• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Adam Cissowski

    To nie on wybrał media, ale one pochłonęły go bez reszty. I tak jest już od ponad 7 lat. Najpierw była telewizja i portal informacyjny, teraz radio i... ciągle nowe wyzwania. Zawsze blisko i na bieżąco z kulturą. Dzięki niej poznał niezwykłych ludzi i spełnił niejedno marzenie. W wolnym czasie interesuje się tenisem, genealogią rodzinną oraz podróżuje.

    "Muzyka musi być jak woda z kranu". Stanisława Celińska kiedyś Atramentowa, teraz Malinowa

    2018-07-20
    Inspirowana spotkaniami z fanami i im dedykowana. Taka jest nowa, studyjna płyta Stanisławy Celińskiej. Po spektakularnym sukcesie „Atramentowej”, ta wybitna aktorka powraca na muzyczną scenę z kolejnym materiałem. „Wydaje mi się, że powinna się podobać, bo jest płytą dzienną, tamta była nocną”, mówi nam artystka. Na „Malinowej” towarzyszą jej aktor Piotr Fronczewski i akordeonista Marcin Wyrostek.

    „Malinowa”– jaka to płyta?

    Myślę, że jest po prostu radosna, optymistyczna, czasami nawet trochę taneczna, pełna dobrych rad i ciepła oraz miłości do ludzi. Jest w niej coś takiego, taka chęć pomocy, służenia radą w różnych, trudnych chwilach życia.

    Celińska

    Dawanie ludziom recept to dość odważne.

    Po „Atramentowej” okazało się, że ludziom jest to bardzo potrzebne. Ktoś przychodził i mówił, że miał operację w szpitalu, a ta płyta pomogła mu wyzdrowieć. To były niesamowite chwile, obok których nie mogłam przejść obojętnie. Pomyślałam więc, że pójdę tym samym tropem, żeby w krótkich słowach przekazać to, czego nauczyło mnie życie. Do tego jeszcze ta piękna muzyka. Czasami piosenka może przecież zmienić życie człowieka, wiem coś o tym.

    Na drugiej płycie pani w pewnym sensie debiutuje.

    Można tak powiedzieć, bo już wcześniej były pojedyncze teksty na „Suplemencie” (do płyty „Atramentowa” – przyp. red.), ale ta jest rzeczywiście w dużej mierze złożona z moich tekstów, czyli taki duży debiut. Do pisania namówił mnie Maciej Muraszko. Powstawały one powoli, on je jeszcze trochę zmieniał, ponieważ pisał do nich muzykę. Byłam przeważnie zachwycona tym, co stworzył. Ma rzeczywiście świetne wyczucie. Nie wiem, jak to się dzieje, ale mówię tylko: „Boże, jakie to piękne” i płaczę. Taka jest ta nasza współpraca. 

    Zdarza się, że w czasie koncertu, śpiewając piosenkę, zaczyna pani płakać?

    Czasami się wzruszę, ale uważam, że to nie ja powinnam płakać, tylko ludzie. Na którymś koncercie parę lat temu, gdy na świecie było jakieś straszne zagrożenie wojenne, śpiewałam „Trzy miłości” Okudżawy. Nie mogłam się opanować i strasznie się rozpłakałam. Niekiedy łzy przychodzą same, ale staram się nad nimi panować, bo w końcu jestem na służbie.

    Celińska8

    Czy pani zakochuje się w swoich piosenkach, do którejś jest pani bliżej?

    Każda ma inne przesłanie, ale bardzo lubię dwie, które napisała Dorota Czubkiewicz. Jedna, którą śpiewam w duecie z Piotrem Fronczewskim, jest taka emigracyjna,. On jest tym, który wyjechał, ja zostałam i tęsknimy za sobą, i oczekujemy momentu, kiedy się będzie można spotkać. To się teraz bardzo często zdarza, ponieważ niestety jest to temat dość popularny w naszym kraju.

    Druga z kolei jest bardziej frywolna i mówi o prawdziwej miłości, która jak jest, to jest, a jak nie ma, to jej nie ma. Osobiście lubię też piosenkę „Słowa”, która jest o tym, że słowa to taka bolączka każdego z nas. 

    Duet z Piotrem Fronczewskim to rzeczywiście niezwykłe spotkanie dwójki wielkich artystów.

    Namówiliśmy go, żeby wystąpił na naszej płycie i ucieszyłam się bardzo, gdy się zgodził. To jest naprawdę niezwykły utwór.

    Czym się pani inspirowała, bo przy „Atramentowej” były to przede wszystkim pani doświadczenia, przeżycia, a jak jest tym razem?

    Teraz jest podobnie, a nawet jeszcze bardziej, ponieważ są to teksty, które wychodzą ze mnie, ale nie tylko. Jeżdżąc z koncertami z „Atramentową”, spotykałam ludzi, którzy opowiadali mi o swoim życiu. Pewne tematy się powtarzały, w związku z czym chciałam je poruszyć właśnie na tej płycie. 

    Czy i tym razem okładkę do płyty zaprojektowała pani córka?

    Tak, ja rzuciłam tylko pomysł, żeby było drzewo i „Malinowa”. Na początku miała być zresztą zatytułowana „Drzewo”, ale potem pomyślałam, że drzewo na okładce i drzewo w środku to trochę za dużo. Jak powstał utwór „Malinowa herbatka”, to zdecydowałam, że jednak ma być „Malinowa”.

    Tytułowa „Malinowa herbatka” przywodzi na myśl Kabaret Starszych Panów. Takie utwory już chyba nie powstają.

    Kiedy jeździliśmy po Polsce z koncertami, to okazywało się, że jest wiele szczęśliwych par, w różnym wieku, które obchodzą swoje rocznice. Pomyślałam, że właśnie dla nich napiszę tę piosenkę. Można sobie przy niej usiąść wieczorem, napić się herbatki i powspominać młodość i dalej być młodym, bo zakochanym.

    Celińska9

    „Atramentowa” odniosła gigantyczny sukces. Czy odczuwa pani presję ze strony fanów, jak poradzi sobie „Malinowa”?

    Nie, dlatego że nie chcę bić jakichś rekordów. Myślę, że ta płyta jest po prostu skierowana do ludzi, którym w jakiś sposób pomogłam. Chcę kontynuować to, co zaczęłam „Atramentową”. Wydaje mi się, że powinna się podobać tym bardziej, że jest trochę podobna, a jednocześnie inna. Jest na pewno pogodna, bo jest płytą dzienną, a tamta była płytą nocną. Zobaczymy co będzie, w każdym razie mam nadzieję, że będzie dobrze. Cieszę się bardzo, bo mam już bardzo dużo dobrych głosów, więc myślę, że będzie ich więcej. 

    Odczuwa pani tremę, choćby przed występami na żywo?

    Pewnie, że tak, szczególnie czy się będzie podobało. Wiem też, że nie mam ambicji, żeby być jakąś wielką poetką. Te teksty są dosyć służebne, czasami zdarzają się jakieś porównania, ale w gruncie rzeczy są proste. Takie się właśnie zapamiętuje. Maciej mówi o swojej muzyce, że musi być jak woda z kranu, która leci. Staramy się więc, żeby te piosenki pływały w duszach i uspokajały, działały kojąco, kładły rękę na ramieniu i mówiły: „słuchaj, będzie dobrze, nie martw się, dasz radę, już jutro będzie lepiej”. 

    A pani też pomagają?

    Oj, bardzo. Któregoś dnia, gdy byłam smutna pomyślałam, że przecież napisałam te teksty, więc sobie też muszę pomóc. Te utwory to w końcu takie moje dzieci, które wypuszczam w świat. Chcę przede wszystkim, żeby innym pomogły.

    Galeria
    Reklama
    reklama Anywhere
    Przeczytaj również
    Reklama
    reklama Anywhere