• Oferta
  • O nas
  • Partnerzy
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Jakub Firewicz
    Jakub Firewicz - aktor "jeszcze" młodego pokolenia. Po latach wyczekiwania, że zagra Hamleta, z nudów "odkopał" Petera Sellersa i Monty Pythona i stwierdził, że jego miłością jest komedia. Dotychczas znany głownie widzom teatralnym, szerszej widowni pokazał się biorąc udział w produkcjach Juliusza Machulskiego „Next -ex” - Teatr TV oraz filmach „Ambassada” i „Volta”. Stanowił również wielobarwne tło w wielu polskich serialach. Jest w trakcie pisania swojego debiutanckiego scenariusza filmowego, który ma zmienić obliczę polskiej komedii - przynajmniej takie jest założenie :-)

    Utylizacja myśli - czyli zwierzenia dobrze zapowiadającego się aktora "jeszcze" młodego pokolenia odc. 1

    2017-11-24
    „Dobry bajer, pół roboty”

    Zastanawialiście się kiedyś nad pierwocinami „komplementowania się” w gatunku ludzkim? Kiedy pierwsza oficjalna „bajerka” poszła w ruch? Czy pierwszy człowiek jak zapuścił kornika komplementu, a w raz z nim dostał "złote runo” odbitej reakcji, doznał czegoś na kształt orgazmu? Uderzyły mnie te myśli, zaraz po tym jak byłem świadkiem pewnej „siłownianej” sceny. Młoda dama, która w niektórych kręgach mężczyzn uchodziłaby za spełnienie marzeń, o urokliwych, przeutlenionych włosach, wyartykułowała swoimi płaskimi samogłoskami komplement w kierunku, umięśnionego pana o kształcie szczęki przypominających trójkąt równoramienny.

    -Ale masz zajebistego bicka po ch…u. - powiedziała dama uśmiechając się i uwydatniając swe, napięte od jadu kiełbasianego, usta.

    -zajebisty c’nie? - odpowiada Pan, z pewną ociężałością w doborze słów.

    -no po ch..u fest.

    W tym momencie, zaprzestałem ćwiczeń, które miały wpłynąć na dokrwienie i ulepszenie pracy mojego organizmu i oddaliłem się w ustronne miejsce, żeby ochłonąć. Może popełniłem błąd, że uciekłem i nie mogłem wysłuchać tej arii komplementów jakimi ta dwójka ludzi zaczęła się zasypywać. Wolałem patrzeć na nich w odosobnieniu i zastanawiać się nad siłą „bajerki” w naszym życiu. No bo kurde, nie ważne kim jesteś, czy masz skończoną podstawkę, czy tylko kurs gotowania na parze, czy jesteś profesorem Harvardu, Hogwartu czy innej Wyższej Szkoły Marzeń - uwielbiamy przyjmować komplementy garściami. Stajemy się wówczas pazerni do granic. Jesteśmy gorsi niż wygłodniałe szczeniaki rasy Golden Retriver. Komplement pompuje naszego ego do granic. Komplement staję się czymś w rodzaju świętego Grala. Jesteś afirmowany przez kogoś, doznajesz wystrzału chemii do mózgu, która robi tobie z niego papkę. Zaczyna się etap uzależnienia. Łaknienie komplementów. Coraz więcej i więcej. Żebyśmy się zrozumieli dobrze, nie widzę nic w tym złego. Sam wybrałem zawód, który uwielbia pławienie się w komplementach. Przecież dobrze puszczona „bajerka”, teoretycznie, powinna nam ułatwić w życiu wszystko. Nie mówię tutaj o sprawach damsko-męskich, o których napewno dyskutowała nasza dwójka z siłowni. Mówię też o takich prostych, życiowych sytuacjach, np. w urzędach. O ile sympatyczniej byłoby nam w życiu gdyby, każde, puszczone mimochodem cieplutkie słówko, w kierunku umartwionej natłokiem pracy pani urzędniczki na szczeblu państwowym, nie odbijało się niczym piłka lekarska odbija się od podłogi. Ja mam wrażenie, że nieumiejętność przyjmowania komplementów, to jest najcenniejsza cecha na rozmowach kwalifikacyjnych do takich miejsc.

    - Niech Pani nam siebie opiszę - no cóż nie lubię się uśmiechać, nie lubię jak do mnie ludzie mówią, generalnie to nienawidzę ludzi ” - Gratulujemy jest Pani idealną kandydatką na to miejsce, zaczyna pani od zaraz. Albo co gorsza, takie instytucje co roku organizują wyjazdy szkoleniowe pt. „ Komplement = twój wróg”. Być może te instytucje boją się, że jakby ich pracownicy ulegaliby komplementom, to świat stałby się prostszy w obsłudze i ludzie byliby uśmiechnięci? Więc stoję sam na siłowni i tak rozmyślam jednocześnie obserwując moją ulubioną parę. Z oddali widzę ,że już następuje tradycyjna, „po meczowa” wymiana kont na Facebooku, insta i snapie. Już widzę oczami wyobraźni jak sobie lajkują wirtualny świat, jak wieczorem idą na imprezę do jakiegoś popularnego miejsca, jak następuje pierwsze oznaczenie i wspólne się zameldowanie na portalu społecznościowym. „To ja i mój Sebix - na baletach” , widzę te komentarze zazdrosnych koleżanek „ Ej Sabina twój samiec nie ma może brata?”.

    I tak sobie stoję na tej siłowni sam jak „english man in new york” i widzę to współczesne love story utkane z prostych, nie skalanych żadną myślą komplementów i mówię sobie, kurde, świat jest piękny. Uniesiony na skrzydłach nowej miłości przebrałem się i wybiegłem na ulicę w poszukiwaniu kwiaciarni. Nie, nie po to, żeby obdarować Sabine i Sebe kwatami z okazji ich miłości. Pomyślałem, że dawno żonie nie kupiłem kwiatów i wykorzystam lekcję, którą wyniosłem z siłowni. Spróbuję jakiejś dobrej afirmacji w kierunku pani kwiaciarki. Wpadam więc zziajany, włączam uśmiech numer 5, zagajam delikatnie zniżonym głosem. - Dzień dobry miłej Pani, nie znam się totalnie na kwiatach, ale zależy mi na takim małym , świeżym , ekologicznym bukieciku dla mojej żony. - Ekologicznym?małym? pierwsze słyszę? -odpowiada Pani. - Ekologiczne, w sensie owinięte szarym papierem, rafią, wie pani takie „eu naturel”, takie bezglutenowe - wybucham niekontrolowanym śmiechem, licząc, że mój błyskotliwy dowcip o „bezglutenowych” kwiatach podzieli pani Kwiaciarka. Niestety z łkającym atakiem śmiechu zostałem na polu bitwy sam, coraz bardziej wygaszając go przełykając niesmak żenady z powodu mojego niezrozumiałego „suchara”. Niestety wniosek nasunął mi sam. Przypomniałem sobie Sebe z Sabiną, chwile później naszych pierwszych przodków i stwierdzam, że z komplementami nie można startować z pozycji romantycznego poety. Najwidoczniej trzeba wejść do jaskini, zdzielić maczugą przez łeb, zaciągnąć za włosy i pozamiatane. A zatem …. żono drżyj, nadchodzę.

    Reklama
    reklama Anywhere
    Przeczytaj również
    Reklama
    reklama Anywhere