• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Aleksandra Budka

    Wymarzyła sobie, że zawodowo będzie słuchać muzyki. Dziś nie tylko muzyki słucha, ale też o niej opowiada i pisze. Pasjonatka radia i klimatu retro, kolekcjonerka płyt, okularów i torebek. Od wielu lat związana z radiową Trójką. Fanka Grzegorza Ciechowskiego, przez co jej serce jest z pewnością biało-czarne. Kawę zaś pije zawsze białą.


    Marek Kościkiewicz: Wciąż czuję niedosyt

    2018-01-21
    Na warszawski koncert organizowany na początku grudnia weszłam w ostatnim momencie. Wszystkie miejsca siedzące były zajęte, w drzwiach tłoczyli się kolejni fani. Na scenie De Mono z wokalistą Tomaszem Korpantym. W foyer teatru Palladium śmietanka towarzyska Warszawy, artyści, aktorzy, dziennikarze. Było to z pewnością wydarzenie wieczoru, więc czego chcieć więcej? Marek Kościkiewicz przyznaje, że pragnie więcej i lepiej. Mimo że od 30 lat pisze piosenki, w których i przy których zakochują się kolejne pokolenia.

    Dlaczego zespół, który ma na koncie piękne przeboje po polsku, tytułuje nowy album angielskim „Enter”?

    To tradycja, która zaczęła się od drugiego albumu. „Kochać inaczej” to tytuł pierwszej płyty, ale potem były: „Oh Yeah!”, „Stop”, „De Luxe” czy „Play”. Nazwa jest dla mnie – a to chyba nic złego –elementem marketingu i hasłem, które ma wyróżniać płytę spośród innych. Są zespoły, które budują nazwę z dłuższej frazy, ale nam chodzi o tę hasłowość. Jestem absolwentem wzornictwa przemysłowego, nauczyłem się tak patrzeć, choć to nie najważniejsze, a jednak praktycznie i marketingowo. A okładkę płyty zaaranżowała moja córka, razem wymyśliliśmy te piksele. Zamiar był taki, aby okładka bardzo się wyróżniała, była czymś nowym, a nie powtórzeniem utartego schematu, w którym na płycie widnieje zdjęcie zespołu. Szukaliśmy innego sposobu i go znaleźliśmy – okładka to rozpikselowane zdjęcie miasta nocą. Chciałbym, żeby w natłoku informacji droga do odnalezienia nas była prosta. „Enter” jest pierwszą piosenką na tej płycie, to słowo nie pojawiło się zatem sztucznie, jest częścią tekstu.

    koscikiewicz_5

    Kim jest Tomasz Korpanty, nowy wokalista w twoim składzie De Mono?

    Przygotowując się do płyty, mieliśmy doświadczenie współpracy z kilkoma wokalistami. Śpiewali z nami Rafał Brzozowski i Antek Smykiewicz, ale zaczęli swoje solowe kariery, z czego bardzo się cieszę. A że materiał był gotowy, zaczęliśmy szukać chłopaka, który zaśpiewa na nowej płycie. Przeglądaliśmy programy telewizyjne, znajomi muzycy polecali nam różne nazwiska. Sprawdziliśmy wielu zdolnych wokalistów, ale to Tomek wpasował się mentalnie, towarzysko, warsztatowo. Dużo wniósł do płyty, proces nagrywania był bardzo szybki.

    Warsztat to jedno, ale czy jest wystarczająco charyzmatyczny, żeby stanąć na czele grupy? Bo dziś to przecież wokalista najbardziej kojarzy się z zespołem.

    To jest nasz problem – namaściliśmy jednego z nich i teraz mamy kłopot. Ale rzeczywiście tak jest – wokalista jest głosem zespołu, może temu zespołowi pomóc lub mu przeszkadzać. Są przypadki świetnych zespołów, w których wokalista nie daje rady i ciągnie całość w dół. U nas były dwie możliwości – charakterystyczny głos budujący nową wartość lub głos, który spowoduje, że stary repertuar nadal będzie tym samym repertuarem. Na pewno nie chcieliśmy głosu, który by naśladował Andrzeja Krzywego. Ze wszystkich osób, które z nami śpiewały, Tomek najlepiej interpretuje stare piosenki, a w nowych świetnie się sprawdza. Fani De Mono na pewno muszą się do tego przyzwyczaić, nie chcę nikomu nic narzucać, więc biorę pod uwagę to, że głos Andrzeja jest bardzo rozpoznawalny. Nowych i starych fanów chciałbym namówić do tego, by uwierzyli w nasz repertuar. Może 30 lat po założeniu zespołu czas na zmiany? To tak jak zmiana logo lub nazwy firmy – jest zawsze ryzykowna, ale gdy ludzie do niej przywykną, mówią: tak właśnie miało być. Liczę właśnie na taki efekt.

    koscikiewicz_3

    A czy jesteś w stanie zagwarantować, że – gdy fani już przyzwyczają się do tego nowego głosu – on pozostanie głosem zespołu De Mono?

    Tak, Tomek pasuje do nas, choć jest trochę młodszy. Dopasowaliśmy się doświadczeniem, przeżyciami, wiekiem. To wszystko ma znaczenie. I dobrze, że ma długie włosy i jest w miarę wysoki. (śmiech)

    Pop wrócił do łask, dziś nie kojarzy się już tak negatywnie jak jeszcze kilka lat temu.

    Pop można rozumieć jako szeroko pojętą muzykę popularną, czyli wszystko to, co jest najczęściej grane w radiach, po co najczęściej ludzie idą do sklepów. Popem można nazwać też określoną stylistykę, która jest jednak bardzo szeroka. Czy Red Hot Chili Peppers jest zespołem popowym? Tak! Rolling Stonesi też. Z perspektywy słuchacza ta muzyka, która trafiła do nas, jest muzyką popularną. Natomiast cała reszta to działy muzyki alternatywnej i niszowej dla fana, dla którego ta odmienność jest olbrzymim atutem. A to chyba dobrze. Według mnie najbardziej wymierną oceną muzyki jest to, czy przetrwała próbę czasu. Skaldowie, Wodecki – przecież wykonywali muzykę kiedyś totalnie nie do zaakceptowania przez młodych ludzi. Dziś do ich utworów chętnie się wraca, a to świadczy, że jest w nich coś wartościowego.

    Czy disco polo jest nowym popem?

    Jest kilka powodów, dla których disco polo ma się dobrze. Pierwszy – edukacja muzyczna cały czas stoi na bardzo niskim poziomie. Jesteśmy narodem, który nie śpiewa, a jeśli już, to tylko pieśni kościelne albo „Sto lat!” na weselu. Nie boję się powiedzieć, że disco polo to kicz. Oczywiście, pomiędzy słabą muzyką pop a disco polo jest już mała różnica. Biorę pod uwagę i widzę to, że pewni wykonawcy siedzą w tym gatunku z premedytacją, chociaż stać ich na więcej.

    koscikiewicz_4

    Ale Zenek Martyniuk wydał biografię, a Marek Kościkiewicz jeszcze nie.

    W wypadku Martyniuka to zabieg czysto komercyjny, jest idolem ludzi, idole piszą książki.

    Ty też jesteś.

    Może to nie ten czas. Potrzeba momentu, który będzie przełomem. Póki co jestem cały czas w podróży. Jeśli dotrę do jednego z zamierzonych celów, może napiszę książkę. Nie chodzi o sztuczną skromność, ale nie chciałbym ludziom zabierać czasu albo napisać coś, co zalega w księgarniach.

    Wielu doszukiwałoby się w tej książce patentów na przebój, choć przecież wiem, że czegoś takiego nie ma. Ile w pisaniu hitów jest świadomości, a ile, no właśnie, czego jeszcze?

    Edukacja muzyczna nie polega na tym, żeby siedzieć w szkole i pisać nuty albo śledzić historię instrumentów. Polega na tym, żeby tworzyć, bawić się dźwiękami i rytmem. Edukacja muzyczna to może być nauka tańca. To wszystko tworzy nas muzykami, a to coś więcej, bo także filozofia życia, wrażliwość. Słuchanie muzyki rozwija w różnych kierunkach, daje dużo sposobów na to, żebyśmy sięgnęli po literaturę, byli wrażliwi na film, krajobraz, fotografię. Poza tym, oczywiście, muzyka ma siłę czysto socjologiczną – pozwala nam przeżywać wspólnie rzeczy, zresztą podobnie jak sport. Przecież na wielkich widowiskach sportowych ludzie razem śpiewają, to świadczy o tym, że to ten sam sposób przeżywania i przenoszenia energii.
    Jako dziecko słuchałem trzeszczącego Radia Luxembourg. Kiedy wyszła płyta „Band on the Run” McCartneya, zapragnąłem ją mieć. Potem dzięki McCartney’owi poznałem Lennona. Byłem w Gawędzie, więc miałem kontakt z muzyką. Spodobało mi się to wszystko, co związane ze sceną, ale równocześnie cały czas nagrywałem piosenki na magnetofon, chodziłem na giełdę muzyczną. Pamiętam, że będąc z Gawędą w Stanach, stałem w kolejce po płyty Stinga i Pink Floydów. W Danii po raz pierwszy usłyszałem Eltona Johna. To wszystko wchodziło w szuflady w mojej głowie. Nabrałem łatwości budowania melodii, dziś masa osób świetnie wyszkolonych technicznie z tym ma właśnie problem. Bo przeboje formalnie są proste, ale mają melodię, która nie może być za łatwa, bo szybko wypadnie, musi mieć to coś, co wchodzi dłużej do głowy, ale potem równie długo w nas siedzi. O to chodzi.

    koscikiewicz_2

    Ważne jest więc osłuchanie. A do pisania tekstów potrzebne jest z kolei oczytanie.

    Nie czytam tyle, o ile się mnie podejrzewa. (śmiech) Zdecydowanie więcej książek kupuję, niż czytam. Ze studiów na Akademii Sztuk Pięknych zostało mi to, że gdy zabieram się do pracy nad nową płytą, potrzebuję wejść w poetycki nastrój. Taki klimat, który sprawi, że nie pójdę na łatwiznę. Mogę w ciągu pięciu minut napisać tekst, ale to, że poczytam sobie teksty Ciechowskiego, Nosowskiej czy Janerki albo wezmę zbiór Kofty lub Osieckiej, prowokuje, by zbudować tekst z trochę lepszych zwrotów. To bardzo męczący proces. Większość melodii wymaga rymów jednosylabowych, więc wszystko, co dzieje się przed nim, musi być ciekawe, żeby ten rym nie zabrzmiał banalnie. Czytanie może też inspirować.

    Ile tekstów napisałeś na kierownicy w samochodzie na pięć minut przed wejściem do studia?

    Były takie teksty, nie do końca jestem z nich zadowolony. Wolę pisać dłużej. (śmiech) Są takie teksty, których nie lubię. A ponieważ napisałem 150 piosenek lub więcej, dostrzegam też takie, w których jest na przykład słaba fraza albo dziesięć słów byłoby lepszych od tego, którego akurat użyłem, ale… już za późno, nagrane.

    Czy masz jakieś ulubione rozwiązania podczas tworzenia?

    Zmienia się sposób pisania piosenek. Dziś nie kupujemy całych płyt, tylko single czy poszczególne piosenki. Piosenka przestała być już częścią wypowiedzi, która buduje dramaturgię, ale dramaturgią jest ta piosenka sama w sobie. Przyjmujemy też naturalnie wpływy różnych gatunków, na przykład muzyka klubowa połączyła się z piosenkami popowymi. Do znudzenia piosenki w projektach zachodnich budowane są na marimbach. Zdolny kompozytor posłucha i odtworzy schemat na kolejny hit. Tworzy się muzyczny fast food. Ale to tylko projekt czasowy. Widać, że ballady i spokojniejsze utwory zostają, a tamte są tylko jednorazowym przebojem lata. Coraz mniej jest też klasycznych piosenek: zwrotka – refren – zwrotka – most – refren, a coraz więcej jest takich, w których nie wiadomo, co się wydarzy. Nie podoba mi się też to, że radio tak mało ryzykuje i polega na średniej. Chce nas nakarmić czymś, co jest po prostu przyzwoite, natomiast za dużo w tym nie odkryjemy. Do tego wystarczą artyści, którzy są po prostu poprawni. Dziewczyna, która tylko wykonuje czyjeś piosenki, nie ma w sobie nic, co rzuciłoby na kolana, ale lansuje ją przecież wytwórnia. To nie jest przepis, bo przecież dużą popularnością cieszą się też radia, które grają stare przeboje. To może szansa dla nas. (śmiech) Cały czas mam niedosyt w pisaniu piosenek i tekstów. Poziom, do którego chciałbym dojść, ciągle ścigam. Chciałbym lepiej i lepiej. Widzę, że jeszcze muszę nad tym pracować.

    Marek Kościkiewicz – muzyk, wokalista, kompozytor, autor tekstów, producent muzyczny. Absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie na wydziale Wzornictwa Przemysłowego. De Mono AD 2018 to Marek Kościkiewicz, Robert Chojnacki, Wojtek Wójcicki, Darek Krupicz, Łukasz Przesmycki oraz wokalista Tomasz Korpanty. W tym składzie grupa w październiku 2017 roku po 16 latach od premiery ostatniego autorskiego albumu wydała nową płytę, „Enter”.

    Galeria
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Przeczytaj również
    Reklama
    reklama Anywhere