• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Anywhere .


    Szmaragdowy trójkąt Kalifornii

    2018-06-01
    Północno-zachodnia Kalifornia jakże rożni się od tej dobrze nam znanej, plażowej południowej. Tutaj to zupełnie inny świat, pusty i spokojny. Malownicza autostrada 101, prowadząca z San Francisco do Oregonu, jest prawie pusta

    Zaskakuje krajobraz: strome pagórki pionowo opadające kilka setek metrów w czeluście wąwozów, turkusowe, bystre potoki obfitujące w łososie, potężne, zapierające dech sekwoje wieczniezielone. Ale w tym odosobnionym miejscu rosną nie tylko najwyższe drzewa świata. Rośnie tu też marihuana. I to nie byle jaka. Ta najlepsza.

    kalifornia_1

    Jestem w Szmaragdowym Trójkącie. W jego skład wchodzą trzy hrabstwa: Humboldt, Mendocino i Trinity. Obszar Trójkąta, półtora raza większy od województwa pomorskiego, znany jest w Stanach Zjednoczonych z produkcji najprzedniejszej „marychy”. Niektórzy twierdzą nawet, że jest ona najlepsza na świecie. Już w latach 60. XX wieku pierwsi hipisi z San Francisco wyjeżdżali kilka setek kilometrów na północ, aby spokojnie żyć na łonie natury. Tam też zaczęli oni sekretnie eksperymentować z bardzo ograniczonymi wtedy odmianami zakazanego „ziela” (angielskie popularne nazwy marihuany to „weed” i „pot”).

    Przez następne 40 lat uprawiano marihuanę w ukryciu, na małych poletkach, pod drzewami, na drzewach, często w lasach państwowych. Uprawa na prywatnym gruncie groziła aresztem i konfiskatą nie tylko zbiorów, ale i domu, i posesji. W tamtych czasach policja latała helikopterami bardzo nisko, używając kamer na podczerwień. Ceny za funta (454 gramów) wysuszonych pąków kwiatów przekraczały 3000 dolarów. Jednakże, mimo monitorowania i reperkusji, nielegalny biznes nieprzerwanie się rozwijał.

    kalifornia_2

    W ciągu ostatnich dziesięciu lat federalna polityka marihuany została znacznie poluzowana, a hrabstwa Szmaragdowego Trójkąta zaczęły przymykać oko i zezwalalać na uprawę ograniczonej ilości roślin na terenie prywatnym. Jedyny warunek: właściciel „plantacji” musiał mieć zaświadczenie od lekarza stwierdzające, że na jego dolegliwości użycie marihuany było... wskazane. Niektórzy lekarze specjalizowali się w wystawianiu takich papierów. Kosztował on 100 dolarów. W okolicy co druga osoba go miała.

    Szacuje się, że z Trójkąta rocznie wyjeżdżają około trzy tony najprzedniejszego „ziela”. Ceni się jego ekologiczną uprawę i dojrzewanie na świeżym powietrzu, w naturalnych promieniach ciepłego słońca. Rodzajów są setki, a ich nazwy niejednokrotnie wskazują na dozę fantazji i nutkę humoru: niebieskie marzenie, ciasteczka skautek, mandarynkowy krem, biała wdowa, goryli klej, durbańska trucizna… Z Kaliforni marychę wywozi się nielegalnie. W innych stanach będzie ona sprzedawana za dziesiątki dolarów za grama.

    Paradoks marihuany w Stanach Zjednoczonych polega na tym, że podczas gdy rząd federalny uważa ją za narkotyk klasy pierwszej (na równi z heroiną, ecstasy i LSD; ciekawe jednak, że kokaina jest już narkotykiem klasy drugiej), to rządy stanowe, odzwierciedlając wyniki wyborów lokalnych, traktują ją jako narkotyk medyczny lub rekreacyjny, czyli w obu przypadkach legalny. Wprawdzie Waszyngton ma decydujące zdanie i zawsze może wprowadzić ograniczenia i sankcje, jednakże poszczególne stany mają również swoje prawa. 

    W 1996 roku obywatele Kaliforni, jako pierwszego stanu, przegłosowali użycie marihuany do celów leczniczych. W 2012 roku w Waszyngtonie i Kolorado przegłosowano użycie marihuany do celów rekreacyjnych, a w 2016 roku dołączyła do nich Kalifornia. Dzisiaj na 50 stanów w dwudziestu dziewięciu legalna jest marihuana medyczna, a w dziewięciu – rekreacyjna.

    kalifornia_3

    Wraz z legalizacją marihuany używanej rekreacyjnie nastały czasy nie tylko wolności, ale też bardzo ostrej kontroli. Biurokracja stanowa, działajac jako pośrednik pomiędzy prawem federalnym a stanowym, zaczęła wydawać szczegółowe przepisy regulujące wszelkie możliwe aspekty uprawy narkotyku: wystawiania zezwoleń, uiszczania opłat, oznakowania roślin, użycia kamer. Przepisy praktycznie dotyczą każdego ogniwa łańcucha produkcja-sprzedaż. Stan liczy na podatki. Raptownie, prawie że z dnia na dzień, budżet stanowy Kaliforni wzbogacił się o grube miliony dolarów.

    A co na to zieloni farmerzy ze Szmaragdowego Trójkąta? No cóż, mimo że mają dużo fantazji, i oni muszą się podporządkować. Jedni organizują się w cechy. Inni planują zakładanie ekologicznych plantacji i organizowanie informacyjnych pokazów dla turystów, wraz z zakwaterowaniem i próbnym paleniem. Jeszcze inni, ci tradycyjni, odchodzą na bok, spokojnie obserwując, co przyniesie przyszłość. Niejedno widzieli i z pewnością finansowo nie muszą wiązać końca z końcem. A w międzyczasie znajdą sobie inne zajęcie, bo… czyż Trójkąt sam w sobie nie ma sporo do zaoferowania?

     

    Tekst i zdjęcia: Małgorzata Jarzembowska

    Galeria
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere