• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Aleksandra Budka

    Wymarzyła sobie, że zawodowo będzie słuchać muzyki. Dziś nie tylko muzyki słucha, ale też o niej opowiada i pisze. Pasjonatka radia i klimatu retro, kolekcjonerka płyt, okularów i torebek. Od wielu lat związana z radiową Trójką. Fanka Grzegorza Ciechowskiego, przez co jej serce jest z pewnością biało-czarne. Kawę zaś pije zawsze białą.


    Randka

    2018-05-16
    Nie chciał jej zaimponować, bo nie miał czym, nie prawił komplementów, bo nie umiał. Była na randce ze swoim odbiciem i wzorowo wszystko zepsuła.

    Różniły ich wiek, zawód i zainteresowania. Jedno wolało pracować nocą, drugie po zmroku traciło całą energię. Ona. Wiecznie spóźniona, wychodziła z domu bez śniadania, które uzupełniała, stojąc w korku na Wisłostradzie. On. Spokojnie dosypiał do dziewiątej, po czym zaparzał espresso i przegryzał je bułką. Zardzewiały ekspres wypluwał dla niego kawę kilka razy dziennie, wypracował przez lata taki mało elegancki narkotyczny rytuał. Ona piła ją naprędce raz dziennie, duże americano z małą ilością mleka, schodziła po nie z biura do kawiarni na parterze i pijąc, wertowała codzienną prasę.

    On czytał książki w klasycznej postaci, zresztą z wąchania ich uczynił wstydliwy fetysz. Ona zaś dokupowała kolejne e-booki. On nie lubił gotować, dla niej gotowanie było najprzyjemniejszą formą relaksu. No, może jeszcze kąpiele z kieliszkiem białego wina po ciężkim dniu w korporacji. Albo joga, którą ostatnimi czasy zaniedbała. Jego stres nie dotyczył. Tłumaczenia i korekty zawsze oddawał w terminie, a zdalna praca dla wydawnictwa gwarantowała brak przymusu wychodzenia z domu. Uwielbiał swoją kawalerkę, oliwkowe od lat niemalowane przybrudzone ściany i plakaty wyszukane w sieci, którymi zakrywał pęknięcia w tynku. Ona uwielbiała swoje mieszkanie, jasny korytarz i rustykalną komodę, na której stawiała świeże kwiaty witające ją w progu.

    Nieważne, jak i gdzie się poznali. Może ktoś ich zeswatał, a może znaleźli się w Internecie. Tego nie wiemy, a sens historii leży zupełnie gdzie indziej. Bo ważne jest to, że byli w takim samym momencie na osi czasu swoich dwóch światów. Desperacko domagali się miłości.

    Nie zauważyła tego od razu. Jego speszenie złożyła na karb zwykłego randkowego stresu. Ale mimo upływu przeciągających się minut i kolejnych łyków wina nie był ani zabawniejszy, ani pewniejszy siebie. I nagle ją olśniło. Zachowywał się tak jak ona podczas większości spotkań z mężczyznami, którzy ją paraliżowali. Siedziała naprzeciwko swojego odbicia, męskiego wcielenia, brodatego alter ego. Każda komórka jego ciała wołała o miłość, każde spuszczenie z niej wzroku mówiło o wysysającej go od środka samotności. Nie potrafił tego ukryć, był niewinny i w niewinności naiwny. Nie grał w te słynne randkowe gry w popisywanie się życiem pełnym sukcesów. Wręcz odwrotnie – był chodzącym nieszczęściem, kilkudziesięcioma kilogramami niekochanej przez nikogo porażki. Był nią na tych wszystkich nieudanych randkach, po których dostawała randkowego kaca. Kiedy potrącała kieliszek albo potykała się o krzesło. Kiedy okazywała się zawsze mniej elokwentna niż była na co dzień, głupio się uśmiechała albo nie uśmiechała wcale, próbując zwalczyć trawiące jej wnętrzności stres i zakłopotanie. A to wszystko ze strachu przed odrzuceniem. Była wykształcona, miała przyjaciół i pasje. Na randkach okazywała się ponadprzeciętną idiotką i życiowym nieudacznikiem. Takim, jakim on wydawał się jej teraz.

    Był honorowy i szczery. Nareszcie miała przed sobą prawdziwego człowieka. Kochałby ją swoją prostą miłością w najlepszym wydaniu. Ta szczerość i prawda powinna ją przecież ująć, ale zamiast powiedzieć mu to, co sama chciała usłyszeć, zabrała mu resztki wątłej samoakceptacji i dokarmiła nią swoje wiecznie umniejszane poczucie wartości. Zamiast uciec z nim z tej paraliżującej przepychem restauracji, usiąść na podłodze w salonie i pijąc wino, pozwolić mu być sobą i wysłuchać – ona śmiała się z jego niezdarności i rosła w siłę. Była każdym dupkiem, z którym umawiała się na kawy, lunche i kolacje. Każdym pozerem odbierającym jej pewność siebie, zdziecinniałym palantem, seksoholikiem z przerośniętym ego. Była każdym mężczyzną, który ją zranił i porzucił. Każdym, który nie zasługiwał na jej uczucie. Była kolejnym złym człowiekiem na swojej własnej drodze. Silna potęgą zemsty, choć mogła potęgą miłości. Ale tę zaprzepaściła.

    Dwie ofiary w parze to o jedną ofiarę za dużo. Tej nocy dwoje samotnych ludzi po raz kolejny zasypiało z rozczarowaniem pod poduszką. Tym razem była to jej wina.

    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Przeczytaj również
    Reklama
    reklama Anywhere