• Współpraca
  • O nas
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Magdalena Juszczyk

    Dziennikarka radiowa i telewizyjna. Zaczynała w Radiu Jazz z serwisem kulturalnym "HeyNow na miasto". Potem było Radio PiN, codzienny "Kalkulator kulturalny" i wywiady z osobowościami świata kultury. Radiowa Dwójka stała się na kilka lat miejscem jej cotygodniowych spotkań z twórcami w cyklu "W Dwójce raźniej". Za emitowany w Telewizji Kino Polska "Program obowiązkowy" nominowana była w 2017 r. do nagród PISF-u. Ma maturę, magistra, kartę mikrofonową i prawo jazdy kategorii B. Lubi rowery z RFN-u, stylowe motocykle wraz z ich jeźdźcami, a do szybowca wsiada na jedno zawołanie.

    Piotr Domalewski: Wiedzieć więcej

    2018-01-27
    Najpierw realizował filmy krótkometrażowe, a potem został zwycięzcą Festiwalu Filmowego w Gdyni. Jego debiutancka "Cicha noc", nagrodzona w 2017 r. Złotymi Lwami, to dowód na spostrzegawczość i przenikliwość Piotra Domalewskiego. W swoim kinie "dokumentuje czasy, w których żyje". Aktor odnoszący sukcesy na scenie został reżyserem, by, jak mówi, wiedzieć więcej.

    Kiedy rozmawialiśmy na festiwalu w Gdyni, byliśmy jeszcze przed informacją, że twój film został zwycięzcą Festiwalu Filmowego w Gdyni. Dziś spytam cię najpierw, jak zmieniło się twoje życie, twoja pozycja w zawodzie? Możemy już o tym rozmawiać?

    Jeszcze chyba za mało czasu minęło - to po pierwsze. A po drugie i po trzecie, to ja się dotąd z tą myślą nie oswoiłem. Dużo mam pracy, więc tak na dobre nie zdążyłem się jeszcze ucieszyć.

    Nie przyszedłeś do kina znikąd. Jeżeli patrzeć na twój dorobek teatralny, to już jest cię za co podziwiać. Masz grono fanów, którzy znają twój talent muzyczny.

    Trochę śpiewałem, rzeczywiście. Zresztą lubię to bardzo. Lubię ten okres w swoim życiu, kiedy żyłem ze śpiewania. To było ciekawe.

    Co trzeba mieć w sobie, by jako aktor chcieć się wyzwolić, wejść w jakąś inną przestrzeń, może bardziej sprawczą: zostać reżyserem i tworzyć sztukę z innego mianowania?

    Nie ukrywam, że długo się z tą decyzją miotałem. W Teatrze Wybrzeże czułem się naprawdę dobrze i miałem świetne warunki. I miałem też coś, co bardzo lubię w tym teatrze: świetny zespół. Kiedy pracujesz w świetnym zespole, to też twój poziom rośnie.

    Powiedzmy o Dorocie Kolak, Mirosławie Bace, którzy są, mam wrażenie, ambasadorami tego teatru w innych miastach Polski.

    Tak, niezaprzeczalnie nimi są. Oni są moimi teatralnymi rodzicami, co jest dla mnie bardzo nobilitujące. To ma też swoje konsekwencje. Gdy robiliśmy pierwszą sztukę, wstawałem rano i przed próbami ćwiczyłem dykcję i rozgrzewałem się, żeby nikt nie powiedział, że przyszedł chłopak po Krakowie i coś tutaj źle robi, albo jest technicznie niedobry... Stresowało mnie to.

    A mnie to teraz wzrusza.

    Dlaczego? Podobnie miałem przy "Cichej nocy". To też było spotkanie z ludźmi. Byłem debiutantem, ale pracowałem z zawodowcami doświadczonymi w boju. Zrobiłem wcześniej pięć shortów. A short to jest poligon. Dojrzały film jest jak udział w regularnej bitwie, gdzie wszystko jest zapewnione i przemyślane, a short jest jak partyzantka, czasami z motyką, a efekt - ten sam: po prostu się walczy i trzeba coś osiągnąć.

    domalewski_6

    Pamiętajmy też, że byłeś na tym polu nagradzanym twórcą.

    Czasami. Tak gwoli wyjaśnienia i sprostowania... To dobrze wygląda jako nagłówek gazetowy: "aktor zrobił film i dostał nagrodę!". Czuję się w obowiązku przypomnieć, że odbyłem jednak pięć lat reżyserskich studiów dziennych [Wydział Radia i Telewizji im. Krzysztofa Kieślowskiego Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach – red.] i w ciągu tych pięciu lat zrobiłem pięć filmów krótkometrażowych. Jeśli policzyć dni zdjęciowe z planów tych filmów, to zrobiłem fabułę. Była ona wprawdzie rozbita na parę filmów, ale to doświadczenie już tam gdzieś w sobie zbudowałem.

    Jesteś po krakowskiej szkole aktorskiej, grałeś na wielu scenach w Polsce. Za ciasno ci było w aktorstwie? Dlaczego poszedłeś w stronę reżyserii?

    Interesowało mnie to po prostu. W trakcie pracy nad sztukami teatralnymi i w paru filmach, w których grałem mniejsze role - w serialach też trochę grałem - zaczęło mnie ciekawić to, co się dzieje po drugiej stronie kamery. Ja bym chciał wiedzieć sto procent! A sto procent wie chyba tylko reżyser... Albo nawet nie on! Myślę, że sto procent wie człowiek, który nosi kable na planie. On widzi wszystko.

    Tak jak inspicjent w teatrze?

    Tak. A ja jakoś tak chciałem wiedzieć więcej po prostu. Ale też, zarażony teatrem, pisałem sztuki teatralne.

    Z sukcesami, dodajmy. Mówię o konkursach, w których jurorzy oceniają zgłaszane teksty.

    To było super. Zresztą jedna sztuka powstała w ramach cyklu TEATROTEKA [artystyczny i edukacyjny projekt Wytwórni Filmów Fabularnych i Dokumentalnych, w ramach którego młodzi i debiutujący twórcy realizują ekranizacje teatralne - red.]. Była to "Kobieta w lustrze" na podstawie mojej "Ciszy", w spektaklu grały Dorota Segda i Patrycja Soliman. Napisałem na podstawie tej sztuki scenariusz. Trochę go rozszerzyłem, jest więcej postaci, ale założenie jest to samo. Chciałbym zrobić z tego film. To historia lekarki, traumatolog, która... pada ofiarą pewnej sytuacji między nią a pacjentem.

    Staje się ofiarą pomówienia, czy też oskarżenia.

    Ona jako kobieta w naszym społeczeństwie, które nadal - ku mojemu wewnętrznemu niezrozumieniu i smutkowi - jest jednak dosyć patriarchalne, próbuje sobie z tą sytuacją poradzić. Ale najzabawniejsze jest to, że ona zostaje ofiarą tej sytuacji nie przez mężczyzn, a przez inne kobiety. W sztuce są tylko kobiety, nie ma żadnej postaci męskiej. Nawet gdy się tam pojawia jakaś policja czy karetka, to są to wyłącznie kobiety.

    domalewski_3

    W myśl zasady, że prawdziwy mężczyzna jest feministą?

    Nie, ja postrzegam kobiety i mężczyzn jako ludzi po prostu. Myślę, że w tych podstawowych sprawach jesteśmy tacy sami. Mam cztery siostry, ale też przyglądam się od lat swojej mamie, swoim koleżankom aktorkom... Być może jestem jak ten facet od noszenia kabli, który może sobie to wszystko oglądać z pewnej perspektywy. Kluczem do pokazania pewnej sytuacji jest jej zrozumienie. Gdybym robił film o kibicu, który wracając po meczu bije jakiegoś typa i z powodu tego występku rujnuje sobie życie, albo traci rodzinę lub zawód, to ja bym nie chciał oceniać tego kibica jako człowieka, który jest zły z zasady, tylko chciałbym zrozumieć, dlaczego to zrobił. Dlaczego właściwie sobie to zrobił?

    Masz to z aktorstwa czy z człowieczeństwa?

    Z człowieczeństwa.

    Podobno w aktorstwie jest tak, że trzeba być po stronie postaci, którą się gra.

    To wiadomo. Zawsze musisz być przekonany, nawet jeśli grasz najgorszego bohatera, że to on właśnie ma rację. Inaczej nie będziesz w stanie wcielić się w tę postać. Ale ja to wyniosłem z domu, że ludzi trzeba przede wszystkim rozumieć. Każdy rodzaj niezrozumienia sytuacji i brak próby wcielenia się w psychikę nawet tej osoby, która czyni zło, jest już generalizacją i niesprawiedliwością. To już jest ocena, a nie próba zrozumienia.

    Już byłeś po "Pieszo", już byłeś po "Zmierzchu bogów", kiedy dziennikarze, próbując stworzyć ranking trójmiejskich aktorów, pisali o tobie, że masz niespotykaną wrażliwość i delikatność. I z tym czymś przyszedłeś też na festiwal w Gdyni.

    Może.

    To stoi w sprzeczności z duchem naszych czasów i ostentacyjnym zadowoleniem z siebie, gdy się ma dowody uznania.

    A ja, gdy myślę o ludziach tak z siebie zadowolonych, to się zastanawiam: a jak oni mają o sobie myśleć, skoro wszystko tak teraz wygląda? Ja ich rozumiem. To znaczy, rozumiem nas. Czasy są wynaturzone, jest kult sukcesu w młodym wieku. Super dostać Złote Lwy mając lat 34, ale jak by to było dostać je w wieku lat 24! Są postaci jak Xavier Dolan, który robić filmy zaczął w wieku 21 lat. To jest facet, który się wychował na planie filmowym, jest tam od piątego roku życia - to dziecko filmowców. Ja się wychowałem na wsi. Mogę uprawiać żyto i wiem, kiedy się je sieje, kiedy trzeba je zbierać i jak sprawdzić, czy już je można zbierać. Jednak poszedłem inną drogą i musiałem zdobyć inne narzędzia, po prostu je wypracować. Po drugie, gdy mnie pytasz, jak się czuję w tym gorącym dla mnie czasie, to ja się śmieję: spokojnie, za chwilę wszyscy zapomną. Widzę przecież, że popularność - ta medialna, celebrycka - jest teraz obliczona na rok, półtora. Kiedy byłem na studiach, to była nastawiona na trzy lata - biorą aktora, eksploatują go, żują go jak parówkę przez trzy lata i wypluwają. Już jest zużyty. To schemat, który przychodzi do nas z Zachodu. Ważny jest weekend otwarcia, drugi weekend, a dalej to już tam... Milion ludzi w weekend otwarcia! A dla mnie na przykład ważne jest to, że być może za dziesięć lat ktoś sobie puści tę "Cichą noc" - ok, może takiej społeczności już nie będzie, może czasy się zmienią - ale ten ktoś pomyśli sobie, że to jest wiarygodny portret jakiejś społeczności, która w pewnym momencie istniała, działała, żyła i umierała - była prawdziwa.

    domalewski_4

    Nasuwają się skojarzenia z kinem dokumentalnym. W twoich etiudach filmowych jest dużo realnego życia. Patronem szkoły filmowej, którą ukończyłeś, jest Krzysztof Kieślowski. Myślisz o sobie jako o dokumentaliście?

    Oglądam dużo dokumentów i, jeśli mam być szczery, nigdy nie zrobiłem dobrego, rzetelnego, prawdziwego dokumentu. Zrobiłem dwa i one też są rodzajem przetworzenia. Mam nadzieję, że się na jakiś ostracyzm nie narażę, ale uważam - analizując kino europejskie, kino rumuńskie, tureckie, ale też filmy Farhadiego, czy nawet "Manchester by the Sea" lub kino brytyjskie, filmy Kena Loacha - że w tej chwili film dokumentalny jest większym przetworzeniem i większą fikcją niż fabuła, ponieważ film dokumentalny posługując się prawdziwymi ludźmi, kreując sytuację w pewnym sensie fabularną i prowokując taką sytuację, używa argumentu, że jest to prawdziwe życie. A z fabułą jest odwrotnie. Ja posługuję się aktorami, którzy mi zagrają prawdziwą sytuację. Moim zdaniem te dwa gatunki niezwykle się ze sobą miksują w tej chwili. Za moment granica zostanie zakopana, bo czy filmy braci Dardenne są fabularne? To są dokumenty tak naprawdę, dokumentalne historie. Zresztą tak robił też Kieślowski. Wymyślił przecież, że zrobi dokument o totalitaryzmie. Jak to zrobić? Pomyślał, trzeba by pokazać portiera, który jest takim, posłużę się nomenklaturą tamtych czasów, zawodowym czynownikiem. I on zrobił casting na tego portiera! I pytanie brzmi...

    Czy to było moralne?

    Nie, nie o to chodzi. Pytanie po prostu brzmi, czy to jest dokument, czy to jest fabuła? I w tym kontekście ja się czuję dokumentalistą o tyle, że używając wymyślonych w pewnym sensie fabuł, dokumentuję czasy, w których żyję. Bo moim zdaniem dokumentuję je. W "60 kilo niczego" zdokumentowałem pewną sytuację, w "Cichej nocy" też. Dokumentuję sytuacje, ale nie pozwalam sobie mówić (nie mam tej odwagi i śmiałości), że oto tak jest naprawdę. To znaczy - może tak być, albo gdzieś wręcz tak jest, ale nie mówię ludziom: zobaczcie, ci ludzie naprawdę tacy są, znalazłem ludzi, którzy naprawdę tak żyją.

    À propos "Cichej nocy", ja od początku miałam wrażenie, że zrobił ten film ktoś, kto tam był, kto był w takich sytuacjach, kto widział facetów sikających do rowu.

    No pewnie. Ja sam sikałem do rowu! Przepraszam, jadę z Gdańska 300 km, zatrzymuję się na stacji, nazwy nie powiem, ale to polska marka, a tam się okazuje, że toaleta jest płatna trzy złote i to jeszcze monetami. A ja mam tylko kartę. Skąd mam wziąć pieniądze w tym lesie? Chłopa grzybiarza przy drodze obrabować?

    Znając już twoje poglądy na temat kina fabularnego i dokumentalnego, zastanawiam się, gdzie jesteś teraz w myśleniu o przedstawianiu świata. Czy musisz pójść do zakładu krawieckiego, by zrobić film o krawcowych i szwaczkach, czy jednak masz narzędzia reżysera z papierami, które pozwolą ci opowiadać o rzeczywistości - tak, jak chcesz opowiadać: intymnie, delikatnie i wrażliwie - bez odbycia wcześniej "reportażu wcieleniowego"?

    Wydaje mi się, że taki reportaż jest konieczny. Chciałbym być w tej kwestii uczciwy, bo mam wrażenie, że to się zwraca. To znaczy, nie możemy przyjechać do kopalni odkrywkowej z kamerą i kręcić "Z kamerą wśród zwierząt" - jakie to dziwadła, ci ludzie. Musimy tam spędzić z operatorem jakiś czas, musimy się dowiedzieć, jak oni funkcjonują.

    domalewski_5

    Być trochę jednymi z nich?

    Trochę, przez chwilę. Chociaż tak się poczuć. To jest właśnie ciekawe i najfajniejsze w tej robocie: jedziesz sobie coś zdokumentować i sprawdzić, a ci ludzie nagle przestają cię zauważać, albo zaczynają cię traktować jak swojego.

    Wtedy znowu jesteś tym człowiekiem od kabli, czy inspicjentem.

    Tak! To jest super, bo wtedy możesz zobaczyć pełniejszą stronę, nie tylko taką, którą oni są gotowi pokazać do kamery, ale też taką, której pokazać nie są gotowi. To właśnie te momenty są dla filmowca najbardziej interesujące. Mógłbym zrobić film o ministrantach. Byłem 12 lat ministrantem, wiem, jak to wygląda. Po prostu byłem tam. I wtedy też nikt nie może mi zarzucić, że mówię o czymś, o czym nic nie wiem. Mam wrażenie, że mamy czasy, w których posługujemy się generalizacją. I to jest krzywdzące. Nikt nie stara się zrozumieć tego, co krytykuje, ani tego, co popiera.

     

    fot.: Monika Szałek

    Galeria
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere