• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Paweł Durkiewicz

    Kochający mąż, ojciec i redaktor. Nocami ogląda ligę NBA, a w dzień zwalcza wszelkie problemy siłą spokoju. Z wykształcenia badacz dusz, z zamiłowania amerykanista, z pasji dziennikarz. Powtarza często za Leninem, że film jest najważniejszą ze sztuk. Entuzjasta humoru Davida Lyncha, perfekcji Stanleya Kubricka i szaleństwa w oczach Jacka Nicholsona.

    Szalejący mecenas powraca

    2018-08-08
    Niedawno minęło okrągłe 10 lat od premiery pilotażowego odcinka Breaking Bad, zgodnie uznawanego za jeden z najlepszych seriali wszech czasów. Historia produkującego narkotyki nauczyciela chemii Waltera White’a okazała się dziełem na tyle wartościowym i kulturotwórczym, że mogła „urodzić” z siebie udany spin-off, co jest osiagnięciem dość rzadkim. Serial Better Call Saul, czyli perypetie szurniętego prawnika Saula Goodmana, właśnie rozpoczyna swój czwarty sezon. Netflix daje nam tym samym miły prezent na drugą połowę lata.

    W Breaking BadSaul Goodman był jedną z najbardziej zapadających w pamięć postaci drugiego planu. Wygadany prawnik o wątpliwej reputacji i zmienionym dla celów marketingowych nazwiskiem w serialu o dość poważnej treści wywoływał salwy śmiechu wypowiadanymi z prędkością karabinu maszynowego bon motami i zniewalająco uroczym cynizmem. Świetna kreacja Boba Odenkirka niewątpliwie dodała produkcji dużo kolorytu, nie było więc wielkiej niespodzianki, gdy cztery lata temu ogłoszono, że uniwersum Breaking Badpowróci z historią sfokusowanąna przeszłości Saula.

    Przyznam, że pierwsze trzy sezony spin-offu były dla mnie niemałym zaskoczeniem. Wnioskując po tym, jak pierwotnie wyglądała postać Saula, spodziewałem się – nie bez obaw – jajcarskiej czarnej komedii z dzikimi prawniczo-kryminalnymi naparzankami bez wielkiego polotu i wiarygodności, ot, zjadliwego produktu ubocznego zdolnego doraźnie załagodzić tęsknotę za Breaking Bad.

    better_call_soul

    Vince Gilligan, scenarzysta i producent obu tych rzeczy, zaskoczył jednak wszystkich. Better Call Saulnie powiela schematów fabularnych swojego wielkiego poprzednika (byłoby to pójście na łatwiznę w ślepą uliczkę), buduje za to zupełnie nową charakterystykę raczej jednowymiarowego do tej pory bohatera. Od pierwszych odcinków przekonujemy się, że Saul nie zawsze był pewnym siebie arcymistrzem prawniczego krętactwa. Poznajemy go jako Jamesa McGilla - zakompleksionego adwokata na dorobku, dorabiającego jako obrońca z urzędu przy małych i pożałowania godnych sprawach. Całe jego wykształcenie prawnicze to dyplom ukończenia internetowego kursu firmowanego przez uniwersytet Samoa Amerykańskiego. Dowiadujemy się, że ma starszego brata Chucka, cenionego i poważanego, „prawdziwego” prawnika, któremu jednak normalne życie i pracę uniemożliwia dość specyficzna przypadłość – przekonany jest bowiem, że cierpi na tzw. nadwrażliwość elektromagnetyczną, co sprawia, że panicznie boi się wszelkiego sprzętu RTV, a nawet zwykłych żarówek. Inną ważną postacią w życiu Jimmy’ego jest Kim, zdolna koleżanka po fachu, do której wyraźnie czuje miętę, nie bez wzajemności.

    Widzimy więc, jak Jimmy próbuje związać koniec z końcem, będąc przy tym typowym amerykańskim self-made manem w krzywym zwierciadle. Bumelanctwo, nieokrzesanie i braki w wykształceniu próbuje nadrabiać cwaniactwem, przebojowością i „gadką”, co wiedzie go w różne kłopoty. Opowieść nie ma jednak charakteru sitcomowego zbioru przygód. Każdy kolejny „przypał” odciska na Jimmym swoje piętno, zmieniając go i jako prawnika, i jako człowieka. W pierwszych odcinkach scenarzyści dali nam do zrozumienia, że ich bohater posiadał kiedyś sumienie, które często nie dawało mu spokoju. W tle głównych wątków widać dość ponury obraz USA – pełen szklanych sufitów, prawnie usankcjonowanej hipokryzji i oszustów w białych rękawiczkach. Przykładem jest chociażby naświetlana przez McGilla sprawa domu dla seniorów, wykorzystującego finansowo swoich pensjonariuszy.

    better_call_soul_2

    Dodajmy, że w trzech pierwszych sezonach nie doszło jeszcze do przełomowej transformacji z McGilla w Goodmana – czekamy na nią tak jak kiedyś wypatrywaliśmy momentu, w którym Anakin Skywalker z młodziana o delikatnej urodzie przeobrazi się w demonicznego czarnego cyborga.

    Może więc stanie się to w rozpoczynającym się właśnie sezonie numer 4? Nadmieńmy dyskretnie, że poprzednia seria zakończyła się wydarzeniem zapowiadającym bardzo gęstą atmosferę w następnych odcinkach. Z niecierpliwością czekamy też na kolejne perypetie znanego z Breaking BadMike’a Ehrmantrauta, współpracującego z Jimmym niezawodnego człowieka od czarnej roboty, który w Better Call Saulpełni de facto funkcję drugiego protagonisty. Genialnie odgrywana przez Jonathana Banksa postać to swoisty kontrapunkt dla McGilla – opanowany i trzeźwo myślący były policjant zna swoje miejsce w kryminalnym łańcuchu pokarmowym i ma przy tym swój specyficzny system wartości.

    Będzie ciekawie, zwłaszcza że twórcy „BCS” oficjalnie zapowiedzieli już, że powstanie także i piąty sezon, co może świadczyć o tym, że są zadowoleni z czwartej serii i pewni pozytywnego jej przyjęcia wśród publiczności. Pewność siebie godna podziwu, choć rzeczywiście trudno się spodziewać, by zgrane karty nagle przestały działać. Siłą tego serialu jest bowiem konwencja – nie naśladująca Breaking Bad, lecz swoja własna. Self-made.

    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Przeczytaj również
    Reklama
    reklama Anywhere