• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Andrzej Saramonowicz

    Andrzej Saramonowicz – reżyser, scenarzysta, pisarz, dramaturg i dziennikarz. Autor największych polskich hitów komediowych w XXI w. (m.in. "Ciało", "Testosteron" i "Lejdis"). Jest jednym z najchętniej czytanych i najwyrazistszych niezależnych publicystów w kraju. Jego teatralny "Testosteron" – od wielu lat grany nieustannie w kilkunastu krajach - jest dziś jedną z najpopularniejszych polskich sztuk na świecie. Wydał dwie powieści („Chłopcy” w 2015 i „Pokraj” w 2018), które z miejsca stały się rozchwytywanymi bestsellerami. Członek zarządu Gildii Reżyserów Polskich.


    Czytanie według Saramonowicza: A na imię miałaś właśnie Justyna

    2018-01-22

    Kiedy mężczyzna dojrzewa, coraz trudniej mu się zakochać. Nie dlatego, iżby brakowało obiektów miłości. Najzwyczajniej cielęcość odczuć już z niego umyka. Jak śpiewano ongiś: „On już to wie, już zna te dziewczyny” i choć dojrzałość przyciąga do mężczyzny znacznie większy legion płcioprzeciwny niż to czyniła jego durno-chmurna młodość, to wisienką miłości rzadko ów słodki tort wieńczy.

    Nie inaczej jest z dojrzałością czytelnika. Już nie łapie literackich przygód na chybił-trafił, już rozpoznał mapę drogową swych książkowych uniesień, potrafi ze swadą opowiadać o tym i owym, ale że tak wiele ma już za sobą doznań, to rzadko zdarza mu się oszaleć z zachwytu.

    A mnie się jednak udało. Kilka lat temu za sprawą przegapionej w młodości tetralogii Lawrence’a Durrella znanej jako „Kwartet Aleksandryjski”. O, dzięki wam, dobrzy bogowie, że ukryliście to arcydzieło, gdym był duchowym pacholęciem, bo nie potrafiłbym go docenić! Szczęśliwie przeczytałem je w momencie rozwoju ducha właściwym i zakochałem się miłością nieprzemijającą, w której trwam do dziś.

    „Justyna” to pierwsza część „Kwartetu”, którego poplątane ścieżki - i to zarówno te wydeptywane przez bohaterów (akcja), jak i przez autora (forma tworzenia świata) – najlepiej oddaje sentencja „nic nie jest takie, jakim się wydaje”. Jej narrator, Irlandczyk Darley, kreśli tu historię swoich seksualno-miłosnych uwikłań w relacjach z dwiema kobietami – tancerką Melissą i tytułową Justyną, żoną koptyjskiego bogacza. Nie będę opowiadał, co się wydarza – a wydarza się wiele - dość powiedzieć, że powieści z taką psychologiczną i duchową głębią jest na świecie zaledwie parę. Uwierzcie, proszę, tu niemal każde zdanie to rozkosz dla rozumu i duszy, w czym także wielka zasługa genialnego polskiego tłumaczenia Marii Skibniewskiej, z pewnością nie ustępującemu oryginałowi.

    „Justyna” to pierwsza część kwartetu (kolejne to „Balthazar”, „Montolive” i „Clea”), który nie jest sagą linearną. Geniusz Durrella pozwala nam się przyglądać tym samym wydarzeniom z różnych punktów widzenia. Dlatego warto przeczytać „Justynę”, a potem sięgnąć po „Balthazara”, by przekonać się, że narrator Darley – wiedząc o swoim romansie wszystko - wiedział o tytułowej kochance i sobie samym niewiele, zgoła nic.

     

    Lawrence Durrell, „Justyna. Kwartet aleksandryjski”, Wyd. Zysk i Ska, Poznań 2017.

    Galeria
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere