• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Jakub Milszewski

    Redaktor naczelny. Pisze głównie o muzyce i turystyce, o tym pierwszym również na blogu 140db.pl. Kiedyś zostanie gwiazdą rocka, ale póki co śpiewa w chórze. Poza tym fan komiksów i kolekcjoner płyt. Z wykształcenia kulturoznawca, ale niech to zostanie między nami.


    Słuchasz?

    2018-02-08
    Zmarła Dolores O’Riordan. Wiem, że wiesz o tym, w momencie, w którym czytasz ten tekst minęło od wieści o jej śmierci pewnie ponad miesiąc, może już nawet zostało podane do publicznej wiadomości z jakiego powodu Dolores pożegnała się z życiem. Nie, żeby to coś zmieniało.

    Napisanie, że źle się stało, że wokalistka The Cranberries (lub ktokolwiek inny) zmarła, byłoby głupie, bo brzmiałoby, jakbyśmy mogli sobie oceniać, że decyzja podjęta przez naturę/inny czynnik o uśmierceniu kogoś była kiepska, generalnie siedem na dziesięć, ot, pomyłka, może następnym razem Posępny Kosiarz zabierze kogoś innego i dostanie lepszą notę. A życie to przecież nie talent show. Niemniej jednak z powodu śmierci Dolores jest mi smutno.

    Wzbraniam się jak tylko mogę od pisania nekrologów, ale Dolores jakoś pożegnać muszę. Pozwólcie zatem, że nie będzie to epitafium, a pean na cześć płyty, o której zapomnieliście.

    Mówisz – „Dolores O’Riordan”, myślisz „The Cranberries”. Mówisz „The Cranberries” i myślisz „Zombie”, to przecież ten fenomenalny evergreen, z poruszającym tekstem i świetnym klipem. Ale twórczość Dolores bynajmniej nie ograniczała się do rodzimego zespołu. W 2004 roku The Cranberries zawiesili na jakiś czas działalność – od fenomenalnego albumu „No Need To Argue” (to ten z „Zombie”) minęło 10 lat, zespół wylansował jeszcze parę mniejszych i większych hitów, ale też postarzał się brzmieniowo – na wydanym w 2001 roku krążku „Wake Up and Smell the Coffee” Dolores wciąż brzmiała emocjonalnie, bo inaczej chyba po prostu nie potrafiła, zespół stworzył po raz kolejny świetne kompozycje, ale The Cranberries wtopili się w masę pop-rockowych zespołów. Dolores podjęła rękawicę. W 2007 wypuściła pierwszy solowy album „Are You Listening?”.

    Po pierwsze – „Are You Listening?” utrzymywał na wysokim poziomie niezwykłą chwytliwość, nie korzystając jednocześnie z zajechanych do bólu patentów pop-rocka. Głos i dość bolesne melodie Dolores są tutaj elemenem wiodącym, ale swoje partie wokalistka położyła na urozmaiconych instrumentalnych podkładach, w których nie zabrakło spokojnych, akustycznych gitar i ładnych klawiszy, ale także mocnego basu (za to odpowiadał akurat Marco Mendoza, rockman z krwi i kości, mający za sobą występy m.in. w Thin Lizzy, prywatnie szalenie sympatyczny gość), zgrzytliwych głośnych riffów czy naprawdę wyrazistych groove’ów (za perkusją siedział z kolei Graham Hopkins z Therapy?), które w połączeniu z fortepianem i głosem wokalistki mogły sprawiać wrażenie, że Dolores wchodzi na teren Nightwishy, Delainów i innych gotycko-metalowych tworów.

    To wszystko ma jednak znaczenie poślednie przy fakcie, że Dolores O’Riordan skorzystała z okazji, by wykorzystać swój niepodrabialny głos, umiejętności wokalne i zmysł melodyczny do wyplucia z siebie całej gamy przeróżnych emocji, jakie przyniosło jej życie rodzinne, rola żony, która niezbyt jej chyba pasowała, oraz rola matki, która pasowała jej znacznie bardziej. Wydaje się, że kluczowe znaczenie w tym procesie od strony muzycznej miał pianista Denny DeMarchi, prywatnie dobry ziom męża Dolores, co jest nieco paradoksalne. Jego obecność na „Are You Listening?” jest wyraźna i znamienna – DeMarchi doskonale odczytał emocjonalny język wokalistki, podsuwając jej melodyczne i harmonijne rozwiązania idealnie skrojone pod jej potrzeby i tematy, o których chce śpiewać.

    „Are You Listening” sprzedawała się fajnie, odniosła jakiś sukces, ale dość szybko została niesłusznie zapomniana. Jest to tymczasem piękna, ujmująca, dojrzała kobieca płyta, na której nie ma bezsensownego łkania i tanich emocji, są za to pazury i sporo decybeli.

    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Przeczytaj również
    Reklama
    reklama Anywhere