• Oferta
  • O nas
  • Partnerzy
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Aleksandra Budka

    Wymarzyła sobie, że zawodowo będzie słuchać muzyki. Dziś nie tylko muzyki słucha, ale też o niej opowiada i pisze. Pasjonatka radia i klimatu retro, kolekcjonerka płyt, okularów i torebek. Od wielu lat związana z radiową Trójką. Fanka Grzegorza Ciechowskiego, przez co jej serce jest z pewnością biało-czarne. Kawę zaś pije zawsze białą.


    Paweł Granecki: Buntuję się codziennie

    2017-11-17
    Moglibyśmy stanąć naprzeciwko siebie w sądzie. On, jako oskarżyciel polskiej muzyki, ja - jej obrończyni. Paweł Granecki otwarcie mówi o tym, że muzyka w naszym kraju jest wtórna, dlatego sam próbuje nadać jej nową jakość. Na co dzień adwokat, który stroni od garniturów, po godzinach muzyk i buntownik. Właśnie założył nowy zespół, z którym wydaje autorski materiał. Czy będzie rewolucyjny? Oceni to vox populi.

    „Słuchaj, potrzebuję prawnika” - często to słyszysz?

    Codziennie. To pytanie oznacza, że ktoś coś chce i w dodatku chce mieć to na „już”. Więc te słowa wróżą raczej kłopoty, a ja nie lubię odmawiać.

    1-2

    Co było zatem pierwsze, zainteresowanie muzyką czy kodeksami?

    Pochodzę z rodziny, która od zawsze żyła muzyką. Mój dziadek był kompozytorem, rodzice także śpiewali i grali, oprócz tego mam wśród bliskich malarzy i plastyków, więc to bardzo artystyczna rodzina. I trudna, bo artyści to z reguły ludzie trudni do życia. Na to, żeby pójść na prawo, zdecydowałem się w klasie maturalnej, a były to czasy obowiązkowych egzaminów na studia. W liceum nie bardzo interesowałem się nauką, bo grałem, jeździłem na koncerty, albo siedziałem w studiu nagraniowym. Lata na uniwersytecie wspominam jako niekończącą się zabawę. Jeden egzamin do tyłu po pierwszym semestrze, potem drugi – pamiętam, że po zdaniu poprawki z historii ustroju i prawa Polski wyrzuciłem podręcznik do kosza (śmiech). A o wyniku dowiedziałem się dzwoniąc z budki telefonicznej w Budapeszcie. Dostałem chyba czwórkę, więc tokaj lał się strumieniami. Później na poważnie zainteresowałem się prawem cywilnym, o którym mówiło się, że jest najszlachetniejsze. Jeszcze na studiach poszedłem na praktyki do kancelarii i zostałem tam na lata. Aż w końcu otworzyłem swoją i to jest stan na dziś.

    Opowiadasz o tym tak, jakby to było banalnie proste i przychodziło bez żadnego wysiłku.

    Moja ścieżka wyglądała nudno i klasycznie, jak cursus honorum w starożytnym Rzymie. Choć nie wiem, czy była tak prosta. Studia wspominam jako bardzo przyjemne, bo prawo jako takie niesamowicie mnie interesowało. Aplikacja to frajda, bo wszystko robi się po coś. Był moment, kiedy podobno uchodziłem za wschodzącą gwiazdę teorii prawa, ale pochłonęła mnie praktyka.

    1-3

    Jako student prawa jeździłeś do Jarocina?

    Nie, Jarocin to kompletnie nie moja muzyka. Aż do zeszłorocznego Open’era nie jeździłem na festiwale. Polska muzyka jest wsteczna, nieuwzględniająca ani w kompozycji, ani w produkcji ostatnich dwudziestu lat, tworzenia muzyki na świecie.

    Wchodzimy na grząski grunt…

    Znam wielu polskich artystów, to są fajni ludzie i fajni muzycy. Ale z jakichś powodów w większości grają nieciekawą muzykę, zupełnie nienowatorską, choć mają znakomity warsztat. U nas umie się grać. Ale co z tego? Nie ma odpowiedników dużych marek muzyki amerykańskiej czy polskiej. Nie widzę polskiego Coldplay, Kings Of Leon, czy Foo Fighters. I to nie dlatego, że ich nie lubimy, bo gdy przyjeżdża do nas Foo Fighters, to wypełnia stadion. Polskim zespołem, który przed laty chciał coś pokazać, był The Car Is On Fire. A pierwszym takim było Myslovitz. Pamiętam ich z połowy lat 90., grali współcześnie, jak wówczas Oasis. Przekleństwem polskiej muzyki jest próba upodobnienia się do tego, co się tutaj lubi – to schlebianie gustom ludzi w wytwórniach, którzy w polskich warunkach chcą sprzedać coś jak najlepiej. A te, umówmy się, są marne – to naród ludzi głuchych, wystarczy posłuchać jak śpiewają w kościele lub na stadionach. Polska już dawno przestała być krajem Chopina, to kraj Zenka Martyniuka. Nic tego nie zmieni. A branża jest skostniała, ten sam chłam grają ci sami ludzie od wielu dekad. Znalazłem na to prosty patent – w ogóle ich nie słucham. Dla mnie dobra polska muzyka to w zasadzie tylko Niemen, SBB, Breakout i Klan.

    ramirez_4

    Jestem świeżo po Open’erze, na którym zagrało między innymi Foo Fighters. Wydaje się, że to ostatnia rock’n’rollowa kapela na świecie. Światowa muzyka podąża trochę w innym kierunku, co Open’er także pokazał.

    Nieprawda, jest jeszcze Green Day! Foo Fighters to znakomita kapela, choć nie zgadzam się, żeby na świecie odchodziło się od rock’n’rolla. Nie gra się już oklepanych patentów i muzycznych rozwiązań. Tak jest już tylko w Bon Jovi. (śmiech) Na świecie nagrywa się wciąż przeciekawe rzeczy czerpiące z rocka, do którego dołącza się nowe pomysły. Tame Impala grają wariacje na temat rocka, ale to wciąż rockowa muzyka. Ja wywodzę się z tego gatunku i takie piosenki piszę. Jednak podczas nagrań robię wszystko na przekór rockowym zasadom.

    Nasz wspólny znajomy wywołał ostatnio dyskusję na temat tego, że młodzi nie mają już przeciwko czemu się buntować. Dlatego brakuje młodych zadziornych kapel, jak te z najświetniejszych czasów Jarocina.

    Pamiętam tę dyskusję, bo napisałem, że może nie jesteśmy młodzi, ale nadal się buntujemy, na co on odparł: „Nas to nie dotyczy”. Jednak wychodzi na to, że jestem nienormalny, bo ja codziennie buntuję się przeciwko wszystkiemu. Myślę sobie, że artyści z natury są bardziej otwarci, światli i tolerancyjni. Dziwność nas nie razi, a raczej pociąga. I dla takich ludzi jest w tym kraju otwarte pole do solidnego buntu. Poczynając od dyktatury, która coraz mniej kryguje się w swoich zapędach, kończąc na obyczajowości. Monty Python potrafił się z tego śmiać, my też moglibyśmy śmiać się z tych „Grażyn” i „Januszów” narzucających nam swoje widzenie świata. Opresyjny katolicyzm może być także powodem do buntu. Jest się także przeciwko czemu buntować w codziennych sprawach – nie umiem spokojnie przejść nad taniością relacji i kontaktów. Mam romantyczno-tradycyjną naturę, więc nie podoba mi się instytucja Tindera, kultura selfie, prężenie tyłka na Instagramie. Napisałem ostatnio piosenkę „Queen of Instagram”, w której to obśmiewam i staram się umazać złem. Korporacje, które kasują indywidualizm – to jest realny powód do buntu. Zresztą ci starzy rockmani też buntowali się przeciwko temu, co ich otaczało. Śpiewali o wojnie w Wietnamie, dziś mało mamy wojen? W tej dyskusji, którą zapoczątkował nasz kolega, napisałem chyba trafnie o tym, że buntowali się jednak przede wszystkim słuchacze – dla nich, a nie dla wykonawców, to była muzyka buntu. Mick Jagger z Marianne Faithfull, hrabianką austriacką, przebalował w towarzystwie angielskich arystokratów całe lata 60. i miał gdzieś bunt, to nie był jego klimat.

    1-4

    Czy ty obśmiałbyś w utworze swoje środowisko adwokackie?

    Jeżeli bym się czasem z niego nie śmiał, to raczej dlatego, że byłoby to nieoryginalne.

    Jesteś jedną nogą w palestrze, a jedną w światku muzycznym. Jak z twojej pespektywy wyglądają te dwa światy?

    One raczej się nie zazębiają. Nie uważam, żebym był gorszym muzykiem przez to, że zarabiam na życie prawem, a gorszym prawnikiem przez to, że potrafię grać. Pracuję w dzień, a gram wieczorami.

    Jak ci wychodzi uprawianie muzyki po godzinach?

    W ten sposób odpoczywam, to tak różna dziedzina od praktyki adwokackiej, że głowa bardzo się czyści. Wracam z pracy, przebieram się za muzyka i do nocy gram, a rano przebieram się za adwokata. Był czas, kiedy w aktówce nosiłem płyty, bo moi klienci chcieli posłuchać mojego zespołu i bardzo dziwili się, że to rozsądnie brzmiąca muzyka. Ale wyobrażam sobie sytuację, w której ktoś ocenia mnie jako niepoważnego prawnika, bo gram na gitarze i radzi mi, abym w końcu na coś się zdecydował. Ale absolutnie nie trzeba się decydować. Muzyki nie da się wyrzucić. To nie młodzieńcza fascynacja, a przymus robienia ciągle czegoś nowego. Mam takie momenty, kiedy chciałbym, aby jednego lub drugiego nie było. Tak się jednak nie da. Można nazywać prawo zawodem, a muzykę hobby, ale to dwie równorzędne pasje, które traktuję równie poważnie.

    Czy to muzykowanie to nie jest aby kaprys pana prawnika?

    Spotkałem się z takim podejściem. Gdy nagrałem płytę z Love De Vice, która miała znakomite recenzje, pojawiły się słowa o tym, że stać nas było na wyłożenie kasy na płytę, a przez to, że tę kasę mamy, nie musimy grać koncertów. Byłem zły na takie komentarze. Grałem, zanim zostałem prawnikiem, to zaczęło się, gdy miałem 14 lat. Tak więc muzyka jest dużo bardziej pierwotna. Ta poukładana zawodowa droga to pokłosie inteligenckiej rodziny, w której każdy skończył studia. Dorastałem w środowisku dobrego warszawskiego liceum i kolegów z dobrych domów. Dziś nie dałbym się namówić na żadne studia, będąc tak zaangażowanym w muzykę, jak wtedy.

    ramirez_5

    Zespół Love De Vice opuściłeś tuż po wydaniu płyty, w którymś z wywiadów tłumaczono to jako podążanie za marzeniami o własnym projekcie. Czym więc jest ten wymarzony projekt?

    Chciałem grać inaczej, ale nie chodziło o to, by projekt był mój. Muzykę, jaką chcę grać, muszą czuć wszyscy i muszą chcieć ją tworzyć. To także kwestia szkoły grania. Ostatnia płyta Love De Vice jest mniej progresywna i brzmi dużo nowocześniej. Nie chciałem grać skamieniałych form i do dziś nie chcę tego robić. Dlaczego mam robić coś wtórnego albo wręcz wstecznego? Dziś sam robię coś nowego. Nikt w Polsce nie gra takiej muzyki, ale z kolei można ją spokojnie usłyszeć w Glastonbury. Dla jednych brzmi to jak Franz Ferdinand, dla innych jak Tame Impala albo Red Hot Chilli Peppers i to wszystko tam jest, bo ja tych kapel słucham. Jest nas czterech – ja na gitarze i wokalu, są jeszcze klawisze, perkusja i bas. Wszyscy słuchamy podobnej muzyki, lubimy Radiohead, Depeche Mode, rzeczy dalekie od klasycznego rocka. Liczy się groove i beat, niebanalność.

    Jak nazywa się ten projekt?

    Amaze, i to stan na dziś. Mam nadzieję, że ta nazwa zostanie, bo mieliśmy na nią już kilkanaście pomysłów. (śmiech) Mniejsza z tym, jak się nazywa, bo to się jeszcze może zmienić, ale mamy nagrany cały pierwszy album, który jest już miksowany, ale ponadto napisany jest także album drugi. Od nagrania pierwszej płyty w lutym napisało się już dużo nowych rzeczy i nie mogę doczekać się, kiedy zaczniemy je nagrywać. Nie zdecydowałem się na żadną wytwórnię. Ona może dać mi tylko stustronicowy kontrakt i dyktować warunki. Nie mam potrzeby pracowania z żadnym narzuconym producentem. Wytwórnia już nie jest oknem na świat dla kapeli. Dziś najważniejsze to zatrudnić ludzi od mediów społecznościowych i niech te media zadecydują o sukcesie bądź jego braku. Ludzie nie kupują już kompaktów, muzyki słuchają na YouTube. Naszego materiału będzie można słuchać na streamingach już w sierpniu. Nie ma czegoś takiego jak premiera, więc nie czekamy do premierowego sezonu jesiennego. To po prostu zacznie być dostępne dla ludzi. To najlepsze czasy dla muzyki, czasy, w których obowiązuje pełna demokracja. Nie ma, że rozgłośnia nie chce cię puszczać, że ktoś nie napisze recenzji w poczytnej prasie, bo recenzje wystawiają wszyscy i wszędzie. Dziś wszyscy są muzykami i dziennikarzami muzycznymi. Wszyscy jesteśmy mediami. Dlatego też łabędzim skrzekiem starego systemu myślenia o promocji muzyki są nikomu niepotrzebne talent show. Jeśli ktoś ma komputer z dostępem do Internetu, może zastąpić tym wytwórnię, rozgłośnię, prasę – wszystko. Jedyne co ma zrobić, to zagrać dobrą muzykę. Tylko to się liczy.

    1-5

    A ty marzysz o tym, żeby być gwiazdą?

    Kompletnie mnie to nie interesuje.  

    Zatem o czym marzysz? O koncertach, blichtrze, fankach?

    O koncertach się nie marzy, koncerty się gra. A blichtr i fanki – tego raczej się obawiam. Nie chciałbym zobaczyć swojego zdjęcia na Pudelku. Marzenie to coś, co z definicji oznacza, że się nie spełni. Mam plany. Chciałbym pograć, mieć to poczucie, że zagrałem dużo bardzo dobrych koncertów. Najtrudniej o to w Warszawie, bo publiczność tutaj jest rozpieszczona i trudno ją przyciągnąć na jeden z kilkudziesięciu koncertów, które tygodniowo tu się odbywają. 

    Paweł Granecki – wokalista, gitarzysta, kompozytor, prawnik, warszawiak. Współtworzył zespół Love De Vice, a po odejściu skompletował nowy skład pod nazwą Amaze. Grupa nagrała pierwszy album, który będzie dostępny w sieci. W przygotowaniu są klipy do utworów z debiutanckiego materiału, ale też piosenki na drugą płytę.

     

    Zdjęcia: Tomasz Sagan

    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere