• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Paweł Durkiewicz

    Kochający mąż, ojciec i redaktor. Nocami ogląda ligę NBA, a w dzień zwalcza wszelkie problemy siłą spokoju. Z wykształcenia badacz dusz, z zamiłowania amerykanista, z pasji dziennikarz. Powtarza często za Leninem, że film jest najważniejszą ze sztuk. Entuzjasta humoru Davida Lyncha, perfekcji Stanleya Kubricka i szaleństwa w oczach Jacka Nicholsona.

    Na skrzydłach 49era

    2018-08-09
    Mistrzostwa Europy w klasie 49er były jednym z ważniejszych punktów programu tegorocznej edycji Volvo Gdynia Sailing Days. Doświadczona załoga Paweł Kołodziński – Łukasz Przybytek zajęła w nich 4. miejsce. Przed rozpoczęciem regat porozmawialiśmy z reprezentantami Polski o gdyńskiej imprezie, specyfice jachtu, na którym występują, oraz o nadziejach przed igrzyskami olimpijskimi w Tokio w 2020 roku.

    Volvo Gdynia Sailing Days – jak ważna to impreza w kalendarzu żeglarza?

    Paweł Kołodziński: To rzeczywiście szczególny moment w roku, a w tej edycji mamy w Gdyni mistrzostwa Europy w naszej klasie 49er, co mówi samo za siebie. Volvo Gdynia Sailing Days to na pewno największe święto żeglarstwa w Polsce, na które zjeżdżają zawodnicy z wielu stron świata, dlatego towarzyszy nam w tych dniach zarówno duma, jak i zaszczyt. Z chęcią pojawiamy się tu co roku.

    49ers_2

    Fakt, że zawody rangi mistrzowskiej odbywają się na polskim akwenie, dodatkowo mobilizuje?

    Łukasz Przybytek: Przede wszystkim fajne jest to, że impreza z roku na rok się rozrasta, dzięki czemu możemy pokazać żeglarstwo szerokiej grupie polskich kibiców, którzy się tu pojawiają. Czujemy się tu jak w domu.

    Paweł Kołodziński: Podchodzimy z pełną mobilizacją do każdych regat, bez względu na to, gdzie się odbywają i jaka jest stawka. To, że jesteśmy na Zatoce Gdańskiej, jest dla nas na pewno atutem, bo to my czujemy się u siebie.

    Jakim akwenem pod względem warunków do żeglowania jest Zatoka Gdańska w okresie letnim?

    ŁP: Latem jest ona akwenem wymagającym, ponieważ silne wiatry wieją rzadko, często występują burze. Niemniej, podczas tegorocznej edycji warunki są znakomite, mamy słońce, wiał wiatr, więc nie było na co narzekać. Gdyńska aura jest dla zawodników łaskawa.

    Żeglujecie w duecie w dość elitarnej klasie 49er. Na czym polega specyfika tych jachtów?

    ŁP: Nazwa klasy wzięła się od długości kadłubu, która wynosi 4 metry 90 centymetrów. Jest to klasa olimpijska,  młoda, bo zadebiutowała na igrzyskach w Sydney w 2000 roku. Charakteryzuje ją wąski kadłub i szerokie skrzydła. Podczas wyścigu obaj balansujemy na stojąco, żeby niwelować siły działające na żagle, które mają bardzo dużą powierzchnię. Wszystko to sprawia, że łódka jest szybka, a zawody widowiskowe. Wywrotki zdarzają się dość często, ponieważ zanurzenie łodzi jest małe, a maszt bardzo wysoki, stąd konieczność ciągłego balansowania. Ja jako sternik kieruję łódką, z kolei Paweł operuje wszystkimi żaglami i dostarcza informacji o przeciwnikach na akwenie i prędkości naszego jachtu. Musimy ze sobą współpracować i dobrze się dogadywać – można to porównać do rajdów samochodowych, gdzie pilot podaje informacje, a kierowca musi pokonywać trasę. Nasza praca jest bardzo intensywna, często wymaga podejmowania decyzji w ciągu ułamków sekundy.

    49ers_1

    Ile trwa pojedynczy wyścig?

    PK: Około 30 minut, przy czym, przykładowo, w ramach regat Volvo Gdynia Sailing Days mamy ich łącznie 18.

    Jak wygląda i ile trwa sezon żeglarski? Sport ten wiąże się zapewne z wieloma podróżami.

    PK: Sezon trwa praktycznie cały rok. Chwilę oddechu mamy tylko w okolicach listopada-grudnia, niemniej w żeglarstwie wyczynowym kontakt z wodą trzeba mieć cały czas. W sezonie letnim trenujemy i startujemy na akwenach europejskich, z kolei gdy przychodzi jesień czy zima, latamy na Puchar Świata w różne rejony globu, np. do Miami. W sierpniu czekają nas mistrzostwa świata w duńskim Aarhus, kolejne – za rok – w Nowej Zelandii. Jak łatwo się domyślić, ważna w tym wszystkim jest logistyka i dobre planowanie.

    Macie swoje ulubione miejsca na żeglarskiej mapie świata?

    PK: Żeglarzowi zawsze potrzebne jest słońce i wiatr, dlatego praktycznie każde miejsce może być przyjemne. A miejscem, w którym takie warunki są chyba najczęściej, jest Australia.

    Za dwa lata igrzyska w Tokio. Obaj znacie już smak regat olimpijskich – myślicie już o Japonii i tamtejszych wodach?

    ŁP: Tak, już w tym roku lecimy tam na rekonesans zatoki, w której odbywać się będą zawody. Wyciągnęliśmy wnioski z poprzednich igrzysk w Rio (Łukasz i Paweł zajęli tam 8. miejsce – red.), dlatego cały ten czteroletni cykl przygotowawczy między igrzyskami mamy zaplanowany w taki sposób, by wyeliminować błędy, które tam się nam przydarzyły. Na pewno chcielibyśmy poprawić nasz wynik i włączyć się do walki o medale.

    49ers

    Jaką rolę podczas regat odgrywa nieprzewidywalność? Wiadomo, że karty rozdaje tu wiatr, który jednym może przeszkadzać, a innym sprzyjać, tak jak bywa to np. w skokach narciarskich…

    ŁP: Podczas regat odbywa się duża liczba wyścigów - właśnie po to, by zrównoważyć wpływ warunków zewnętrznych. Nie można przecież mieć szczęścia kilkanaście razy z rzędu, zresztą na ogół szczęście sprzyja tym lepszym i w czołówce są zawsze mniej więcej te same załogi. Podczas Volvo Gdynia Sailing Days mamy 6 dni regat, podczas których ścigamy się 18 razy i aby zająć dobre miejsce w końcowej kolejności, musimy dać z siebie 100 procent w każdym wyścigu. Odrzucony będzie tylko jeden, najgorszy wynik, a pozostałe będą się liczyć do końcowego wyniku.

    PK: Na starcie wyścigu wszystkie załogi ruszają jednocześnie, więc na tzw. dzień dobry każdy ma te same warunki. Zdarza się jednak, że po dwóch stronach trasy wiatr układa się inaczej. Stąd też bardzo cenną umiejętnością jest odczytywanie zmian w wietrze i szybkie decydowanie, w którym kierunku popłynąć, by uzyskać optymalny podmuch.

    Jest tak, że niektórzy żeglarze preferują mocny lub słabszy wiatr?

    ŁP: Doświadczone załogi lubią i silny, i słaby wiatr. Akurat 49er jest łódką bardzo techniczną i trzeba wiedzieć, jak prowadzić ją przy silnym wietrze. Początkujący mogą mieć z tym problem. My jesteśmy już na tyle zaprawieni w bojach, że potrafimy dostosować się do każdych warunków i przed zawodami nie musimy drżeć o pomoc pogody. Lubimy jednak żeglować w silnym wietrze, w ślizgu, kiedy prawie cały jacht odrywa się od wody. Mamy wtedy uczucie, że lecimy. Za to kochamy klasę 49er.

     

    Łukasz Przybytek – Paweł Kołodziński

    Polska załoga klasy 49er, wielokrotni mistrzowie kraju. Olimpijczycy z Rio de Janeiro (8. miejsce w 2016) i Londynu (13. miejsce w 2012). Brązowi medaliści mistrzostw Europy w Porto w 2015 roku. Czwarta załoga świata na mistrzostwach globu w Buenos Aires w 2015 r. oraz w portugalskim Matosihnos w 2017. Inne ważne osiągnięcia to trzecie miejsce na mistrzostwach Ameryki Północnej w 2015 r. oraz wicemistrzostwo Ameryki Południowej w 2016. Regularni uczestnicy cyklu Pucharu Świata (drugie miejsce w finale PŚ Santander 2017, trzecie miejsce w zawodach PŚ w japońskim Gamagori 2017, drugie miejsce w Pucharze Europy Kiel 2017, trzecie miejsce w PE Kiel 2018).

    http://www.49erteam.pl/

    Galeria
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Przeczytaj również
    Reklama
    reklama Anywhere