• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Wojciech Zawioła

    Obserwuje, a potem opisuje i komentuje. Autor dwóch powieści: "Jest takie miejsce..." i "Szukaj mnie" a także czterech biografii: Mariusza Czerkawskiego, Roberta Lewandowskiego, Karola Jabłońskiego i Agnieszki Rylik. Dziennikarz Canal Plus Sport i prezenter wiadomości w TVN i TVN24. Zbzikowany na punkcie sportu, oszalały na punkcie muzyki. Wielbiciel twórczości z duszą.


    Białe (zaniedbane) szaleństwo

    2018-02-01
    W usta szczypie mróz. Na czole lądują drobne płatki śniegu. Twój oddech lekko przyśpiesza, bo za chwilę uruchomisz urządzenie do mierzenia czasu. Przed tobą i po tobie ci, z którymi rywalizujesz. To zawody amatorskie, ale poziom adrenaliny podnosi się szybko i z łatwością. Klapiesz jeszcze nartami o białe podłoże bo to podobno dodaje energii. A właśnie energicznie musisz za chwilę wystrzelić jak… no właśnie. Jak kto?

    Gdybyś stał na skoczni narciarskiej chciałbyś być jak Małysz czy Stoch. Gdybyś ruszał do biegu, myślałbyś o Justynie Kowalczyk. Ale jeśli jesteś na stoku, po idola musisz sięgnąć do Austrii, Norwegii, Finlandii czy Szwajcarii. W kraju nie mamy alpejskich mistrzów takich, jak Stoch czy Kowalczyk w klasycznej odmianie narciarstwa. I długo mieć nie będziemy.

    Ktoś kiedyś nazwał skoki narciarskie sportem kanapowym. Bo ilu z fanów tej dyscypliny skacze na nartach? Wszyscy możemy jedynie oglądać. Nieco inaczej jest w biegach narciarskich, a już zupełnie inaczej w narciarstwie alpejskim. Tę ostatnią dyscyplinę czynnie uprawia w Polsce około trzech, czterech milionów ludzi. I co? Nic.

    Nie ma zawodników, bo nie ma trenerów. Nie ma trenerów, bo nie ma ich kto wyszkolić. Nie ma ich kto wyszkolić, bo nie ma dobrej woli w Polskim Związku Narciarskim, który raczej powinien zmienić nazwę na Związek Skoków Narciarskich w Polsce. Byłoby uczciwiej.

    O polskim narciarstwie alpejskim zrobiło się nieco głośniej kiedy Paweł Babicki swój zjazd zakończył na jednej narcie – jak amerykańska legenda tego sportu Bode Miller. Ale to była chwila. Taka sama jak ta sprzed kilku lat w polskim hokeju, kiedy media ogólnopolskie poświęciły mu nawet kilka minut. Niestety powodem nie były wyniki sportowe, a bójka byłej gwiazdy tej dyscypliny z kapitanem reprezentacji. A właściwie to jedna gwiazda spuściła łomot drugiej.

    Ale nie o taką popularność chodzi. Chodzi o popularność, która otworzy dla narciarzy Kasprowy Wierch i Nosal (niegdyś z trasą fisowską a teraz z kilkoma oślimi łączkami). O popularność, która zrodzi zawodników na miarę pierwszej trzydziestki pucharu świata. Popularność, która zmusi związek do zainteresowania i nakładów finansowych równych tym w skokach narciarskich. I może wreszcie może ktoś przyćmi siostry Tlałki (Małgorzata i Dorota) czy wszystkich (ojciec i syn) Andrzejów Bachledów.

    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Przeczytaj również
    Reklama
    reklama Anywhere