• Oferta
  • O nas
  • Partnerzy
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Aleksandra Budka

    Wymarzyła sobie, że zawodowo będzie słuchać muzyki. Dziś nie tylko muzyki słucha, ale też o niej opowiada i pisze. Pasjonatka radia i klimatu retro, kolekcjonerka płyt, okularów i torebek. Od wielu lat związana z radiową Trójką. Fanka Grzegorza Ciechowskiego, przez co jej serce jest z pewnością biało-czarne. Kawę zaś pije zawsze białą.


    Jesień w pralni na Smutnej

    2017-11-16
    Amatorzy. Dopiero teraz zaczną narzekać, jaką to oni mają depresję, jaką chandrę jesienną, jak fatalnie reagują na brak promieni słonecznych.

     

    Ona, nawet jeśli słońce wypala na jej nosie rude piegi, potrafi zorganizować sobie zawody w nieuśmiechaniu się na czas. Kiedy w upalny lipcowy dzień kupuje mineralną lekko gazowaną i paczkę cienkich mentolowch, a kasjer pokazuje uzębienie, upewniając się, czy o czymś przypadkiem nie zapomniała i czy w czymś jeszcze może pomóc, odechciewa się jej tego lata jeszcze bardziej.

    Jesienią jest inaczej. Wtedy nawet sprzedawcy nie mają ochoty doradzić w wyborze drożdżówki na śniadanie, wypowiadają dużo mniej słów, a to, że ona nie odzywa się do nich w ogóle, nie uznaje się za nieuprzejmość. Jesienią poczytywana jest za całkiem normalną. Przestaje być wyrzutkiem, dziwakiem, który nie lubi, jak jest ciepło, a lubi tę poetycką na wskroś słotę. Normalni ludzie mają przecież zupełnie odwrotnie. W październiku, gdy zatoki eksplodują z bólu, gdy wszyscy narzekają, poddają się wirusom grypy, a przede wszystkim łapią słynną depresję, ona nareszcie czuje się prawowitym członkiem tego porypanego społeczeństwa.

    opowiadanie

    Wcale nie jest wyjątkowa. Ona jest inna, swą innością ani zachwycona, ani przerażona. Ni to ją boli, ni pasjonuje, ot, po prostu jest panią jesienią.

    Kiedy inni dziedziczą po rodzicach dobre geny, które potem objawiają się długimi nogami, nieprzeciętną inteligencją albo szlachecką niebieską krwią w żyłach, ona po matce wiośnie i ojcu lecie nie dostała nic, bo z połączenia tych dwojga wyszła pokręcona spirala DNA jesieni. W dodatku stereotypowa. Bo kasztanowe loki na głowie może mieć tylko pani jesień. Wiatr z ochotą je rozwiewa, chodzi potem potargana jak pościel na łóżku, którego znowu nie zasłała. Kolejny raz nie pozbierała z podłogi brudnej bielizny, tworzącej wstydliwy koronkowy labirynt prowadzący do sypialni. Musi w końcu posegregować pranie, koronki ustawić na trzydzieści, bawełnę na czterdzieści, a ręczniki na sześćdziesiąt. Ma za mało bielizny, ręczników i ubrań, więc pralkę włącza rzadko, chociaż tak lubi dudniący odgłos jej pracy. Sortowanie tych markowych butikowych szmatek sprawia pani jesieni przyjemność i trochę podnieca. Najbardziej podniecałoby ją pranie posiłowniowych męskich T-shirtów, ale nie ma w okolicy ani siłowni, ani mężczyzn.

    Mogłaby otworzyć pralnię i prać wszystkim zdesperowanym albo zdeprecjonowanym ludziom ich smutki i stresy. A jesienią, wiadomo, pralniany interes idzie najlepiej. Przyjmowałaby te jesienne kurtki, płaszcze, palta, trencze i prochowce do czyszczenia, przygotowywałaby je na deszcz, liście i listopadowe łzy. W małym głośniku grałby jazz, a nie pogodowe radio dla optymistów. Nie uśmiechałaby się do klientów, bo nie tego by oczekiwali. Stworzyłaby kultowe miejsce spotkań, chodziłoby się tam powdychać smutek i rozpacz, przesiąknięte byłyby nim nawet świeżo wyprane koszule. Byłaby znana z tego, że poprawia nastrój, pogarszając go, ci podobni do niej, zmęczeni na przykład presją wiosennego obowiązku zakochania się, mówiliby: „Chodźmy na Smutną, do pralni pani jesieni, do ostatniego bastionu normalności w tym popieprzonym wesołym miasteczku zwanym miastem stołecznym!”. A ona witałaby atrakcyjnym cennikiem płukania ubrań w płynie z goryczy, żalu i boleści duszy, a grzeczne dzieci swoich gości nagradzałaby naklejką z chmurką z piorunkiem.

    Paliłaby przed wejściem te swoje cienkie mentolowe, nie przeszkadzałby jej deszcz, trzeba przecież czasem zmoknąć. Nie widać wtedy łez, bo pani jesień czasem by sobie płakała, jej też się coś od życia należy. Płakałaby też, słuchając jazzu nad żelazkiem parowym w swojej pralni na Smutnej, niezależnie od pory roku płakałaby za wszystkich zadowolonych niepoprawnych optymistów, za miliony szczęśliwych cierpiałaby, za tych, co oddają płaszcze do prania też uroniłaby łzę. Bo ona jesienią jest cały czas, a pozostali piorą chemicznie swoje jesionki tylko raz w roku.

     

    rysowała: Katarzyna Gnacińska

    Reklama
    reklama Anywhere
    Przeczytaj również
    Reklama
    reklama Anywhere