• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Rafał Bryndal

    Tekściarz, dziennikarz, satyryk i milosnik jazzu

    Wszędzie, czyli gdziekolwiek - 4

    2018-02-02

    Ciemne ulice. Gdyby nie było neonów z reklamami aptek i banków, trudno byłoby znaleźć drogę do Betlejem. Gwiazda, która miała wskazywać jak tam dotrzeć, dawno wyblakła. Szli więc na wyczucie. Od czasu do czasu pytali się przechodniów, co jest za rogiem. Nie każdy chciał im pomóc. Niektórym nie podobały się ich śpiewy sławiące drużynę, której nikt nie chciał w okolicy kibicować. Inni byli nieufni, bo jeden z nich miał zbyt śniadą cerę jak na panujące w mieście standardy. Dupa – powtarzał ten najniższy. Dupa, że zimno. Dupa, że zabrakło mu fajek. Dupa, że dupa. Psy na nich szczekały, policjanci na każdym kroku sprawdzali dokumenty, a grupa staruszek strzelała do nich z proc. Zaczęli się więc maskować. Szli przestraszeni, chowając się gdzie tylko można. Coraz bardziej niepewni tego, czy misja, której się podjęli, ma jakikolwiek sens. Rozmawiali po cichu, by nie wzbudzać podejrzeń. Jedli mało. Pili za dużo. Nic więc dziwnego, że w końcu się pogubili podczas zamieci śnieżnej. Stracili siebie z oczu, a przecież mieli być nierozłączni. Jeden został u pewnej blondynki, która wychyliła się z okna, słysząc, jak ktoś wyje pod jej oknem. Drugi trafił do izby wytrzeźwień, a trzeci utknął w windzie, gdy próbował w supermarkecie kupić suszarkę do włosów. Wydawało się, że ich wyprawa zakończyła się fiaskiem Nikt oczywiście się tego nie spodziewał. To było nie do pomyślenia, aby trzej królowie w ten sposób zakończyli swoją misję. Nadzieje na końcowy sukces ich wędrówki odżyły, gdy po kilku dniach odnaleźli się na stacji benzynowej. Każdy z nich trafił tam przypadkowo. Niższy przyszedł po piwo dla blondynki. Śniady odwiedził stację, bo zwabiła go reklama hot dogów, a ten trzeci szukał toalety. Ucieszyli się, że znowu są razem. Wydawało się, że ponownie podejmą odpowiednie kroki, by sprostać wymaganiom. Kupili nawet mapę i słone paluszki na drogę. Gdy mieli już wychodzić, spotkali w drzwiach kierowcę tira z Białorusi, który, jak się okazało, właśnie wracał z Betlejem. Machnął im ręką na powitanie, a gdy dowiedział się, dokąd idą, powiedział: „Chłopaki, dajcie spokój, już po świętach. Wszyscy już o was zapomnieli”. Ta smutna konkluzja wystarczyła, by zaniechali dalszej wędrówki. Zostali na stacji, by poczekać rok na kolejną okazję do medialnego zaistnienia. Może wtedy bardziej im się poszczęści.

    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Przeczytaj również
    Reklama
    reklama Anywhere