• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Aleksandra Budka

    Wymarzyła sobie, że zawodowo będzie słuchać muzyki. Dziś nie tylko muzyki słucha, ale też o niej opowiada i pisze. Pasjonatka radia i klimatu retro, kolekcjonerka płyt, okularów i torebek. Od wielu lat związana z radiową Trójką. Fanka Grzegorza Ciechowskiego, przez co jej serce jest z pewnością biało-czarne. Kawę zaś pije zawsze białą.


    Kuba Więcek: Dlaczego ktoś miałby przyjść na mój koncert?

    2018-01-07
    Pewnego dnia, grając na warszawskiej starówce, zarobił na bilet lotniczy do Kopenhagi, gdzie wówczas studiował. Ma w sobie tyle uroku, że mógł to być bilet nawet na koniec świata. Laureat Mateusza Trójki za najlepszy debiut jazzowy w 2017 roku. Absolutna osobowość i wspaniały młody artysta. Narodziła się nowa gwiazda. Nazywa się Kuba Więcek.

    Czy szkół słuchania jazzu jest wiele, czy obowiązuje pewien kanon, według którego trzeba słuchać muzyki w ten, a nie inny sposób?

    Na pewno muzycy słuchają jazzu inaczej niż ci, którzy nie mają z tym gatunkiem nic wspólnego. Oczywiste jest, że muzycy analizują, wyciągają z muzyki coś, czym mogą się zainspirować, czego mogą się nauczyć. Dla „zwykłych” ludzi w jazzie jest na tyle dużo informacji, że ciężko je wszystkie przyswoić. Słuchacze szukają emocji. Ważna jest także logika. Jeśli muzyka jest chaotyczna, ciężko jest się z nią utożsamić. Powtarzalność, nawiązywanie do kanonów, artystów czy kompozycji, pomaga słuchać jazzu.

    wiecek_5

    Jazz wymyka się jednak słowom. Słuchanie utworów z tekstem jest dla amatorów dużo łatwiejsze.

    Podobnie jest z każdą muzyką, w której nie ma słów. Te pomagają ją przecież zrozumieć, a kiedy ich nie ma, muzyka staje się kompletnie abstrakcyjna. Ale zarówno w muzyce techno, jak i klasycznej często nie ma tekstu. Każdy z tych gatunków ma jednak coś, co pozwala nam do niego dotrzeć. W techno jest to pewnie jakiś beat, trans, w klasyce jest melodia, różnorodność orkiestracji, a w jazzie przede wszystkim chodzi o interakcję i chemię między muzykami, która dotyka słuchaczy. Inaczej słucha się jazzu na żywo, a inaczej w domu z płyty.

    Ile w jazzie jest techniki, a ile psychologii?

    To zależy od człowieka. Uczymy się być coraz bardziej sobą, to samo jest w muzyce. Musimy pozwolić na to, by osobowość na scenie jak najbardziej była wypełniona nami, tym, co czujemy w danym momencie, a nie pustymi technikami i tym, co ćwiczyliśmy w domu. Technika pozwala być lepszym psychologiem, a psychologia ułatwia dotarcie do ludzi.

    wiecek_6

    W jaki sposób przenosi się swoją osobowość na instrument?

    Ważne jest, aby eksperymentować, nie kończyć prób na tym, że znalazło się jeden sposób na wyrażenie siebie. Na przykład umieć zagrać melodię na dziesięć różnych sposobów. Można wtedy tej formie nadać różną treść. Próbować, próbować, próbować. Wiele osób nie dochodzi do tego punktu. Tak samo w życiu – ważne, żeby poszperać trochę głębiej.

    Ostatnio bardzo popularne w świecie jazzu są duńskie uczelnie.

    Kiedy zainteresowałem się muzyką jazzową, trafiłem na warsztaty, w których brali udział muzycy z akademii polskich i duńskich. Doznałem szoku, bo ci ze szkół duńskich robili coś, co dużo bardziej mnie zainteresowało. Opowiadali, że są tam wręcz zmuszani do kreatywności, do komponowania, szukania własnego głosu. Zapragnąłem być częścią tego. Razem ze mną zdawało jeszcze kilku moich kolegów. Środowisko w Polsce ma ten plus, że wszyscy się znają. Spotykamy się na warsztatach i konkursach, ale coraz więcej ludzi wyjeżdża właśnie do Danii. Nie jest jednak prosto tam się dostać. Ale znam też takich, którzy się na tej szkole zawiedli. Nie nauczymy się tam bowiem więcej techniki. Na jednych z pierwszych zajęć moim zadaniem było zagranie na instrumencie, na którym nigdy nie grałem i skomponować na nim utwór! Uczy się tam bycia kreatywnym w małych rzeczach – nie musisz umieć wszystkiego, ale spróbuj stworzyć muzykę. Poza tym rówieśnikami w tej szkole są nie tylko muzycy jazzowi, ale też robiący pop, elektronikę czy muzykę awangardową. Każdy robi coś innego, nie jest wykluczone, że mój kolega perkusista, z którym właśnie grałem standardy jazzowe, wieczorem zagra koncert z zespołem, w którym śpiewa i gra na syntezatorach. Ja akurat nie śpiewam. (śmiech)

    wiecek_2

    Skoro znamy już ten sekret, dlaczego nie przenieść go do nauczania w Polsce?

    W Polsce coraz bardziej się do tego dąży, ale system szkolnictwa na to nie pozwala. Zmienimy to pewnie za dziesięć czy dwadzieścia lat, ale tych systemowych, sztywnych ram nie da się póki co obejść.

    Czy możemy zdefiniować, czym jest jazz polski, duński, a czym amerykański?

    O tych nazwach decydują korzenie. Jazz polski nigdy nie miał tradycji jazzowej, takiej jak w znaczeniu amerykańskim. Dziwię się, że na polskich uczelniach uczymy się amerykańskich standardów. Mamy tylu świetnych kompozytorów przedwojennych, ich kompozycje były grane nawet na Broadwayu. Moglibyśmy uczyć się polskich standardów z amerykańską wiedzą na temat improwizacji, ale niestety tak się nie dzieje. W Polsce rozpoznawalność muzyki improwizowanej zaczęła się od czasów Komedy, który był bardzo awangardowy jak na swoja epokę. Kiedy w tym samym czasie w Nowym Jorku grano w sposób bardzo amerykańsko-jazzowy, Komeda tworzył inaczej. Z kolei do Danii w latach 60. sprowadzano właśnie muzyków amerykańskich po to, aby grali z tamtejszymi muzykami i uczyli ich amerykańskiej tradycji. Zatem dziś w Danii młodzi bardzo inspirują się właśnie jazzem amerykańskim, co jest naturalne, bo otrzymali go z pierwszej ręki.

    wiecek_4

    Pod szyldem „Polish Jazz” pierwszy raz od 28 lat wydaje płytę debiutant. To twój album – „Another Raindrop”. Wykonanie jest światowe, ale słychać także polski folklor.

    To coś, co zawsze było mi bliskie. Choć nie słuchałem nigdy dużo polskiego folkloru, on jest w mojej krwi. Coraz bardziej się nim interesuję. Wydaje mi się, że z nim się chyba rodzimy. Zresztą to nie tylko muzyka, ale i cała kultura. To stroje ludowe, tańce. Sam nawet tańczyłem w jednej z takich grup w rodzinnym Rybniku, ale wtedy bardzo się tego wstydziłem, byłem bardzo młody. (śmiech)

    Czym musi być okupione dzieciństwo chłopaka, który mając niewiele ponad 20 lat stawiany w jednym rzędzie z najlepszymi jazzmanami?

    Moi rodzice ambitnie wysyłali mnie na dodatkowe zajęcia – języki, sport, czy właśnie do szkoły muzycznej. Dopiero po ośmiu latach nauki sam to pokochałem. W tym różniłem się od moich znajomych, którzy od razu polubili muzykę. A ja, kiedy poczułem potrzebę zaimponowania starszym kolegom, stwierdziłem, że muszę wejść w muzykę na sto procent. Jazz przyszedł w liceum, po kilku koncertach na żywo naprawdę poczułem, że to jest to. Brzmienie saksofonu jazzowego, beat perkusji na żywo, chemia ze sceny – to do mnie przemówiło.

    Krytycy piszą o twoim rewolucyjnym podejściu do muzyki, o pragnieniu buntu i artystycznym manifeście, a mnie to nie dziwi, bo każdy dwudziestolatek chce się buntować i pokazać starym wyjadaczom, że zrobi coś na swój sposób i zrobi to dobrze.

    W Danii miałem okazję poznać tradycyjną muzyką jazzową i dzięki temu mogłem trafić do starszych kolegów ze sceny. W Polsce buduje się granicę między starszym pokoleniem a młodszym. Staram się ją przełamywać, bo od każdego można się czegoś nauczyć, czerpać coś z czyjegoś doświadczenia. Nawet jeśli starsi muzycy grają coś, co nie bardzo mnie interesuje, wciąż mogę wziąć od nich coś dla siebie. W Danii nauczyłem się myślenia, że nie ma czegoś takiego jak konkurencja, bo też nie ma jak zmierzyć tego, co robimy. Każdy robi coś swojego. Pięciu muzyków może założyć pięć zespołów z innym liderem i zawsze stworzy się coś nowego. W Danii każdy pragnie zrobić coś wyjątkowego.

    wiecek_1

    Czy masz jeszcze idoli?

    Zdecydowanie! Moją wielką inspiracją jest Glenn Gould, który jest geniuszem intensywności. Jego muzyka jest emocjonalnie głęboka i przemyślana, tego się od niego uczę. Tak jak w jazzie uczymy się poprzez to, że naśladujemy innych muzyków, tak ja staram się grać nie tylko z muzykami jazzowymi. Fenomenem jest dla mnie Chance The Rapper – słucham go i nie potrafię nie być szczęśliwy. Chciałbym, żeby moja muzyka powodowała to samo.

    Opowiedz mi o ciemnej stronie bycia jazzmanem.

    Zakamarków jest mnóstwo. Na przykład tryb życia – bycie non stop w trasie koncertowej, mieszkam w Warszawie, ale jestem tu przez kilka dni w miesiącu. Poza ścieżką sidemana wybrałem też drogę lidera zespołów. To duża odpowiedzialność, muszę uważać chociażby na to, co teraz mówię. (śmiech) A więc stres to także ta ciemna strona. Prócz tego poszukiwanie sensu w muzyce. Jak naprawdę mogę stwierdzić, że się rozwijam? Że nie tracę czasu?

    Już się nad tym zastanawiasz?

    Na zajęciach w Kopenhadze nauczyciel zadał nam pytanie: „Dlaczego ktoś miałby przyjść na twój koncert”? To proste pytanie, ale jednocześnie ultratrudne! Bo właśnie – dlaczego ktoś miałby przyjść na mój koncert? Wszystkich muzyków studiujących w Kopenhadze dotyka jeszcze jeden problem. Przychodzimy tam jako muzycy jazzowi, po czym spotykamy się z artystami zajmującymi się innymi gatunkami, ich możliwości techniczne są dużo gorsze od naszych, ale wciąż robią muzykę bardzo ciekawą, o ile nie ciekawszą niż większość jazzmanów. Ktoś przynosił wyprodukowany przez siebie pop, ktoś elektronikę, a ja pokazywałem ten nudny jazz. To daje do myślenia. Technika z czasem nic nie znaczy. Wielu ludzi w duńskich szkołach w ogóle nie czyta nut. Podczas studiów mamy zajęcia z biznesu, szkolenia z tego, jak zachowywać się na scenie albo jak rozmawiać z publicznością. W Polsce nikt się nad tym nie zastanawia. Muzycy robią na scenie rzeczy, których nie powinni, powodując, że publiczność nie skupia się na muzyce, a na tym, że na przykład dwóch muzyków rozmawia ze sobą w trakcie, gdy inny gra solo. I ten jazz jest jeszcze cięższy do zrozumienia. (śmiech)

    wiecek_3

    Co stanęłoby ci na drodze do bycia legendą jazzu?

    Musiałbym zrezygnować ze ścieżki jazzmana. (śmiech) Interesuje mnie muzyka elektroniczna, jestem pewien, że tym także chcę się zajmować. Ale z jazzu nie zrezygnuję! Moja muzyka coraz mniej przypomina jazz. Odchodzę od kanonu, robię po prostu swoją muzykę. Wiesz, co? Na co dzień nie słucham dużo jazzu. Z każdym rokiem do moich kompozycji dodaję coś nowego. Nie chcę przewidywalności. Dziś pragnę, żeby muzyka była interesująca i pozwalała mi uciec od rzeczywistości.

     

    Kuba Więcek – saksofonista i kompozytor, urodzony 1994 roku w Rybniku. Student prestiżowego Rhythmic Music Conservatorium w Kopenhadze. Koncertował niemalże w całej Europie, Ameryce Północnej oraz Azji. Współpracował z Mikiem Sternem, Ralphem Alessim, Giladem Hekselmanem oraz wieloma innymi. W wieku siedmiu lat rozpoczął naukę w klasie wiolonczeli, którą cztery lata później porzucił dla saksofonu. W 2017 roku w legendarnej serii „Polish Jazz” ukazał się jego debiutancki album „Another Raindrop”.

     

    Zdjęcia: Edyta Bartkiewicz

    Galeria
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere