• Oferta
  • O nas
  • Partnerzy
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Paweł Durkiewicz
    Z wykształcenia badacz dusz, z zamiłowania piszący o wszystkim, co da się opisać. Nieodkryty dla szerszej publiczności talent w scrabble. Entuzjasta humoru podszytego głębszą myślą. Kibic Minnesota Timberwolves, jednego z najsłabszych zespołów NBA. W ogóle z reguły kibicuje słabszym. Codziennie stara się zdobyć jak najwięcej wartościowych informacji o zdrowym stylu życia. A gdy już będzie miał w tym temacie pełną wiedzę, zastosuje ją w praktyce.

    Stranger Things. Hołd, kolaż, eksperyment

    2017-12-04
    Oto jeden z najlepszych seriali ostatnich lat, a zarazem dowód na to, że dzięki najnowszym osiągnięciom telewizji podróże w czasie są jak najbardziej możliwe.

    Znają Państwo ten późnolistopadowy stan ducha? Organizm, jakby naiwnie sposobiący się do snu zimowego, odmawia posłuszeństwa w czynnościach takich jak wygramolenie się z łóżka, zrobienie śniadania, wyjście z domu... Człowiek czuje się źle od samego rana i, co gorsza, nie wie, czy jest już chory, czy to po prostu specyfika tej pory roku, względnie efekt tej pogody… Jakoś trzeba sobie jednak radzić. Może więc sentymentalna podróż w czasie? Informuję zatem, że serial Stranger Things, którego drugi sezon zbiera właśnie oklaski na całym świecie, jest najlepszym sposobem, jaki mogę polecić na zimne i deszczowe wieczory.

    E.T. Bliskie spotkania trzeciego stopnia. Koszmar z ulicy Wiązów. Carrie. Obcy. Ghostbusters. Dla wielu z nas amerykańskie kino rozrywkowe z lat 80. to jeden z tych wyidealizowanych symboli dzieciństwa lub dorastania, który dziś wywołuje łezkę wzruszenia i… wzruszenie ramion na kiczowatość, naiwność i bezwstydną bezwartościowość intelektualną wspomnianych dzieł. Zanim pokończyliśmy szkoły i wylądowaliśmy na naszych śmieciówkach, oglądaliśmy to razem w latach 90., gdy można było już swobodnie rozsmakowywać się w kinematograficznym fast foodzie made in USA. Przed telewizorem, z kaset VHS lub z telewizyjnej łaski, lektorował na ogół Tomasz Knapik. Kiedyś to było!

    Kilka lat temu bracia Matt i Ross Dufferowie, bliźniacy z rocznika 1984, stwierdzili, że ożywienie złotej epoki familijnego horroru Sci-Fi (że tak to ujmijmy) w standardowym dziś formacie miniserialu będzie strzałem w dziesiątkę. Ich entuzjazmu nie podzielała początkowo żadna z kilkunastu stacji, którym zaprezentowali swój projekt. W końcu jednak dopięli swego i ich wizję wziął pod swoje skrzydła sam Netflix. Na nasze szczęście!

    stranger_thinks_1

    Idea była prosta – zebrać jak najwięcej charakterystycznych klisz powtarzanych w filmach Spielberga, Carpentera, Cravena, Lucasa i innych, a następnie ulepić z tego wszystkiego jedną historię, która obudzi w widzu wszystkie tamte emocje. Tyle kultowości skompresowanej na potrzeby kolejnego netfliksowego serialu? Ryzyko klapy było wielkie, ale udało się, i to chyba nawet bardziej niż zakładali producenci.

    Rok 1983. Fikcyjne miasteczko Hawkins w stanie Indiana nie różni się od innych prowincjonalnych amerykańskich dziur niczym poza obecnością pilnie strzeżonego rządowego laboratorium w pobliskich lasach. …I może jeszcze kilku rzeczy, ale po kolei. Pewnego wieczoru, po długiej sesji grania w planszową grę RPG z najlepszymi kumplami, do domu leśną drogą wraca na rowerku 12-letni Will Byers. Wraca, ale nie wróci, a jego najbliżsi szybko przekonają się, że w jego zniknięciu udział miały siły, o których istnieniu nawet nie śnili.

    I zaczyna się. Poszukiwanie trwa, na jaw wychodzą tytułowe coraz dziwniejsze rzeczy, takie jak tajemniczy potwór albo jeszcze bardziej tajemnicza kraina będąca czymś w rodzaju rzeczywistości równoległej. Do tego w mieście pojawia się zbiegła z laboratorium ogolona „na zapałkę” dziewczynka z nadprzyrodzonymi umiejętnościami.

    Dodajmy jeszcze, że już w pierwszych odcinkach pierwszego sezonu poznajemy kolejne postacie: zrozpaczoną mamę (w tej roli największe nazwisko w obsadzie - Winona Ryder), rezolutnych kolegów ze szkoły, bohaterskiego szeryfa, uosabiającego instytucjonalne zło naukowca z rządowego laboratorium, nauczyciela pasjonata prowadzącego szkolne kółko naukowe, a także garstkę coraz śmielej smakującej uroków życia młodzieży z miejscowego liceum, w tym lokalną piękność, o której cichcem marzy starszy brat zaginionego Willa. Wszystko zgodnie ze sztuką, klasycznie, by the book. No bo brzmi to wszystko dość znajomo, nieprawdaż?

    I jeszcze raz podkreślmy, że wszystko się udało. Niczym na udanym seansie spirytystycznym, obudzono ducha. Twórcy sypią jak z rękawa chwytami fabularnymi z postawionych sobie za wzór kinowych przebojów, zwinnie unikają jednak niechcącego przedrzeźnienia tematu. Co więcej, przy okazji dobitnie pokazują nam, na czym polega przewaga dzisiejszej telewizji nad kinem sprzed 30 lat. Znacznie bardziej spektakularne efekty specjalne, dopieszczone zdjęcia i sprawniejszy montaż sprawiają, że nie ma w nas nawet poczucia jakiejś wielkiej tęsknoty – Stranger Things ogląda się po prostu równie dobrze, a może i lepiej, niż spielbergowską klasykę.

    Między widzem a ekranem laptopa tworzy się chemia – począwszy od pierwszego odcinka serial można jeść łyżkami, a wartkość akcji nie pozwala na przerwę. Nie ma co się łudzić - na obejrzeniu jednego czy dwóch odcinków nie sposób poprzestać. Pojawi się czy nie pojawi? Dowiemy się czy nie dowiemy? Uratują się czy nie? No pewnie, że się uratują, ale i tak frajda jest, nawet jeśli nasze życie wewnętrzne nie zostanie jakoś specjalnie ubogacone.

    stranger_thinks_2

    Kolejna rzecz to kapitalna gra aktorska głównych bohaterów, przede wszystkim czwórki nieco znerdowaciałych szkolnych przyjaciół, fanów planszówek fantasy i Gwiezdnych Wojen. Polski kinoman, przyzwyczajony przez rodzime kino do miernych lub co najwyżej przeciętnych kreacji dziecięcych (moim ulubionym chlubnym wyjątkiem jest film Tato Macieja Ślesickiego, tak dla Państwa informacji), może doznać nie lada szoku, gdy zobaczy małoletnich aktorów odgrywających główne (!) role w sposób absolutnie kapitalny. Żywiołowe rozmowy chłopaków autentycznie śmieszą, ale ich poczynania oglądamy w napięciu niemniejszym niż przy Szklanej Pułapce czy Milczeniu Owiec.

    Zaprezentowany niedawno drugi sezon był płynną kontynuacją historii z pierwszego. Co więcej, zebrał przynajmniej tak samo entuzjastyczne oceny. Możemy być więc świadkami rozkwitu serialowej legendy, która długo jeszcze potrwa, choć twórcy zarzekają się, że nie chcą robić ze Stranger Things niekończącej się opowieści. I słusznie - młodociani aktorzy nie będą wiecznie rozkosznymi dzieciakami, a sentymentalne paliwo, na którym pędzi projekt, nie jest przecież zasobem odnawialnym.

    Ale tymczasem – miłej zabawy! I do kolejnego sezonu!

    Reklama
    reklama Anywhere
    Przeczytaj również
    Reklama
    reklama Anywhere