• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Wojciech Zawioła

    Obserwuje, a potem opisuje i komentuje. Autor dwóch powieści: „Jest takie miejsce...” i „Szukaj mnie”, a także czterech biografii: Mariusza Czerkawskiego, Roberta Lewandowskiego, Karola Jabłońskiego i Agnieszki Rylik. Dziennikarz Canal Plus Sport i prezenter wiadomości w TVN i TVN24. Wielbiciel twórczości z duszą. Autor i prowadzący audycji „Lewitacja” w Radiu RPL.FM.

    Kocioł Czarownic

    2018-05-14
    Nagrodą za pierwszego gola strzelonego na Stadionie Śląskim był duży puchar wykonany z węgla. Skoro na Śląskim, to i śląska nagroda. Pech chciał, że w meczu inaugurującym żywot obiektu, pomiędzy Polską i Niemiecką Republiką Demokratyczną, pierwsza bramka była…samobójcza. Pucharu nie wręczono.

    Nie był to zwykły samobój. Nieszczęśliwym autorem tego gola przeciwko NRD był Jerzy Woźniak, któremu ojca i matkę rozstrzelali Niemcy podczas wojny. Na jego oczach. Woźniak, będąc piłkarzem, często stawał na boisku naprzeciwko niemieckiego rywala. Miał wtedy obłęd w oczach. Na przeciwnika sportowego rzucał się jak na wroga. A 22 lipca 1956 roku w meczu z Niemcami strzelił samobója.

    Tak zaczęła się historia Stadionu, opisana przez pięciu śląskich dziennikarzy. Jerzy Góra, Henryk Grzonka, Adam Pawlicki, Wojciech Krzystanek i Paweł Czado stworzyli dzieło, na które podświadomie się czekało. Nikt otwarcie nigdy nie zadał pytania, kiedy wreszcie ktoś to wszystko opisze, ale wszyscy wiedzieli, że to się musi stać. I stało się. Napisali o Kotle Czarownic.

    To określenie jest wymysłem angielskich mediów, których dziennikarze byli świadkami meczu Polska-Anglia w czerwcu 1973 roku. Polacy wygrali wtedy 2:0, ale tym, co najbardziej zapadło Anglikom w pamięć, była atmosfera na stadionie.

    Jerzy Góra mówi, że tak wyśpiewanego hymnu nie słyszał nigdzie. I nie był to efekt jednorazowy. Wierzę w to, bo kilka razy miałem okazję tego doświadczyć. To nie jest zwykły stadion. To właśnie kocioł. I to kocioł z niezwykłą historią. Nie sądzę, by sportowcy opowiadający o magii tego obiektu chcieli być jedynie kurtuazyjni. Nie sądzę też, by menedżer zespołu U2 przez kurtuazję w liście do organizatorów koncertu pisał o najlepiej zorganizowanym koncercie na ich trasie. To nie może być przypadek.

    Ale można dziesiątki razy powtarzać słowo „magia”. Że działa, że wgniata rywali w murawę czy bieżnię. Można godzinami opowiadać o atmosferze na trybunach. O wyjątkowości tego stadionu stanowią wydarzenia. A te były wyjątkowe. Polecam: Stadion Śląski. Kocioł Czarownic.

    P.s. Słuchając opowieści o Woźniaku, któremu Niemcy rozstrzelali rodziców, przypomniała mi się historia stadionu Polonii Warszawa. Na murawie tego obiektu Niemcy rozjechali czołgami zabitych i rannych Powstańców Warszawskich, których zostawili w ucieczce żołnierze batalionu „Zośka”. Często nie mamy świadomości, jakich wydarzeń świadkami są miejsca i mury.

     

    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Przeczytaj również
    Reklama
    reklama Anywhere