• Oferta
  • O nas
  • Partnerzy
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Grzegorz Kapla

    Żyje z pisania. A żyć z tego, co się lubi, to dar. Bardziej od pisania lubi tylko spotykać ludzi. No i lubi być w drodze, kupować płyty w sklepie z płytami a nie w sieci, pomidorową i kabriolety. Kiedyś, dzięki dwojgu mądrym ludziom pojął, że nie trzeba pisać tylko o polityce. Że można pisać o świecie.


    Marek Napiórkowski: Nauka języka

    2017-11-07
    Gdy w jednym zdaniu padają słowa „gitara” i „jazz”, automatycznie myślisz o nim. Wirtuoz, kompozytor, jeden z najaktywniejszych muzyków w Polsce. Od wielu lat nie schodzi z topu, a sam mówi, że wciąż pociągają go muzyczne poszukiwania. Marek Napiórkowski.
    Kliknij powyżej, aby odtworzyć wideo

    Znalazłeś się w takim momencie biegłości i znajomości swojego instrumentu, że mógłbyś grać każdy rodzaj muzyki. Dlaczego więc wybierasz jazz?

    To wiąże się z tym, jak doszedłem do tej muzyki. W ogóle to nie lubię określania się, kategoryzacji, szufladek. Muzyka, którą się zajmuję, to muzyka improwizowana, której zdecydowanie najbliżej do jazzu. Ale moja droga tak się kształtowała, że zaczynałem, jak wszyscy...

    Od Hendriksa.

    Dokładnie. Mam nawet taką elegancką koszulkę. Zacząłem ją teraz nosić. Od Hendriksa, od bluesa, od różnych rzeczy. Jak się z jazzem zapoznałem, to była to taka miłość od pierwszego wejrzenia. Pojechałem w wieku lat 17, z moim przyjacielem Arturem Lesickim, na warsztaty jazzowe do Chodzieży. To było takie święte miejsce, gdzie wszyscy wybitni polscy muzycy spłacali niejako swój dług i uczyli młodych. Nie było globalnej wioski, więc nie było YouTube, gdzie wszystko masz pod ręką. Pamiętam, jak tam pojechałem i zobaczyłem, jak oni grają, jak się zachowują, jakimi są modelami. Zachłysnąłem się tą wolnością. I to jest klucz. Wolność i improwizacja, czyli coś, czym możesz, grając jazz czy muzykę improwizowaną, wyrażać się za każdym razem. Piękna sfera wolności. Materia muzyczna jest tu kluczem, ale wielkie wrażenie zrobiło też na mnie, jacy to byli ludzie. Jak byli swobodni, jakie mieli artystyczne usposobienie, jacy byli barwni, ciekawi. Z Jeleniej Góry, z której pochodzę, przyjechałem w czasach mniej kolorowych niż dzisiejsze.

    napiorkowski_1

    Był Festiwal Teatrów Ulicznych, więc było kolorowo.

    Wspaniały festiwal, zmienił wiele w moim życiu. Ale gdy przyjechałem do Chodzieży, zobaczyłem tych ludzi i tę wolność, rodzaj takiego nerwu, niezwykłą kreatywność, i tak zaczął się mój romans z muzyką jazzową. Oczywiście, ten romans polegał na tym, że musiałem się bardzo dużo nauczyć, natomiast, tak, jak wiele osób mnie teraz pyta - panie Marku, ile pan ćwiczył, jak pan zaczynał? - ja odpowiadam, zgodnie z prawdą - nie wiem. Po prostu zostałem złapany przez pasję.

    Ale to był ten moment, w Chodzieży, kiedy odkryłeś, że potrafisz?

    Czy potrafię, to ja odkryłem dużo później, o ile, taki moment można odkryć kiedykolwiek.

    Chodzi mi o ten moment, że już wiesz, że masz tyle kompetencji, że ten moment improwizacji..., że nad nim zapanujesz.

    Nie. To jest proces. Muzyka i improwizowanie... Z tym jest trochę tak, jak z nauką języka, czyli uczymy się słownictwa, formułowania zdań, najpierw prostych, potem złożonych. Zanim pojechałem do tej Chodzieży, też improwizowałem. Graliśmy proste bluesy, jakieś rockowe utwory i próbowaliśmy. Graliśmy tak zwane gitarowe solówki. Ja miałem taką wielką szopę włosów, a mój przyjaciel wyglądał, jak druga wersja, czyli włosy (wskazuje ramiona) i broda. Mimo, że młody, to tej brody doczekał się dość szybko. No więc proces improwizacji znaliśmy, ale kontakt z jazzem pokazał mi język. Język dużo bogatszy, pełniejszy ładnych zwrotów, sformułowań. I ja nie wiem, czy był taki moment, że „o, teraz to ja już mogę grać”. Uczymy się cały czas. Zrozumiałem wtedy, że żeby się ciekawiej wyrazić, musiałem po prostu poznawać ten język. Zaczęło mnie to kręcić. I powolutku, powolutku, uczyłem się różnych rzeczy z tej muzycznej kuchni. Grałem, wzrastałem wraz z tą muzyką. To jest też ważne, że ten proces, wiązał się z rozwojem, nie tylko w tej sferze muzycznej, lecz, co nie jest bez znaczenia, w sferze ludzkiej. Byłem nastolatkiem. Miałem 18 lat jak zacząłem już trochę grać. Po liceum przeniosłem się do Wrocławia. Spotykałem różnych ludzi. Wszystko ewoluowało. Użyłeś sformułowania "doszedłeś do momentu", podczas gdy my ciągle dochodzimy do tego momentu, gonimy tego królika, ciągle mamy rodzaj niespełnienia. Mogę natomiast powiedzieć teraz, że po wielu latach praktykowania, mam możliwość wypowiedzenia się. Lata żmudnego ćwiczenia, dzieje się to w każdej dziedzinie muzyki...

    W każdej dziedzinie życia.

    Tak, a już najbardziej chyba w muzyce klasycznej, która jest chyba jeszcze na innym biegunie, bo tam, ta maestria, to, ile musisz umieć, zanim zaczniesz nadawać...

    Ale jednak tam grasz z nut, a ty grasz z nut tylko pierwsze takty, a potem grasz coś, co się dzieje w momencie, kiedy to grasz.

    To jest niebywałe. Jakaś tajemnicza umiejętność, która nie jest jakimś dotknięciem magicznej różdżki, natchnienia li wyłącznie, tylko jest to pewna umiejętność, którą rozwijasz. Zdarza mi się czasem uczyć na warsztatach klasycznych, gdzie przyjeżdżają wirtuozi klasyczni. Uczę improwizacji. Nie uczę grania konkretnej rzeczy, tylko improwizacji, otwierania się. Zdumiewające jest to, jak bardzo ten model uczenia, związany z muzyką klasyczną, wiąże się z interpretowaniem, tylko i wyłącznie, a jak mało ludzie są otwarci na proces improwizacji. To nie jest tak, że jestem lepszy, bo zagrałem temat, a potem fruwam, improwizuję. Nie, całe życie rozwijałem jakąś umiejętność, nie wiadomo, jak ją nazwać...

    napiorkowski_2

    Nazwałeś ją - otwarcia.

    Pewnego otwarcia. Muzyk klasyczny, którego niezwykle cenię i szanuję, całe życie pracuje nad tekstem. Dobry muzyk klasyczny nie zagra tylko dobrze tekstu. Poza tym opowie też na nim historię. Tak, jak i my, ale ja muszę opowiedzieć tę historię, operując swoim językiem.

    Ty ją tworzysz w momencie...

    Ale to są inne mechanizmy. To bardzo ciekawe. Całe życie rozwijam ten mechanizm otwarcia się i opowiadania, oczywiście na bazie tego języka, którego uczę się całe życie, począwszy od tej Chodzieży, czy jeszcze wcześniej. „Ćwiczę” to może złe słowo. Rozwijam.

    Eksplorujesz.

    Uczę się za pośrednictwem przekaźnika, jakim jest instrument, ale przede wszystkim zaczynam słyszeć pewne dźwięki w swojej świadomości. Przez całe życie uczę się słyszeć dźwięki, które potem zagram, w tej, tak zwanej improwizacji.

    Ale słyszysz je wcześniej, zanim zagrasz? Wyobrażasz to sobie?

    Aaaa, to są wspaniałe pytania. I bardzo trudne. To jest bardzo skomplikowane. To jest proces, który....

    Kiedy wychodzisz na scenę, to masz temat. On trwa kilka taktów.

    Czy kilkadziesiąt.

    Jesteś bezpieczny w tym momencie, ale przychodzi ten moment, że musisz to przekroczyć. I to mnie ciekawi.

    To się dzieje w tym samym czasie. To nie jest tak, że słyszę wcześniej dźwięk C i teraz go zagram. Tylko tu i teraz. To jest taka bardzo głęboka forma uważności. Wielki muzyk jazzowy, Herbie Hancock, powiedział kiedyś, że takie bardzo zaawansowane granie to słuchanie i improwizowanie. Ja mam podobne zdanie na ten temat, myślę, że to się dzieje samo, na zasadzie jakiegoś impulsu. Ale nie jest to też tak, że nie wiem, co zagram. W jakimś sensie wiem. Ale wiem dokładnie dopiero w tym momencie, w którym to się dzieje, czyli tak, jakbym słuchał. To słuchanie... Z tą definicją Hancocka, wiąże się jeszcze inna rzecz. Ja zwykle nie improwizuję sam.

    To jest interakcja.

    Tak. Grając, tworząc w tym momencie jakieś tam melodie, słyszę je od razu w kontekście. To jest cała frajda. Ja bym na pewno nie uprawiał tego zawodu, gdyby tej interakcji nie było. Może się tak zdarzyć, że ktoś zagra molowy utwór, te same nuty, z pogodą ducha, w taki sposób, że ludzie będą się sympatycznie uśmiechać. A kto inny zagra dokładnie ten sam tekst, mówimy o klasyce, w taki sposób, że będą na przykład płakać. To rozgrywa się na tym pograniczu i muzyka jest tu formą komunikacji, ewidentnie. Ja ciągle używam słowa „język”, bo dla mnie jest to językiem. Nazwijmy to językiem muzyki jazzowej albo językiem improwizacji albo językiem świata harmonii.

    napiorkowski_3

    Albo łamania tej harmonii.

    Albo łamania. Ale znając zasady.

    Mając kompetencje.

    To nie są zasady książkowe, ale powiedzmy - umiem muzykować. Słyszę jakiś akord, jestem w stanie opowiedzieć na nim jakąś historię. Mogę tę historię opowiadać, łamać zasady, nieważne, ale je znam. Stąd jest to przepiękne, że jazz, troszeczkę to zawężając, wypracował taki język, który sprawia, że jeżeli ja pojadę w dowolne miejsce na świecie, gdzie są muzycy, którzy również się tym pasjonują, to razem możemy improwizować bez żadnych znaczeń, ale możemy też, na podstawie języka, zagrać standard jazzowy "Summertime" Georga Gershwina, wszystkim znany, i na tym zbudować jakąś opowieść. Mówiliśmy o otwartości. Ta otwartość, którą ja bardzo cenię, to jest coś takiego, że ja się uczę całe życie reagować, wchodzić w interakcję. Zatem, jeżeli spotykam jakiegoś muzyka, z którym gram, natychmiast wsłuchuję się w to, co on gra, staram się słyszeć nas razem.

    Czyli muzyka jest rodzajem energii.

    Absolutnie. I takiej też synergii. Ktoś gra fajnie, ktoś inny też gra fajnie, a razem mogą zagrać bardzo fajnie.

    Albo fatalnie.

    Tak, to też się zdarza bardzo często.

    Powiedz, dlaczego w takim bardzo szerokim rozumieniu, jazz jest muzyką trudną i skomplikowaną, przez co słuchamy go rzadziej niż popularnych przebojów, które ciągle operują tymi czterema akordami? Dlaczego ludzie się tego obawiają? Dlaczego wolą słuchać w trzech akordach, liczoną na cztery piosenkę, w której słyszysz samą produkcję i nie ma nic z tego, o czym mówisz, co jest dla muzyki najbardziej istotne?

    Każdemu, kto zadaje takie pytanie, daję radę - przyjdź na koncert. Ta muzyka, w której następuje ta wymiana energii, staje się nieporównywalnie prostsza. Uważam, że nie trzeba tego rozumieć. Czy jest rozumienie muzyki? Przecież to abstrakcja, czysta abstrakcja. Wiadomo, że jesteśmy przyzwyczajeni do utworu "Diana" Paula Anki, od dziecka…

    Bo go słyszymy.

    Bo leci on, bądź jedna z jego miliona wersji, inaczej wyprodukowana, z innymi słowami. Muzyka jazzowa natomiast wykształciła bogatszy język muzyczny, który czerpie z dokonań, muzyki klasycznej w kwestii harmonicznej...

    Rockowej...
    Owszem. W rytmicznej z bluesa, z ludowych różnych rzeczy. Jest bardziej wyrafinowana, natomiast nie jest niczym strasznym. Cała kwestia polega na tym, że na przykład, jeżeli weźmiesz poczytną powieść, dajmy na to - nie czytałem, ale zaryzykuję - "50 twarzy Greya", i ta książka zrobi na tobie wrażenie, to jeżeli zadasz sobie trud, żeby wziąć powieść Nabokova i poświęcić jej chwilę czasu, to każdy odkryje gigantyczną wprost różnicę w finezji, w każdym zdaniu. I muzyka jazzowa wymaga tylko i wyłącznie takiego przystanięcia. Trzeba stanąć na chwilę, zastanowić się. Uważam, że nie ma sensu tego rozumieć. Muzyka nie jest do rozumienia.

    Ale może chodzi o to, że ona wymaga skupienia. Musisz się na niej skupić, bo stajesz się częścią tego zjawiska, performensu, koncertu.

    No tak.

    napiorkowski_4

    Natomiast w popowej muzyce jest zupełnie inaczej. Ona nam towarzyszy w samochodzie, w kuchni, w reklamach. Ciągle. Stała się takim hałasem, który zupełnie nam nie przeszkadza, ale czasem tupiemy nogą, bo jest na cztery, i w korku, w samochodzie, jest elementem tła, tak? A jazz zmusza nas do tego, żeby stał na pierwszym miejscu. Musimy się skupić na półtoragodzinnym koncercie, a żyjemy w świecie, który dostarcza nam tylu wrażeń, że się nie możemy na niczym skupić.

    Tak, i taka jest dzisiejsza cywilizacja - szybkiej satysfakcji. Ja bardzo lubię wiele utworów, piosenek popowych. Jak są zgrabne, to są ładne. McCartney pisał piękne utwory, melodie. Myślę, że gdyby napisał je Mozart i były zorkiestrowane w ten sam sposób, nikt by się nie zorientował. To jest ten sam poziom pewnego błysku, niesamowitego daru. Jak to jest z tym koncertem jeszcze… Tak naprawdę, czymś, co zadziała na melomana otwartego, będzie to, jak ci muzycy zagrają, także w sensie, nazwijmy to, energetycznym. Widziałem wiele razy ludzi, którzy także na moje koncerty przychodzili i mówili – „Boże, ja myślałem, że to będzie coś strasznego, a tu taki czad, jest energia”. Dobry zespół rozmawia ze sobą. Ludzie uczestniczą w tym procesie, strasznie ich to kręci i największym błędem jest próba zrozumienia tego. Nie można zrozumieć sztuki. Można sztukę odebrać, przeżyć.

    Mówi się, że miecz jest duszą samuraja. Z gitarami jest podobnie. Są instrumenty, na których grasz dłużej, bardziej je czujesz i bardziej jesteś z nimi związany?

    Na ten temat mogę opowiedzieć ciekawą anegdotę. Pamiętam, jak pojechałem kiedyś do Kanady i przywiozłem ze sobą lutniczą gitarę Lindy Manzer. To jest taki święty graal - wspaniały, niesamowity instrument. Nabyłem ją przez to, że zagrałem w projekcie Anny Marii Jopek z Patem Methenym. Potem miałem próbę z innym zespołem. Podłączam ją z wielkim namaszczeniem, a perkusista, który wtedy ze mną grał mówi potem: „Ja tam nie słyszę żadnej różnicy”. I pytanie, czy ta gitara jest lepsza niż inne? Moim zdaniem absolutnie tak, natomiast te wszystkie skarby, jak miecz dla samuraja, sprawiają, że to my, wykonawcy, czujemy się lepiej. Dlaczego ja lubię i mam kilka-kilkanaście świetnych instrumentów? Nie dlatego, że jestem kolekcjonerem, ale dlatego, że one dają mi szansę wyartykułować to, co ja chcę zagrać, a i tak przy tym będę wciąż brzmiał jak ten sam Napiór. To piękne, że wielu muzyków bierze do ręki taką samą gitarę, po czym każdy gra i brzmi inaczej. Nie jest tak, jak kiedyś – „Ale ma gitarę, ale ma wzmacniacz! Kupił sobie sprzęt, ale mu gada”. Wszystkim teraz „gada”. Ważne jest to, co wydobywasz. Jak przekazujesz ten dźwięk, jak on drga. Każdy słyszy ten dźwięk inaczej. Gdy zmieniam instrument na teoretycznie lepszy, to i tak dążę do tego swojego, umownego brzmienia. Nowa gitara daje mi nowe szanse artykulacyjne. Zdarza się, że jest troszeczkę bardziej wymagająca i żeby wydobyć ten dźwięk, muszę się bardziej napocić, ale dzięki temu mogę uzyskać więcej drobiazgów, o które mi chodzi. Gitara musi się odzywać i musi słuchać.

    Ale masz taką, która słucha się bardziej niż inne?

    Mam nawet kilka takich. Te główne, na których gram, to są właśnie takie, których dźwięk mi się podoba. Wracając do Lindy Manzer, to jest taka pani, która mieszka w Kanadzie, wygląda jak Joni Mitchell i jest po prostu niezwykłą artystką.

    Ale ona kroi tę gitarę pod ciebie?

    Nie, obie gitary, które od niej mam, po prostu kupiłem jako używane. Ona robi takie gitary, jak jej w duszy gra. Cały świat wie, jak się robi gitary. Robi się z takiego, siakiego drewna, tu się belkuje w taki, czy inny sposób. Z niewiadomych przyczyn, gitara Lindy Manzer, zawsze brzmi, jak gitara Lindy Manzer. Nie ma tu jakiejś tajemnej receptury, jak w coca-coli. Bo możesz tę gitarę rozłożyć na części. Wszyscy wiedzą, jak to wygląda, a mimo to, ona ma w sobie to coś fantastycznego i ja uwielbiam jej dźwięk. Fajne instrumenty dają nam szanse, tak samo jak kierowcy rajdowemu lepszy samochód daje szansę, by dohamować w ostatniej sekundzie.

    Tak jest z jazzem, że musisz wyhamować w ostatniej sekundzie?

    My wszyscy staramy się ryzykować. Jest taki piękny plakat, który zrobił Rafał Olbiński na jedną z edycji Jazz Jamboree przed laty. Stoi kelner z tacą. Na tej tacy jest dokładnie taki sam kelner z tacą, potem kolejny. Środek ciężkości się strasznie przechyla, ale z jakiegoś powodu, to wszystko trzyma się kupy. Zobaczyłem ten plakat i pomyślałem - jakie to piękne zobrazowanie tego, czym się zajmujemy. Bo chcemy ryzykować, chcemy grać coś nowego za każdym razem, ale - co też jest bardzo interesujące - że nie za wszelką cenę. Musi się to zawierać w pewnych ramach postrzegania piękna. Nie fascynuje mnie dokonywanie jakiegoś samoobnażenia na scenie, krzyczenie „Zobaczcie - zaraz pójdę dalej!”. Nie, ja chcę, żeby ta muzyka była dalej piękna. Chcę zaryzykować najbardziej jak się da, ale w ramach pewnego gustu, smaku, który ja reprezentuję.

     

    fot.: Tomasz Sagan

    Reklama
    reklama Anywhere
    Przeczytaj również
    Reklama
    reklama Anywhere