• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Aleksandra Budka

    Wymarzyła sobie, że zawodowo będzie słuchać muzyki. Dziś nie tylko muzyki słucha, ale też o niej opowiada i pisze. Pasjonatka radia i klimatu retro, kolekcjonerka płyt, okularów i torebek. Od wielu lat związana z radiową Trójką. Fanka Grzegorza Ciechowskiego, przez co jej serce jest z pewnością biało-czarne. Kawę zaś pije zawsze białą.


    Sebastian Stankiewicz: Z czego śmieje się aktor?

    2018-02-11
    Aktor charakterystyczny. Nie ma problemu z rozpoznawalnością, choć wciąż czeka na najważniejszą filmową rolę. Po powrocie z planu „Saturday Night Live” z powodu utrzymującej się w ciele adrenaliny Sebastian Stankiewicz długo nie może zasnąć. Z czego śmieje się ten, który sam rozśmiesza Polaków? I co sprawia, że uśmiech schodzi mu z twarzy?

    Poczucie humoru to cecha wrodzona czy nabyta?

    Myślę, że wszyscy mają jakiś rodzaj poczucia humoru. I to jest piękne. Nawet Buster Keaton - kamienna twarz, zero uśmiechu. Tak więc wszyscy to poczucie humoru mają, choć pod różną postacią. Każdy człowiek śmieje się z czegoś innego. Niektórych bawi absurdalny humor Monty Pythona, a innych dowcip w stylu „Przychodzi baba do lekarza, a lekarz też baba”. To zresztą bardzo dobry dowcip, który zawsze mnie bawi. (śmiech)

    A czy aktor powinien mieć wyjątkowe poczucie humoru?

    Jeśli pracuje się przy komedii, humor przydaje się bardziej niż w dramacie. Ale poczucie humoru potrzebne jest do grania samego w sobie. Jeśli gramy coś śmiesznego, to nie śmiesznie, tylko bardziej dramatycznie. To klasyczna zasada. A poczucie humoru na pewno potrzebne jest w Kabarecie na Koniec Świata czy w „Saturday Night Live”.

    stankiewicz_2-min

    To tak jak z pytaniem, które zadawane już było wielokrotnie: Czy aktor powinien być inteligentny?

    Nie. Ja jestem na to dowodem. (śmiech)

    To może nie musi mieć poczucia humoru.

    Inteligencja a poczucie humoru to dwie różne rzeczy. Są aktorzy, którzy są wnikliwi, inteligentni, bardzo oczytani, grzebią w rolach, potrzebują odpowiedzi na wiele pytań, kiedy przygotowują rolę, chcą dokładnie wiedzieć, co mają do zrobienia. A są aktorzy intuicyjni i niekoniecznie bardzo inteligentni. Przyznaję się do tego, że ja często bazuję na intuicji bardziej niż inteligencji, ale nie przeszkadza mi to w aktorstwie. Czasem coś czytam i dopiero po jakimś czasie orientuję się, o co chodzi, czasami nawet robię to po scenie, ale okazuje się, że dobrze poszło.

    Społeczeństwo wymaga od nas uśmiechu, nie ufamy ludziom smutnym i boimy się ich.

    Wydaje mi się, że uśmiech jest ogólnie bardzo ważną rzeczą. Masuje nam przeponę, pojawiają się endorfiny i pozytywne uczucia. Ja lubię się śmiać.

    A jeśli ten uśmiech jest sztuczny?

    Nie mówimy o sztucznym uśmiechu, tylko oczywiście o uśmiechu naturalnym. Czasami jesteśmy wśród ludzi, których nie znamy i zaczynamy się wtedy dziwnie, nienaturalnie uśmiechać. Za to taki nieskrępowany uśmiech pojawia się często, gdy pracujemy z Kabaretem Na Koniec Świata w naszej warszawskiej piwnicy. Ludzie już tam nas znają, wiedzą, jak potrafimy się bawić, improwizować, jak czasem się coś wysypie czy nie uda. Ta pozytywna energia przechodzi także na widzów. Uważam więc, że ludzie powinni się dużo śmiać. Uśmiechajmy się do siebie, to jest swego rodzaju wentyl bezpieczeństwa w kraju, w którym żyjemy.

    Z czego śmieją się Polacy?

    Mało śmiejemy się z samych siebie i ze stereotypów. Ale na szczęście śmiejemy się z wielu innych rzeczy. Ostatnio z polityki i polityków, wiele osób ogląda „Ucho Prezesa”, a tam jest humor polityczny.

    Niezależnie od składu rządu, zawsze śmialiśmy się z polityków.

    Z polityki zawsze się śmialiśmy, teraz mamy też do czynienia ze światem celebryckim, który jest bardzo zabawny. W Internecie jest mnóstwo zabawnych rzeczy – filmów czy memów, z których możemy się pośmiać. To jest bardzo fajne, bo jest kreatywne. Kiedyś mogliśmy się śmiać tylko z ludzi, którzy występowali w kabaretach i z siebie nawzajem w prywatnych sytuacjach. Zawsze na weselach czy w szkole jest jakiś wioskowy głupek, z którego wszyscy się śmieją.

    stankiewicz_3-min

    Ale to pytanie było wstępem do pytania kolejnego. Czy humor Polaków jest humorem na wysokim poziomie?

    Pytanie brzmi: czym jest humor na wysokim poziomie? Czy to taki humor, gdzie przy opowiadanym dowcipie zaśmieje się jedna osoba, a dwieście go nie zrozumie? Wyrafinowany dowcip trudno wyprodukować. Trzeba być bardzo inteligentnym, żeby napisać coś bardzo dowcipnego, co będzie osadzone w pewnym kontekście, będzie miało kilka warstw i coś się będzie kryło za tym dowcipem. W okresie cenzury świetnie pokazywał to kabaret Tey. Teraz może mamy podobnie. (śmiech) Dlatego mamy Roberta Górskiego i „Ucho Prezesa”. Ale tak, zgodzę się, że śmiejemy się także z bardzo prostych rzeczy, na przykład z żartów z przekleństwami. Mnie postacie, które przeklinają przecinkowo już nie bawią.

    Humor z kabaretu to lustro humoru narodowego Polaków.

    Tak, kabarety w dużej mierze relacjonują i stawiają trochę w krzywym zwierciadle to, co się dzieje w polityce i naszej obyczajowości. Kabareciarze dotykają tematów społeczno-obyczajowych, ale robią to lepiej lub gorzej.

    Za to wy w „Saturday Night Live” robicie to trochę inaczej.

    Staramy się, żeby humor po prostu bawił. Jeśli coś ma bawić większość, to będzie bawić większość. Tak jak skecz z papieżami w pierwszym odcinku, który bardzo się spodobał.

    stankiewicz_1-min

    Przyznaję się - mnie nie zachwycił.

    Ale miał sporą oglądalność. Wydaje mi się też, że rzadko w Polsce można śmiać się z papieży.

    Jeden to zrobił…

    …i miał problem. W pierwszym odcinku „SNL” prowadzącym był Piotr Adamczyk, który przecież grał wcześniej papieża. U nas został obsadzony w fajnej roli, bo był prowadzącym teleturniej, w którym biorą udział papieże. Staramy się więc bawić ludzi, raz wychodzi nam to lepiej, raz gorzej. Wiadomo, że wszystko to amerykański entourage. I choć ten pączek jest amerykańskim donatem, to w środku jest polska marmolada.

    Czy Polacy są gotowi na coś takiego jak „Saturday Night Live”?

    Jak na razie kolejne odcinki pokazują, że chyba są gotowi. Nie przekroczyliśmy granicy dobrego smaku i nie chcemy jej przekraczać, bo nie o to chodzi. Uważam, że powinno się żartować z wielu rzeczy i można to robić dosadnym dowcipem, ale są tacy, którzy pewnie mogą się obrazić albo tacy, którzy powiedzą, że fajnie, że ktoś sobie mocniej żartuje. Mocniejszy, ale wciąż smaczny żart, jest dość uwalniający.

    Czy poczuciem humoru możemy walczyć z kompleksami?

    Możemy w ten sposób walczyć z kompleksami i ze stereotypami. Prosty przykład - za granicą Polacy wszystko przeliczają, co rusz słyszy się: 4 euro to ile u nas? I gdyby śmiał się z tego obcokrajowiec, bylibyśmy oburzeni. Ale gdy sami się z tego śmiejemy, to jest w porządku. Wszystko zależy więc od kontekstu i tego, kto z kogo się śmieje.

    A ty potrafisz śmiać się z samego siebie?

    Czy ja potrafię? Staram się. Nie mam za bardzo jak się z siebie śmiać, bo jestem cholernie przystojny, wysportowany, mam mega poczucie humoru, świetny, osadzony aktorski głos. Więc z czego tu się śmiać? (śmiech)

    stankiewicz_5-min

    Aktorstwo to sposób na leczenie się z kompleksów czy wręcz odwrotnie - w tym zawodzie kompleksów przybywa?

    Jest coś takiego jak depresja komika, dotknęła wielu osób, między innymi Jima Carreya i Robina Williamsa. Chodzi o to, że na co dzień w pracy żartujemy, bawimy innych, a okazuje się, że przychodzi się do domu, spogląda w lustro, a ta twarz robi się smutna. Energia, którą dajesz drugiemu człowiekowi, może się szybko rozładować. Jest to nasz zawód, więc robimy to profesjonalnie, ale przecież można się schować za rolami. Ja lubię aktorstwo kreacyjne i lubię kreowanie postaci, a nie granie blisko siebie. Ostatnio udało mi się to u Bodo Koxa i był to mój mały sukces, ale każde wyjście to jest swego rodzaju schowanie się za rolą. Niektórzy się leczą z kompleksów, a niektórym tych kompleksów przybywa, szczególnie wtedy, gdy coś nie idzie, szuka się problemu w sobie. Dlaczego nie poszedł mi casting, dlaczego mnie nie wybrali, a dlaczego tutaj nie gram, a co zrobiłem takiego, że z innych się śmieją, a ze mnie nie? Aktor to bardzo delikatna materia.

    Myślisz, że widzom wciąż zaciera się ta granica między fikcją a rzeczywistością? Aktor komediowy musi być wesołym człowiekiem i sypać żartami z rękawa?

    Jeśli czasem zaciera się ludziom granica, że aktor grający lekarza jest dla nich lekarzem, to możliwe. Ja mam coś takiego, i to jest bardzo miłe, że ludzie, spotykając mnie, bardzo pozytywnie reagują. To miłe, że możesz komuś dać uśmiech i ktoś się uśmiecha. Ale w domu na co dzień nie jestem takim człowiekiem, jakim ludzie widzą mnie przed kamerami. Staram się być wesoły, bo to jest część mojego życia, ale są też smutne momenty. Zdarza mi się, że się wzruszę, że zapłaczę i też czasem w siebie zwątpię. To jest normalne.

    Mam dowód na to, że bywasz smutnym facetem, bo wyczytałam, że po pierwsze słuchasz winyli, co jest bardzo melancholijnym zajęciem, a po drugie słuchasz Michaela Kiwanuki, przy której raczej człowiek się nie uśmiecha.

    Jest taki piękny utwór Michaela Kiwanuki „Cold Little Heart”, właśnie wczoraj słuchałem go na winylu. Ale też płyt „The Wall” i „Dark Side of The Moon” Pink Floyd, więc byłem wczoraj melancholijnym gościem, to prawda. Chodzi o to, że czasami trzeba zwolnić. Świat bardzo poszedł do przodu, mamy tyle bodźców na co dzień, że ja postanawiam zwolnić tempo.

    Praca nad „SNL” na pewno nie sprawia, że zwalniasz.

    Pracujemy od poniedziałku do soboty, gdzie w sobotę jest rozwiązanie i live. Bywa tak, że po tym livie jest taka adrenalina, że do 2 lub 3 w nocy nie mogę zasnąć, a potem jeden dzień odpoczynku i w poniedziałek pracujemy nad kolejnym odcinkiem. Do tego sytuacja jest bardzo dynamiczna, wszystko zmienia się jak w zegarku.

    Dzięki programowi i dzięki „Człowiekowi z magicznym pudełkiem”, czyli filmowi Bodo Koxa, który zresztą nazywa cię swoją muzą, masz właśnie swoich pięć minut. Może ta nieustająca drugoplanowa rola zamieni się w pierwszoplanową?

    Znamy się z Bodem 15 lat i na pewno będziemy jeszcze robić wspólnie jakieś rzeczy zawodowe. Mamy podobne poczucie humoru, on ma naprawdę niezłą głowę i wyobraźnię, a ja lubię też rzeczy odjechane i kreatywne. Czasem zastanawiam się, jak by to było zagrać taką dużą rolę pierwszoplanową. A takie gra się trochę inaczej niż drugoplanowe czy epizody. Myślę, że jestem na to gotowy, pozostaje tylko kwestia zaryzykowania i pracy nad rolą. Bardzo podoba mi się podejście do pracy Dawida Ogrodnika, jest świetnym aktorem, gra jeden film, potem ma długą przerwę i zaczyna drugi. Nie robi stu rzeczy na raz, więc może się do tych ról przygotować. I bywa w tych rolach różny i to jest niesamowite, moim zdaniem to podejście bardzo amerykańskie. A zazwyczaj jest tak, że nie mamy czasu, robimy sto rzeczy na raz, bo jeśli jest cytryna to wszyscy twierdzą, że należy ją wyciskać. Chciałbym być jak Henryk Bista, znakomity aktor, który był mistrzem drugiego planu. I tak z niego kapało przez całe życie, może to też jest dobre, żeby tak kapało.

    stankiewicz_4-min

    Jednak to nie Dawid Ogrodnik jest najbardziej charakterystycznym polskim aktorem, to ty nim jesteś.

    Myślę, że jednym z wielu, ale tak, jestem aktorem charakterystycznym i lubię to. Nie zmienię siebie. Jeśli miałbym ogolić głowę na łyso, schudnąć 20 kg i jeśli byłaby to gra warta świeczki, to pewnie bym to zrobił. Charakterystyczność to nie tylko wygląd, to także pewna energia, którą się daje, pewna specyfika gry. Chciałbym grać różnie w różnych rzeczach, ale aktorzy mają też swoje myki, dzięki którym są zapamiętywani. Nawet taki świetny Philip Seymour Hoffman, który był dość charakterystyczny z wyglądu i grał bardzo różne role, to jednak we wszystkim był Philipem Seymourem Hoffmanem. Nie uciekniemy przecież od siebie.

     

    Sebastian Stankiewicz - absolwent wydziału lalkarskiego Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej we Wrocławiu. Członek Kabaretu na Koniec Świata, a także obsady „Ucha Prezesa” oraz „Saturday Night Live Polska”. Ma na koncie liczne role w serialach telewizyjnych, produkcjach filmowych i teatralnych. W styczniu świętował 40. urodziny.

     

    fot.: Monika Szałek

    Galeria
    Reklama
    reklama Anywhere
    Przeczytaj również
    Reklama
    reklama Anywhere