• Współpraca
  • O nas
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Rafał Bryndal

    Wychował się w Toruniu. Studiował prawo na UMK. Razem z Mariuszem Lubomskim współtworzył zespół kabaretowy „I z Poznania i z Torunia", . Grupa była pierwszym laureatem kabaretowego festiwalu PAKA. Jego teksty śpiewa Kobranocka.. W 1989 roku wyjechał do Kanady. W czasie jego pobytu za oceanem w 1992 roku powstał zespół „Atrakcyjny Kazimierz i Cyganie", dla którego pisał wszystkie teksty. W 1996 został szefem działu muzycznego pisma „Machina". Napisał monodram „Chodnik", który został wyróżniony nagrodą Grand Prix na XXX Ogólnopolskim Festiwalu Teatrów Jednego Aktora w Toruniu. Wspólnie z Rafałem Sławoniem stworzył program „Rozmowy rolowane" nadawany w Radiu Zet. Z rozgłośnią związany był prawie 20 lat. W tym czasie przy „Rozmowach…" współpracował kolejno z Martą Lipińską, Edytą Jungowską i Borysem Szycem. Z Hanną Śleszyńską tworzył program „Tępy doktor na ostrym dyżurze", za który w 2009 roku został laureatem Mediatorów. Jest autorem wakacyjnej powieści radiowej „Kompletna Plaża". Przez kilka lat prowadził program „Taniec z Bryndalem", w którym rozmawiał z ludźmi showbiznesu, kultury i sportu. Od powstania radia Chilli Zet był gospodarzem programu „Rafał Bryndal Jazz Quartet". Wydał kilka muzycznych kompilacji „Rafał Bryndal Jazz Quartet". Jedna z nich otrzymała status złotej płyty. Od kilku lat współpracuje z zespołem Poparzeni Kawą Trzy, dla którego pisze wszystkie teksty. Przez kilka lat był dyrektorem artystycznym BMW Jazz Club. W 2010 roku został redaktorem naczelnym literackiego pisma „Bluszcz", a następnie „Chimery”. Jego teksty ukazywały się w GW , Przekroju , Zwierciadle, Pani i Twoim Stylu. Rafał Bryndal jest szefem firmy BHO – Bryndal Home Office. Jest członkiem zarządu ZAiKS-u. Należy do Hokejowej Reprezentacji Artystów Polskich . Jest ambasadorem golfowego turnieju Deutsche Bank Polish Masters.

    Mateusz Gessler: Nie można zadowolić wszystkich

    2018-04-16
    Wszystko w życiu robi z pasją i dlatego w każdej jego restauracji można wyśmienicie zjeść. Mimo kulinarnych sukcesów cały czas uważa, że najlepszą zupę ogórkową robi jego mama. Ciekawe co będzie jadł, gdy wybierze się na rajd Paryż-Dakar, o którym marzy. Mateusz Gessler zwierza się w rozmowie w Anywhere.pl Rafałowi Bryndalowi.

    Restaurator, kucharz, gwiazda telewizyjna? Kim jesteś?

    Przede wszystkim jestem restauratorem. Później faktycznie jestem kucharzem i tylko czasami gwiazdą telewizyjną.

    Czy restaurator musi być kucharzem?

    Najlepiej, żeby był, bo żeby wymagać od podwładnych profesjonalizmu, sam musisz umieć to robić lepiej. Jeśli więc chcę wymagać od kucharzy perfekcji w jakimś daniu, to muszę się na tym znać. To samo dotyczy kelnerów i menadżerów. Trzeba znać od podstaw tajniki tej pracy, by kierować ludźmi. Pracując w gastronomii w zasadzie musisz umieć wszystko.

    I trzeba współżyć z ludźmi?

    To jest podstawa, ale to jest cecha wrodzona. Niektórzy tego nie mają. Wśród kucharzy znam wielu szefów kuchni, którzy nie potrafią współżyć z innymi, ale w pracy mają akurat taki autorytet i taką wiedzę, że ludzie potrafią się do nich dostosować.

    Tak zazwyczaj bywa z artystami, że ceni się ich za to, co robią, a nie kim są. Kucharze są wysmakowanymi artystami.

    Oczywiście, że muszą nimi być. Zarówno szef kuchni, jak i restaurator muszą mieć artystyczny zmysł nie tylko jeśli chodzi o smak, ale też o walory wizualne. Restaurator musi mieć też trochę pojęcia o teatrze, bo pobyt w restauracji to niejednokrotnie prawdziwy spektakl.

    mateusz-gessler

    Chciałbym podzielić naszą rozmowę tak, jak zwykle się zamawia, kiedy się przychodzi do knajpy. Na początku jest przystawka, czyli twoje początki. Na ile ci pomogło w tym, co robisz to, że wychowałeś się we Francji?

    Moje życie jest dość nietypowe, ponieważ wyjechałem z kraju, będąc jeszcze niemowlakiem, i moim pierwszym językiem był francuski. Kultura francuska była moim życiem. Ponieważ wyjechaliśmy z matką do Francji i mama nie mówiła po francusku, początki były skomplikowane. Moje wspomnienia z dzieciństwa to ciągłe przeprowadzki. Dzięki temu też nauczyłem się być bardzo kontaktowy i otwarty w różnych sytuacjach. Francja na pewno mi dała miłość do jedzenia, do produktów, miłość do wina, do serów, ale też dała mi otwartą głowę. Pokazała, że świat nie jest czarno-biały, tylko jest jeszcze wiele innych odcieni. Poza tym Francja jest krajem, w którym wolność jest najważniejsza.

    Dzięki temu tolerancję masz we krwi.

    To mi pomogło niejednokrotnie w życiu. Potrafię obcować z każdym bez względu na jego przekonania i pochodzenie. Francja dała mi również bardzo dużą wiedzę kulinarną, której nie mógłbym na pewno osiągnąć w Polsce w tych latach, kiedy ja się wychowywałem, bo to były lata komunistyczne.

    Ale na początku nie myślałeś, że będziesz branży gastronomicznej? Chciałeś być projektantem ogrodów?

    Nawet byłem. Skończyłem tego typu szkołę i trochę pracowałem. Kiedy kończysz taką szkołę, to musisz odbywać staże, musisz pracować i tworzyć projekty. To też robiłem. Ja mam dość trudny charakter i byłem zawsze bardzo ambitny i od 14 roku życia zacząłem już pracować i sam zarabiać.

    Wcześniej zacząłeś?

    To był mój świadomy wybór. Jako że od początku byłem buntownikiem, moja mama powiedziała mi wtedy słuszną rzecz: „Słuchaj, każdy człowiek ma wybór. Jeśli nie masz ochoty żyć po naszemu, to żyj po swojemu, ale musisz zarobić na to sam”. No i tak zacząłem pracować. W wieku 16 lat już byłem samodzielny.

    A skąd się wzięła smykałka do gotowania?

    Zawsze lubiłem jeść i to jest podstawa, bo żeby być dobrym restauratorem i dobrym kucharzem, to musisz znać smaki. A smaki się kształci. Są ludzie, którzy rodzą się z niesamowitym talentem i pamięcią smakową. Musiałem to dopracować, musiałem próbować różnych rzeczy i kombinować. Zacząłem gotować zawodowo bardzo późno de facto, bo stało się to, jak przyjechałem do Polski.

    Dlaczego tu wróciłeś?

    Zrobiłem maturę i wyjechałem do Kanady, gdzie pracowałem jako wychowawca w szkole dla trudnej młodzieży. Moi podopieczni mieli kłopoty z narkotykami, alkoholem, z agresją. Przeszedłem prawdziwą szkołę życia. To mi pomogło, bo w pewnym sensie też poradziłem sobie z moją trudną mentalnością. Mój bunt skończył się w wieku 24-25 lat. Już się uspokoiłem i złapałem jakąś równowagę. I przyjechałem tutaj na wakacje. To był 2002 rok. Przyjechałem na chwilę, żeby zobaczyć rodzinę, no i poznałem swoją cudowną małżonkę i zostałem.

    mateusz-gessler_2

    To po przystawce mamy zupę, tak? Jaka jest twoja ulubiona zupa? Ja nie lubię krupniku. Jest dla mnie nie do przejścia.

    Zupa zawsze kojarzy mi się z ogórkową mojej mamy i to jest hit nad hitem. Najlepsza zupa na świecie. Ogórkową robiła mama niezbyt często, bo w Paryżu kupić ogórki kiszone to nie jest prosta rzecz. W Le Marais są najlepsze ogórki kiszone. Nic dziwnego, bo to jest dzielnica żydowska. Szliśmy tam pół dnia albo jechaliśmy metrem, żeby kupić ogórki kiszone. Jeszcze mama robi ją tak, że ogórki kroi w kostkę, gotuje z sokiem, ziemniaki oddzielnie, bez marchewki. Taka chłopska, z gęstą śmietaną.

    Próbowałeś jej dorównać?

    Wcale się nie staram. Moja ogórkowa jest niezła, ale mamy jest najlepsza.

    Nie lubisz podobnie jak ja zup owocowych.

    Dla mnie zupa owocowa to jest kompot gorący i nie jestem w stanie tego zjeść, zwłaszcza jak ktoś mi jeszcze daje tam kluski, to z grzeczności szybko przełknę i będę się uśmiechał, ale ogólnie, z doświadczenia, nie jestem fanem dań słodkich. Danie powinno być wytrawne i mieć delikatną słodycz, ale na pewno nie powinno być za słodkie, a owocowa zupa jest słodka. Na przykład czarnina, taka mazurska, z owocami leśnymi, krwią, to jeszcze zjem, bo ma jakiś posmak, swój smak, jakąś intensywność, a jedząc gorącą zupę owocową nie mam żadnej przyjemności. Tak samo nie jestem fanem pierogów na słodko, z jagodami, truskawkami, knedli. Jedną z naprawdę niewielu rzeczy, które lubię na słodko, to jest na przykład kaczka na słodko, w sosie pomarańczowym czy piernikowym. Wtedy tak, bo wiem, że jest to mięso i czuć tę strukturę.

    Gdy zaczynasz mówić o jedzeniu, to brzmi to jak poezja. Gdy zaczynasz opowiadać o tej kaczce, to zapalają ci się oczy...

    Na samą myśl o niej robię się głodny.

    Jak wyglądały twoje początki w polskiej branży gastronomicznej?

    Gdy przyjechałem do Polski, to musiałem się dostosować do tutejszych realiów. Pracowałem dla Adama Gesslera, który jest moim biologicznym ojcem. Bardzo dużo mnie nauczył. Nauczył mnie, jak traktować gości, nauczył mnie polskiej sztuki kulinarnej.

    Gdzie jeszcze zdobywałeś doświadczenie?

    Pracowałem dla Magdy Gessler, u Maćka Snarskiego, pracowałem w „Masce”. Różne rzeczy robiłem. Bywałem szefem kuchni, ale zawsze wolałem pracować na sali, żeby mieć kontakt z gośćmi i zrozumieć ich mentalność. Chciałem wiedzieć, jakie są potrzeby rynku. Mimo że miałem bardzo dużą wiedzę o kuchni francuskiej, to gdybym w młodym wieku chciał otworzyć restaurację francuską, byłoby to nierozsądne, ponieważ produkty były drogie. No bo jeżeli chcesz dobrą kuchnię francuską zrobić, to musisz mieć produkty francuskie – foie gras czy różny wachlarz mięs, żeby te dania były doskonałe. Ja jestem człowiekiem, który już od dziecka nie lubi iść na kompromisy. Albo wszystko, albo nic. A ponieważ skalkulowałem w głowie, że to się nie opłaca, to musiałem jakoś tam się dostosować do realiów i smaku Polaków. Jednak Polacy mają zupełnie inny smak niż Francuzi. Lubią kiszonki, lubią dania mięsne, sosy, jest bardzo dużo zup, i tego wszystkiego musiałem się też nauczyć.

    mateusz-gessler_3

    No i wtedy stawały się popularne potrawy oparte na owocach morza.

    Masz rację, ale akurat tego typu kuchni nigdy nie brałem pod uwagę. Nawet teraz w Polsce owoce morza, które tu przyjeżdżają, nie są najlepszej jakości.

    A dla ciebie wszystko oparte jest na dobrym i świeżym produkcie.

    Tak, to jest tak, że produkt pierwotny to już jest 50% sukcesu, ponieważ z dobrego produktu mogę zawsze coś schrzanić, zrobić coś nie tak i to moja wina. Jeżeli dostanę jednak zły produkt, to mimo wiedzy, mimo wykształcenia, nie zrobię ci niczego dobrego. Z tego powodu chciałem być kojarzony z polską kuchnią. Ponieważ łatwiej znaleźć dobry produkt polski niż dobry produkt zagraniczny. Jak dajesz nawet dobry produkt zagraniczny, musisz sobie marżować i dać taką cenę, żeby to się opłacało ściągać albo kupować. A jeżeli ty to robisz, to już restauracja robi się droga, a ja uważam, że restauracja powinna być dla każdego. To powinno być miejsce, na które ludzie, którzy nie mają za dużo zasobów finansowych, powinni też sobie na to pozwalać. Robienie restauracji, gdzie zapłacisz X setek złotych za dania, dla mnie nie jest sztuką. Sztuką jest zrobić restaurację, gdzie człowiek przyjdzie w dżinsach, z małym portfelem, usiądzie, będzie się bardzo dobrze czuł i będzie traktowany jak królowa angielska.

    Jeśli już mówimy o dobrych produktach, to powiedz mi, w jaki sposób szukałeś dostawców?

    Szukałem długo. Moim jedynym kryterium było przede wszystkim to, czy ludzie robią coś z pasją.

    Właśnie, to słowo „pasja” jest ważne dla ciebie w tym wszystkim, co robisz, i wymagasz tego od ludzi, którzy pracują dla ciebie.

    Od wszystkich.

    Ludzie, z którymi współpracujesz, muszą być w jakimś sensie niezwykli?

    Często ich podziwiam, mam na przykład od wielu lat tego samego dostawcę mięsa. Przyjechałem kiedyś do niego, zapukałem do jego rzeźni, popatrzyłem, jak on to robi, jak rozbiera te mięsa, jak hoduje, bo ma swoją hodowlę wieprzowiny. Poza tym ma uprawę lnu i   jeździ na motorze, ma dwójkę super fajnych dzieci, które są w moim wieku. Jego żona cieszy się, jak tylko nas widzi, bo wpadamy raz na 2 -3 miesiące zobaczyć, jak na przykład urosły świnki. To są tego typu relacje, że dzwoni do mnie i mówi: „Słuchaj, mój kolega zaczął hodować wołowinę. Chodź, pojedziemy na Mazury, bo on tam ma swoją wołowinę i zobaczymy, jak on to robi”. No to wsiadamy na motocykle czy w samochód, jedziemy tam, sprawdzamy. To jest człowiek, który po pierwsze ma ogromne doświadczenie, po drugie traktuje pracę jak swoją pasję. Tacy ludzie muszą być interesujący.

    Pasja ludzi brata.

    Jest takie bardzo dobre powiedzenie we Francji: „Ci, którzy są podobni, łączą się”. Jak masz podobną pasję, podobną wizję życia, nie jesteś sam.

    Warto podkreślić, że twoja praca nie ogranicza się tylko do kuchni i restauracji. Ona wymaga od ciebie szerszego spojrzenia.

    Muszę się przez to ciągle rozwijać i szukać nowych wyzwań. Mam na przykład specjalnego dostawcę ryb. Jest to człowiek, który ma kuter i jak jest sezon na gładzice, to dostaję gładzice, jak jest sezon na turbota, to dostaję od niego turboty. I wiem, że to nie jest człowiek, który kupił je nad morzem, w skupie, w hurtowni rybnej i mi to wysyła zamrożone, tylko on to sam łapie rano. Ma takie ogromne, zniszczone łapy, zmarszczki od tej soli, bo pływa kutrem całe życie. I to jest wspaniały człowiek. Wiesz, nie możesz się znać na wszystkim. To jest niemożliwe. Akurat ryby, ryby z Bałtyku, to jest trudny temat, który naprawdę się rozwija i dla mnie jest trochę tematem rzeką. Mogę o tym rozmawiać cały czas, a ten człowiek daje mi też ogromną wiedzę. Mówi mi na przykład, że gładzica od takiej wielkości do takiej jest niedobra. Weź taką. A ja, jako szef kuchni, muszę na nim polegać, bo on zna najlepiej ten produkt. Podobna sprawa w Polsce z jabłkami. Nauczyłem się dużo o takim jabłku jak szara reneta, które bardzo często jest używane w kuchni polskiej. We Francji brałem inne jabłka. Tutaj muszę się dostosować. Wszystko znowu dzięki jednemu człowiekowi, który ma sady i potrafi o tym opowiadać. Otworzy przy okazji butelkę cydru, który sam zrobił. Łazisz po tym sadzie, gadasz z nim o tym i widzisz, że naprawdę ten świat jest piękny i zaczynasz rozumieć produkty, które używasz. Nie możesz myśleć, że jesteś najmądrzejszy i tak dalej. Musisz być otwarty na cały świat i innych ludzi.

    mateusz-gessler_4

    Gdy otwierałeś swoją pierwszą knajpę, jakie emocje temu towarzyszyły?

    Zazwyczaj zanim tworzę restaurację, to zawsze otwieram drzwi i przez tydzień ludzie wchodzą i nie płacą ani grosza. I to nie znajomi, bo do znajomych jest najłatwiej zadzwonić i zaprosić: „Chodźcie, przetestujecie moją nową knajpę”. To pójście na łatwiznę. Ja otwieram drzwi, wchodzi pierwszy obcy człowiek, tak się zastanawia, co tu się dzieje, bo moje restauracje są trochę inne niż zazwyczaj, siada, zamawia, przeważnie u mnie, bo zwykle mam otwarte kuchnie, i ja patrzę na jego reakcję.

    I na podstawie tych reakcji modyfikujesz. Znajomi mogliby być nieobiektywni.

    Nieobiektywni po pierwsze, a też jak człowiek będzie wiedział, że będzie jadł za darmo, to zupełnie inaczej będzie reagował, a tutaj on nic nie wie. Po prostu siada i na samym końcu, jak prosi o rachunek, to mówię: „Proszę pana, pan był pierwszym gościem, pan nie zapłaci, bo chciałem patrzeć na pana, jak pa je, jak pan degustuje, albo jak pan oddaje talerz”, bo też się czasami zdarza, że komuś nie zasmakuje to, co zrobię. Wiesz, to jest też piękno gastronomii, że w pewnym momencie się uczysz, że nie możesz zadowolić wszystkich. Jest to niemożliwe.

    W Polsce szczególnie nie zadowolisz wszystkich. Wydaje mi się, że my jesteśmy bardzo niecierpliwi.

    Masz rację. My Polacy, bo ja się czuję teraz Polakiem, nigdy nie poczekamy w kolejce, żeby zjeść. Mam restaurację w centrum – Ćma w Hali Koszyki – gdzie jest kolejka, żeby wejść i główne awantury i negatywne wpisy na social mediach to: „Skandaliczne, musiałem czekać na stolik”. No ale Polak nie jest na przykład nauczony robić rezerwację. Polak nie jest nauczony, że jak jest dobre miejsce, warto poczekać w kolejce. Ja przyleciałem właśnie teraz z Londynu i sam jestem niecierpliwym człowiekiem, ale nie przez to, tylko po prostu, jak rano wstaję i jestem głodny, to jestem niecierpliwy. Poszliśmy z małżonką, synem i znajomymi do takiej bardzo znanej restauracji na brunch. I dochodząc do ulicy już widzę kolejkę i zastanawiam się, jak im wytłumaczyć, że ja za cholerę nie poczekam. No ale oczywiście, że poczekałem i za mną był na przykład bardzo znany aktor amerykański, który też czekał w kolejce. To jest normalna rzecz.

    Przejdźmy do dania głównego. Wiem, że nie lubisz kurek.

    Nienawidzę. Ale nie z tego powodu, że nigdy ich nie lubiłem. Lubiłem nawet bardzo, tylko mi je obrzydzono. Wyjechałem z małżonką. Przez miesiąc byliśmy w małym domku w lesie, jako młodzi studenci. I jadłem kurki codziennie, na śniadanie, obiad, kolację. Zbieraliśmy pod domem i robiliśmy, z cebulką, z jajkiem, z mięsem. I od tego momentu ja nie jestem w stanie nawet ich blanszować w kuchni. To znaczy jak widzę kurki, mogę je wyczyścić, dotknąć, ale jak już wychodzi z nich zapach, to znaczy po blanszowaniu albo przygotowaniu, to mi robi się coś z organizmem, że nie jestem w stanie, po prostu. Oprócz tego też nie lubię łososia. Łosoś nie jest dla mnie dobrą rybą z dwóch powodów. Pierwszy to taki, że w Kanadzie sporo go jadłem, ale po drugie, wiem też co to jest za łosoś i łososia nie polecam nikomu. Ona jest hodowlana. I co jest śmieszne, na przykład Polacy wezmą w sklepie i są tak nauczeni, że im bardziej biały będzie śledź, tym lepszy. A śledź nie może być biały, tylko przeważnie szarawy, ciemny. Jak jest biały, to znaczy, że został on już dotknięty przez człowieka X razy, i łosoś tak samo. Jak wchodzę do sklepu, bo raz na jakiś czas zdarza mi się pójść do sklepu coś kupić do domu, to widzę kobietę, która mówi: „Ja poproszę tego najbardziej pomarańczowego łososia”. Ja mówię: „Ale proszę pani, łosoś nie ma prawa być pomarańczowy, nie ma prawa mieć takiego koloru. Powinien być jasnoróżowy, nawet czasem wychodzi z niego biel”. A pani do mnie: „Pan się nie zna”. Ok. Ciągle są braki w świadomości.

    A słuchaj, czy z gotowaniem jest na przykład jak ze śpiewaniem, zdolnościami muzycznymi, że ktoś ma słuch? Czy gotowanie, to też są zdolności, że ktoś ma talent?

    Tak.

    Czy można każdego nauczyć gotować?

    Możesz nauczyć każdego gotować. To zajmuje czasami więcej czasu, czasami mniej. Żeby gotować, musisz mieć trzy podstawowe cechy. Musisz mieć smak, to znaczy, że twoje kubki smakowe muszą dobrze pracować. One są niszczone, przeważnie przez alkohol, przez papierosy, czasami też ludzie rodzą się z mniejszymi albo mniejszą ilością kubków smakowych. To jest jedna rzecz. Druga – musisz być otwarty. Otwarty na krytykę i otwarty ogólnie na smaki, to znaczy, że musisz próbować, musisz kumać, o co chodzi. I trzecia rzecz, to musisz być twardy psychicznie. Największym błędem w Polsce jest to, że ludzie myślą, że gotowanie w domu to jest tak samo co gotowanie w restauracji. A to jest zupełnie inny świat. W domu usiądziesz, pogadasz, wypijesz kieliszek wina, pokręcisz się, pomerdasz w garnku i tyle. A jak jesteś od 10.00 rano i zaczynasz od noszenia skrzynek z chłodni do kuchni, żeby mieć towar, potem zaczynasz go przerabiać, gotujesz, to patrzysz na zegarek, a tu już jest 16.00. Wydajesz w trakcie. Cały czas. Wieczorem jesteś cały czas przy patelniach. Jest gorąco. Patelnie nie są teflonowe, przeważnie żeliwne, więc to jest ciężki sprzęt. Kończysz – jest północ. Wracasz do domu. Jest 1.00-2.00, bo jeszcze musisz posprzątać, przygotować towar na jutro, zabezpieczyć. No i okazuje się, że byłeś w kuchni od 9.00-10.00 do 24.00. Dlatego musisz być twardy psychicznie.

    Tak, ale w twoich restauracjach wszyscy widzą, jak pracują kucharze i dzięki temu trochę się zmienia ich świadomość.

    Ty jesteś człowiekiem, który obserwuje. Jesteś obserwatorem, ja jestem obserwatorem, ale większości ludzi to nie interesuje. Siadają, rozmawiają z rodziną, albo koleżanką, jedzą, komentują swoje jedzenie, krytykują, albo się zachwycają, ale mało kto siada w restauracji i patrzy na pracę kucharza, od rana do wieczora. Jest mało ludzi, którzy to rozumieją. Raczej jest skandalicznie, bo on już czeka dwadzieścia minut na swoje drugie danie. I on widzi, że jest pełna restauracja, że ludzie biegają, że jest ogień, że cały czas coś się dzieje.

    Co powiesz o fast foodach?

    Raz na jakiś czas zjem, ale nie za często.

    Jesteś wielkim przeciwnikiem przetworzonego jedzenia.

    Nigdy w życiu nie zjem przetworzonego jedzenia. Ja wszystko gotuję. Od początku do końca. To znaczy, że nawet chleb robię sam. Wszystko, od początku do końca. Nie kupuję półproduktu.

    mateusz_gessler_6

    Przejdźmy powoli do deseru, czyli do innych twoich fascynacji i pasji, pozakulinarnych. Rysunek, tatuaże... Co jest twoim marzeniem?

    Mam takie same, jak większość ludzi. Marzę o byciu szczęśliwym, a moje szczęście przychodzi przez to, że cały czas coś odkrywam, cały czas coś nowego widzę, cały czas czegoś nowego się dowiaduję. Wiesz, ja mam teraz tyle radości w życiu, ponieważ robię to, co kocham, czyli prowadzę restaurację, uczę dzieci, rysuję, dziaram. Znajomi raz na jakiś czas dzwonią i mówią: „Słuchaj, Mati, mam fajny pomysł na dziarę, może mi zrobisz mi tatuaż?”. Więc zaczynam myśleć, rysuję coś tam. Mam też możliwość podróżowania.

    Czy twoją tęsknotą jest bycie jak easy rider, czyli wsiąść na motocykl i gnać bez celu przed siebie?

    Już to zrobiłem wiele razy. Ja mam coś takiego, że kiedy mam zły okres w życiu, bo każdy go ma, to wsiadam na motor, wszystko jedno, czy to jest lato, czy zima, wichura, deszcz czy upał, pakuję plecak i wyjeżdżam. Czy to będzie dzień, czy dwa, cztery, dziesięć, po prostu wyjeżdżam. Nie zastanawiam się, dokąd. Jadę, gdzie intuicja mi podpowiada, i to jest jeden z elementów, które mnie uspokajają. Teraz moim marzeniem jest zrobić rajd Paryż-Dakar na motorze. Szykuję się na to już od roku. Trenuję i robię różne rzeczy, które spowodują, że może mi się uda go skończyć, bo to jest moje marzenie, żeby dojechać do końca.

    Miarą szczęścia jest chyba to, że człowiek ma marzenia i chce je zrealizować. Najgorzej gdy ludzie to odpuszczają.

    Masz rację. Trzeba zawsze mieć w życiu pasję i marzenia. Najważniejsze, by się nie poddać. Zawsze każdemu to radzę. Po prostu coś rób ze swoim życiem. Jak sobie coś postanowiłeś, to rób to, a nie gadaj tylko o tym.

    A czy się uda czy nie, to nieważne. Najważniejsze, żebyś miał poczucie tego, że spróbowałeś.

    Dokładnie. Jak nie próbujesz, to nie ma ryzyka. Jak nie zjesz, to nie zasmakujesz tego, co dobre.

     

    fot.: Paula Patocka

    Galeria
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Przeczytaj również
    Reklama
    reklama Anywhere