• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Monika Stawińska

    Skrupulatny grammar nazi, copywriter, dziennikarz, redaktor. Słowotwórca. Prawie jak Shakespeare. Hipokryta z osobowością typu ISTJ-T. Uważa się za rzemieślnika, bo rzeźbi w słowie. Zawsze pisze Timesem. Z wykształcenia jest filologiem, a prywatnie pasjonatką jazdy konnej, kultury zagranicznej, literatury pięknej oraz… gier. Właśnie dlatego dla TVP Sport pisze o sportach elektronicznych.

    Śmiertelna ambicja

    2018-04-10
    Nazywając kogoś ambitnym, nigdy nie mamy zamiaru go deprecjonować. To zawsze komplement. Żaden pejoratyw. Jednak nie zawsze tak było. Słowo to zmieniało przez wieki swoją semantykę. Również dziś interpretowane jest dwojako. Ale jeśli ambicja nie jest tylko słowem, to czym?

    Nad kwestią ambicji zaczęłam się zastanawiać w prozaiczny poniedziałkowy poranek, kiedy rozbiłam nożem jajka na jajecznicę. Zawsze uważałam, że mam przerost formy nad treścią. Dużo chcę, jeszcze więcej robię, a mniej mi wychodzi. Dlatego chwilę później, dosypując do jajek gałkę muszkatołową, zamiast pieprzu i ziarna słonecznika zamiast cebuli, doszłam do wniosku, że ambicja, choć świetnie odnajduje się w gronie pozytywnych cech, ma też ciemne strony. Jajecznica była wspaniała, wnioski wynikające z analizy ambicji – mniej.

    Napisałam już, że ambicja jest cechą – otóż to. Uważam, że to część psychologii ludzkiej. Jedni cieszą się tym, co mają w życiu, a inni chcą mocniej, szybciej i więcej. Podejście z tej cechy wynikające nie powinno podlegać ocenie społecznej. Ale podlega. A ambicja jest wartościowana, co potwierdzają… nie, nie badania, a wyniki wyszukiwania w Google Scholar. Ponad tysiąc z nich zawiera frazę „chora ambicja”, a wyniki z tą „zdrową" oscylują wokół aż pięciu tysięcy. Ta dysproporcja zaskakuje pozytywnie, ponieważ ambicja językowo bardzo długo miała odwrotne znaczenie i dopiero od XIX wieku postrzegana jest jako postawa godna naśladowania.

    Ambicja jako wada stająca w opozycji do cnoty wielkoduszności, przesadne pożądanie (sic!) honoru, przypisywanie sobie nieposiadanej wielkości. Takie właśnie negatywne postrzeganie ambicji było jedną z myśli świętego Tomasza z Akwinu. Moim zdaniem jego filozofia była mocno przesadzona. I wiejąca dewocją. Ale i w niej jest ziarno prawdy. Owszem, ludzie ambitni to często pyszałkowie, którzy za swoją ciężką pracą ciągną przepompowane ego. Ale nie brak też osób, które z powodu ambicji cierpią.

     

    Lepiej. Poprzeczka zawisa tak wysoko, że nawet stając na palcach nie jesteś w stanie jej sięgnąć.

    Szybciej. Praca nad ambitnym celem staje się tak czasochłonna, że fizyczne „T” jest bezcennym zasobem.

    Więcej. Mnożą się cele, możliwości nie do odrzucenia, ciągniesz pięć srok za ogon, chociaż jesteś w stanie zedrzeć pióra tylko z jednej.

    Mocniej. Wszystkie zasoby energii umysłu i tej fizycznej skupiają się na dokonaniu tego, co postanowione.

    I wtedy okazuje się, że mimo starań i zaangażowania wszystko spływa porażką. Mimo wielkich dokonań, czujesz się jedną z wielu mrówek w mrowisku i wiesz, że ktokolwiek wsadzi w nie kij, już nigdy na niego nie zareagujesz.

    Ambicja nie musi być cechą, odnajdzie się też jako uczucie związane z nadzieją, ambitio et spes – jak powiedzieliby łacinnicy. A ambicja jak nadzieja… czasem umiera w nas jako ostatnia.

     

    Bibliografia:
    1. Bednarski W. Feliks, Roczniki Filozoficzne, 1959, s. 5–19.

    2. Grzegorczykowa R., 1993, Pokora, pycha i pojęcia pokrewne, [w:] Nazwy wartości. Studia leksykalno-semantyczne, s. 23–39.

    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Przeczytaj również
    Reklama
    reklama Anywhere