• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Adam Cissowski

    To nie on wybrał media, ale one pochłonęły go bez reszty. I tak jest już od ponad 7 lat. Najpierw była telewizja i portal informacyjny, teraz radio i... ciągle nowe wyzwania. Zawsze blisko i na bieżąco z kulturą. Dzięki niej poznał niezwykłych ludzi i spełnił niejedno marzenie. W wolnym czasie interesuje się tenisem, genealogią rodzinną oraz podróżuje.

    "Cała ta rola jest takim aktorskim Mount Everestem"

    2018-04-19
    Rolą Michaliny Wisłockiej w filmie „Sztuka kochania” Magdalena Boczarska na stałe weszła do historii polskiego kina. Choć jak sama przyznaje, nie wierzyła, że zostanie obsadzona. – Myślałam, że ktoś mnie wkręca i robi sobie jaja – tak wspomina telefon reżyserki Marii Sadowskiej sprzed ponad dwóch lat. Żartem nie była też tegoroczna nagroda Orła 2018 za najlepszą główną rolę kobiecą. Nam aktorka opowiedziała o kulisach powstania tej niezwykłej filmowej kreacji.

    Co czułaś, jak zaproponowano ci rolę Michaliny Wisłockiej?

    Pamiętam, że byłam ogromnie zaskoczona. To był 3 grudnia 2015 roku, jak Maria (Sadowska – przyp. red.) zadzwoniła. Pomyślałam, że ktoś mnie wkręca i robi sobie jaja. Jak byłam na castingu dwa miesiące wcześniej, to bardzo szybko o nim zapomniałam. Uznałam bowiem, że jestem tak inna od oryginału i że jest pewnie gros znakomitych aktorek, które mogły się wydawać dużo bardziej oczywistym wyborem niż ja z punktu widzenia podobieństwa fizycznego.

    Stąd zaskoczenie i mój ogromny szacunek dla Marii oraz dla producentów: Piotrka Staraka-Woźniaka i Krzyśka Tereja, że dali mi szansę i tę Wisłocką we mnie zobaczyli.

    Boczarska

    Co było najtrudniejszego w pracy nad rolą? Jak się przygotowywałaś?

    Najtrudniejsze było to, że musiałam zagrać starszą kobietę. Ważny był też proces dochodzenia do tego, żeby było to wiarygodne, a nieprzerysowane czy karykaturalne. Mieliśmy ten komfort, że był długi, bo półroczny okres przygotowań. Przygotowywaliśmy się bardzo żmudnie, ciągłe próby, nagrywanie, oglądanie, analizowanie i szukanie rozwiązań. Ponadto próby charakteryzacji, więc taki proces, który się dział. Oczywiście ważne były również spotkania z córką i z przyjaciółmi Wisłockiej oraz oglądanie różnych materiałów źródłowych.

    A w trakcie kręcenia filmu?

    Ja cały czas powtarzam, że cała ta rola jest takim aktorskim Mount Everestem i właściwie wszystko w niej było trudne. Wcale nie sceny nagości i nie ta bliskość. Najtrudniejsze było zagranie 55-letniej kobiety, starszej ode mnie o prawie 20 lat. Poza tym to była przecież tak nieprawdopodobna osoba.

    Boczarska_foto1

    Do tej roli przeszłaś więc ogromną metamorfozę zewnętrzną, ale czy potrafiłaś też wejść w mentalność Michaliny Wisłockiej?

    To było rzeczywiście trudne, szczególnie jak się ma tak wiarygodną, prawdziwą postać. Jest ten wzorzec z Sevres, który jest tak inny ode mnie. Miałam świadomość, że jest to bardzo duże wyzwanie. Oczekiwania też były duże, bo pamiętam raczej więcej zdziwionych głosów niż tych na „tak” w momencie, kiedy zostałam obsadzona. Świadomość presji, która na mnie ciążyła też była ogromna.

    To było największe wyzwanie w twojej karierze?

    Wyzwanie rzeczywiście największe i najpiękniejsza przygoda aktorska w moim życiu. Do tej pory tak mówiłam o filmie „Różyczka”. Mam nadzieję, że to nie jest jednak moja rola życia, jak niektórzy mówią, bo to by oznaczało, że nic ciekawego już mnie nie czeka.

    Poza tym, mało jest w ogóle ról dla kobiet, gdzie są one podmiotem, a nie przedmiotem. I na dodatek jeszcze kobiet z takim jajami, które tyle dobrego zrobiły dla innych, co Michalina Wisłocka. Niesamowity materiał aktorski i nie lada gratka dla aktorki.

    Boczarska_foto4

     

    fot.: materiały prasowe

    Reklama
    reklama Anywhere
    Przeczytaj również
    Reklama
    reklama Anywhere