• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Monika Chrzanowska

    Projektantka wnętrz. Prywatnie - miłośniczka książek, pisania i gotowania, a od niedawna hodowczyni koni. Pomimo wielu porażek, nadal zakochana w życiu.

    Parentyfikacja

    2018-08-08

    Chyba to już trzy lata mijają, może cztery, odkąd każdego dnia, siadając przed laptopem, z wielkimi nadziejami, jedynie w sferze marzeń widziałam siebie — piszącą, skupioną, radosną i wolną. I myślę, że trwałabym w tym, ściśniętym jak gardło, letargu, ciągle tylko marząc o powrocie do dawnej siebie, gdyby nie strzał — prosto w pysk od życia.

    Jeszcze do niedawna wydawało mi się, że niezależnie od wieku, jesteśmy dziećmi naszych rodziców i w razie trwogi, zawsze powinniśmy móc wpaść w matczyny rękaw, wygadać się, wybeczeć i wykrzyczeć, że życie jest złe. Nie spodziewałam się jednak kontrataku, kiedy to cały świat zaczął być be, właśnie dla mojej rodzicielki. I tu nastąpiło coś, co gruchnęło we mnie, jak piorun z rozżarzonego nieba — to ja stałam się matką, dla swojej własnej matki.

    I choć wiem, że życie potrafi być wstrętne, czasami wręcz odpychające, niedające miłości, ani poczucia bezpieczeństwa, to jednak nigdy nie spodziewałabym się, że na co dzień ogarnięta kobieta, z pięćdziesięciolatki, stanie się odzwierciedleniem niepoukładanej i jakże roszczeniowej i nieodpowiedzialnej... nastolatki. I gdyby ktoś mi wcześniej powiedział, że będzie nadmuchiwać mi przed oczami buzię jak balon, widząc moją złość i zniecierpliwienie, z miejsca strzeliłabym tego kogoś w czoło! O losie!

    Wszystko jednak zaczęło mi się układać w całość, kiedy to przed kilkoma dniami wpadł mi w oczy artykuł o dorosłych dzieciach swoich rodziców. Opowiadał o podświadomie pełnionej funkcji opiekuna, czyli krótko mówiąc — o zamianie ról w rodzinie. Z miejsca podesłałam go mojej znajomej, otrzymując w zamian odpowiedź „O, to o Tobie!”. I nagle stało się dla mnie jasne, że od zawsze to, co nazywano dojrzałością i odpowiedzialnością, było wyrazem parentyfikacji! Jawne dawałam sobie grać na nosie, zostawiając w tyle wszystkie swoje sprawy, nie zauważając, że to nie pomoc w potrzebie, a wykorzystywanie. I takim to sposobem, dając wolną rękę i krzyż na drogę, wykonałam szybki zabieg — odcięcia pępowiny. Różnica tylko taka, że odcięto ją tym razem nie mnie, a mojej matce.

    Reklama
    reklama Anywhere
    Przeczytaj również
    Reklama
    reklama Anywhere