• Oferta
  • O nas
  • Partnerzy
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Wojciech Zawioła

    Obserwuje, a potem opisuje i komentuje. Autor dwóch powieści: "Jest takie miejsce..." i "Szukaj mnie" a także czterech biografii: Mariusza Czerkawskiego, Roberta Lewandowskiego, Karola Jabłońskiego i Agnieszki Rylik. Dziennikarz Canal Plus Sport i prezenter wiadomości w TVN i TVN24. Zbzikowany na punkcie sportu, oszalały na punkcie muzyki. Wielbiciel twórczości z duszą.


    Na mundial

    2017-11-09
    Przez najbliższe pół roku nie będzie miało znaczenia, czy polskie społeczeństwo uwielbia, toleruje, czy nienawidzi piłki nożnej. Każdy z nas, nie tylko przypadkiem, usłyszy coś na temat piłkarzy. Informacje ze środka kadry będą nas zasypywać jak kulki gradu podczas nawałnicy. I będą jak seriale telewizyjne: niektóre wartościowe, a inne nikomu niepotrzebne.

    Kłopot w tym, że wszyscy będziemy łaknąć tych informacji, tak jak wszyscy krzyczeliśmy po meczu z Czarnogórą: „Jedziemy do Rosji”. Niestety słychać było także prorocze: „Zdobędziemy medal”. Tyle, że dwa ostatnie mundiale, na które jechaliśmy „po Puchar Świata” lub właśnie „po medal”, skończyły się dla Polski, łagodnie mówiąc, źle. Jedyne dwa sukcesy mundialowe odnieśliśmy kiedy w ogóle ich się nie spodziewano. W 1974 roku jechaliśmy do RFN jak żółtodzioby, osiem lat później jako kraj brodzący w stanie wojennym i jako reprezentacja bez meczów sparingowych. Warto byśmy pamiętali o tych faktach zanim piłkarze wylecą do Moskwy.

    Jednak po raz pierwszy od dawna mam wrażenie, że piłkarze reprezentacji są rozsądniejsi od kibiców i mediów. Oni nie będą powtarzać, ze ich celem jest Puchar Świata, medal czy podium. Oto i tak chodzi wszystkim sportowcom (w innym wypadku ich kariery nie miałyby sensu). Oni będą mówić o najbliższym meczu, bo jakkolwiek banalnie to brzmi, to takie nastawienie przynosi efekty.

    Ci piłkarze są świadomi. Świadomi tego, że szóste miejsce w rankingu FIFA nie oznacza, że jesteśmy szóstą drużyną świata. Świadomi tego, że nasza grupa eliminacyjna nie była „grupą śmierci”. Świadomi też tego, że gra o awans nie była idealna, że defensywa przysypia, że braków jest mnóstwo, że zetknięcie z nacjami pozaeuropejskimi może być czymś zbyt trudnym, że do czerwca jest czas, by coś z tym zrobić. W razie potrzeby będzie im o tym przypominał kapitan, który bezpośrednio po meczu z Czarnogórą zamiast świętować, dyskutował z trenerem o błędach w grze. Kapitan, który jest świadomy także własnego celu – do całkowitego spełnienia brakuje mu sukcesu reprezentacji. I do niego będzie uparcie dążył.  

    W tym widzę nadzieję. W tym krytycyzmie wobec siebie. W realnej ocenie swojej siły. Zbytnia pewność siebie na mundialu bezlitośnie zgubi.

    Przeczytaj również
    Reklama
    reklama Anywhere