• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Jakub Firewicz

    Jakub Firewicz - aktor "jeszcze" młodego pokolenia. Po latach wyczekiwania, że zagra Hamleta, z nudów "odkopał" Petera Sellersa i Monty Pythona i stwierdził, że jego miłością jest komedia. Dotychczas znany głownie widzom teatralnym, szerszej widowni pokazał się biorąc udział w produkcjach Juliusza Machulskiego „Next -ex” - Teatr TV oraz filmach „Ambassada” i „Volta”. Stanowił również wielobarwne tło w wielu polskich serialach. Jest w trakcie pisania swojego debiutanckiego scenariusza filmowego, który ma zmienić obliczę polskiej komedii - przynajmniej takie jest założenie :-)

    Wszyscy jesteśmy Bondem. Jamesem Bondem

    2018-08-07
    Sobotni wieczór. Wracam z teatru po spektaklu do „Domu Aktora”. Padam zmęczony na drewniane, rozklekotane łóżko z ikei. Telefon z propozycjami spędzenia sobotniego wieczoru przy dobrze schłodzonej witaminie P, niestety milczy.

    Katatonia ogarnia moje ciało i umysł. Nagle, kątem oka, we włączonym telewizorze dostrzegam ratunek. Oto Misyjna Telewizja Publiczna postanowiła mi zesłać Ducha Świętego w postaci Daniela Craiga w roli Jamesa Bonda. Jezuśku słodki w morelach, ależ mnie promienista radość ogarnęła w jednej chwili. Ależ wszystkie katatoniczne myśli odeszły w niepamięć, kiedy zobaczyłem na ekranie agenta 007. W jednej sekundzie 33-letni stary koń, stał się malutkim Kubusiem, który z wypiekami na twarzy 25 lat wcześniej oglądał i podziwiał sir Seana Connery’ego w roli Bonda. Piękne fury, nienagannie skrojone garnitury, Walter PPK, oszałamiająco piękne kobiety i sytuacje, z których obronną ręką wychodzi tylko agent z licencją na zabijanie. Kiedyś zazdrościłem babeczkom, że tylko one mają swoje filmy, które podnoszą je na duchu. „Bridget Jones” - czyli everywoman - każda kobieta na świecie w postaci Rene Zellweger odnajdywała część siebie. „Thelma i Louise” czy chociażby ostatni hit dla gimnazjalistek „50 twarzy Greya”, po którym każda dama wyobrażała sobie, że taki Grey przyjedzie po nią na białym rumaku. I nagle, tego sobotniego wieczoru, uzmysłowiłem sobie, że my też mamy swój film, który zmienia nasze życie. James Bond. To dzięki niemu my, niedoskonali faceci z oponką na brzuchu, stajemy się bohaterami we własnym fotelu z sześciopakiem browarów obok. To nam pocą się ręce, za każdym razem, kiedy James dostaje po mordzie. To my przeżywamy jego romanse z każdą nową kobietą. To my nerwowo mówimy mu, w którą stronę ma biec. A po wszystkim jesteśmy wstrząśnięci, lecz nie zmieszani niczym ulubiony drink Bonda. I od razu łatwiej jest wstać następnego dnia i powiedzieć sobie do lustra przy porannym goleniu: „Dobrze wyglądasz, Bond. James Bond.”

     

    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Przeczytaj również
    Reklama
    reklama Anywhere