tej definicji teatru sensownego?

    Tak. To spektakl o współczesnym niewolnictwie. Wyreżyserował go mój partner, Bartek Frąckowiak. I tu w ogóle zadziało się coś bardzo dziwnego. Pomijam fakt, że pracujemy w przestrzeni nieteatralnej. To jest muzeum, pracowaliśmy w takim długim korytarzu, gdzie są wystawiane różne dzieła, różne performance, to była totalnie pozateatralna przestrzeń i to też było dla aktora ciekawym doświadczeniem. Bartek postanowił zrobić spektakl o współczesnym niewolnictwie, robił to z Natalią Sielewicz, która jest kuratorką muzeum. Przez pół roku badali ten temat w różnych aspektach. Za inspirację posłużył case Mirosława K. – Polaka, który na ulicy Wilanowskiej przetrzymywał jednocześnie około 50 Ukraińców. Stwarzał fikcyjne długi, zabierał dokumenty, kazał podpisywać weksle in blanco. Stosował przemoc psychiczną, mniej fizyczną, ale ta psychiczna była bardzo silna. Byli oni pracownikami, których dostarczał do około 70 warszawskich restauracji. Są to restauracje, w których ja, my, moi przyjaciele, spotykamy się, chrupiemy lunche, rozmawiamy przy kawie latte, a na zapleczu są wykorzystywani ludzie. Bartek z Natalią poszli tym śladem. Byli w Krakowie, chodzili po sądach, prosili o wgląd do akt, spotykali się z La Stradą, Strażą Graniczną, policjantami, prawnikami.

    Drugi case, który był punktem wyjścia w spektaklu, stanowiły słynne obozy pracy w Foggi. To z kolei działo się 17 lat temu. Do Włoch trafiło w sumie kilka tysięcy osób z Polski. Zbieralitam pomidory, oliwki, karczochy. Mieszkali w oborach, barakach, pracowali ciężko i w strasznych warunkach, obozy były zarządzane głównie przez Polaków.

    Czyli ciebie interesuje teatr zaangażowany społecznie. Opowiedz coś o swojej roli.

    Nie ma tam ról typowych dla spektakli teatralnych. Jesteśmy nośnikami tematu. Ja mam dwa duże zadania. Jedno polega na tym, że robimy rekonstrukcje, które wykorzystuje się przy procesach sądowych, odgrywamy sytuacje, które mogły się wydarzyć. Gram właśnie Mirosława K., mam do przeprowadzenia trudne zadanie, bo używając realnych tekstów, wyciągniętych z akt, staję naprzeciw ludzi, ofiar, których grają oczywiście aktorzy, których Mirosław K. wykorzystał. Mamy pięć takich osób, przeprowadzam z nimi tę rekonstrukcję, pokazując jak to wyłudzanie pieniędzy, zastraszanie mogło wyglądać. Scena trwa około kwadransa i ja ją energetycznie i emocjonalnie prowadzę. Grać Mirosława K. nie mogę, nie mam takiego prawa, żeby grać realną osobę, nie spotkałam się z nim, więc nie znam prawdy, mogę podejrzewać, kim on jest i jak się zachowuje. Ale z drugiej strony muszę dać widzowi realną emocję, stan, podejrzenie tego, co się mogło dziać, że ci ludzie w tym upokorzeniu i bezradności trwali.

    ANITA-SOKOLOWSKA-_-FOT-TOMASZ-SAGAN-_-ANYWHEREPL

    Dużo cię to kosztowało?

    Bardzo dużo, bo w pewnym momencie działa to jak psychodrama, zaczynasz się wkręcać…

    Stajesz się trochę postacią?

    Granica jest mocno przesunięta, więc to mnie bardzo dużo kosztowało. Podczas tego spektaklu czytam też prawdziwe zeznanie dziewczyny, która pojechała do Foggi, do włoskiego obozu pracy. To jest porażające zeznanie, bo to normalna kobieta, która jedzie do Włoch, w tych trudnych czasach przełomu ustrojowego w Polsce, żeby zarobić trochę pieniędzy dla rodziny. I ona po tygodniu pracy na plantacjach prosi o możliwość odpoczynku przez jeden dzień, chce zostać w obozie, bo źle się czuje. I zostaje sama z ochroniarzem, człowiekiem, który dowodzi na terenie kampu i wyobraź sobie, że on przez 12 godzin ją wykorzystuje, w różny sposób. Seksualnie, znęca się nad nią psychicznie, fizycznie, tatuuje ją, zastrasza, przystawia pistolet do głowy. Na szczęście udało się jej uciec. Przeżyła. Sprawa włoskich obozów pracy w Foggi została już zakończona.

    Sędzia Dariusz Mazur z Krakowa postawił sobie za punkt honoru, że doprowadzi tę sprawę do końca, wyrok w tej sprawie odczytywał przez 2 dni. Była to największa sprawa w Europie dotycząca handlu ludźmi do pracy przymusowej. Większości z osób działających w zorganizowanej grupie przestępczej po polskiej stronie postawiono zarzuty. Wszyscy już są na wolności, prowadzą firmy, mają swoje rodziny.

    Patrzyłaś na publiczność i widziałaś, że ta historia ich porusza?

    Pierwszy raz w życiu nie obchodziło mnie to, czy sam spektakl się podoba, czy nie, dlatego że to temat był najważniejszy. A feedback jest taki, że ludzie przychodzą, oglądają i po spektaklu chcą o tym rozmawiać. Mówią o swoich przypadkach wykorzystania w pracy, nadużyciach, to wszystko uruchamia dyskusję. Współczesne niewolnictwo nie polega na tym, że jesteś zamknięta, nie możesz wyjść, albo że zabrano ci dokumenty.

    A jak ci się pracowało ze swoim partnerem, który tu był twoim szefem?

    My chyba mamy z Bartkiem umiejętność wspólnej pracy. Wiadomo, że przenosi się te tematy do domu. Najpierw, kiedy Bartek robił z Natalią półroczny research, codziennie coś pisali do sądów, czytali, oglądali filmy, to cały czas to przegadywaliśmy. Później rozmawialiśmy dużo o próbach. Ale ja to lubię, oczywiście jeśli nie rozmawia się tylko o tym.

     

    REKLAMAFord_NowaKuga_baner_1100x400-min

     

    Były konflikty?

    Raczej nie. Oczywiście zdarzały się jakieś małe, ale to jak z każdym reżyserem. Ale te małe spięcia są normalne i myślę, że w takich zawodach potrzeba, żeby wyładowanie jednak nastąpiło Po takim spięciu, oczyszczeniu, wchodzisz z nową energią i odkrywasz zupełnie inne rzeczy.

    Czego byś teraz chciała zawodowo dla siebie? Niech to będzie koncert życzeń.

    Nie ukrywam, że chciałabym zagrać w filmie. Chyba mnie to omija. Choć właściwie może sama jestem temu po części winna, bo nawet nie chodzę na castingi. Teraz próbuję odwrócić los w tej materii, zmieniłam agencję i mam nadzieję, że to mi jakoś pomoże. To kwestia tego, żeby wejść w ogóle w świat filmu, bo to nie jest takie proste. Widzisz, ile osób gra w polskich filmach.

    ANITA-SOKOLOWSKA-_-FOT-TOMASZ-SAGAN-_-ANYWHEREPL-_-3

    W filmach nie grasz, ale dużo pracujesz. Co robisz, żeby się zresetować?

    Rzeczywistość naszego świata aktorskiego jest taka, że naprawdę niewielu aktorów może sobie pozwolić na komfort, że wchodzą w jeden projekt i potem mają miesiąc wolnego. Ja pracuję w serialu, który ma swój rytm, dynamikę. Kręcimy serie dwa razy do roku, każda seria trwa około 4 miesięcy, później robię spektakl i znów wracam na plan. Czasem proszę, aby mnie trochę ograniczyć w tych zdjęciach, albo żebym weszła na plan później, na przykład po premierze spektaklu, bo już nie daję rady tak pracować, to też nie te lata.

    Wyobrażałam sobie, że tak aktywna osoba jak ty na pewno uprawia jakiś sport.

    No widzisz, a ja nie mam czasu. Teraz próbuję trochę wspinaczki, bo mój Bartek bardzo dużo się wspina, nasz syn Antek też to lubi. Wiem, że to jest świetny sport medytacyjny, przy moim chaosie wewnętrznym i osobowościowym to jest super, bo musisz wiedzieć, gdzie chwycić, jak ułożyć ciało, żeby się poderwać. Ale nie mogę powiedzieć w serialu, że dwa razy w tygodniu mam ściankę. Nie jestem w stanie tego przeskoczyć, więc chwytam po prostu każdą wolną godzinę i staram się ją dobrze wykorzystać.

    A jeszcze jesteś mamą.

    Właśnie, jeszcze to maleństwo. Ja rezygnuję z różnych rzeczy i kiedy mam dzień wolny, to jest to dzień wyłącznie dla rodziny, dziecka. Dlatego jeśli pytasz o resety, to jest ich mało. Niedawno wyrwałam tydzień i byliśmy w Andaluzji. Nie chcesz wiedzieć, co się musi wydarzyć, żebym mogła ten tydzień wyrwać. Marzę o takiej sytuacji, że dostaję jedną propozycję, potem ta mi się kończy i następną biorę za miesiąc czy dwa tygodnie. Nie chcę narzekać, wiem, że jestem szczęściarą, ale jak sobie pomyślę, że gdybym grała w takim serialu w innym kraju, to bym miała już trzy wille z basenami i jacht... A tu musimy pracować non stop, bo jak masz przerwę, to nawet ta kupka, którą masz odłożoną, szybko topnieje.

    A poza pracą, jak się czujesz w swoim życiu?

    Dobrze.

    I zapadła cisza. (śmiech)

    Bo wzruszyłam się. Czuję się dobrze dlatego, że mam rodzinę, mam ukochanego syna, który jest dla mnie wszystkim. Mam faceta, który mnie totalnie wspiera, z którym robimy super rzeczy i jest nam dobrze. Mam robotę, ludzie mnie lubią.

    To ja ci życzę jeszcze tego filmu, bo cała reszta się dzieje.

    Pluje się przez lewe czy prawe ramię?

    Dobra, to przez oba dla bezpieczeństwa.

    To ja nie dziękuję.

     

    fot.: Tomasz Sagan

    Galeria
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Przeczytaj również
    Reklama
    reklama Anywhere