• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Monika Sobień

    Dziennikarka i scenarzystka. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego i Szkoły Wajdy. Lubi ludzi, a oni lubią do niej mówić. Od 13 lat z pasją słucha ich zawodowo, specjalizując się w wywiadach. I choć od dekady związana jest głównie z prasą kobiecą, to najlepiej wychodzą jej rozmowy z mężczyznami. Dlatego rok temu stworzyła portal WeMen.pl, w którym najciekawsi faceci w tym kraju opowiadają jej swoje historie.

    Robert Górski: Satyrykom wolno więcej

    2018-07-09
    „Łatwo człowieka zasmucić, wystarczy opowiedzieć historię o chorym dziecku i już ktoś ma łzy w oczach. A rozbawić tego człowieka jest dużo trudniej, więc myślę, że uprawiam piękny i szlachetny zawód”. W wywiadzie dla Anywhere.pl Robert Górski opowiada o życiu kabareciarza Monice Sobień.

    Ze wszystkiego można się śmiać?

    Ze wszystkiego. Trzeba tylko znaleźć sposób. Nawet z papieża można się śmiać, choć w Polsce nie jest to ulubiony temat żartów. Ale jest kawał o Janie Pawle II. 

    Dawaj.

    Papież zmarł i idzie do nieba, ale po drodze mija piekło i zagląda przez drzwi, co tam się dzieje. Tam tłum ludzi, masa jedzenia. Stoły uginają się od bażantów, ciepłych dań wielorakich, wspaniała uczta. Idzie dalej, przechodzi koło czyśćca i znowu to samo, może trochę mniej produktów, ale stół też zastawiony. W końcu dochodzi do nieba, a tam jest Jezus i pusty stół, jedynie kanapka na talerzu. Papież pyta: „Dlaczego tam w piekle i w czyśćcu tyle żarcia, a u nas tylko kanapka?”. Na co Jezus mówi: „A opłaca się gotować na dwóch?”.

    gorski

    Ale to jest taki soft żarcik. Gdybyś zrobił skecz, w którym pocisnąłbyś papieżowi, tak jak czasem robi się to innym zawodom, byłoby ciężko.

    Każdy z nas ma jakąś granicę poczucia przyzwoitości. Wydaje mi się, że ja swojej nie przekraczam. A jeśli, to sporadycznie i niechcący, bo w poszukiwaniu reakcji na widowni człowiek potrafi się zagalopować. Moja mama na przykład uważa, że samo pojawienie się na scenie człowieka przebranego za księdza już jest przegięciem – do tego stopnia nie wolno żartować z Kościoła i księży. Bez względu na to, co ta postać księdza mówi. Ja tak nie uważam, ale generalnie nie tykamy tematów związanych z Holocaustem czy z inwalidami. Choć jak oglądam Wiadomości, to widzę, że jest nowy sposób, by ominąć słowo niepełnosprawny czy protest niepełnosprawnych. Wystarczy zamienić je na słowa „hucpa” albo „awantura”.

    A wy cenzurujecie się jakoś?

    Uznaliśmy, że jeśli nas coś nie obraża, to nie będziemy się cenzurować i przesadnie liczyć z opiniami innych, bo doprowadzi to do absurdu. W związku z tym często ktoś jest na nas obrażony. Najczęściej obrażają się na nas kombatanci. Pewnie dlatego, że nasz kabaret często sięga do historii, pochyla się nad II wojną światową, która bywa przedstawiona we frywolny sposób i kombatanci czują się tym urażeni. Pamiętam jak pojechaliśmy pierwszy raz do Londynu, graliśmy dla tamtejszej Polonii. To nie było byle co, bo w pierwszym rzędzie siedział cały rząd emigracyjny, na czele z prezydentem Kaczorowskim. Odegraliśmy skecz na podstawie prozy Tyrmanda, o pułkowniku Smółce, który unikając walki z Niemcami zgromadził ogromny partyzancki oddział, bo wielu było takich, którzy nie chcieli się bić, bali się. I starsi ludzie uznali to za obrazę ich wysiłku wojennego, który przecież nie przewiduje braku konfrontacji z wrogiem. A pytaliśmy organizatora, czy na pewno to grać…

    gorski_4

    Właśnie. Robiliście przed tym jakiś research? Marilyn Manson przed koncertami najpierw sprawdzał, co w danym kraju wolno i za co można pójść do więzienia. Wy też badacie, czy z czegoś można lub nie wolno się śmiać?

    Spytaliśmy naszego organizatora, który był rówieśnikiem tych wszystkich ministrów, czy na pewno jest przekonany, że warto to grać. Nam się wydawało, że być może nie odbiorą tego tak, jak byśmy chcieli. On nas zapewnił, że będzie OK. A potem powiedział: a jednak nie. (śmiech) Ale a propos cenzury, pojechaliśmy kiedyś do Szwecji, graliśmy w Sztokholmie nasz normalny, zwyczajny program. Został dobrze przyjęty, nie spotykaliśmy się z żadnym oporem, w sensie przekroczenia granic. Natomiast później w artykułach i na forach zaatakowano nas bardzo gwałtownie, że przekroczyliśmy granice politycznej poprawności.

    O czym to były skecze?

    Chodziło chyba o potraktowanie kobiet zbyt seksistowsko. Możliwe też, że padło słowo „Murzyn”, które dla mnie nie ma negatywnego zabarwienia, bo w dzieciństwie przecież spotkać Murzyna na ulicy to było wydarzenie. Nie było czarnoskórych.

    Wydaje mi się, że od twojego dzieciństwa wiele się zmieniło. W języku też.

    Tak. Język żyje. Ale trudno jest mi się pogodzić z wyparciem ze słownika politycznej poprawności tego niewinnego Murzyniątka, które było przecież opisywane nawet przez Tuwima. 

    Może w Szwecji nie znają Tuwima i tam trzeba inaczej.

    W Szwecji Afroamerykanów jest już tylu, że społeczeństwo zaczęło zwracać na to uwagę. Ale przez tę polityczną poprawność można doprowadzić język do szaleństwa. Trzeba byłoby w ogóle rozwiązać wszystkie kabarety. Co jakiś czas słyszę zarzuty, że mój kabaret jest albo za ostry albo zbyt łagodny. Nie dowala tak jak powinien albo jest zbyt delikatny. Zwariować można, więc trzeba mieć swój rozum. I rozumiem, że żart z hostii to może trochę za dużo, ale przecież żart z księdza – z tego zawsze ludzie się śmiali.

    gorski_2

    Miałam nie pytać o „Ucho Prezesa”, bo ostatnio wszystkie wywiady z tobą są o tym. Ale wspomniałeś o tych forach i coś mi się przypomniało. Właściwie pod każdym odcinkiem pojawia się w komentarzach to samo pytanie: Górski, kto cię opłaca? To ja chcę się dowiedzieć u źródła, kto cię opłaca i czy ci się to opłaca?

    Nie mam przygotowanej dobrej odpowiedzi, oprócz tego, że nikt mnie nie opłaca.

    Ale chyba ci się opłaca, skoro zrobiłeś już trzeci sezon.

    Szczerze mówiąc, jestem na tyle niezorientowany i trochę może głupi, że nawet nie wiem, ile na tym zarabiam. Nie wiem, czy w ogóle na tym zarabiam, choć prawdopodobnie tak. Raczej nie są to kokosy. Generalnie chyba balansujemy na granicy opłacalności. Bardziej niż pieniądze, które za to dostaję, cieszy mnie to, że mogę sobie pofolgować i dać upust wyobraźni. Nie przeszkadza mi, że nie zarabiam na tym dużo, bo to nie jest moje główne źródło dochodu. No więc przykro mi – nikt nas nie opłaca.

    Może zrobić anons i teraz zgłosi się ktoś, kto zacznie was opłacać? Możemy coś takiego przygotować.

    Bardzo proszę. Oczywiście pieniędzy nigdy za dużo. Natomiast pierwsze cztery odcinki opłaciliśmy z własnej gaży. Liczyliśmy się nawet z dużą stratą i szykowaliśmy już cykl występów dwuosobowych: ja i Mikołaj, żeby w ten sposób spłacić dług, który zaciągnęliśmy na tę stratę. Na szczęście wszystko potoczyło się inaczej. Ale faktycznie, to jest jedno z pytań, które nieustannie powtarza się na forach. Popularne jest też stwierdzenie, że już się skończyłem.

    Ale jest też druga, silniejsza frakcja, która mówi, że Górski jest w formie. A ty oceniasz, że jesteś w formie?

    Ciągle ktoś deklaruje, że przestaje nas oglądać. Przypomina mi to historię o najstarszym człowieku świata. To znaczy o tym, że ciągle się ogłasza, że umiera najstarszy człowiek świata. On ma chyba wiele żyć i wiele śmierci.

    Oglądalność „Ucha Prezesa” cały czas utrzymuje się na wysokim poziomie. Jest dużo pozytywnych głosów, że odcinki są coraz lepsze i że macie oddaną publiczność.

    Trudno mi to oceniać. Podchodzą do mnie ludzie i mówią, że było super, cała seria była świetna. A potem ktoś jeden, jedyny mówi, że ten trzeci sezon jest gorszy niż poprzedni i mam zepsuty cały dzień.

    Czujesz, że musisz się wtedy bronić?

    Muszę sobie to wytłumaczyć sam przed sobą. Czy rzeczywiście ci ludzie, którzy piszą, że się skończyliśmy, mają rację, czy jednak nie myli się ta grupa, która nas chwali. Jakoś łatwiej dać wiarę tym, którzy mówią, że było źle. W każdym razie właśnie skończyłem pisać trzeci sezon, nakręciłem dwa ostatnie odcinki i cieszę się, że udało się udźwignąć ten ciężar odpowiedzialności. Mam przekonanie, że ten sezon nie był gorszy od poprzedniego.

    Był dobry. Mogę ci taki komplement powiedzieć. Niech on się zarejestruje.

    Będę żył tym komplementem dopóki ktoś mi nie powie, że nie miałaś racji.

    Ale to on nie będzie miał racji. Macie w „Uchu” pierwszoligowych aktorów. Łatwo ich teraz namawiać do udziału w tym projekcie?

    Nie jest z tym najgorzej. Zwykle ograniczeniem jest czas, więc nie zawsze mamy tych aktorów, których chcielibyśmy, bo ci najpopularniejsi są oczywiście bardzo zapracowani. Chciałbym zobaczyć taki skład marzeń. Mam nadzieję, że uda się go zrobić przy okazji rzeczy, o której nie chcę opowiadać.

    gorski_3

    Szkoda, bo właśnie chciałam cię zapytać o tę właśnie rzecz…

    Powiem tylko z grubsza, że mamy pomysł na przygotowanie spektaklu teatralnego na bazie „Ucha Prezesa”.

    I tu stawiamy kropkę.

    Tak, bo jak powiem za dużo, to się nie uda.

    A co robisz poza „Uchem Prezesa” i kiedy nie piszesz skeczy, albo nie jeździsz w trasę z kabaretem?

    Zastanawiam się, co dalej.

    Z życiem?

    Z życiem. Zastanawiam się, spacerując albo biegając, a ostatnio też jeżdżąc na rowerze albo pływając. A czy wspominałem o książce?

    Nie wspominałeś.

    Publicznie chyba jeszcze nie, więc od jutra siadam nad książką i chciałbym ją napisać do końca roku. Już jedną kiedyś napisałem, ale to była taka para-książka, niby książka, bardziej wywiad. Teraz będzie coś poważniejszego, choć nadal bardziej zbiór zapisanych kartek niż prawdziwa książka, bo nie będzie to powieść o przygodach dorastającego chłopca, który staje się mężczyzną. Nic z tych rzeczy. To zbiór przygód, które albo ja przeżyłem, albo mi się powymyślały, albo które zasłyszałem.

    To jest splecione w jakąś większą fabułę czy krótkie formy?

    Krótkie historyjki, ale jest tam wspólny mianownik. Nie do końca mam to jeszcze ułożone, ale myślę, że to się ładnie i dobrze poskłada. Natomiast to nie będzie śmieszne, jeśli o to pytasz, raczej przeważa tam żywioł liryczny.

    Bo nie jesteś tylko wesołkiem?

    Moja twórczość zaczęła się nie od kabaretu, tylko od pisania poezji, więc cały czas ta poezja mnie i moim kolegom towarzyszy. Chociaż ona gorzej się sprzedaje. Stąd powstał kabaret, ale wprowadzamy tam też wątki liryczne, mamy płytę z piosenkami, które wcale nie są zabawne.

    Jednak poszedłeś w stronę, która bardziej się opłaca.

    Nie tylko dlatego. Pomyślałem sobie, że łatwo człowieka zasmucić, wystarczy opowiedzieć historię o chorym dziecku i już ktoś ma łzy w oczach. A rozbawić tego człowieka jest dużo trudniej, więc myślę, że uprawiam piękny i szlachetny zawód. Tacy ludzie jak ja i moi koledzy są światu potrzebni i co jakiś czas ktoś przychodzi do nas i mówi, że super, że jesteście. Tylko tyle i aż tyle. No więc podsumowując, ukończenie książki to jest najbliższy plan. Chciałbym też napisać sztukę do teatru – komedię, która przejdzie do klasyki i będą ją grać na całym świecie. Marzę o tym, by zobaczyć plakat ze swojego przedstawienia po meksykańsku. Poza tym czytam książki i zachęcam państwa do czytania, bo zawsze po twarzy widać, kto ile książek przeczytał.

    A po mojej co widać?

    Że czytasz.

    Widzę, że trochę cię to skrępowało, więc jeśli uważasz, że widać, że nie czytam, to mów szczerze.

    Naprawdę widać, że czytasz. Tu obok nas siedzi pani, widzę że też czyta. Generalnie obracamy się w towarzystwie czytających osób, a ponieważ jesteśmy w telewizji, chcę powiedzieć, że telewizją rządzą ludzie, którzy czytają książki.

    Jesteś teraz dobrym punkcie swojego życia?

    Nie byłem w lepszym. A nie, byłem raz, kiedy urodził się mój syn. Wtedy uznałem, że to jest punkt centralny mojego życia. Ale wychodzi na to, że takich punktów centralnych może być kilka.

    I teraz jest ten kolejny?

    Tak. Poza tym wydaje mi się, a nawet jestem pewien, że nie ma lepszej pory roku niż wiosna.

    Akurat teraz pada deszcz.

    Niech sobie pada. Też mi się podoba. Są truskawki, a za chwilę będą czereśnie. Właściwie stoję w takim przykrym rozkroku, bo nie mogę zjeść i tego i tego naraz. Byłem dzisiaj na straganie po truskawki…

    Truskawki są krócej, więc jak ktoś lubi, to trzeba korzystać.

    Tak. Trzeba czytać i jeść truskawki. To można ze sobą połączyć. Naprawdę wtedy ma się udane życie.

    Wydaje mi się, że stałeś się jeszcze bardziej podobny do…

    Ojca.

    Chciałam powiedzieć, że do prezesa. Bo przygarnąłeś kota.

    To zanim o tym, powiem jeszcze słowo o tym podobieństwie do ojca, bo chciałbym poświęcić chwilę uwagi moim kochanym rodzicom. No więc coraz częściej zauważam, że na przykład kaszlę tak jak ojciec. Chociaż on nie pali papierosów, a ja zaraz je rzucę. Albo czasem coś powiem takim tembrem głosu jaki ma mój ojciec. To jest nieprawdopodobne. W pewnym momencie zacząłem słyszeć swojego ojca w sobie. To mnie cieszy, bo oznacza, że mój syn też odnajdzie kiedyś mnie w sobie. Jednocześnie daje mi to poczucie, że nasze życie trwa i będzie trwać, gdy już nas nie będzie. A wracając do twojego pytania, to tak, od niedawna mam kota. Jest to dla mnie nowość i wyzwanie. Moja mama kiedyś miała kota i ten kot przed śmiercią bardzo się męczył i przykro było na niego patrzeć. To jest cena przywiązania. Mamy miłość i kiedy ją tracimy, to jest rozpacz. Coś za coś. Ale chyba warto taką cenę zapłacić. Więc mam teraz kota ze schroniska, który ma 7 lat. Długo się oswajał, ale w końcu udało mi się go pogłaskać. Ale też mnie podrapał.

    gorski_5

    Taka szorstka miłość.

    Nie była to byle jaka rana. Potem odkręcałem ręką piwo i sobie o niej przypomniałem…

    Może on walczy z twoimi nałogami.

    Piwo jest kolejnym dowodem na istnienie Pana Boga. Kot też jest dowodem na to istnienie.

    O kota dbasz. A o siebie?

    Tak, jestem aktywny fizycznie, chyba jestem dość zdrowy, a na pewno nie mam raka jąder, bo niedawno niechcący mi to zbadano. Kupiłem taki pakiet badań, bo bolało mnie gardło, a okazało się, że robią mi…

    USG jąder?

    Pani doktor powiedziała, że w tym wieku się nie choruje na takie rzeczy, więc nie rozumie dlaczego do niej przyszedłem. Do końca liczyłem, że stanę za jakąś kotarą i to się stanie jakoś tak bezdotykowo, a tymczasem…

    Przynajmniej dowiedziałeś się, że nie jesteś chory.

    Tak. Dowiedziałem się, że nie jestem chory i że nie jestem nieczuły na kobiece wdzięki.

    Dwie dobre wiadomości.

    Pani była trochę starsza…

    Uważaj, bo to co zaraz powiesz, może być niepoprawne politycznie.

    Ale jestem satyrykiem, więc mam trochę większe prawa. Teraz kolega Antoni Szpak, też satyryk, został oskarżony chyba o obrazę narodu, bo powiedział, że mamy dziadowski naród. To jest dopiero przegięcie.

    A ciebie jeszcze nikt do sądu nie podał, ani nie dał ci w twarz na ulicy?

    Nie. Ale bez przesady, przecież do licha, na tym polega ten zawód, że przekraczamy pewne granice i kontrastujemy pewne rzeczy ze sobą, wydobywamy śmieszność, powiększamy śmiesznostki, karykaturujemy. Żyjemy cały czas w wolnym kraju, niech tak zostanie.

    Powiedziałeś o kabaretach, że są pożyteczne, a czy są jakieś polskie kabarety, które cię śmieszą?

    Oczywiście. Niektórzy twórcy mnie śmieszą, bo są moimi znajomymi, po prostu widzę ich sposób myślenia, który mnie bawi lub pewną nieporadność, która mnie też cieszy. Albo jakiś refleks naszych wspólnych przygód, to też jest zabawne. Bardzo przyjaźnimy się z Kabaretem Ani Mru Mru, łączy nas więź pokoleniowa, alkoholowa, właściwie wszystko nas łączy i bardzo mnie śmieszy to, co oni robią. Nawet to, co jest nieśmieszne, też mnie śmieszy. Bo jest nieśmieszne.

    Galeria
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Przeczytaj również
    Reklama
    reklama Anywhere