• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Anywhere .


    Elise LeGrow: Szczęście to wypadkowa ciężkiej pracy i wykorzystanych okazji

    2018-03-02
    Na zdjęciach i nagraniach wydaje się spokojna i pewna siebie, wręcz posągowa (zawsze z tym samym „signature look”: czarna kreska na oku, czerwone usta, krótko obcięta grzywka). Na żywo jest ciepła, otwarta i cały czas żartuje. W życiu chce po prostu śpiewać i cieszyć publiczność swoją muzyką – ma mocny, chrypliwy głos, który przywodzi na myśl najbardziej ikoniczne postaci z historii muzyki. Razem rozmawiamy o tym, jakiej muzyki słuchała w rodzinnym domu i o pogoni za marzeniami.

    O czym marzyła Elis LeGrow jako mała dziewczynka?

    Moja mama mówi – oczywiście tego nie pamiętam, bo byłam bardzo mała – że w wieku pięciu lat zadeklarowałam, że kiedy dorosnę będę piosenkarką. Wydaje mi się to teraz całkiem zabawne, bo kiedy wracam myślami do tamtego czasu i przypominam sobie, jakie było moje wyobrażenie na temat tego, co oznacza „bycie piosenkarką”, odstaje ono nieco od rzeczywistości. Bawiłam się wtedy lalkami Barbie, w ich przepięknym domu z wyobrażonym basenem, z różowym kabrioletem i „cool” życiem… jako dziecko tak pojmowałam rdzeń tego zawodu: sława i bogactwo. Tymczasem obecnie nie jest to coś, za czym podążam, ani trochę – chcę po prostu śpiewać i koncertować. Niemniej jednak, marzenie się spełniło, po drodze wyewoluowało, ale się spełniło.

    Wydaje mi się, że to ogromny dar. Nie każdy ma szansę spełnić marzenie z dzieciństwa, zwłaszcza gdy dotyczy ono szeroko pojętej kariery muzycznej.

    To prawda, to wręcz wzruszające. Przed wylotem do Europy wręczyłam mojej mamie płytę, choć premiera miała się odbyć dopiero kilka dni później. Bardzo się zestresowała, wydawało jej się, że album wychodzi pod koniec tygodnia, tak jakby przestraszyła się, że to ominęła. Uspokoiłam ją: „mamo, należy Ci się mała specjalna, rodzinna przedpremiera!”.

    Elise_LeGrow

    Który moment w życiu identyfikujesz jako ten decydujący, kiedy powiedziałaś sobie: tak, nadaję się do tego, to moje powołanie, zrobię wszystko, żeby śpiewać? Wiemy już o Twojej wczesnej deklaracji na ten temat, ale kiedy podjęłaś decyzję w sposób w pełni świadomy?

    Rzeczywiście, pięciolatka raczej nie potrafi podjąć takiej decyzji (śmiech). To zdecydowanie było bardziej marzenie niż decyzja, i to marzenie osnute przędzą zabawy lalkami Barbie w „luksusowym” kabriolecie Corvette. Ale faktycznie był taki moment – w okolicach 2010. roku, kiedy odeszłam z firmy prawniczej, gdzie pracowałam jako urzędnik sądowy na pełnym etacie. To była wygodna praca z bardzo dobrym wynagrodzeniem, opieką medyczną i tak dalej. Jednym słowem, naprawdę świetne zatrudnienie dla dwudziestolatki. Zaczęłam również współpracę z Sony ATV Publishing w Kanadzie, gdzie po jakimś czasie grzecznie zasugerowali, że jeśli chciałabym zrezygnować z pracy urzędniczej, to pomogą mi przez jakiś czas. I tak też się stało, to był punkt zwrotny. Już wtedy śpiewałam dużo: w zespole rockowym i solowe standardy jazzowe (czasami tej samej nocy), więc w połączeniu z dzienną pracą zostawało mi zero energii na pisanie własnej muzyki. Zrezygnowałam z bezpieczeństwa stabilnej pracy, w której byłam naprawdę dobra, moja mama była trochę zaniepokojona, ale ostatecznie nie żałuję tej decyzji, ani trochę!

    Muzyka towarzyszyła Ci od zawsze. Kto zaszczepił w Tobie tę miłość? Czy to wpływ rodziny, czy naturalnie przyciągało Cię do muzyki?

    Muszę tutaj przyznać, że w dużej mierze to zasługa moich rodziców. Żadne z nich nie jest muzykiem, ale w moim domu zawsze słuchało się dużo Beatlesów, The Rolling Stones, Talking Heads, leciała naprawdę świetna muzyka. Więc dziękuję im bardzo za „wystawienie” mnie na działanie takich wzorców. Resztę dopowiedziałam sobie sama – jako dziecko fascynowałam się diwami muzyki pop, jak Mariah Carey, Whitney Houston czy Céline Dion, śpiewałam ich miłosne ballady nie dysponując nawet inteligencją emocjonalną, by je dobrze zrozumieć (śmiech). Szybko jednak odkryłam jazz, w którym się zakochałam. Moja muzyka jest bardzo różnorodna: jazz, rock’n’roll, soul… ale wszystkie muzyczne wpływy mają swój początek w rodzinnym domu.

    Elise_LeGrow_1

    No właśnie, Twoja płyta. Zbiór jedenastu coverów, a właściwie autorskich interpretacji amerykańskich klasyków takich artystów jak, między innymi, Chuck Berry, Etta James, Bo Didley. Nad albumem pracowali jedni z najlepszych producentów w branży – jak wyglądał proces doboru piosenek? Wybierałaś je sama czy musiałaś słuchać „głosów rozsądku”?

    Przede wszystkim, w każdym przypadku to do mnie należała ostateczna decyzja o tym, czy coś zaśpiewam, czy nie. Nigdy nie zgodziłabym się na nagranie albumu z coverami, które ktoś inny kazał mi wykonać, niemniej jednak był to nasz wspólny wysiłek. Wszyscy ciężko pracowaliśmy nad poszukiwaniami perełek z katalogu wytwórni muzycznej Chess, dyskusje były demokratyczne, trwały całymi miesiącami, aż w końcu wybraliśmy jedenaście piosenek, które teraz można usłyszeć na moim krążku. Często zdarzały się sytuacje, w których producenci próbowali mnie przekonać do jakiegoś utworu, ale nie potrafiłam się w niego wczuć, nie odpowiadał moim osobistym doświadczeniom. Jednak zdarzało się też odwrotnie – to mnie przekonano, że jakiś utwór, z tego czy innego względu, nie dopełnia reszty kawałków.

    W Twoim albumie czuć, że nie ma tam przypadkowych piosenek, że wszystkie traktujesz bardzo osobiście i świadomie.

    Dziękuję, właśnie o to chodziło. Trzeba być naprawdę bardzo ostrożnym, wybierając utwory do albumu – nikt nie chce później śpiewać przez lata piosenek, których nie lubi lub z którymi się nie identyfikuje. Jestem właściwie wdzięczna za to, że moja szansa na nagranie płyty pojawiła się teraz, a nie kiedy miałam 15 lat i sama nie wiedziałam, kim jestem i o czym chcę mówić poprzez śpiew.

    Gdybyś miała wybrać jednego artystę, z którym chciałabyś współpracować, kto by to był?

    Niedawno sama się nad tym zastanawiałam! I mam gotową odpowiedź: bardzo chciałabym zrobić kolaborację z Daft Punk.

    Daft Punk?! Nie spodziewałam się tego.

    Jestem żywo zainteresowana łączeniem gatunków, bo zwykle na ich granicy dzieje się coś magicznego. Dlatego też bardzo chcę, żeby w tym roku powstały remiksy utworów z mojej płyty, myślę że jest w nich naprawdę duży potencjał taneczny. Marzy mi się coś w stylu Bonobo, gdzie obok muzyki elektronicznej są też prawdziwe instrumenty, dźwięki natury, a wszystko to tworzy bardzo nowoczesną całość.

    Pierwszy album wydany – wiem, że pewnie jeszcze dobrze nie ochłonęłaś, ale jakie są Twoje plany? Masz zaplanowane kolejne kroki, wiesz co chciałabyś skreślić z listy „do zrobienia” za trzy lata?

    Następny w kolejce jest z całą pewnością album z moją oryginalną muzyką. Piszę piosenki od dawna i mam ich naprawdę sporą kolekcję. Na razie trafiały do przysłowiowej szuflady, czekając na właściwy moment. Jednym z powodów, dla którego zdecydowaliśmy się wydać pierwszy album z samymi coverami, było to, że chciałam mieć więcej czasu na napisanie wystarczającej ilości piosenek. Wolę mieć sto utworów, z których mogę wybrać dziesięć naprawdę najlepszych, niż kilkanaście piosenek, z których każda musi znaleźć się na albumie, bez względu na mój poziom satysfakcji.

    O czym będą Twoje piosenki, o czym najbardziej chciałabyś za ich pośrednictwem rozmawiać?

    Dużo tematów pokrywa się z tymi, które można usłyszeć na Playing Chess. Niektóre teksty są humorystyczne, niektóre są radosne, inne są o miłości. Sama jestem romantyczką, uwielbiam być zakochana, więc miłość to bardzo bliski dla mnie temat, lubię o niej śpiewać. Złamane serce to złamane serce – nigdy nie jest łatwo, jednak jestem wyjątkowo wrażliwa i odczuwam takie rzeczy ze zdwojoną mocą. Natomiast muzycznie, moja autorska muzyka jest bardzo zbliżona do jazzu i soulu, nie ingeruję w nią za pomocą elektroniki czy „efektów specjalnych”. Powiedziałabym, że jest organiczna.

    Elise_LeGrow_2

    Można powiedzieć, że jesteś szczęściarą i spełniasz marzenia – od dziecka łączyłaś swoje życie z muzyką, teraz pracujesz z najlepszymi specjalistami w branży, nagrałaś płytę, koncertujesz. Co poradziłabyś młodym wokalistom i wokalistkom, co było Twoim kluczem do sukcesu? Oczywiście poza talentem!

    Po pierwsze – nie przestawać. Jest taki cytat, bodajże Seneki: szczęście to wypadkowa ciężkiej pracy i napotkanych okazji. Możesz otrzymać wszystkie szanse świata, jeśli jednak nie pracujesz na nie i nad nimi, nigdzie Cię nie zaprowadzą. Z drugiej strony, jeśli ciężko pracujesz i nie rozglądasz się za możliwościami, przejdą Ci koło nosa niezauważone. Zaczęłam śpiewać profesjonalne w wieku piętnastu lat, nagrywając radiowe dżingle, przebrnęłam przez wszystkie możliwe prace związane ze śpiewaniem, jakie można sobie wyobrazić. Jeśli naprawdę kochasz śpiewać i naprawdę zależy Ci na tym, by robić to profesjonalnie, nie możesz robić sobie przerw na wątpliwości. Nic nie dzieje się z dnia na dzień, to jeden z największych mitów – za każdą, nawet ogłoszoną „błyskawiczną” karierą, stoją lata ciężkiej pracy: nad warsztatem, nad doświadczeniem, dopiero na końcu nad płytą.

    Bije z Ciebie entuzjazm, optymizm, dobra energia. Swoim śmiechem i osobowością wypełniasz całe pomieszczenie, wydajesz się bardzo pewna siebie i tego, gdzie zmierzasz. Czy jest coś, czego się boisz, patrząc w przyszłość?

    Wydaje mi się, że nie jestem teraz w miejscu, w którym myślę o tym, czego się obawiam. Ale sądzę też, że gdzieś podświadomie jesteśmy swoimi największymi wrogami – własne wątpliwości i strach przed porażką nie biorą jeńców. W tej chwili jestem w takim punkcie w swoim życiu, kiedy czuję się pewnie, ale wiele razy w życiu myślałam sobie: co ja właśnie zrobiłam ze swoim życiem?… Więc częściowo wracam do poprzedniej odpowiedzi, trzeba iść jasno do celu, bo jeśli pozwolimy sobie na to, aby wpaść w dołek niepokoju i podważania swojej wartości, będzie nam bardzo ciężko z niego wyjść.

     

    Tekst: Kasia Piersa

    Foto: Tomasz Sagan

    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere