• Oferta
  • O nas
  • Partnerzy
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Sylwia Gutowska

    Rozmawia, pisze, potem redaguje. Interesuje się kulturą wysoką, średnią i niską, bo jest prawdziwą (post)humanistką. Od dobrej książki woli tylko teledysk MC Hammera. Czasem śmieje się z własnych żartów, ale poza tym woli słuchać historii ciekawych ludzi. W poszukiwaniu sensu życia jeździ po mieście i śpiewa w swoim samochodzie.


    Anna Cieplak: Żyjemy w momencie wybuchu rodziny atomowej

    2017-11-22
    Opisała środowisko gimnazjalistów. Pokazała świat Instagrama, lajków i dorastania w rodzinie patchworkowej. Jej debiut, „Ma być czysto”, to pierwsza polska powieść o gimbazie. Niedawno ukazała się druga książka autorki, „Lata powyżej zera”. Kim jest Anna Cieplak?

    Jestem z Dąbrowy Górniczej, ale w mojej książce to miejsce jest hasłem wywoławczym. W Polsce jest bardzo dużo takich Dąbrów Górniczych. Te zdarzenia równie dobrze mogłyby się rozegrać w Wałbrzychu, na warszawskiej Pradze czy w jakiejkolwiek innej miejscowości.

    Dzisiaj mieszkasz i pracujesz w Cieszynie.

    Tam przeprowadziłam się na studia, animację społeczno-kulturalną na Uniwersytecie Śląskim, i zostałam. W 2009 roku założyłyśmy z koleżankami Świetlicę Krytyki Politycznej „Na Granicy”, gdzie zaczęłyśmy pracę z dziećmi z domów, które zmagają się z różnymi kryzysami. „Ma być czysto” jest próbą powiązania przestrzeni Dąbrowy Górniczej, którą pamiętam z dzieciństwa, i Cieszyna, w którym spotkałam się z problemami młodzieży.

    cieplak_2

    W pracy narodził się pomysł napisania książki.

    Pomysł przyszedł przede wszystkim podczas mojej pracy z młodzieżą. Pomyślałam sobie, że ich świat w ujęciu ostatnich kilku lat właściwie nie został jeszcze uchwycony, a przecież jest o czym opowiadać. Zależało mi na tym, żeby napisać książkę i dla młodzieży, i dla dorosłych, którzy mogliby przypomnieć sobie własne dojrzewanie i spojrzeć na swoje dzieci pod innym kątem.

    Pisanie tej książki wiązało się z powrotem do twoich lat nastoletnich? Jeśli tak, to wyobrażam sobie, że musiało to być trudne doświadczenie. Większość ludzi cieszy się, że ten okres ma już za sobą.

    Na pewno tak, bo nie da się oddzielić pisania od korzystania z własnych doświadczeń. Traktowałam to bardziej porównawczo – na ile mój okres dojrzewania jest zbieżny z tym, przez co dzisiaj przechodzą młodzi ludzie. Problemy nastolatków w pewnej mierze są niezmienne. W czasie mojego dorastania opinia rówieśników też była dla mnie bardzo ważnym punktem odniesienia. W „Ma być czysto” chciałam przede wszystkim prześledzić, jak zmieniają się ich sposoby komunikacji i jak mogą korespondować z nastoletnimi emocjami. Nowe media okazały się być tutaj bardzo ważne do uchwycenia tych różnic – kiedy sama chodziłam do gimnazjum, one już istniały, ale nie towarzyszyły mi cały czas. Nie stawiam oczywiście w książce tezy, że wszechobecne technologie spłycają nasze relacje. Po prostu kształtują pewne nawyki, które sprawiają, że inaczej ze sobą przebywamy. 

    cieplak_4

    Przerażające, że spotyka to nie tylko nastolatków, ale też ludzi w naszym wieku, a nawet starszych.

    W przypadku nastolatków jest to coś, z czym się nie kryją – oni są w tym szczerzy. Dorośli za to „scrollują” Facebooka, a sami udają przed dziećmi odpornych na nowe media. Odcięcie się od tych technologii jest dosyć trudne. I też raczej nierozsądne, bo negowanie zmian, które zachodzą, z pewnością nie ułatwi nam komunikacji ani zrozumienia własnych dzieci.

    Zastanawiam się, co musiałaś zrobić, żeby wejść w świat nastoletnich instagrammersów. Śledziłaś konta tych dzieciaków? Wypytywałaś młodzież ze swojej świetlicy?

    Trudno mi pracować z młodzieżą tylko w przestrzeni miejsca pracy. Komunikujemy się dodatkowo za pomocą mediów społecznościowych, ustalamy tam różne rzeczy. Zapraszają mnie do znajomych, bo wstawiam zdjęcie z wydarzenia i ich oznaczam. Siłą rzeczy widzimy się w Internecie. Pewnie w pewnych sytuacjach mnie blokują, bo przecież jest opcja, żeby nie wszystkie posty docierały do wszystkich. Sama korzystam z różnych aplikacji. Język w książce jest także komunikatorowy, natomiast nie są to rozmowy wyjęte z czatu. Starałam się wpleść tam narrację i zamiast wstawiać emotikonę, opisać, jak ona wygląda. Bo to, że rozmawiając ze sobą, każdy stan emocjonalny obrazujemy emotikoną czy gifem, zmienia postać rzeczy, prawda?

    cieplak_5

    Chyba tak, nie tylko w tym względzie. W czasach naszego okresu dorastania też robiło się różne głupoty, ale nie było tylu możliwości ich uwieczniania i publikowania. Można było się z tym kryć. Bo potem trochę wstyd...

    Tak, oni mają ogromny kłopot, bo publikując, cały czas muszą być czujni. A tu nawet jak się wylogujesz, zastanawiasz się, co się wydarzyło w tym czasie, kiedy cię nie było, bo przecież ktoś mógł dodać zdjęcie, na którym wyglądasz niekorzystnie, ktoś mógł coś napisać. To ciągły niepokój. Cały czas coś może ich dotyczyć, i to rozejdzie się szybciej niż plotka na osiedlu. W książce to, co się dzieje poza siecią, później do niej się przedziera. W dalszym ciągu jest to jednak bardziej narzędzie autokontroli – nie dość, że nastolatki muszą stale dbać o swój wizerunek, to jeszcze sprawdzają swoich znajomych – jakie mają statusy, co dodają, jak wyglądają. No, i dodatkowo w sieci wszystko zostaje. Nawet jak to skasujesz, to ktoś może zrobić „screena”. Z mojej praktyki pracy z młodzieżą widzę, że oni poświęcają temu bardzo wiele uwagi. Wzrastają z mediami społecznościowymi i nie widzą w tym żadnego problemu. Problem widzimy my, dorośli. Możliwe, że jest on jednak gdzieś indziej. Nie w obszarze aktywności w sieci, tylko w naszych relacjach.

    Co oni teraz czytają? Tematy uzależnień, ciemnej strony dorastania, jak w „My, dzieci z dworca ZOO” są nadal pociągające?

    Żeby powiedzieć, co, trzeba by najpierw określić, kto. „Młodzież” to bardzo szerokie określenie. Ja cały czas patrzę na to z perspektywy ich miejsca urodzenia, szerokiego otoczenia społecznego. Jeżeli ktoś urodził się w domu, w którym nie czyta się książek, to faktycznie będzie mu ciężko zacząć to robić – chyba że dostanie impuls skądś indziej, ze szkoły, domu kultury czy świetlicy środowiskowej. Ciężko by mi było powiedzieć, co czytają, ale jeśli miałabym spróbować, to wydaje mi się, że rzeczywiście w dalszym ciągu próbują sięgać po książki ze sfery tzw. tabu. Sprytnie wykorzystują to seriale. Oglądając nawet mock-dokument „Szkoła”, widać, że te tematy się przewijają, chociaż w sposób przerysowany. Oglądają je oczywiście trochę młodsze dzieci, z ostatnich klas podstawówki. Te seriale profilowane są zazwyczaj do trochę młodszych niż pokazywani tam bohaterowie. Ci, o których to jest, „cisną z tego bekę”.

    Czyta się więcej fantasy i fanficów (utwór fana danej książki, osadzony w realiach pierwowzoru – przyp. red.). Często, prowadząc warsztaty literackie, dowiaduję się, że młode osoby sięgają po „thrillerowate” książki, gdzie fabuła jest bardzo precyzyjna, gdzie zwraca się uwagę na akcję, mniej na psychologiczne aspekty postaci. Książki, które czytają, mają tę fabułę tak gęsto skonstruowaną, że można rozpisać w punktach, co się tam dzieje. Czasami mniej liczą się bohaterowie.

    Mnie na przykład zaskoczył fenomen takich książek jak „Zniszcz ten dziennik”, która w zasadzie nie jest książką, tylko taką wyrywanką. Hitem jest też „13 powodów”, które jest i serialem, i książką. Główna bohaterka w każdym odcinku odkrywa jeden powód, dla którego popełniła samobójstwo. Znowu mówimy o tematach życia na krawędzi. To, o czym się w szkole nie rozmawia – używki, seksualność – najbardziej interesuje. Warto o tym z nimi rozmawiać w rozsądny sposób.

    W swojej książce zwracasz uwagę na różnice społeczne. Czy w czasach social mediów one są nadal widoczne?

    Powierzchownie wiele rzeczy można ukryć. Nie tylko dzięki social mediom, ale też dostępności markowych ubrań, które częściej można dorwać w second handach. Ciężko jest natomiast ukryć biedę, która wynika z braku kapitału kulturowego i społecznego. Na przykład to, że wstydzisz się wejść do instytucji kultury. W „Ma być czysto” Oliwia, kiedy idzie do kina, które jest w centrum handlowym, a więc w przestrzeni bardziej oswojonej, i tak czuje się tam mniej komfortowo niż jej koleżanka, przyzwyczajona do wielu rozrywek dostępnych dla bardziej zamożnych rodzin.

    cieplak_6

    Czuje się nieswojo, bo macocha jej koleżanki stawia jej bilet.

    Sytuacja stawiania jest zupełnie inna, kiedy nie masz środków do życia. Taka osoba boi się, że ktoś stawia, bo to wykrył. Trudno jest wyzbyć się takich przyzwyczajeń. Tego rodzaju różnice społeczne są w dalszym ciągu, ale ujawniają się w innych miejscach. Na przykład na zajęciach dodatkowych. Julka z mojej książki zawsze jest zaopiekowana – od małego chodzi na balet, na angielski. Oliwia natomiast spędza czas tak, jak potrafi – włóczy się po osiedlu, chodzi na imprezy, a przede wszystkim opiekuje się rodzeństwem, bo w jej otoczeniu nie ma nikogo, kto mógłby to robić. Jej mama jest za granicą, a ojczym cały czas pracuje, żeby związać koniec z końcem. To są takie przezroczyste rzeczy. Mówi się „patologia”, ale często w tego typu domach dzieci przejmują rolę głowy rodziny. Takie rzeczy wyłapać może nauczyciel. Dwie osoby, które siedzą ze sobą w ławce, piszą zupełnie inne wypracowania. Nie chodzi tu o talent, ale o przyzwyczajenia, które wynosimy z domu. To głównie na tym poziomie zwracam uwagę na różnice społeczne.

    Czy ponad 25 lat po transformacji sytuacja tych gorzej sytuowanych osób nie poprawiła się dzięki takim inicjatywom, jak właśnie Świetlica Krytyki Politycznej, w której pracujesz?

    W pracy zawsze skupiam się na konkretnych osobach i widzę, że te losy nadal bywają dramatyczne. Nawet jeśli ktoś jest „na oku” instytucji, to zdarza się, że doświadcza nie tylko pomocy, ale i bezduszności czy niesprawiedliwości. W mojej książce dwie dziewczyny biorą udział w drobnej kradzieży i tylko jedna z nich trafia do ośrodka opiekuńczo-wychowawczego. Taki ośrodek ma pomagać, wyrównywać różnice, wyciągać z trudnych sytuacji, a czasami tak się nie dzieje. Pomimo tego, że istnieją nowe instytucje pomocowe, to cała ta biurokratyzacja wokół nich sprawia, że zapomina się o czynniku ludzkim, który jest najważniejszy.

    W „Ma być czysto” prowadzisz narrację z trzech perspektyw. Oprócz Julki i Oliwki jest Magda, macocha. Dlaczego właśnie ona jest tak ważna?

    Dlatego, bo zmienił się model rodziny. Macocha lub ojczym zajmujący się dzieckiem to często zjawisko niedostrzegalne przez instytucje, pomimo tego, że oni żyją w danej rodzinie dwadzieścia lat i mają realny wpływ na wychowanie. Problem jest szczególnie wtedy, gdy związek nie jest sformalizowany. Wydaje mi się, że jesteśmy w momencie, kiedy nastąpił wybuch rodziny atomowej. Mamy przekonanie, że powszechnym modelem rodziny jest 2+1 czy 2+2, ale w praktyce wchodzimy w nieoczywiste relacje. Takie sytuacje są bardzo powszechne, a rzadko kiedy mamy możliwość porozmawiania o nich inaczej niż w kategoriach defektu. Zawsze irytowało mnie, że jak w książce występowała macocha, to była tą złą. Magda jest zupełnie kimś innym – próbuje wejść w życie Julii i jakoś ją zrozumieć. Wydawało mi się też, że przeglądanie się nawzajem dzieci i dorosłych pozwoli czytelnikowi zobaczyć, jak ta sama sytuacja może wyglądać z dwóch perspektyw. Na przykład to, jak układają się relacje Julki z Magdą – ta pierwsza w ogóle się nad tym nie zastanawia, traktuje to naturalnie. To Magda głowi się, jak wpasować się w tę rodzinę.

    Czy szkoła publiczna może być dobra?

    Oczywiście, jeśli nie odbywa się w niej selekcja. Może być miejscem, gdzie spotykają się –czasami tylko raz w życiu – osoby z różnych grup społecznych. Dzieci mają wtedy możliwość czegoś się od siebie nauczyć, o czymś dowiedzieć. Szkoła musi dawać szansę na rozwój dla każdego, niezależnie od tego, z jakiego pochodzi domu. Nie każdy może być kowalem własnego losu. Wielu potrzebuje wsparcia, choćby ze strony szkoły. Tak jest w przypadku Julki i Oliwii. Dla pierwszej pójście na studia to coś oczywistego, bo wszyscy w jej otoczeniu są dobrze wykształceni i jeśli się jej powinie noga, to spotka się ze wsparciem rodziny. Oliwia w ogóle nie myśli o przyszłości, ma inne marzenia i aspiracje związane z jej trudnym położeniem życiowym.

    cieplak_3

    Czy to dobrze, czy źle, że gimnazja znikają? W moim mieście rodzinnym były osiedlowe gimnazja-molochy i te rzekomo oferujące wyższy poziom nauczania, przy liceach. Podział tworzony był już na tym etapie.

    Reforma edukacji jest zła ze względu na pośpiech i brak dialogu z różnymi środowiskami, nie tylko nauczycielskimi. Dyskusja o likwidacji gimnazjów odbywała się głównie na poziomie przepychanek politycznych, dodatkowo podkręcanych różnymi stereotypami o uczniach. Nie bierze się pod uwagę tego, co zostało wypracowane przez nauczycieli uczących w gimnazjach, nie zwraca się uwagi na młodych ludzi i ich problemy, które nie znikną wraz z likwidacją tego typu szkół. Zignorowano 910 tysięcy podpisów w sprawie referendum. Oczywiście poprzednia reforma, choć przebiegała wolniej, też wymagała postawienia spraw na głowie. Osoby z roczników ’86 przeżywały totalny chaos. Dlatego oburza mnie, że niczego się od tego czasu nie nauczyliśmy. W mediach podaje się informacje, że już wszystko jest pozałatwiane i od września szkoły pracują zgodnie z planem, ale z każdej strony słychać głosy rodziców i nauczycieli, że jest zupełnie inaczej.

     

    Zdjęcia: Hanna Jakóbczyk

    Dziękujemy organizatorom festiwalu Literacki Sopot

     

    Recenzja książki Anny Cieplak „Ma być czysto”: http://www.anywhere.pl/article,2157,Anna-Cieplak-Ma-byc-czysto---recenzja

    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere