• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Sylwia Gutowska

    Rozmawia, pisze, potem redaguje. Interesuje się kulturą wysoką, średnią i niską, bo jest prawdziwą (post)humanistką. Od dobrej książki woli tylko teledysk MC Hammera. Czasem śmieje się z własnych żartów, ale poza tym woli słuchać historii ciekawych ludzi. W poszukiwaniu sensu życia jeździ po mieście i śpiewa w swoim samochodzie.


    Klaudiusz Chrostowski: Rzeczywistość jak zwykle okazała się ciekawsza

    2018-05-15
    Jeśli życie w pędzie sprawiło, że nie wiecie, jak nazywa się wasz sąsiad, a przez media społecznościowe zapomnieliście, jak naprawdę wyglądacie, to znak, że musicie się oderwać. Od 11 do 26 maja w pięciu miastach Polski obejrzycie najlepsze filmy dokumentalne. W środę w Gdyni festiwal otworzy Klaudiusz Chrostowski, reżyser „Call me Tony”, filmu zdobywającego uznanie na festiwalach całego świata.

    Jak znalazłeś swojego własnego Tony’ego Montanę?

    Konrada Serwotkę znalazłem w weekendowym kółku teatralnym w Katowicach, do którego sam kiedyś uczęszczałem. Przyjeżdżałem tam z Opola i wiele innych dzieciaków przyjeżdżało z różnych krańców Polski. Kiedy szukałem tematu na dokument, pomyślałem, że odwiedzę to miejsce, bo pamiętałem, jaki to był fajny czas, jaką wszyscy mieli energię, jak czegoś chcieli. To było wyjątkowe, bo nauczyciele mówili do nas inaczej niż nauczyciele w szkole. Traktowali nas jak dorosłych. Rozmawiało się o sztuce, życiu. Chciałem dowiedzieć się, czy ciągle tam tak jest i być może znaleźć kogoś, kto nie do końca pasuje do tego świata. Miałem prostą ideę, że to będzie osoba, której jest po prostu bardzo trudno, na przykład ma bardzo dużo obowiązków domowych, jest z prowincji, zajmuje się gospodarstwem i po nocach czyta Szekspira. Ale rzeczywistość jak zwykle okazała się ciekawsza i znalazłem kulturystę o gołębim sercu, który miał w sobie jakiś smutek i tajemnicę, który sprawił, że nie mogliśmy go tak zostawić. Od początku chcieliśmy za nim podążyć.

    call_me_tonny_1

    Jak udało się wam namówić Konrada do wzięcia udziału w filmie? W tamtym czasie przygotowywał się do matury, to chyba najtrudniejszy okres w życiu.

    Właśnie dlatego wydał nam się tak interesujący. Oprócz tego, że przygotowywał się do matury, był jeszcze na ścisłej diecie i programie treningowym przed pierwszymi zawodami kulturystycznymi. To było tak: od rana szkoła, później, a czasem nawet jeszcze z samego rana, treningi, i jeszcze to kółko teatralne w weekendy. Pomyślałem sobie, że jak na współczesnego nastolatka to chłopak ma bardzo dużo obowiązków i musi być niezłym fighterem. Namówienie Konrada nie było trudne, pomysł spodobał mu się właściwie od samego początku. Po jakimś czasie zorientował się, że to nie będzie tak, że zrobimy mu laurkę, tylko że, tak jak w życiu, będą blaski i cienie. Na początku być może wydawało mu się, że to będzie tylko o tym, że ćwiczy i chodzi na kółko, ale wytłumaczyliśmy mu, że tak jak każdy bohater ma różne sytuacje w życiu, i ta sytuacja nie może być jednostronna, bo wtedy byłaby fałszywa.

    Czy czułeś się odpowiedzialny za jego życie, przyszłość? Bałeś się, że możesz go skrzywdzić?

    W ten sposób nie myślałem.

    call_me_tony_1

    A towarzysząca mu w tak newralgicznych momentach kamera mogła wpłynąć na jego wybory?

    On miał wszystko zaplanowane. Jeśli mogliśmy wpływać, to tylko staraliśmy się go wspierać. Siłą rzeczy byliśmy świadkami, którzy towarzyszyli mu przed, w trakcie i po tych momentach. Wywodzę się ze szkoły prof. Jacka Bławuta, który mówił, że nie ma innej metody zrobienia filmu dokumentalnego jak tylko wejście w szczerą relację z bohaterem. Zrobiliśmy więc to.

    Jak przebiegała wasza relacja w trakcie i już po zdjęciach?

    Relacja była koleżeńska i później pozostała taka sama. To nie tak, że jak wyjeżdżaliśmy z Jastrzębia, to na drugi czy trzeci dzień nie mogliśmy wytrzymać bez telefonu do siebie. Konrad też nie jest osobą, która potrzebuje się szczególnie zwierzać. Normalnie byliśmy jak dobrzy kumple, minął tydzień, dwa, dzwoniłem do Konrada, pytałem, jak się czuje, jak mu idą te czy tamte przygotowania. On mi zdawał raport, trochę sobie gadaliśmy i przyjeżdżaliśmy do niego mniej więcej co miesiąc, spędzaliśmy tam kilka dni i tak to dalej wygląda – co jakiś czas piszemy czy dzwonimy, jesteśmy na bieżąco. Oczywiście potem pojechaliśmy jeszcze pokazać mu gotowy film.

    call_me_tony_2

    Jak na niego zareagował?

    Dużo się śmiał, czasami milczał, ale po wszystkim powiedział do nas tak: „Chłopaki, to jest arcydzieło”. (śmiech)

    Chyba lepszego komplementu nie mogliście usłyszeć.

    Spodobało mu się.

    Tak jak jury International Documentary Filmfestival Amsterdam (IDFA), jednego z najważniejszych festiwali filmów dokumentalnych na świecie. Wygrałeś w Konkursie na Najlepszy Studencki Film Dokumentalny. Ten film to była twoja praca dyplomowa.

    Tak, chociaż na reżyserię przyjmują zazwyczaj trochę dojrzalszych ludzi, być może już po jakichś innych studiach. Ten film zacząłem na 4. roku jako zaliczenie przedmiotu film dokumentalny. Taka była pierwotna koncepcja, żeby film był krótszy, ale kiedy zaczął się rozwijać, razem z operatorem Michałem [Łuką – przyp. red.] postanowiłem go wyprowadzić ze szkoły. Staliśmy się producentami tego filmu i zrobiliśmy go najlepiej jak mogliśmy. To było miłe zaskoczenie, że zaczęliśmy dostawać się na duże festiwale. Światową premierę mieliśmy w Lipsku, a miesiąc później pojechaliśmy do Amsterdamu. Mówiono nam, że to się właściwie nie zdarza. Jak Lipsk pokazuje film premierowo, to wiadomo, że Amsterdam już go raczej nie weźmie, a już na pewno nie do konkursu. W końcu te festiwale jakoś ze sobą konkurują, chcą pokazywać różne rzeczy. Kiedy Amsterdam do nas zadzwonił, a my powiedzieliśmy, że już jesteśmy w Lipsku, grzecznie poprosili, żebyśmy się zastanowili. Jak dałem im ostateczną odpowiedź, później jeszcze raz zadzwonili i powiedzieli, że mimo wszystko chcą nas w tym konkursie. Więcej nie mogliśmy sobie zażyczyć. Później, gdy dostaliśmy nagrodę, miałem nogi jak z waty i zacząłem mówić na wpół po polsku, na wpół po angielsku (śmiech).

    call_me_tony_3

    Zdradzisz, co w tej chwili robi filmowy Tony, czyli Konrad?

    Dalej szuka. Ma pracę, która daje mu możliwość przeżycia. Grywa tu i tam, ostatnio grał w jakimś teledysku. Cały czas próbuje zadziałać w aktorstwie. Ja go namawiam, żeby przeprowadził się do Warszawy, bo wiadomo, że jak chce się coś zdziałać, to trzeba chodzić na castingi. Myślę, że Konrad mógłby znaleźć dla siebie miejsce.

    A jaką drogą ty podążysz? Dokumentu czy fabuły?

    I dokumentu, i fabuły. W tej chwili jestem w trakcie pisania swojego debiutu fabularnego, ale jednocześnie rozwijam pomysł na kolejny film dokumentalny. Mogę zdradzić tylko tyle, że próbujemy wejść w świat bardzo młodego geniusza muzycznego.

    Czy to znaczy, że jako reżyser przechodzisz okres adolescencji i jeszcze nie możesz się zdecydować?

    Nie, przede wszystkim szukam tematu, który mógłby mnie zainteresować. Dokument nie jest łatwym gatunkiem. Myślałem, że po „Call me Tony” będę chciał sobie odpocząć, bo to zawsze jest zaangażowanie w życie drugiego człowieka, nigdy nie wiesz, jak to się potoczy... To nie jest tak, że coś sobie wymyślę, a potem muszę włożyć wszelkie siły, żeby to zrealizować. W dokumencie wszystko ciągle się zmienia, nie mówiąc o produkcyjnej stronie. A jednak w międzyczasie znalazem w prasie artykuł i historia tak mnie zafascynowała, że pojechaliśmy badać następny temat. Znowu pomyśleliśmy, że zrobimy krótki, wizualny film, a okazuje się, że to może być dokumentalny projekt na lata. A fabułę i tak piszemy.

    call_me_tony_4

    Kiedy można cię spotkać i obejrzeć „Call me Tony” w kinach?

    13 maja jest polska premiera w Kinotece w Warszawie, w Gdyni na Docs Against Gravity Film Festival jestem 16 maja o 19:00, potem będą spotkania i pokazy w Katowicach i Lublinie.

     

    Klaudiusz Chrostowski, reżyser. Jego pełnometrażowy debiut dokumentalny, „Call me Tony” opowiada historię młodego kulturysty, który próbuje odnaleźć swoją życiową drogę poprzez aktorstwo. Film został nagrodzony na International Documentary Film Awards w Amsterdamie i był wyświetlany na najważniejszych festiwalach filmów dokumentalnych. 16 maja publiczność Docs Against Gravity Film Festival zobaczy go w Gdyńskim Centrum Filmowym. Pokaz będzie połączony ze spotkaniem z twórcą.

    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Przeczytaj również
    Reklama
    reklama Anywhere