• Oferta
  • O nas
  • Partnerzy
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Tomasz Sobierajski

    Socjolog z zawodu i z pasji. Wytrawny badacz społecznych zjawisk i kulturowych trendów. Naukowiec 3.0 nie bojący się trudnych wyzwań, międzynarodowej współpracy i interdyscyplinaroności. Wykładowca akademicki i akademik z ambicjami. Znakomity słuchacz oraz wnikliwy obserwator. Kustosz dobrych manier i trener poprawnej komunikacji. Apostoł dobrej nowiny i przeciwnik złych emocji. Z zamiłowania sportowiec i podróżnik. Wegetarianin, cyklista i optymista. Nowojorczyk z duszy, berlińczyk z wyboru i warszawianin z miłości. Dla nas pisze o tym, co jest ważne w ludziach i dla ludzi.


    NCE Nicea

    2017-12-01
    Bardzo lubię przylatywać na lotnisko w Nicei. Samoloty skręcają na wysokości Wyspy Świętej Honoraty koło Cannes, a potem łagodnie kładą się w powietrzu - tak, jakby miały wylądować na wodzie, a nie na pasie startowym.

    Ale nie lubię z Nicei wylatywać. Być może dlatego, że zostawiam za sobą niespotykany nigdzie indziej lazur wody w Beaulieu-sur-Mer, przytulne muzeum z pracami Picassa w Antibes i obłędne, złote wschody Księżyca w Monaco. Podczas wylotu lotnisko wydaje mi się chaotyczne, przygnębiające i nieprzyjazne. W takich okolicznościach poznałem Pascala, który siedział obok mnie na hali odlotów i w pewnym momencie poprosił, żebym przypilnował jego babcię, bo musi iść do toalety. Po czym wręczył mi urnę z czarnego, żyłkowanego granitu, w kształcie walca, ozdobioną srebrną różą. Kiedy wrócił z toalety i przejął ode mnie „babcię”, zaczął mówić, nie zwracając nawet uwagi na to, czy słucham.

    „Patrzyłem na Nią jak gaśnie. I nic nie mogłem zrobić. Przykucnąłem przy Jej łóżku na krześle, które – kiedy siadała – stawało się oparciem dla Jej rąk i zbyt ciężkiej głowy. Moja twarz wyrażała troskę i zalęknienie, a nogi skierowane były ku drzwiom. Część mnie chciała być z Nią jak najdłużej, a część szykowała plan ucieczki z tego dusznego pokoju. Czy zawsze w pokojach umierających osób jest tak duszno? Dlaczego nie otwiera się w nich okien? Może bliscy boją się tego, że dusza szybciej się wymknie? A tak, przy zamkniętym oknie, obija się o ściany i ze złości, że nie ma gdzie uciec, pastwi się jeszcze bardziej nad - i tak już umęczonym do granic możliwości - ciałem chorego. 

    Przyłożyła głowę do poduszki, pod pergaminowy policzek włożyła ręce ze starannie opiłowanymi paznokciami. Miała dosyć. Ciężki był Jej oddech i powieki. Wiedziałem, że chce umrzeć. W starości nie ma nic dobrego – powiedział mi ktoś wczoraj. To po co jest starość? – zapytałem naiwnie. Może po to, żeby zdążyć z tym, czego nigdy nie miało się czasu zrobić wcześniej? Ale przecież kiedy jest się starym, nie ma się już na to siły i ochoty. Więc po co? Po co?

    – Te kwiaty… - powiedziała cichutko, wskazując na bukiet tuberoz, stojący na komódce. – Tak? – zbliżyłem ucho do Jej twarzy, żeby nie uronić ani jednego słowa. – Te kwiaty są od Ciebie. Ja to wiem… I to była Jej ostatnia w życiu pewność”.

     

    Reklama
    reklama Anywhere
    Przeczytaj również
    Reklama
    reklama Anywhere