• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Grzegorz Kapla

    Żyje z pisania. A żyć z tego, co się lubi, to dar. Bardziej od pisania lubi tylko spotykać ludzi. No i lubi być w drodze, kupować płyty w sklepie z płytami a nie w sieci, pomidorową i kabriolety. Kiedyś, dzięki dwojgu mądrym ludziom pojął, że nie trzeba pisać tylko o polityce. Że można pisać o świecie.


    Generał Jan Podhorski. Smutek na wojnie się nie przydaje

    2018-03-30
    Pięć razy uciekał esesmanom. Na bagnety szedł na ochotnika. W konspiracji był fałszerzem, ale i wywiadowcą, który próbował francuskich Żydów wykraść z transportu do Treblinki. Jest bohaterem jednego z najsłynniejszych powstańczych zdjęć wykonanych w boju. Nie oddał broni w 1945. Schował ją, żeby walczyć z kolejnym okupantem. Odsiedział za to swoje we Wronkach. Nigdy nie żałował.

    – Nie będzie pan miał ze mną łatwo – uśmiecha się.

    – Jak to?

    – My, konspiratorzy rzadko mówimy wprost. I oczywiście nie pamiętamy żadnych nazwisk. Za kilka dni mam o tym opowiadać na konferencji wewnętrznej ABW – znowu się uśmiecha. Nie wiem, czy żartuje. – Będę mówił o prowokatorach. Znam temat, bo mam z nimi osiemdziesiąt lat doświadczeń. Od 1938 roku.

    OBNT-3

    Jan Podhorski działał wówczas w Towarzystwie Tomasza Zana. Uczyli się zasad zwiadu i rozpoznania. Na pograniczu, w okolicach Budzynia, niemiecka V kolumna przygotowywała listy powstańców wielkopolskich, którzy mieli być likwidowani po zajęciu Polski przez Trzecią Rzeszę.

    – Wiedzieli, że poznaniacy to waleczny naród. IV Pułk Strzelców Wielkopolskich miał w walkach z bolszewikami rekord Krzyży Walecznych. Wzięli więcej jeńców niż mieli własnego stanu osobowego. Niemcy o tym wiedzieli. A myśmy tę V kolumnę rozpoznawali i 1 września internowali.

    Potem walczył. Zgłosił się na ochotnika do 1. Poznańskiego Pułku Obrony Narodowej, był w plutonie zwiadu. Po opuszczeniu Poznania szli nad Bzurę. Pod Sompolnem poszli na Niemców na bagnety.

    Ostatnio generał otrzymał w prezencie bagnet na pamiątkę tamtej bitwy, ale inny. Ten, który zakładał na sztorc w 1939, był naprawdę długi.

    Uciekał Niemcom pięć razy. Ubekom też chciał uciec, ale komuniści byli bardziej uważni. A może bardziej okrutni.

    – Z gestapo w Wolsztynie uciekłem zimą. Trzy tygodnie mnie bili bez przerwy za akcję poszukiwania V kolumny. Poznałem wszystkie rodzaje rekwizytów do badań: bykowiec, rurkę metalową i ten długi worek ze skóry wyładowany kulkami od łożyska. Nazywali to różańcem. Raz była przerwa w przesłuchaniach. Esesman powiedział, żebym szedł do celi. Cela była pięć metrów w prawo od pokoju badań, ale ja, otumaniony, poszedłem w lewo za esesmanem, on skręcił na schody, a ja prosto. Strażnik rozmawiał z kolegą. Nagle ich zobaczyłem. Pytają „Entlassen (zwolniony)?”. A ja na to „ja, ja”.

    Przeszedł tak przez sześć posterunków. Nikt nie zapytał o przepustkę, kiedy już wyszedł z baraku.

    Ile razy jest w Wolsztynie, to widzi tę tablicę: „110 rozstrzelanych”. A sto jedenastego nie ma, bo uciekł.

    To była jego trzecia ucieczka.

    Pierwsza była z transportu do obozu jenieckiego po kampanii wrześniowej. Najgorszy był głód. Ale na dworcu we Wrocławiu Czerwony Krzyż nakarmił ich chlebem z leberką. Wtedy namówił sześciu kamratów i dali nogę. Schowali się w wagonie towarowym, ale zamiast jechać na osiach, jak prawdziwi uciekinierzy, jechali w budzie. Niemcy wygarnęli ich i trafił do więzienia na Cytadeli w Poznaniu.

    OBNT-4

    – Zapytali, czy ktoś się zgłasza na pisarza.

    Gotisch, lateinisch? – zapytał skromnie ten, który nie mówił po niemiecku.

    – Lateinisch – ucieszył się oficer i Jan został pisarzem więziennym. Oczywiście nie przyznał się, że ma, jeszcze z czasów Tomasza Zana, przeszkolenie z fałszowania dokumentów.

    Po godzinie miał w kieszeni wypisany na siebie blankiet przepustki. Ale wypuszczali grupami, wyczytywali przy tym nazwiska. W czasie wydawania posiłków nadarzyła się okazja.

    – Nowak – zawołali. Nic. Zawołali jeszcze raz. Wystąpił z szeregu. Dołączył do grupy i pognali ich do wyjścia.

    Kolejny raz był, kiedy spalony w Poznańskiem przedarł się do Generalnej Guberni przez zieloną granicę. W Łowiczu uciekał przed patrolem niemieckim, dobrzy ludzie schowali go w piecu chlebowym. W takim piecu pies człowieka nie wyczuje. Pies nie lubi mąki. Złożył przysięgę w Związku Jaszczurczym. W Narodowych Siłach Zbrojnych pracował z „Matkowskim”, kurierem Komendy Głównej. Zajmował się wykupywaniem z gestapo niektórych jeńców. Jan Podhorski był stenotypistą. Spisywał audycje BBC ze słuchu, pisał je i odbijał na hektografie. Po 50 odbitek. Używali hektografów do fałszowania listów przewozowych na kolei. Transporty, które miały iść na Front Wschodni, odsyłali do Francji albo do Danii. Nie tylko broń, ale i buty oraz drewno na opał.

    – W 1943 jako francuskojęzyczny konspirator NSZ zostałem wysłany do Małkini, bo odkryliśmy, że tamtędy idą transporty z Francji do Treblinki, wiedzieliśmy już oczywiście, że to obóz zagłady. Myśmy ich chcieli wyciągnąć z tych wagonów, chociaż kilku, do lasu i w nogi.

    – Jedziecie na śmierć – mówiłem im.

    – Jedziemy na wschód uprzemysławiać tamtejsze ziemie.

    – Skaczcie – wołałem.

    – Jesteście prowokatorami – krzyczeli. I zaczęli rzucać w nas pomarańczami. Bo mieli w tych wagonach wszystko. Nawet pomarańcze. Dostałem w głowę. Bolało, choć to tylko pomarańcza. Drugi raz bolało, kiedy ubecy rozbili głowę. Niech pan dotknie.

    OBNT_1

    Dotykam.

    Na czaszce jest gruba blizna.

    Ostatnia ucieczka była sprzed plutonu egzekucyjnego. Wzięli go z ulicy tuż przed godziną policyjną po zamachu dokonanym na bazarze przez AK. Podhorski stanął pod ścianą i usłyszał odblokowanie broni. I w tym momencie nadszedł esesman.

    – Co się tutaj dzieje?

    – Rozwalamy jednego Polaka.

    – Ale ja jestem obywatelem Gdańska, pracuję w zaopatrzeniu – krzyknął po niemiecku i w tym momencie dostał kolbą w twarz. I tak nieznany Niemiec uratował mu życie.

    Do Warszawy pojechał na podchorążówkę NSZ. Kiedy wybuchło Powstanie, stawili się na Czackiego 5. Niestety okazało się, że magazyn uzbrojenia pozostał po niemieckiej stronie i że broni niewiele. Kilka sztuk krótkiej, granaty i cztery karabiny. Uderzyli z tym na gmach poczty, ale dali radę. Zdobyli magazyn broni i umundurowania. W tym zdobycznym, niemieckim hełmie i skórzanej kurtce ma Podhorski zdjęcie, które przeszło do historii. Zdjęcie snajpera. Wykonano je na ulicy Wiejskiej. Sam początkowo nie mógł się rozpoznać, bo przecież nie patrzyli wówczas w lustra, tylko w lunety celowników.

    – Patrz, to ty.

    – Ale skąd wiecie?

    – Tylko ty byłeś leworękim snajperem.

    To dla snajpera ważna umiejętność, bo niemieccy gołębiarze nie spodziewali się strzałów z tego kąta i tradycyjnie ustawiali się tak, żeby się chronić raczej od strony prawych punktów strzeleckich za węgłami murów czy obramowaniami okien.

    W walkach pod Sejmem rozstał się z przyjacielem, który dostał przepustkę na kilka godzin, żeby zajrzeć do szpitala, do żony. Była rozerwana bombą. Zbierał jej szczątki do pudełka, kiedy weszli Niemcy. Zdarł fartuch z trupa pielęgniarza, przebrał się i Niemcy się nie połapali. Wzięli go do przenoszenia zwłok niemieckich żołnierzy. Jak nie patrzyli, to kopał pistolety tak, żeby leciał w stronę piwnicy, w której tkwili nasi. Widzieli go. Dotarły cztery sztuki broni.

    Podhorski brał też udział w zdobyciu Kościoła Św. Krzyża. Walczył do ostatniego dnia. Przeżył strach przed nalotami i dumę z walki na pierwszej linii. Wolał być na pierwszej linii, bo wtedy wroga masz przed oczami i nie musisz się bać.

    Najgorszy był widok ludzi umierających po spaleniu bombami fosforowymi, krowami. Lekarz z plutonu mówił, że oni już nic nie czują, ale nie umieli uwierzyć. Człowiek jeśli się rusza, to na pewno czuje, mimo że jest już tylko spalona masą.

    Pamięta jeszcze ten moment, kiedy się przekonał, że dobro wraca. Prowadził patrol Świętokrzyską, a tu sanitariuszki niosą rannego i nie dają rady przejść do PKO, do szpitala.

    – Pomożemy wam, bo nogi połamiecie – krzyczę do nich, bo ładne dziewczyny. Zsunęliśmy się z gruzów w dół i nieśliśmy rannego w Jasną i tym momencie pocisk artyleryjski uderzył w miejsce, gdzie przed chwilą staliśmy. Zginąłby cały patrol. Dobro wraca. Czasami natychmiast.

    Po Powstaniu był obóz. Stalag IV B nad Łabą, w Mühlberg. Siedział z żołnierzami spod Monte Cassino. Nie wziął udziału w ucieczce, bo po chorobach, odwodniony ważył w dniu wyzwolenia 43 kilogramy.

    – Niemcy nawet wystawili mi dokument wysyłki „do kraju ojczystego” jako niegroźnemu dla Rzeszy Niemieckiej inwalidzie. Niestety nie byłem Francuzem ani Duńczykiem, a do Polski nie odsyłali. Nie wiem, czy bym przeżył, gdyby nie ten mój sposób bycia. Ja wszystko biorę na wesoło. Jak wychodziłem z ubeckiego więzienia, było już lepiej, bo ważyłem pięćdziesiąt.

    Po wojnie pozostał w konspiracji. Chciał walczyć do całkowitego wyzwolenia. Uczył się, studiował i konspirował. Aresztowali go po tym, jak zorganizował 15 maja 1948 strajk solidarności ze studentami Krakowa – 3 maja 1946 czołgi radzieckie rozpędziły tam manifestację. Podhorski był starostą na leśnictwie. Wybrali go, bo połowa studentów była z dawnej partyzantki. Aresztowali go po wsypie konspiracji esenowskiej na terenie Warszawy. Ubecy katowali bez litości. Zdawało się Podhorskiemu, że po gestapo znał już wszystkie metody zadawania bólu, ale zrozumiał, że nauka radziecka jest w tym względzie daleko bardziej kreatywna.

    Kiedy go przewozili, klawisze już nie kopali, bo myśleli, że to trup. 174 cm wzrostu, 50 kg wagi.

    – Po śledztwie, przed wyjazdem do więzienia we Wronkach siedzieliśmy we czterech. Mój przyjaciel lekarz mówił, że to pożegnanie, że ja nie przeżyję. Ale przeżyłem. Może i by zabili, gdyby nie te krzyże walecznych, bo przecież w tej UB też byli ludzie z frontu. Krzyż Walecznych to nie byle co. Budzi szacunek.

    Po sfałszowanych wyborach PPR-owcy mieli w sobie taki entuzjazm, że zwyciężyli, że ogłosili wielką amnestię. Nawet Gorgonową wtedy wypuścili. Dzięki temu z 13 lat odsiedziałem tylko kilka. Kiedy wyszedłem z Wronek, chciałem wrócić na studia. Ale nie pozwolili, miałem najgorszy bilet – czerwony. Przypomnieli sobie o strajku. A miałem indeks z numerem 11 po wojnie. Obszedłem wszystkie katedry i prosiłem o zaliczenia. No i profesorowie się zgodzili, żebym wrócił. Takie podpisy zebrałem. Ale relegowali.

    Koledzy poradzili, żebym pojechał na uniwerek warszawski na prawo. No i zdałem. Studiowałem z samymi UB-owcami. Wszystkich znałem. I kiedyś w Poznaniu z kolegą ze studiów wisiałem. Mój portret w rynku na wystawie „Twarze Wolności”, a jego portret na Placu Wolności na wystawie IPN-u „Twarze Bezpieki”.

    Kiedy przeczytałem akta IPN-u, przekonałem się, jak wpadliśmy, ale ważniejsze jest, że inne grupy Młodzieży Wszechpolskiej wtedy nie wpadły. Nikt z kolegów nie siedział, nikogo nie wyłuskali. To znaczy, że dobrze to urządziliśmy.

    Trzydzieści lat po tamtym spotkaniu przed wysyłką do więzienia wszyscy czterej spotkali się znowu. Drugi raz w tym samym gronie. W domu Jana Podhorskiego.

    OBNT_2

    – Tu, gdzie teraz pan siedzi, siedział lekarz, bratanek generała Włada, dowódcy 14. Dywizji , który nie dożył tego dnia, kiedy Sowieci wbili Polsce nóż w plecy. Z drugim z kolegów znałem się jeszcze sprzed wojny. Z trzecim przyjaźniłem się w czasie okupacji. Razem byliśmy w Powstaniu. Wspominaliśmy Powstanie. Wspominaliśmy czasy powojennej konspiracji. I wie pan? Mówiliśmy do siebie pseudonimami, chociaż już można było używać nazwisk. Tak to wchodzi w krew. Powiedziałem im, że przetrwałem, bo byłem optymistą. Zawsze szukałem jasnej strony. Smutek na wojnie się nie przydaje.

    Na ścianach domu Jana Podhorskiego wiszą portrety, statuetki, dyplom nominacji generalskiej podpisany przez prezydenta Andrzeja Dudę oraz imponujący zbiór orderów i odznaczeń.

    – Dziwi się pan? To rodzinna powinność – śmieje się generał. – Najpierw pradziadowie poszli do Powstania Styczniowego, potem ojciec i wujowie do Wielkopolskiego, to musiałem dołożyć własne: Warszawskie.

    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere