• Współpraca
  • O nas
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Katarzyna Woźniak

    Zwyczajna dziewczyna z łódzkich Bałut. Dźwiękoczuła i światłolubna. Na co dzień analizuje rynek w "Media i Marketing Polska". Po godzinach kolekcjonuje opowieści. Z wykształcenia polonistka i filmoznawczyni. Zdecydowanie woli pisać o książkach, choć właśnie to robi najrzadziej.

    Andrzej Stasiuk: Podskórna metafizyka

    2018-04-08
    „Czy piszę fabułę wymyśloną, czy książkę z podróży, korzystam z doświadczenia, z tego, co przeżyłem. Trudno mi się z tego wyrwać i jakoś nie chcę. Dostałem jedno życie, trzeba to literacko wykorzystać” – z Andrzejem Stasiukiem rozmawiamy o śpiewaniu Mickiewiczem, ciszy stepowej i o tym, że z literaturą jest jak z kobietą.

    Pan jest metafizycznym rebeliantem?

    Jestem prosty chłopak, a pani mi sophisticated pytania zadaje.

    Sam pan powiedział o sobie: „antropologów czytam, metafizyczny jestem”. W atmosferze wysokiej temperatury międzynarodowej wykonuje pan „Sonety krymskie” Mickiewicza w akompaniamencie ukraińskiego zespołu.

    Proszę porównywać mnie jeszcze do Marcina Świetlickiego, to mi odpowiada. Przecież on się urodził w Wigilię, jak Mickiewicz. Na skutek nagrania swego głosu z muzyką od tygodni wszyscy mnie o Świetlika pytają.

    stasiuk_004

    To robi pan rebelię, czy nie?

    Czasy są takie, że jakikolwiek gest przypominający człowieczy od razu wywołuje skojarzenia z rebelią. Ukraina nie ma dobrych notowań wśród włodarzy naszego kraju, tym bardziej warto realizować projekty ponad podziałami, szczególnie z Ukrainą. Może nie całą, tylko z fajnymi chłopakami. W potocznej świadomości rebelia jest wtedy, kiedy człowiek robi rzeczy, które go interesują, nie oglądając się na innych.

    Dodałam jeszcze „metafizyczny”.

    Metafizyczność w moich tekstach istnieje, to prawda. Ale podskórniemówienie o metafizyczności wprost wydaje mi się trochę wiochą. I ułatwianiem sobie i ludziom rozumienia świata. Moim zdaniem religia i metafizyka muszą istnieć w dobrym tekście literackim, ale nigdy wprost, na odlew i nigdy nie kawa na ławę.

    stasiuk_2

    Co daje uwspółcześnienie takiego cyklu oprócz nowych doznań artystycznych?

    Ma to przede wszystkim sprawiać przyjemność artystom. Takie jest główne założenie sztuki. Sztuka, która się napina, że ma być jakaś, nie wychodzi, nie zagra, nie rezonuje w odbiorcy. Wierzę w wysoki poziom wykonania, dlatego się zdecydowałem na nagranie płyty z Haydamakami. Mam nadzieję, że za ich przyczyną Mickiewicz zostanie uwolniony z pomnikowego gorsetu, w który go wbiliśmy na siłę. Z tego wieszczostwa polskiego, z tej lektury bez zrozumienia, tego wkładania łopatą do głów, że wielkim poetą był, z tego kucia go na blachę przez ludzi młodych, których to nie interesuje, a na pewno nie w tej formie.

    Hula teraz w wielu stacjach radiowych.

    Dobra poezja zawsze przenikała do popkultury. Kto dostał rok temu Nobla? Popkulturowy poeta dostał Nobla, choć część establishmentu była tym oburzona. Opowiem pani coś o oswajaniu wieszczów. Chodziłem do zawodówki, której nie skończyłem zresztą. Któregoś dnia polonistka zachorzała i na zastępstwo przyszła bibliotekarka. Zamiast rozpływać się nad wielkością polskiej literatury, przytargała gramofonik Mr Hit. Puściła nam „Bema pamięci żałobny rapsod” w wykonaniu Niemena.

    Szarpnęło?

    I to jak. To niebywała koincydencja geniuszu Norwida i Niemena. Z tej lekcji wyszedłem odmieniony i takich doświadczeń się nie zapomina. Co nie znaczy, że wróciłem do lektur Norwida. Literacko bardziej jestem za Mickiem, a nie Norwidem. Dotarło do mnie jednak, że można popkulturę Cześka współczesnego pożenić z tekstem trudnym, a do tego tak bardzo patriotycznym, że już bardziej się nie da. Do tej pory pamiętam niektóre frazy.

    stasiuk_003

    Jak pan widzi swoją rolę w tym działaniu artystycznym? Sonety mają dwóch bohaterów: Mirzę, filozofa Wschodu i Pielgrzyma. Panu do kogo bliżej?

    Na płycie jestem wykonawcą utworów Mickiewicza. Starałem się w miarę ze zrozumieniem mówić jego słowami. Czasami to było trudne, bośmy muzycznie łoili strasznie. Chciałem za wszelką cenę oddać fizyczność, biologiczność tego języka. Tę niebywałą rytmiczność, brzmienie pierwotne. To mowa archetypiczna, najgłębsza. Chciałem, żeby mięso polszczyzny skleiło się z rockową muzyką.

    Jak prozaik odczytuje „Sonety krymskie”? Co pan z siebie w nich odnajduje?

    Siebie raczej nie, ale odnalazłem najgłębszy, najpiękniejszy język polski. Wróciłem do niego. Nie udaję, że mam biblioteczkę Mickiewicza w domu. Miałem za to poczucie, że wróciłem do źródeł. Haydamaky tchnęli życie w tego poetę – kto wie, może największego. Jak wielka literatura obca wymaga przekładów co kilkadziesiąt lat, tak być może Mickiewicz potrzebuje nowej formy, uwspółcześniającej.

    Sonety wzięły się z ciszy.

    Ze stepowej. Ona wydobywa potęgę trzynastozgłoskowca. Ja też w ciszy tylko potrafię pisać. Muszę słyszeć brzmienie słów, wtedy jestem w stanie coś złożyć.

    Mało to dziś popularny towar.

    Sami to sobie zrobiliśmy. Mam to szczęście, że mieszkam w miejscu, gdzie istnieje cisza absolutna. Czasami tylko ciężarówka przejedzie po drewno do lasu. Ale w zimowy, niedzielny poranek doświadczam ciszy absolutnej. Ale o to trzeba było powalczyć. Doceniam wysiłek ludzi, próbujących w miejskim zgiełku składać myśli. Umieram w Warszawie po 4-5 dniach. Trzeba by było pojechać na ten pejzaż płaski, gdzie tylko wiatr stepowy i odgłosy zwierząt.

    Gdyby Mickiewicza zestawić z piedestału, obrać z wieszczej skórki – to pisarz, który jeździ, widzi i opisuje. Pana książki też są pisane obrazami.

    Tak, to prawda. Piszę obrazami, na co się strasznie nadziewają filmowcy.

    stasiuk_1

    Ma pan na myśli „Wino truskawkowe”?

    Zwłaszcza nasze wcześniejsze wybitne osiągnięcie pt. „Gnoje”. Padają ofiarą obrazowości. Myślę obrazami. Żadna moja książka nie zaczyna się od słów, zawsze jest to obraz. Coś się we mnie wyświetla, patrzę, co się wyświetliło i przykładam do tego słowa. Nie potrafię wymyślić książki.

    Jaki pan obraz zabrał ze sobą z Krymu?

    Ja nie byłem na Krymie, droga pani.

    Naprawdę?

    Nasze dzieci jeździły na Krym z dziećmi Andruchowycza. Żałuję, bo pewnie nieprędko się wybiorę, teraz Krym nie sprzyja podróżom. Ale jak sobie wyobrażałem Krym, to myślałem o tej części wielkiego stepu, który się ciągnie aż po Mandżurię. A tam już jeździłem. Czyli niejako z drugiej strony jeździłem na Krym, stepowy, suchy, pustynny. Na Akermanie też nie byłem. Choć byłem blisko, bo w Mołdawii. Teraz pewnie jakiś teledysk będziemy kręcić, to się pykniemy w tamtą stronę.

    Wierzy pan, że da się stworzyć dzieło międzynarodowe, ponad podziałami, wyjęte z kontekstów, historii, aluzji?

    Pewnie jacyś ludzie piszą takie książki. Jak „Pachnidło” Süskinda. Mam pewien kłopot z taką literaturą, bo nie ma się co oszukiwać: czy piszę fabułę wymyśloną, czy książkę z podróży, korzystam z doświadczenia, z tego, co przeżyłem. Trudno mi się z tego wyrwać i jakoś nie chcę. Dostałem jedno życie, trzeba to literacko wykorzystać. Wiem, że są wielcy pisarze, jak Nabokov, którzy potrafią siebie przekroczyć. „Lolita” to całkowicie wymyślona książka. A jednocześnie jest piękna, zmysłowa i rzeczywista. Ja tak nie potrafię. Może nie jestem tak inteligentny jak Nabokov. Artyści zawsze łatwiej i szybciej podają sobie ręce niż politycy. Bo mówią innym językiem, który oczywiście polityki nie wyklucza, ale nie czyni z niej jedynej płaszczyzny porozumienia, jedynego klucza dotarcia.

    Powiedział pan kiedyś, że poezja idzie przed prozą.

    Tak mi się wydaje, choć nie znaczy to, że w prozie nie można przemycić od czasu do czasu poezji.

    Leżą przed nami „Opowieści galicyjskie”.

    Bablem je pisałem. Naczytałem się go wtedy i nasiąkłem nim. Starałem się pisać z taką oszczędnością jak on. Polska ma na Ukrainie wielu przyjaciół artystów, nie wolno tego zmarnować. Odcięcie się od tego byłoby zbrodnią polityczną. Niestety, wszystko w tę stronę zmierza. Nie wyobrażam sobie tego. Jestem szaławiłą, pijakiem i łajdusem, ale lubię ten kraj. Jestem jego obywatelem. Nie chcę jego wyobcowania, bo to jest mój kraj. Też. Jestem jego synem. Choć znajdą się tacy, którzy będą mi wmawiać, że jest wręcz przeciwnie. Niezmiernie mnie to bawi. 

    Jest pan jednym z najważniejszych wydawców w Polsce. Jak i co czyta Andrzej Stasiuk?

    To moja żona Monika jest wydawcą, ona rozbujała ten biznes. Czytam o świecie i historii. Haupta czytam jak poezję. Otwieram, sprawdzam: czy po latach to nadal tak dobrze brzmi? Aha, brzmi, to odkładam. Haupta trzeba czytać po kilkanaście wersów, bo mamy go mało, a to wielki pisarz. Ostatnio czytam mało prozy, co nie znaczy, że przestałem ją czytać w ogóle.

    Czyta pan kompulsywnie?

    To też. Zaczynam grubą książkę i to niekoniecznie jest proza fabularna. Ostatnio wybitna biografia Berii Francoise Thoma. To opowieść o sowietach, o komunizmie, Beria jest tylko ekranem, na której się to wszystko wyświetla. Ma prawie tysiąc stron, czytam bez przerwy. Jako chłopiec szedłem do biblioteki osiedlowej, otwierałem książkę przed biblioteką, lazłem, czytając, waliłem głową w latarnie, a jak dochodziłem do domu, to się okazywało, że właśnie skończyłem i trzeba wracać. Po następną książkę. To jest kwestia temperamentu. Z chlaniem też tak mam.

    Może nadszedł czas, że muszę tylko wydawać ważne książki? Jak Płatonowa „Dół” – wydaliśmy wznowienie w ubiegłym roku. To jedna z najważniejszych książek XX wieku. Albo robić festiwale Haupta. W tym roku był heroiczny, bo nie dostaliśmy dofinansowania. A przyjechało mnóstwo ludzi. Robert Więckiewicz tak czytał, że ludziom buty spadały. Rok temu przyjechał Jerzy Trela. Czytał zupełnie inaczej, ale po plecach ciarki chodziły.

     

    Co pan dzisiaj uznaje za godne literatury, a co nie?

    Ale mi pani pytania zadaje.

    Pytanie o pana lektury jest sophisticated?

    Z literaturą jest przecież jak z kobietą – nigdy nie wiesz, która cię uwiedzie. Kobiety, z którymi byłem, zrobiły ze mnie tego, kim jestem. Wszystkie ważne lektury cię kształtują, a imię ich legion. Nigdy nie wiadomo, w jaki sposób lektura odbije się na twoim pisaniu. Nie wiadomo, którędy wyjdzie, skąd wypełznie, a lektury zawsze znajdą odzwierciedlenie w tym, co piszesz i robisz. Ale jak mnie pytasz, to ci odpowiadam – tak, zrzynam ze wszystkich pisarzy, których czytałem. Najbardziej bym chciał zrzynać z Haupta, czasami chciałbym z Babla, o zrzynaniu z Płatonowa nie śmiałbym marzyć. Jego doświadczenie jest niebywałe – zupełnie niedostępne dla ludzi, którzy żyli poza komunizmem. Jestem pełen wpływów i nie ma się tu co sadzić na oryginalność.

    stasiuk_001

    W Waszym wydawnictwie nie ma zbyt wielu debiutantów.

    Współczesnych to ja w ogóle nie czytam. Pisarz musi umrzeć, żebym go przeczytał. Zresztą, nie mogę czytać wszystkiego, mam prawie sześćdziesiątkę. Z polskiej literatury z wielkim zaangażowaniem czytałem Mirka Nahacza. Często wpadał do nas książki pożyczać. Któregoś razu rzucił mi na biurko jakiś maszynopis, myślę: „kurwa, wiersze”. Ale nie, to proza. W cztery godziny przeczytałem, zadzwoniłem do niego jeszcze w nocy. Wydaliśmy. Przyjaźnił się z naszymi dziećmi. Wybitny talent, który rokował. Widać było, że ma się do czynienia z czymś wielkim. Zabił się. Nieodżałowana strata, nieutulony żal. 

    Po co pan pisze?

    Bo wydatki są.

    W takim razie po co pan tworzy literaturę?

    Bo trzeba z czegoś żyć. Bo sprawia mi to przyjemność. Dla mołojeckiej sławy. Dziewczyny mnie podziwiają, mimo że mam siwe włosy. Tak naprawdę pisze się po to, żeby nadać sens swojemu życiu. A też niewiele innych rzeczy potrafię robić. Zawsze jest jeszcze nadzieja, że na końcu pisania coś się objawi. Że ci Stwórca otworzy jakieś drzwi i że oto trudziłeś się nie na darmo. Szczerze? To nudna i ciężka robota. Ale coś w nas ocala. Pytała pani o metafizykę. Odpowiedziałem. Jest wiele powodów, ale hajs też jest ważny. Zaczynasz być pisarzem, jak ci zaczynają płacić.

    Na co pan w literaturze czeka?

    Zawsze na Masłowską. Masło jest świetne. Nie wiem, czego ona szuka w tej chwili. Zbioru jej felietonów nie czytałem. W ogóle całej Masłowskiej nigdy nie przeczytałem, bo to doświadczenie hauptowskie, tylko w drugą stronę. Nie przeczytałem całej „Wojny polsko-ruskiej”, ale sama fabuła nie ma dla mnie takiego znaczenia, jak to, co to dziecko robiło z polszczyzną. I ze światem, nicując go na drugą stronę. „Dwoje Rumunów (...)” też z wielką radością czytałem. No niech pani powie – nazwać prom „Ibuprom”? Te wszystkie warstwy polskości, bolesności, tragedii, absurdu, czarnego żartu… Jestem wielkim fanem, szalikowcem Masła i czekam, co ona jeszcze wykręci. Ostatnio widziałem ją w Kazaniu, na festiwalu rosyjskim. Tatarskie słońce piekło niemiłosiernie, stała w cieniu. Ciekawe, czy ona zdaje sobie sprawę, że jest wizjonerką, bo raczej nie wyglądała jak tak stała w cieniu w tym Kazaniu.

    Na wiosnę szykuje się pana nowa książka.

    To zbiór felietonów, które ukazywały się w „Tygodniku Powszechnym”. Nie jestem doraźnym felietonistą. Czasami tylko jakąś władzę obśmieję. Moja żona ostatnio czytała ją jako redaktor. Powiedziała mi, że wyszła z tego całkiem dojrzała książka. Co najmniej jakbym wcześniej gówniarskie rzeczy publikował. Może to tak jest, że im starszy, tym lepszy. Lubię swoje stare książki, ale ich nie czytam. Przecież pisanie, dojrzewanie to jest proces. Są tacy pisarze, co w młodości napisali jedną genialną książkę, a potem na zawsze albo na długo zamilkli.

    Czyli w nowej książce znów pan widzi i opisuje. Widzenie jest najważniejsze?

    Intensywność jest najważniejsza. Intensywność życia, intensywność lektur. Wtedy nie wiesz, kiedy czytanie zamienia się w pisanie. No popatrz: Nahacz z wiochy chłopak. Masło – z Wejherowa. To lektury ukształtowały ich przenikliwość i wrażliwość. Czytanie wykoleja z rzeczywistości. To działa na poziomie biologii – nie dlatego, że człowiek po prostu się naczyta. I potem ładnie napisze. Życie jest w tym najważniejsze. Po to jest literatura, żeby życie multiplikować, wyjaśniać. Próbować opisywać. Każdy przejaw życia, który jest interesujący. A sensu i tak każdy szuka sam.

     

    tekst: Katarzyna Woźniak

    zdjęcia: Cai Caslavinieri

    Galeria
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Przeczytaj również
    Reklama
    reklama Anywhere