• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Anywhere .


    Pamiętam...

    2018-04-28

    Między jednym zamknięciem oczu a drugim widzę małą dziewczynkę. Ma może 4 latka, rumianą buzię, roześmiane oczy i blond loki w nieładzie. Siedzi w ogromnym salonie. Zajmuje maleńki skrawek tuż pod kredensem, gdzie dziadek chował różne delicje z Peweksu. Nie robią dziś na niej większego wrażenia. Nie dla nich tu przysiadła na małym bordowym taboreciku. Rozemocjonowana przyszła zadzwonić z czerwonego telefonu do kogoś, gdzieś tam, po drugiej stronie, kto tak pięknie bajki opowiada. Och, ileż razy próbowała przerwać historię, zadać dodatkowe pytania. Zupełnie się nie zrażała, że głos ciągnął opowieści niczym nie wzruszony.

    Najpierw wysłuchiwała tej samej bajki raz, od początku do końca. Odkładała słuchawkę. Potem znowu wybierała numer, którego dziś już nie pamięta. Kiedy ten sam głos, z tą samą opowieścią rozpoczynał, ona niczym nie zrażona najpierw się witała, dziękowała za kilkanaście minut bajki, a potem słodkim głosikiem opowiadała o swoim życiu. O tym jak znalazła dwa wróbelki, które wypadły z gniazdka, takie jeszcze nie opierzone. Zmartwiona zbudowała im gniazdko w sadzie, pośród jabłoni. Zanim pobiegła do domu na obiad, posiedziała z nimi przez chwilkę obiecując, że nawet nie zauważą jej nieobecności i nie muszą się o nic martwić, bo ona się nimi teraz zaopiekuje i wszystko będzie dobrze. Niestety, nic nie było dobrze, a nieopierzone wróble faktycznie nie muszą się już niczym martwić bo skończyły w brzuchu jakiegoś kota, a dla niej do zaopiekowania zostały jedynie suche muchy i jedna dżdżownica, która z ulgą odetchnęła z odroczonego wyroku.

    Opowiadała głosowi o tym jak bardzo kocha zbierać różne kamyczki i jakie cuda można znaleźć na żwirowisku, gdzie jeździ do cioci na wakacje. Prawdziwe skarby przecież! Pochwaliła się jednym wyjątkowym. Zewnętrznie nic atrakcyjnego, ale w środku… Prawdziwa tęcza tam mieszkała! Nie potrafiła sobie wytłumaczyć jak ona się tam znalazła. Pytała głos, ale on też zdaje się nie wiedział, bo ciągnął niewzruszony swoje opowieści… Cóż to był za kamień! Spełniał życzenia, a co najważniejsze, potrafił słuchać... W swoim tęczowym wnętrzu pomieścił wszystkie jej sekrety i troski. Niestety pewnego dnia odszedł od niej tak niespodziewanie, jak się pojawił. I choć szukała go wszędzie, wołała, błagała, zaklinała, przekręcała trzy razy ulubiony pierścionek dookoła palca wypowiadając życzenie, on przepadł. Potem wytłumaczyła sobie, że odszedł do kogoś, kto go bardziej potrzebował i już się więcej nie smuciła.

    Z wielkim zaangażowaniem relacjonowała swoją pierwszą samodzielną jazdę rowerem bez wspomagających kółek! Och, cóż to był za dzień! Jak to będzie, tak bez pomocy, samej po prostu jechać? Czy to możliwe? Czy da radę? Dodawała opowieści dramaturgii przeciągając moment wyjawienia prawdy. W końcu klasnęła w dłonie, wyznając z dumą, że się nie przewróciła za pierwszym razem, dopiero za drugim.

    Między jednym zamknięciem oczu a drugim widzę dorosłą kobietę. Ma może trzydzieści lat, rumianą buzię, roześmiane oczy i ciemne blond loki sięgające ramion. Siedzi w małym pokoju i zajmuje jeszcze mniejszy fragment przestrzeni, tuż niedaleko stolika ze świeżo upieczonymi ciastkami. Z głośników sączy się spokojna muzyka. Męskie i żeńskie głosy na przemian śpiewają a to o miłości, a to o księżycu, a to o tęsknocie. A ona siedzi i jest jej dobrze. Czasem między jednym mrugnięciem powiek a drugim zobaczy fragmenty swojego życia sprzed lat. I widzi inne wersje siebie, w innych sytuacjach, z innymi ludźmi, innymi opowieściami. Uśmiecha się do nich przegryzając chrupiące ciastka. Dobrze jej z samą sobą. Taką jaka jest. Z całym tabunem kolorów, wewnętrznych przestrzeni, pasji i ochoty na dalszą część życia. Wie, że wszystko odbyło się tak jak zostało zaplanowane jeszcze przed jej narodzinami i przebiega tak jak przebiegać powinno i nie należy temu przeszkadzać, ani niczego wymuszać...

    Między jednym zamknięciem oczu a drugim widzę ciszę. Wyciąga w moją stronę niezwykle długie i białe ramiona. Wpadam w nie jak w miękką watę cukrową. Oblepia mnie caluteńką. I choć nic do siebie nie mówimy, doskonale wiemy jak nam minął dzień i jak bardzo za sobą tęskniłyśmy. W białym puchu znika rumiana buzia, roześmiane oczy przykrywają swobodnie powieki, a cisza bawi się jej ciemnymi blond lokami sięgającymi ramion.

     

    tekst: Agnieszka Kawula

    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Przeczytaj również
    Reklama
    reklama Anywhere