• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Aleksandra Budka

    Wymarzyła sobie, że zawodowo będzie słuchać muzyki. Dziś nie tylko muzyki słucha, ale też o niej opowiada i pisze. Pasjonatka radia i klimatu retro, kolekcjonerka płyt, okularów i torebek. Od wielu lat związana z radiową Trójką. Fanka Grzegorza Ciechowskiego, przez co jej serce jest z pewnością biało-czarne. Kawę zaś pije zawsze białą.


    Do czasu

    2018-04-11
    Miała wtedy kilkanaście lat, coraz częściej była nazywana nastolatką, a nie dzieckiem. Dziewczynka w tym wieku jeździ rowerem po osiedlowym podwórku, gra w podchody między blokami. Wśród poduszek gromadzi ulubione misie – najlepszych przyjaciół z dzieciństwa. Nad łóżkiem wiesza plakaty z postaciami z kreskówek, które rozwijają jej dziecięcą wyobraźnię.

    Dziewczynka w tym wieku nie wie, na czym polega życie. Nie przejmuje się światem, bo świat jest bezpieczny i spokojny. O beztroskie dzieciństwo dbają rodzice, których za parę lat będzie obwiniać za błędy wychowawcze. Ale póki co jest najpyszniejsza domowa zupa i pomoc w odrabianiu lekcji. Nic nie jest w stanie zaburzyć jej harmonii i prawidłowego rozwoju dziewczynki w tym wieku.

    Jej świat wyznaczała mapa najbliższego sąsiedztwa. Dom z ogrodem, w którym bawiła się z ukochanym psem. Szkoła, gdzie zdobywała najlepsze stopnie. Była prymuską i ulubienicą nauczycielek. Kompetencje społeczne zdobywała, hartując się w państwowej szkole. Nie interesowali ją chłopcy – to jeszcze nie ten wiek, nie te marzenia, nie te fantazje. Końskie zaloty w ich wydaniu miały rozpocząć się dopiero za jakiś czas. O „tych” sprawach nie wiedziała jeszcze nic, a miłość z filmów, których dźwięk dobijał się wieczorami z salonu do jej dziecięcego pokoju, była zwyczajnym słowem. Do tamtego popołudnia.

    W wakacyjne długie letnie dni boisko szkolne pozostawało otwarte, tak by dzieciaki, zamiast na ruchliwej ulicy, mogły wybiegać się na bezpiecznej przestrzeni. Zbierali się tam rówieśnicy ze wszystkich pobliskich osiedli, by na wiecznie nieprzystrzyżonej trawie, a raczej łące, której definicję boiska szkolnego określał stary zardzewiały płot, mogli grać w piłkę albo bawić w chowanego pośród szkolnych budynków.

    Gdzieś pomiędzy kolejną rundą gry w państwa-miasta a głośnym „szukam!”, wypowiadanym po odliczeniu do dziesięciu, zauważyła ich. Obcych. Tak bardzo dorosłych, swoją dorosłością wyróżniających się wśród stałych bywalców tej bawialni na świeżym powietrzu. Odłączyła się od grupy, by przyjrzeć się im z bliższej, choć ciągle bezpiecznej i niezauważalnej dla tamtych odległości. Jej wzrok utkwił na pięknych, dużych piersiach dziewczyny, mocno rysujących się pod bawełnianą jasną koszulką. Nigdy wcześniej nie widziała nagich piersi kobiety. Opuściła brodę i spojrzała na swoje ciało. Na jej płaskim dekolcie widać było tylko postać księżniczki z ulubionej bajki. Zajrzała pod koszulkę. Nie miała piersi i pierwszy raz uświadomiła sobie ich brak. Usiadła na trawie i zaczęła się zastanawiać, kiedy jej urosną i jak naprawdę wyglądają, gdy ta dziewczyna zdejmuje wieczorem ubrania przed kąpielą.

    Włosy tamtej były nierozczesane i spięte w niedbały kucyk. Po jasnych skroniach spływały krople potu. Ona sama nigdy by sobie na to nie pozwoliła. Musiała mieć zawsze starannie zaplecione warkocze, a jej dziecięcy strój był dokładnie uprasowany i ułożony. Poczuła w środku nieznajome dotąd ciepło, które wzmagało z każdą sekundą.

    Teraz skupiła się na nim. Był wysoki i umięśniony, przypominał tych młodych mężczyzn z telewizji, których dotąd w ogóle nie uważała za atrakcyjnych. Trafiali na zmianę piłką do kosza, a on w przerwach podchodził do niej i bez skrupułów dotykał. Piersi, rozwianych włosów, szerokich bioder. Nagle wziął ją w ramiona i podsadził, by ta mogła wycelować i zdobyć kolejny punkt. Tak jej się wydawało, choć później zorientowała się, że im w ogóle nie chodziło o zdobywanie punktów, a ich gra nie przypominała zawodów, które znała z lekcji wychowania fizycznego.

    Całowali się i dotykali. Dotykali i całowali. Młodzi, niewiele przecież starsi od niej samej, mieli szesnaście, może osiemnaście lat. Chłonęli siebie i tamto wakacyjne gorące popołudnie. Zachodzące powoli na horyzoncie słońce przybrało mocny pomarańczowy kolor. Poczuła, jak po jej plecach spływa pot, a przecież w ogóle nie biegała, nie grała w klasy z koleżankami, a jedynie obserwowała nieznajomych – najpiękniejszych wówczas dla niej na świecie dwoje ludzi.

    Wtedy zrozumiała, co znaczy powtarzane w filmach słowo „miłość”. I postanowiła, że ona też kiedyś taka będzie. Tam, gdzie dziś ich brakuje, za parę lat urosną jej atrakcyjne, jędrne piersi, których pozwoli komuś dotykać. Będzie czuła to ciepło, które póki co jest jedynie wątłym przyjemnym uczuciem, a za parę lat – jest o tym przekonana – ogarnie całe jej wnętrze. Pozwoli kiedyś się pocałować. Pragnie tego już teraz.

    Na szkolnym boisku, ukryta przed światem i przestraszona tym, co dzieje się z jej ciałem, stała się kobietą. Czy jest na to jeden właściwy moment? O tym, co wówczas widziała i co czuła, nigdy nikomu nie opowiedziała. Ale tych dwoje towarzyszyło jej przez lata. Do czasu, kiedy zrozumiała, że była to jedynie dziecięca fantasmagoria. Do czasu, kiedy on, zaciskając dłoń na jej szyi, uderzył ją po raz pierwszy. Uświadomiła sobie, że ten wakacyjny sielankowy obraz był zawsze jedynie wytworem jej wyobraźni. Miała go przed oczami, gdy wymierzył cios po raz kolejny.

     

    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Przeczytaj również
    Reklama
    reklama Anywhere